Czy to już koniec Marszu Niepodległości?

Coś poszło bardzo nie tak...
7 minut czytania
1777
1
Jakub Napoleon Gajdziński
Jakub Napoleon Gajdziński
14 listopada 2017
rys. Malwina Bienias

Nie jesteśmy rasistami, ale separatystami rasowymi – powiedział w wywiadzie dla Do Rzeczy Mateusz Pławski, rzecznik prasowy Młodzieży Wszechpolskiej, jeden z organizatorów Marszu. Wiele wskazuje, że te słowa będę miały poważne konsekwencje. Czy to już koniec sławnego na całą Europę marszu?

Dziennikarz Do Rzeczy pytał Pławskiego o radykalne hasła, które pojawiły się na Marszu. Wśród nich znalazły się choćby takie transparenty jak m.in. „Czysta krew, trzeźwy umysł” [jak później wyjaśniono, związane z ideologią straight edge, nie rasizmem – przy. red.], „Wszyscy różni, wszyscy biali” oraz „Europa będzie biała albo bezludna”. Rzecznik MW twierdzi, że nie widział nic podobnego podczas manifestacji. Jednak w swojej wypowiedzi nie poprzestał na tym.

„Jesteśmy separatystami rasowymi”

– Czynnik rasowy, czynnik etniczny jest bardzo ważny, mimo że rasistami nie jesteśmy. Jesteśmy zdania, że w dzisiejszym świecie, gdzie kultury i etniczności się mieszają, trzeba ten czynnik też podkreślać, natomiast wspomnianych zdjęć nie widziałem – powiedział Pławski.

W końcu pada też zdanie o separatyzmie rasowym: – Jesteśmy separatystami rasowymi, uważamy, że jedna rasa nie jest lepsza od drugiej, ale każda jest inna, zamieszkuje inny kontynent. Etniczności nie należy mieszać.

Sprawę skomentował prawicowy publicysta Rafał Ziemkiewicz, pisząc na swoim profilu na Twitterze, że „Marsz Niepodległości dokonał w tym roku spektakularnego samozaorania”. Trudno się z nim nie zgodzić. Nieprzemyślane (zbyt szczere?) słowa rzecznika mają bowiem dość nieoczekiwany skutek. Przeciwko organizatorom Marszu, wśród których jest MW, zwrócili się nie tylko przedstawiciele liberalnej lewicy ale także duża część prawej strony. To może przypieczętować los Marszu w przyszłym roku, zwłaszcza, że obchody setnej rocznicy organizować będzie prezydent Andrzej Duda. Lepiej wesprzeć prezydenta, niż „rasowego separatystę”.

Poglądy rzecznika można opisać w następujący sposób: człowiek może być dobrym obywatelem, ale to jeszcze nie czyni go Polakiem patriotą. By takim się stać, trzeba wpisać się w trzy czynniki, które zdaniem Pławskiego, decydują o byciu Polakiem. – Czynnik kulturowy i religijny, czynnik polityczny i czynnik etniczny. Uważamy, że powinna funkcjonować dwustronna identyfikacja i dlatego jednak uważamy, że osoba czarnoskóra nie jest Polakiem – mówił Pławski.

Wizerunkowo nie pomogły też (usunięte obecnie) tweety na oficjalnym profilu organizacji, miedzy innymi ten głoszący, że „Brednią jest nazywanie murzyna Polakiem”.

Od początku powstania Marszu Niepodległości, liberalne media wieszały na nim psy, mówiąc o nazistach, faszystach i radykalnych narodowcach. Zawsze jednak wszystkie te zarzuty dawało się zbywać prostym komunikatem: to radykaliści, większość taka nie jest. Aż do wywiadu pana Pławskiego. Zabrał on głos, w imieniu 60 tys. ludzi, którzy wzięli udział w Marszu, i wszystkich ich postawił pod ścianą. Z uśmiechem na ustach uzasadnił i wsparł antymarszową retorykę nieprzychylnych mu mediów. Jeśli to nie jest najbardziej „spektakularne samozaoranie” ostatnich lat, to nie wiem, co mogłoby nim być.

Nieznośna woń rasizmu

Sam Pławski zapewne zakończył swoją karierę jako rzecznik prasowy Młodzieży Wszechpolskiej i współorganizator Marszu. Jego odwołania domaga się prezes wydarzenia, a on sam złożył samokrytykę na Facebooku i oddał się do dyspozycji władz MW. Dodał jeszcze, że wyraźnie podkreślił, że organizacja nie jest rasistowska, a cała awantura to wina „szumu medialnego”. Mimo to, organizatorzy Marszu i osoby mu sprzyjające żądają głowy rzecznika. Pławski zapewne zostanie przykładnie ukarany, a jeśli MW nie odetnie się od jego słów, zapewne też zniknie z grona organizatorów Marszu.

Mleko jednak się rozlało. Paliwa do publicystycznych rakiet starczy na zawsze. Jednocześnie Damian Kita, rzecznik MN, zapowiedział, że złoży pozwy przeciwko wszystkim, którzy określali maszerujących mianem faszystów lub nazistów. – Nie zgadzam się z tą wypowiedzią Mateusza Pławskiego. W tej kwestii mam stanowisko odmienne o 180 stopni. Mówię to prywatnie i jako przedstawiciel organizatorów. Życzymy sobie wszyscy, żeby w przyszłym roku nie było żadnego takiego transparentu. Nie chcemy dawać pożywki do rozpowszechniania kłamstw – oznajmił w rozmowie z portalem wPolityce. – Ludzi w kominiarkach z transparentami o „czystej krwi” postaramy się nie wpuścić już nigdy na marsz – mówi dalej Kita.

Polska idea narodowa, według Rafała Ziemkiewicza, nie ma nic wspólnego z poglądami MW i Pławskiego. – Zwracam uwagę, że tradycji endeckiej, zwłaszcza dopóki kształtował ją Dmowski i jego współpracownicy, kryterium rasowe było zawsze najgłębiej obce – dodaje publicysta.

Może się jednak okazać, że na ratowanie wydarzenia jest już za późno. Do walki o Marsz Niepodległości, który zawsze był solą w oku liberalnej, proeuropejskiej elity, stanęli najważniejsi politycy w państwie. Opozycja totalna zrobi wszystko by zrzucić winę za samo istnienie Marszu na PiS. Ten z kolei, jak zauważa Michał Szułdrzyński z Rzeczpospolitej, ma swoje kłopoty związane z manifestacją. – Problemem będą następstwa, nie tylko wizerunkowe, sobotniego marszu narodowców w Warszawie. Światowe media obiegły zdjęcia z Marszu Niepodległości z podpisem, że tysiące faszystów przeszły ulicami stolicy, wznosząc rasistowskie okrzyki i posługując się symboliką odwołującą się do faszystowskich skojarzeń – mówi Szułdrzyński. Nic to przecież, że takie zachowania należały do marginesu. Nie o prawdę tu chodzi, a o starcie dwóch potężnych idei oraz stojących za nimi, jeszcze potężniejszych, obozów politycznych, które mają swoje zaplecze również za granicą.

Idea narodowa oraz idea Europy regionów

Czy państwo narodowe należy do przeszłości? W kręgach liberalnych to twierdzenie należy do kategorii aktów strzelistych – państwo narodowe to dziecko XIX wieku, rewolucji przemysłowej i generalnie spełniło już swoją rolę na arenie dziejów.

Z pewnością racją jest, że państwo narodowe odegrało swoją rolą – to właśnie tej koncepcji, pośrednio, zawdzięczamy powrót Rzeczypospolitej na arenę dziejów. Gdyby nie ona, poklask mogła zyskać koncepcja forsowana na Kremlu, gdzie Rosję określano mianem „światowego obrońcy całej Słowiańszczyzny”, do której przecież zalicza się również naród polski. Rewolucja przemysłowa rzeczywiście zmieniła świat – od jej wybuchu minęło jednak sporo czasu i dziś mówimy już nie o trzeciej, ale o czwartej rewolucji gospodarczej.

Koncepcja tworów quasi-państwowych i ponadnarodowych nie jest nowa. Jej geneza odwołuje się do globalizacji oraz niepomiernego wzrostu znaczenia, mocy oraz wpływu ponadnarodowych tworów prywatnych, czyli korporacji, które są nieraz silniejsze niż wiele państw (widać to choćby na podstawie porównania budżetu firmy i państwa). Stąd, aby państwo zachowało względną równowagę wobec biznesu oraz było w stanie reagować, kontrolować i regulować korporacje, powstały organizacje międzynarodowe – takie, jak choćby Unia Europejska, której kolejnym celem było powstrzymanie wojen na kontynencie.

Wspólnota narodowa to przeżytek?

Unia Europejska od dawna forsuje ideę niepodległych regionów, zamiast państw. Skoro wspólnota narodowa to przeżytek, to podstawową jednostką administracyjną i kontrolną ma być region – województwo. Dzięki temu rozwiązaniu Komisja Europejska zyskuje ogromną władzę względem podmiotów zrzeszonych, choćby z uwagi na różnicę rzędów wielkości między nią samą a np. województwem podlaskim. Koncepcja ta jest jednak w odwrocie, zwłaszcza po niedawnych wydarzeniach w Katalonii.

Jednocześnie na skutek erozji, lobbingu (inaczej zwanego korupcją) oraz jawnego braku jakiejkolwiek demokracji, idea państwa narodowego triumfalnie wraca do łask – zarówno w Europie, jak i Stanach Zjednoczonych. Państwo jest jedynym gwarantem swobód obywatelskich – twierdzi Jarosław Kaczyński. Z sondaży wynika, że Polacy w dużej części, zgadzają się z taką diagnozą współczesności.

Wraz z powrotem państwa narodowego na arenę współczesnych dziejów politycznych Europy, do lamusa odchodzi również państwo oparte na Brukseli, a dokładniej na jej prawodawstwie, decyzjach oraz pieniądzach. Takie podejście reprezentują siły liberalne – Platforma Obywatelska oraz Nowoczesna. Zza ich pleców w stronę Warszawy spogląda Komisja Europejska i używając najgłupszych możliwych pretekstów (jak choćby nierówny wiek emerytalny sędziów i sędzin) dąży rękoma wiceprzewodniczącego Timmermansa do ukarania rządu Polski. Dzięki temu wspaniałemu prezentowi ze strony europejskich liberałów, PiS i Kaczyński mają się doskonale. Podobnie było z Marszem Niepodległości, który jednak dzięki słowom Pławskiego może na zawsze zakończyć swój żywot.

Koniec Marszu Niepodległości?

Choć wydarzenie wciąż przyciąga dziesiątki tysięcy ludzi, to jego kondycja nie jest godna pozazdroszczenia. Marsz zbierał o wiele więcej ludzi w czasie rządów PO. Był wtedy symbolem odradzającej się idei państwa narodowego i jako taki, był wymierzony w liberalne, proeuropejskie elity, które wtedy rządziły. Dziś nie ma już tak jasno sformułowanego wroga – jest co prawda Unia Europejska i niezastąpiony dla prawicy Timmermans, ale prawda jest taka, że UE jest daleko i choć działania Komisji oburzają, to właściwie nic z nich nie wynika i niewielu się nimi przejmuje. To samo dotyczy Komisji Weneckiej, rezolucji Parlamentu Europejskiego czy głosowań w Radzie Europy.

Marsz Niepodległości mozolnie i przez lata budował swoją pozycję, aby być gotowy na obchody 100-lecia niepodległości. Dzięki Pławskiemu modelowo zmarnował tę szansę.

„Przykre, że tak fajna idea została zniszczona przez ludzi nieodpowiedzialnych i z marginalnymi poglądami. Ale skoro od jakiegoś czasu, zamiast promować patriotyzm, chcieliście na siłę forsować wersję o „marszu narodowców” i to na MN ogłaszaliście powstanie Ruchu, a potem na scenie co roku prezentowaliście ludzi ze swojego środowiska, to może lepiej się stało, że za rok pójdziecie już tylko w swoim gronie” – pisał na Facebooku profil Żelazna Logika, który nigdy nie ukrywał swojej sympatii do Marszu.

Marsz Niepodległości po dużym sukcesie frekwencyjnym w latach 2011-2017 postanowił spektakularnie rozpieprzyć to co…

Opublikowany przez Żelazna logika na 12 listopada 2017

W przyszłym roku Marsz zapewne się odbędzie, ale jaka będzie jego frekwencja? Raczej niewielka. Wydarzenie zostanie zorganizowane przez Prezydenta i ten marsz z pewnością będzie o wiele większy. Ruch Narodowy stracił moralne prawo do organizacji wydarzenia i wątpliwe jest czy jeszcze kiedyś uda mu się osiągnąć taką wielkość jak w latach 2011-2017.

Nie powinno nas to jednak odpychać od trudnych pytań o polską niepodległość. Nie można ignorować faktu, że świat rzeczywiście stał się globalną wioską. Obie opisane powyżej koncepcje domagają się poważnej debaty, przemyślenia oraz wyciągnięcia wniosków. Czy uda się to osiągnąć podczas obchodów 100-lecia niepodległości?

Jakub Napoleon Gajdziński
Jakub Napoleon Gajdziński

Rocznik 87, absolwent politologii, historii i dziennikarstwa. Dużo podróżuje, kocha koty i dobre piwo. Tego ostatniego nigdy nie odmawia.


AUTOR

Polecamy

Komentarze