Kotlety i skarpety, czyli jak wyglądają relacje mężczyzna-kobieta w “Klanie”

Co zrobi biedny Jerzy, jeśli Ela wyjedzie na trzy tygodnie?
5 minut czytania
2672
1
Wojciech Przylipiak
Wojciech Przylipiak
30 listopada 2017
©TVP/AKPA

Oglądając ten serial, mniej lub bardziej regularnie od kilku lat, często zdarza mi się przy jakiejś scenie pomyśleć: rany, dlaczego ona nie kopnie go w dupę?! Ale trochę przeraża mnie myśl, że twórcy popularnego tasiemca uważają, że tak powinny wyglądać relacje kobieta-mężczyzna.

Mąż wraca do domu zmęczony po pracy. Zdziwiony zauważa, że nie ma przygotowanego pysznego obiadku. Nie dość, że musi sam usmażyć sobie kotlety to jeszcze potem wyprasować ubranka dla dziecka. A żona czyta sobie książkę, jak gdyby nigdy nic!

Takie sceny to tylko w realnym życiu. W najdłużej emitowanym polskim serialu takich sytuacji nie ma. Żona czeka z obiadkiem, mąż chwaląc jedzenie da jej całusa. Żona jest gospodynią, mąż przynosi pieniądze – serialowy standard rodziny w „Klanie” jest tradycyjny do bólu.

Rodzina jest najważniejsza. I śniadanie podane przez żonę

Jak głosi pierwsze zdanie z opisu serialu „Klan” w oferowanym przez TVP serwisie VOD (można oglądać go tu legalnie i za darmo): „Dla wszystkich Lubiczów najważniejsza jest rodzina”. Jaka ona jest?

Szczęśliwa para (©TVP/AKPA)

W serialu jest kilka „szczęśliwych” rodzin. Doktor Paweł Lubicz (od początku emisji, czyli 1997 roku, gra go Tomasz Stockinger) zawsze po przyjeździe do domu z kliniki ma podany świeży, zdrowy (pan doktor poważnie choruje) obiadek przez małżonkę Jadwigę (Dorota Kamińska). Choć słowo „podany” nie oddaje w pełni, jak wygląda taki obiad. Zupa jest serwowana w okazałej wazie. Dania, obiadowe czy śniadaniowe wyglądają jak z cateringu: wybór kilku kanapek na platerach, warzywa, kawka w eleganckiej filiżance. Oczywiście wszystko szykuje żona. Juniorowi, czyli synkowi Lubicza, jedzenie też szykuje „pani” domu. Nigdy nie widziałem w serialu, by to Paweł zrobił Juniorowi kanapki do szkoły. Ten ma przecież za dużo rzeczy na głowie: praca, choroba. Nie będzie się zajmował takimi pierdołami jak jedzenie. A dodam tylko, że pani Jadwiga również pracuje.

Drugi przykład, mój ulubiony: Jerzy Chojnicki i jego żona Elżbieta, grani przez również występującą od początku serialu parę aktorów: Andrzeja Grabarczyka i Barbarę Bursztynowicz. Elżbieta, zwana przez wszystkich Elą, ma tu status opiekunki wszystkich: wnuków, dzieci, gości domu, kwiatków w ogrodzie, no i Jerzego. Przy okazji, zajmuje się również rodzinnym interesem, apteką. Jerzy, tak jak pozostali, którzy akurat śpią w domu Chojnickich, ma codziennie rano podane śniadanko. I uwierzcie mi, nie jest to tylko kawałek chleba z szynką, ale szwedzki stół. Oczywiście, jak wraca z pracy również czeka na niego jedzonko, Jerzy jest przecież bardzo zmęczony i nie ma na nic siły. Poza tym, jest kierownikiem – podkreśla to garnitur, w którym Jerzy chodzi niemal non-stop.

Zresztą, w pracy zaangażowanie Jerzego w sferze, że tak powiem spożywczej, też nie jest zbyt duże. Ogranicza się zazwyczaj do kupienia drożdżówek. Jak trzeba zrobić kawę to ani pan Jurek, ani jego współpracownik się tym nie zajmują. Robi to żona współpracownika Renata, grana przez Renatę Pękul, którą zapewne pamiętają widzowie innej serialowej potęgi, „W labiryncie”.

Z jedzeniem w przypadku Jerzego nie ma żartów. Kiedy w jednym z niedawnych odcinków dowiedział się, że Ela chce – nagle! – wyjechać na trzy tygodnie do Chin, przeraził się nie na żarty. Przecież on nie będzie miał co jeść przez trzy tygodnie! Mało tego, zbliżają się święta i jak ona, Ela, wyobraża sobie przygotowania: przecież nie zdąży wszystkiego zrobić!

Kto ogarnia świąteczne gotowanie? (©TVP/AKPA)

Mężczyznę przekonasz tylko w łóżku

Jerzy, nie dość, że nie potrafi pójść do baru mlecznego, ani usmażyć kotletów, to jeszcze kompletnie nie umie „ogarnąć” świąt. Oczywiście Ela znalazła na to sposób. Przygotowała biednemu Jerzemu jedzenie na zapas! Kilka pojemników z kotletami, gołąbkami itp. Jasne, ci którzy oglądają „Klan” od zawsze powiedzą: ale w 13 odcinku Jerzy usmażył Eli placki ziemniaczane, które ona bardzo lubi! No tak, tylko to było takie święto, że Jerzy od razu postanowił pobaraszkować z Elą z okazji swojego zaangażowania w kuchni.

No właśnie, baraszkowanie. Jasne jest, że żaden facet w życiu nie pojedzie z żoną do SPA. Tym bardziej, jak zapłaciłby za to jego teść! Honor prawdziwego faceta zostałby zachwiany. Taką sytuację przeżył mąż Oli, córki Lubicza, granej przez Kaję Paschalską. Rafał (Marcin Kwaśny), na szczęście dla męskiego rodu, nie splamił się i nie pojechał do SPA. Zuch chłop! Ale najbardziej przerażające było to, jak Ola chciała go do tego przekonać – metodę podpowiedział jej zresztą jej były facet. Otóż Ola założyła nowy seksowny kostium i prezentując go dumnie Rafałowi, przekonywała do wyjazdu. Nie wiem, czy tylko ja widzę skretynienie w tym, że żeby przekonać faceta do czegoś, kobieta powinna na wszelki wypadek się rozebrać? Bo do chłopa to nie przez rozum, tylko przez łóżko trzeba!

Scenarzyści „Klanu” odpowiedzieli również na wiecznie nurtujące pytanie: czy kobieta powinna pracować czy jednak zostać przy dzieciach? Tę drugą opcję preferuje pan fotografik, Miłosz. Przez długi czas w jego związku z piękną Bożenką (Agnieszka Kaczorowska) trwała batalia. Bożenka chciała rozwijać się zawodowo w momencie, w którym akurat Miłosz miał mało zleceń. Nie mógł zdzierżyć, że ona wychodzi do pracy, a on musi prasować dziecku ubranka, bo przecież matka powinna być przy dziecku! Na szczęście Bożenka myśli nieco inaczej.

A propos ubranek. To właśnie przy ich prasowaniu najczęściej kojarzę kolejną bohaterkę, Sandrę. To jedna z kobiet, która ma dziecko z Michałem, synem Jerzego. Tak, jedna z kilku, bo Michał ma też dzieci z Kingą i aktualną partnerką Zytą. Wiem, strasznie to skomplikowane, ale taki jest właśnie „Klan”.

Prasowanie i pranie w ogóle jest jednym ze stałych wątków. Po wyjeździe Eli do Chin Jerzy przeżywa dramat za dramatem. Nie dość, że nie ma co jeść, to nie ma w czym chodzić. W końcu jednak zmusił się do prania. Jednak instrukcja obsługi pralki pozostawiona przez Elę nie pomogła. Jerzy co prawda włączył pranie, ale zamiast kostki do prania użył kostki do miski ustępowej. Jerzy chciał nawet przełknąć ten dramat i założyć koszulę pachnącą ustępem. Na jego nieszczęście problem z praniem odkryła jego córka. Kazała mu wszystko wyprać jeszcze raz. Jerzy się skutecznie odegrał. Przekonał ją do wyprasowania koszuli, przecież w pogniecionej nie pójdzie nie do pracy.

Czy każda z kobiet (tu Czesia) została w „Klanie” uwieczniona z żelazkiem? (©TVP/AKPA)

Życie jest nowelą?

Przykłady takich przedpotopowych i niesprawiedliwych relacji rodzinnych, kobieta-mężczyzna mógłbym mnożyć. Zresztą nie tylko rodzinnych. Jacek (Tomasz Bednarek), czyli kolejny mężczyzna wiecznie w garniturze, jest tak zapracowany w CBG Bank London, że ma dwie sekretarki. One go podziwiają, bo tak pięknie dba o córeczkę i tak długo pracuje. Tylko, że Jacek zostawia córeczkę z babcią, a jak przyprowadza do pracy to „przekazuje” ją sekretarkom. A jego praca polega głównie na przekładaniu segregatorów, bo analizy itp. przygotowują… sekretarki.

Średnio serial ma 1,8 miliona widzów. Ta oglądalność spada, zapewne stąd niemal co roku pojawiają się pogłoski o tym, że to już ostatni sezon „Klanu”. I te niemal dwa miliony ludzi oglądają kobiety smażące kotlety i „zapracowanych” panów w źle dopasowanych garniturach. Pozostaje mieć nadzieję, że nie traktują tego jako obowiązującego wzorca, tylko raczej patrzą za zdumieniem, jak ja – człowiek, który umie sam sobie usmażyć kotlety.

Wojciech Przylipiak
Wojciech Przylipiak
Dziennikarz, przede wszystkim muzyczny. Zbieracz zabawek, komiksów i innych przedmiotów z epoki Commodore i Składnic harcerskich. Wszystko trzyma w domu - nie jest łatwo. Prowadzi bloga Bufet PRL.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Dlaczego celebryta (nie) może być Januszem?

Antoni Pawlicki razem z kolegą, podobno aktorem, Pawłem Ławrynowiczem biorą udział w programie „Azja Express” i w ostatnim odcinku pokazali, że są parą homofobów, za co trochę im się oberwało. A ja w sumie się cieszę, że chłopaki nie udają kogoś kim nie są, tylko pokazują swoje prawdziwe oblicze, a że buraczane to inna para kaloszy.
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
19 października 2017
CZYTAJ WIĘCEJ

Popularne