Minister zdrowia: jesteście jak króliki, więc możecie mi skoczyć

Jeśli zastosujesz się do zaleceń Ministerstwa Zdrowia, będziesz mieć dzieci, ile dusza zapragnie. Ruszyła kampania prokreacyjna
5 minut czytania
3518
0
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
9 listopada 2017

Ministerstwo Zdrowia przewiduje, że życie naszych dzieci będzie krótkie i tragiczne. Tak można by sądzić, przyglądając się kampanii przygotowanej przez resort, w której objaśnia się nam, co mamy robić, żeby rozmnażać się jak króliki, czyli obficie. A jak wiadomo, królicze dzieci w większości nie dożywają wieku dorosłego, bo padają masowo ofiarą drapieżników.     

Aż 2,7 mln złotych przeznaczyło Ministerstwo Zdrowia na kampanię promującą zagadnienie zdrowia prokreacyjnego Polaków. Ale na pewno żaden odpowiedzialny obywatel nie będzie żałował takiej gotówki. Bo choć niemała i pochodząca z jego kieszeni, cel jest przecież szczytny.

Amatorzy jednego kwiatka

Przedstawione w telewizyjno-radiowym spocie fakty naukowe mają unikatowy charakter. A warto je upowszechnić. Otóż słuchając przemiłego, pogodnie usposobionego lektora – króliczka, możemy dowiedzieć się, że sukces prokreacyjny osiąga ten, kto: dużo się rusza, zdrowo odżywia, nie stresuje się i nie stosuje używek. Ale to nie wszystko.

Uzupełnieniem spotu, w którym aż roi się od zadowolonych z życia królików, są billboardy. Można je zobaczyć m.in. w środkach komunikacji publicznej w dużych miastach. Przeczytamy na nich, że prokreacyjnego celu nie osiągnie też ten, kto skacze z kwiatka na kwiatek. Konia z rzędem temu, kto kiedykolwiek widział, by króliki skakały po kwiatkach. Ale przecież nie o to chodzi. Jesteśmy ludźmi na poziomie i umiemy rozszyfrować zgrabne, finezyjne aluzje. Otóż nawet najwyższej próby talent rozrodczy zmarnuje się, gdy w jego życie wkroczą tak plugawe stwory jak poliamoria, promiskuityzm czy porubstwo. Wtedy ze skutecznej prokreacji nici.

Ezopowa kampania dla mas szerokich

Prokreacyjny spot, skierowany, jak cała kampania, do osób między 18. a 45. rokiem życia, jest jedną wielką metaforą. Jakub Kubicki, przedstawiciel domu produkcyjnego Propeller Film, który go wyprodukował, tłumaczył w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną”: Szukaliśmy jakiegoś ezopowego odniesienia, tak aby poprzez baśnie, zwierzęta móc trafić z przekazem do szerokiej grupy odbiorców.

Zdecydowano się na wykorzystanie „wizerunku” królika, bo to synonim płodności, a poza tym budzi powszechną sympatię. Kubicki podkreśla, że twórcom zależało na tym, by film nie był instruktażowy ani wulgarny, bo, jak wiadomo, seksualność to sfera otoczona tabu i trudno poruszać się w tym obszarze tak, by nikogo nie urazić.

Doskonały komentarz Adama Wajraka

Świadomy jak królik

Jakoś trudno mi uwierzyć w słowa Kubickiego. Po obejrzeniu spotu  mam wrażenie, że jego celem było obrażenie inteligencji nas wszystkich. Autorzy kampanii przekonują, że chcieli uświadomić Polakom, że ci mają wpływ na swoją prokreację. Ale o których Polaków chodzi? Na pewno nie o tych, którzy chcieliby skorzystać z takich środków i procedur jak „pigułki po” albo in vitro, bo dostęp do nich został ograniczony. Pod obstrzałem strażników moralności są też pigułki antykoncepcyjne, których sprzedaż uzależnia się coraz częściej od dziwnych i niezgodnych z prawem tworów zwanych „klauzulą sumienia farmaceutów”.

Zresztą ci Polacy raczej nie utożsamiają się z, Bogu ducha winnymi zresztą, królikami, rozmnażającymi się w sposób nadproduktywny i niekontrolowany. Chyba że Ministerstwu Zdrowia chodzi o wprowadzenie takich standardów również wśród ludzi? „Opowieść podręcznej” w nadwiślańskim wydaniu? A czemu nie? Decydenci wcielili już w życie wiele „regulacji”, które wydawały się skrajnie absurdalne i nie do pomyślenia.

Na pożarcie drapieżnikom

A może rozmnażanie się na króliczą modłę to wcale nie absurd? Życie tych zwierząt nie jest idyllą. Większość młodych nie osiąga wieku dorosłego, bo padają ofiarą drapieżników. Przypomnijmy zatem, że jeszcze kilka miesięcy temu Ministerstwo Zdrowia, tak wrażliwe na prokreację, prenatalność i rodzinność, szykowało się do cięć wydatków na leczenie noworodków. Przewidywano, że dotacje na intensywną terapię noworodków zostaną zmniejszone o 60 proc., na chirurgię niemowląt – o 50 proc., a na ciężką patologię noworodków – o 30 proc.

Logiczne więc, że powinno rodzić się więcej królików, przepraszam, to znaczy dzieci, skoro ich umieralność prawdopodobnie będzie większa.  Nawiasem mówiąc, tych chorych niemowląt bronił przed drapieżnikami Jurek Owsiak, nazywając ministerialne przymiarki zbrodnią na polskich dzieciach. Ale na pewno nie ekscytowałby się tak, gdyby wiedział, że rządzący mają tak genialny plan prokreacyjny, pozwalający na przetrwanie gatunku mimo chorób i ewentualnej śmierci nowo narodzonych.

Minister Radziwiłł szkodzi prokreacji

„Radziwiłł do dymisji”, grzmią internauci, którzy nie docenili wysiłków ministra na rzecz rozmnażania się. Zarzucają mu, że zamiast zająć się ochroną zdrowia Polaków, firmuje swoim nazwiskiem pseudoartystyczne buble, które prokreacji raczej zaszkodzą, niż pomogą. Ale może to i dobrze, bo gdyby błyskotliwa idea ministra dotycząca naszego życia seksualnego się urzeczywistniła, doszłoby do załamania budżetu państwa pod ciężarem świadczeń 500 +, poza tym powstałby ogromny deficyt miejsc w żłobkach i przedszkolach, które nawet już teraz, przy niekróliczym modelu rozmnażania się, pękają w szwach.

OHYDA!!!

Konstanty Radziwiłł miałby wtedy na pieńku i z minister rodziny Elżbietą Rafalską, i z ministrem finansów Mateuszem Morawieckim, no może jeszcze z minister Anną Zalewską, która pewnie nie poradziłaby sobie z  populacją uczniów szturmujących nadwerężone reformą edukacji szkoły. Póki zamysł ministra się nie ziścił, kolegów z rządu nie musi się obawiać.

Ale niewykluczone, że dostanie reprymendę od oficjeli Kościoła katolickiego, który oczywiście do polityki świeckiego państwa się nie wtrąca, ale chyba powinien zająć stanowisko w tak kluczowej sprawie jak prokreacja. Nie wyobrażam sobie, by mógł  patrzeć obojętnie, jak minister stojący na straży zdrowia zrównuje byty ludzkie z królikami, podczas gdy kościelna doktryna hołubi model antropocentryczny, wywyższający człowieka ponad inne zwierzęta. Jeśli minister Radziwiłł tego nie rozumie, może powinien iść na korepetycje do ministra środowiska Jana Szyszki, który przedstawicieli ludzkiego rodzaju broni do ostatniej kropli krwi: i przed kornikami, z którymi walczy przy użyciu pił, i przed łosiami czy dzikami, w przypadku których nie zawaha się użyć nawet strzelby.

Ściema z kiczem w tle

Oglądając króliczy wytwór Ministerstwa Zdrowia, czuję zażenowanie. Dawno już nie widziałam czegoś tak kiczowatego, prymitywnego, infantylnego i absurdalnego, a przede wszystkim mijającego się z prawdą – ministerialną teorią prokreacyjną szczególnie dotknięte są osoby cierpiące na bezpłodność.

W ogóle nie warto byłoby mówić o tej niewydarzonej kampanii, gdyby nie fakt, że w błoto poszło prawie 3 mln złotych. Ponadto za tym kiepsko zrealizowanym filmikiem, pokazującym szczęście króliczej rodziny, stoi buta i arogancja decydentów, którzy kolejny raz, w niby-rozrywkowej formie, usiłują wpakować się nam z buciorami w najintymniejsze sfery życia, i to pod przykrywką chęci poprawienia naszego życia prokreacyjnego. Tymczasem jeśli ten nieszczęsny spot rzeczywiście miałby mieć jakikolwiek wpływ na prokreację Polaków, to prawdopodobnie większość spośród nich, zniesmaczona, zaczęłaby żyć we wstrzemięźliwości seksualnej.

Nie ma co, Ministerstwo Zdrowia zasłużyło na kampanię, której bohaterem – powiem to językiem ezopowym – powinno stać się powszechnie lubiane i wzbudzające pozytywne skojarzenia zwierzątko: osiołek.

Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska

Obserwuje, słucha, czyta i podróżuje. A potem nie może się powstrzymać, żeby o tym nie napisać. Pytanie, które najczęściej zadaje, brzmi: co o tym myślisz? Interesuje ją wszystko, co niekonwencjonalne i wyprzedzające epokę. Jest żądna wiedzy, ciekawa świata i ludzi.


Od kilkunastu lat pracuje jako dziennikarka. Pisała dla takich tytułów, jak „Trendy Art of Living” czy „Dziennik. Gazeta Prawna”.


Uwielbia Włochy i mistykę. Z wielką determinacją próbuje nauczyć się włoskiego. Nie lubi zimna, tłumu i hałasu. Jest uzależniona od kina, więc wolny czas najchętniej spędza w ciemnej sali kinowej. Często jeździ na rowerze i ćwiczy jogę. Do siebie i życia podchodzi z dystansem. Czasami chciałaby być niewidzialna.


AUTOR

Polecamy

Komentarze