Nicholas Sparks: Autor musi słuchać, co ludzie mają do powiedzenia o jego książkach

Jak pisać o miłości?
4 minuty czytania
454
0
Bartek Czartoryski
Bartek Czartoryski
4 listopada 2017
fot. Debby Wong/Shutterstock.com

Nicholas Sparks, autor poczytnych romansów, w tym bestsellerowego “Pamiętnika”, umie poruszać wyobraźnię odbiorców. Z jego 19 powieści 11 zostało zekranizowanych, a większość okazała się hitami. Korzystając z wizyty pisarza w Polsce podpytaliśmy go o sekrety warsztatu.

Bartek Czartoryski: Jesteś feministą?

Nicholas Sparks: Staram się nie nazywać siebie inaczej jak „pisarzem”.

Pytam, bo dużo mówisz o swoich silnych bohaterkach.

Skupiam się na tym, żeby każda moja postać była autentyczna i szczerze napisana, bez względu na jej płeć. Czytelnik musi uwierzyć, że obcuje z bohaterem czy bohaterką z krwi i kości. Naprawdę nie przejmuję się etykietkami. Nazywajcie mnie, jak chcecie, nie robi mi to różnicy.

A mogę cię nazwać „tym gościem od tego filmu”?

Pewnie, nie mam z tym problemu.

Aha, czyli zdajesz sobie sprawę, że są tacy, co kojarzą cię tylko z adaptacji „Pamiętnika”?

Jasne. Ale nie mam nic przeciwko, bo przede wszystkim zależy mi na snuciu opowieści i na tym, aby trafiła ona do jak największej liczby osób. Dlatego piszę. Lecz jeśli ktoś nie lubi czytać, a dopuszczam taką możliwość, może obejrzeć film i poznać moją historię tak czy inaczej.

Nicholas Sparks (fot. Markus Wissmann/Shutterstock.com)

Uważasz się za pisarza gatunkowego?

Nie jestem pewien, czy gatunkowego, na pewno komercyjnego. Jeśli jest to dla ciebie synonimiczne, to pewnie tak. Z tym, że gatunek to bardzo konkretna rzecz, dająca się łatwo określić, jak horror, kryminał czy thriller i, po drugie, możemy wymienić szereg autorów go uprawiających. A moje poletko należy tylko i wyłącznie do mnie, nikt inny nie robi tego, co ja.

Masz na myśli pisanie o miłości?

Tak, a to nie gatunek, prawda? Pisanie o emocjach.

Ile miałeś lat, jak napisałeś „Pamiętnik”?

Dokładnie dwadzieścia osiem. Rok później go sprzedałem, a po kolejnym roku wydałem.

Nauczyłeś się przez te dwadzieścia parę lat czegoś o miłości?

Hm. Chyba raczej wiem więcej o tym, jak o niej pisać. Wydaje mi się, że potrafię tworzyć bardziej złożone historie. Dzisiaj umiałbym bez problemu napisać „Pamiętnik”, ale dwadzieścia lat temu nie dałbym rady napisać „We dwoje”. Czy piszę lepiej? Nie mam pojęcia, lecz na pewno bardziej złożenie, moje historie są rozbudowane, postacie ciekawsze, wątki głębsze, research mocniejszy.

Bo piszesz o miłości z perspektywy zarówno dwudziestolatka, jak i osiemdziesięciolatka, a to chyba niezupełnie to samo uczucie.

Dzięki, że to zauważyłeś. Zauważ jednak, że robię to od lat, już w debiucie mamy opowieść starszego człowieka o swojej młodości i chyba przywykłem do podobnych technik narracji. Ale nigdy nie jest łatwo kazać bohaterom mówić wiarygodnym głosem, wymaga to miesięcy pracy, redakcji, przepisywania. Bo łatwo jest pisać, ale pisać dobrze to harówka.

A to nie tak, że się siada przy biurku i spisuje myśli?

Nie no, z grubsza dokładnie tak to wygląda, ale wtedy to raczej pisanina, nie pisanie. Jeśli chcesz, żeby twoja książka trafiła do milionów czytelników, okazała się sukcesem, musisz dbać o trzy podstawowe rzeczy: o fabułę, o postacie i o styl. Wszystko musi się zgrywać, a to nie takie proste.

Już swój debiut sprzedałeś w astronomicznym nakładzie. Sukces cię rozpieścił, czy przeląkł?

I jedno, i drugie. Sukces „Pamiętnika” na pewno wylał fundamenty pod moją drugą powieść, zwiększył szansę na to, że i ona będzie cieszyła się powodzeniem. Ale wiesz, ciężko jest napisać pierwszą książkę, ciężej kolejną i jeszcze następną, zachowując przy tym oryginalność.

Ciąży też na tobie odpowiedzialność, żeby dostarczyć to, czego czytelnicy się spodziewają.

Tak jest. Autor musi słuchać, co ludzie mają do powiedzenia o jego książkach, czego chcą.

Czytasz recenzje swoich powieści?

Nie.

Czemu?

Bo nie myślę o swoich książkach po ich napisaniu. Kiedy ukazują się recenzje, dla mnie to już zamknięty rozdział, myślami zwykle jestem przy kolejnym projekcie, zbyt zajęty, żeby przejmować się tym, co krytycy mają na jej temat do powiedzenia.

„Pamiętnik” – najbardziej znana i lubiana ekranizacja powieści Sparksa (fot. New Line Cinema)

Hollywood cię nie pociąga, twoje książki są tam przecież bardzo lubiane?

Nie, jestem pisarzem, tym się zajmuję.

Nie bądź taki skromny, na pewno chętnie przyjęto by od ciebie jakiś scenariusz.

Łatwiej mi przychodzi pisanie powieści. Poza tym naprawdę nie miałbym na to czasu!

Znajdujesz go jednak na czytanie i ponoć przerabiasz po sto książek rocznie. To prawda?

Oj tak. Nawet kiedy promuję powieść, staram się codziennie chodzić na siłownię, pisać i, oczywiście, czytać. Aktualnie pochłaniam swoją dziewiątą książkę na tej trasie. Ale wiesz, teraz mam czas, bo nie opiekuję się dziećmi, nie spotykam się ze znajomymi.

Istotna jest dla pisarza taka codzienna rutyna?

Dla mnie tak, lecz nie chcę wypowiadać się za innych. Sam mogę pisać gdziekolwiek i kiedykolwiek, przy biurku, w pociągu, w hotelu, kiedy dzieciaki są w szkole, rano, wieczorem, po siłowni. Aż zdecyduję, że starczy na dzisiaj i odchodzę od klawiatury. Osiągnięcie równowagi jest wymagające i koniecznie nie tylko dla pisarza, ale chyba dla każdego człowieka, choć faktem jest, że zawsze wydaje mi się, że dni są za krótkie. Codziennie trzeba poświęcać jedno kosztem drugiego. Bo kiedy spędzisz godzinę dłużej z dziećmi, potem posiedzisz krócej z przyjaciółmi, rodzicami czy rodzeństwem. Każdego dnia podejmujemy pewne decyzje i staramy się to wszystko odpowiednio zbilansować.

Zwykle myśli się o pisarskich gustach dość szablonowo, czyli, skoro piszesz historie miłosne, to zapewne podobne rzeczy lubisz czytać. A twoim ulubionym pisarzem jest Stephen King.

Zgadzam się, że tak to wygląda, ale mnie to bawi, bo czytam rozmaite rzeczy i uczę się dużo z książek. Nie martwię się o to, co kto o mnie myśli, robię swoje. A Kinga uważam za najlepszego pisarza, jakiego wydała z siebie Ameryka. Ba, świat! Nie znam nikogo, kto miałby taką skalę i takie umiejętności. Pisze powieści, które opierają się sprawdzianowi czasu.

Może powinniście napisać razem romans grozy?

Zobaczymy, ale nie sądzę, żeby to kiedykolwiek nastąpiło!

Bartek Czartoryski
Bartek Czartoryski

Bartek Czartoryski. Samozwańczy specjalista od popkultury, krytyk filmowy, tłumacz literatury, redaktor wydania weekendowego portalu naEKRANIE. Prowadzi fanpage Kill All Movies.


AUTOR

Polecamy

Komentarze