Nie ma zdrowych kobiet – wywiad z trenerką mięśni dna miednicy, Kamilą Raczyńską-Chomyn

"Mamy w jamie brzusznej dodatkowy narząd - macicę, a chcemy być płaskie jak chłopiec przed okresem pokwitania".
7 minut czytania
11472
0
Luca
Luca
12 listopada 2017

Wiele kobiet uważa, że ich mięśnie dna miednicy są zbyt luźne i próbuje je ćwiczyć przy użyciu różnych technik, w tym bardzo odradzanych przez specjalistów kulek gejszy. Okazuje się, że naszym problemem jest raczej nadmierne napięcie, a przyczyny cierpienia mnóstwa kobiet są – jak zwykle – kulturowe.

Kamila Raczyńska-Chomyn z wykształcenia jest edukatorką seksualną, zajmowała się też szkoleniami z zakresu work-life balance. Od 2013 r. jest trenerką personalną i wciąż doskonali się w zakresie treningu mięśni głębokich i dna miednicy. Prowadzi warsztaty „Dobre ciało” oraz treningi grupowe i indywidualne we współpracy z fizjoterapeutką mięśni dna miednicy. Byłam na jednym z tych warsztatów i zachwycił mnie ogrom wiedzy tam przekazanej, a jednocześnie przeraziło to, czego dowiedziałam się o kondycji kobiet.

„Dobre ciało” to warsztaty, zajęcia grupowe i ćwiczenia indywidualne

Luca: Domyślam się, że to częste pytanie, ale i ja muszę je zadać: czemu „Dobre ciało”?

Kamila Raczyńska-Chomyn: Przede wszystkim muszę wspomnieć, że jest książka Eve Ensler pod tym tytułem. Mówi o oczekiwaniach i ideałach dotyczących wyglądu kobiecego ciała. Kiedy zaczynałam prowadzić zajęcia, chciałam pokazać, że ciało nie musi być idealne. To trochę jak z koncepcją „wystarczająco dobrej matki” czy ojca. Ciało ma spełniać swoje funkcje. Być zdrowe i sprawne. W miarę bezbolesne, chyba, że ten ból jest jakimś ważnym sygnałem.

Do kogo kierujesz swoje zajęcia? Czy to są tylko kobiety?

Początkowo przychodzili też mężczyźni – jako partnerzy uczestniczek. Ale choć bardzo się starali nie przeszkadzać, panie krępowały się opowiadać przy mężczyznach o swoich intymnych dolegliwościach. Moje zajęcia na początku miały być profilaktyczne, edukacyjne. Uczyć zdrowe kobiety dobrych nawyków, chroniących mięśnie. Okazało się jednak, że nie ma zdrowych kobiet. Prawie każda uczestniczka opowiada o jakichś problemach, związanych na przykład z nietrzymaniem moczu. A jeśli nawet sądzi, że jest zdrowa, to i tak okazuje się potem, że całe życie nieprawidłowo oddycha albo zaciska szczęki. Przychodzą kobiety w każdym wieku, najmłodsza uczestniczka zajęć miała dziewiętnaście lat, a najstarsza ponad siedemdziesiąt. Przychodzą panie przed ciążą, w ciąży, niemogące zajść w ciążę, kobiety po połogu i seniorki.

Voila!

Opublikowany przez Sivan Mor na 27 maja 2017

Powiedziałaś, że nie ma zdrowych kobiet. Dlaczego wszystkie mamy problemy z mięśniami dna miednicy?

Pierwszym powodem są cienkie mięśnie – cieńsze niż u mężczyzn, bo mają być rozciągliwe, żeby mogła się zmieścić ciąża i żeby był możliwy poród. Mamy też w nich jeden otwór więcej, czyli pochwę. Ale jest też masa przyczyn kulturowych. Kobiety mają być smukłe, z płaskim brzuchem, w obcisłych ubraniach. W okresie dojrzewania zaczynamy wciągać brzuch i potem dorosłe kobiety oddychają tylko klatką piersiową, zamiast prawidłowo uruchamiać też brzuch. Na tych warsztatach, na których byłaś, była pani, która studiowała medycynę, pamiętasz? Powiedziała, że na studiach w podręczniku czytała o oddechu „męskim” i „kobiecym”! Że w okresie dojrzewania „nie wiadomo dlaczego” kobiety przestają oddychać torem brzusznym. Otóż wiadomo: dlatego, że próbują się dostosować do ideału. To nie jest fizjologia. Uwarunkowania kulturowe każą nam dopasować się do niemożliwego wzorca. Mamy w jamie brzusznej dodatkowy narząd: macicę, która zmniejsza i się powiększa w czasie miesiączki, i to niemało. A chcemy być płaskie jak chłopiec przed okresem pokwitania. Ciągle chodzimy pospinane. Kolejne przyczyny napięcia to gwałtownie przebiegający trening czystości w dzieciństwie, nadużycia seksualne, tak zwany pierwszy raz – który też ma na nas ogromny wpływ. Potem często kolejne traumy u ginekologa czy brak poszanowania naszego ciała na porodówce.

To znaczy, że problemem zwykle nie jest rozciągnięcie mięśni, tylko ich nadmierne spięcie?

Jak najbardziej, w zdecydowanej większości przypadków u młodych kobiet tak właśnie jest. Jesteśmy pospinane i te mięśnie w ciągłym napięciu nie są w stanie normalnie pracować.

Co więc możemy zrobić na co dzień, żeby sobie nie szkodzić? I jak chronić nasze córki?

Świetnie, że pytasz też o dzieci. Jeśli chodzi o siebie, to przede wszystkim uczmy się prawidłowo oddychać, nie wciągać brzucha, nosić luźne, wygodne ubrania. Dzieci na pewno nie należy sadzać na nocnik przed ukończeniem dwóch lat, a niektórzy mówią, że dwóch i pół, zależnie od gotowości dziecka. Nie „wysikujmy” dziewczynek na zapas, na przykład przed wyjściem, bo wyciskanie moczu z pustego pęcherza to bardzo szkodliwa praktyka. Nie pozwólmy im też przetrzymywać moczu, uczmy, żeby szły do toalety, gdy tylko zachce im się siusiu, że zabawa poczeka. Bardzo ważne są doświadczenia związane z dojrzewaniem i zmianami w ciele. Niech nasze reakcje będą pozytywne. Nie zawstydzajmy dzieci, nie uczmy, że wydzieliny ciała są obrzydliwe. Są dobre i są oznaką zdrowia, a miesiączka to znak, że ciało działa tak, jak trzeba. Uważajmy na to, jakie sygnały docierają do naszych dojrzewających córek. I dawajmy przykład, bo dziewczynka uczy się bycia kobietą obserwując własną mamę.

Luca
Luca

Piszę do internetu od ponad dziesięciu lat, obecnie dla IgiMag, Kwartalnika Laktacyjnego i na swojej stronie Milk Power. Trzy lata temu ukończyłam kurs dla Promotorek Karmienia Piersią i od tej pory robię w cyckach. Lubię NVC, Rodzicielstwo Bliskości i w ogóle relacje zamiast reakcji. Kocham jeść, nie cierpię gotować. Imię i nazwisko posiadam, ale nawet mama mówi do mnie: „Luca”.


AUTOR

Polecamy

Komentarze