Od matki tułaczki do pięknego androida. Kto tworzy tak wyjątkowe portrety?

Pamiętacie jeszcze tę afgańską dziewczynkę?
10 minut czytania
572
3
Małgorzata Bożek
Małgorzata Bożek
19 listopada 2017
Wystawa stała "Portret" - fot. materiały Muzeum Historii Fotografii

Zalewają nas. Wystarczy włączyć telefon, wejść na Facebooka, uruchomić komputer. Są też na naszych ścianach, półkach, w portfelach. Rzadko zastanawiamy się nad ich wartością, i tym, że popularne dziś selfie i fotki z Instagramu mają zacnych, i wciąż żywych przodków – fotograficzne portrety.

Wśród milionów portretów w historii fotografii powstały takie, które zna niemal każdy. To wizerunki gwiazd, polityków, historycznych postaci, ale też zwykłych ludzi, z których spotkania z fotografem zrodziło się wyjątkowe zdjęcie. O takich właśnie spotkaniach opowiedzieli ostatnio fotografowie nagrodzeni w dziesiątej, jubileuszowej edycji konkursu Taylor Wessing Photographic Portrait Prize 2017. Zgłoszono do niego 5 717 prac, które wysłało 2 423 fotografów z 66 krajów. Te, które spośród nich wyróżniono, obejrzeć można na specjalnej wystawie w londyńskiej Narodowej Galerii Portretu (16 listopada 2017 roku – 8 lutego 2018 roku, więcej informacji tutaj). W tym roku na trzech pierwszych miejscach pojawiły się prace stawiające w centrum swoich rozważań człowieczeństwo na granicy – z jednej strony wystawione na próbę i cierpienie, zapisane w losach migrantów i uchodźców uciekających przed terrorem, z drugiej strony rozważane z perspektywy nowoczesności, techniki prowokującej do pytań, np. o to, gdzie kończy się maszyna, a zaczyna osoba.

Amadou Sumaila, autor  César Dezfuli © César Dezfuli/Taylor Wessing Photographic Portrait Prize 2017

Człowiek, który ucieka i sztuczny człowiek

Główną nagrodę przyznano hiszpańskiemu twórcy Césarowi Dezfuli, który sfotografował Amadou Sumaila, szesnastoletniego uchodźcę uratowanego na Morzu Śródziemnym. Zdjęcie było częścią serii Pasażerowie, którą Dezfuli wykonał, pływając na statku organizacji pozarządowej ratującej migrantów. Jego zdjęcie doceniono za bezpośredniość spojrzenia, która wbrew równowadze i precyzji widocznych w kompozycji pracy, uderza i niepokoi, komunikując utratę, samotność, ale i determinację chłopaka. Przeszywające spojrzenie młodego mężczyzny i harmonijne tło, z jasnym niebem i spokojnym morzem, kontrastują ze sobą, tworząc dysonans, zwłaszcza w kontekście medialnych doniesień i historii migrantów znanych z gazet czy telewizji, których dramatyzm zostaje często zagłuszony, zdaje się powszednieć.

Podobne doświadczenie przywołuje drugie zwycięskie zdjęcie, kontrastujące z wspomnianą „bezpośredniością” pracy Dezfuli i oddziałujące raczej pozornym spokojem, lirycznością przedstawienia. Jego bohaterką jest dziewczyna, która uciekła z niewoli ISIS. Autorkę pracy, Abbie Trayler-Smith, oceniono wysoko za malarskość zdjęcia i subtelne uchwycenie tematu, który przez to nie traci na sile wyrazu. Przebija z niego cierpienie i zwątpienie dziewczyny, która choć wolna, wciąż nie wie, co ją czeka. Przywołując moment spostrzeżenia bohaterki swojego zdjęcia w obozie Hasan Sham w Północnym Iraku, fotografka podkreśla, że dopatrzyła się w niej również bardziej uniwersalnych cech, odnoszących się dziś do sytuacji tysięcy osób na całym świecie. – Dla mnie niepewność na jej twarzy odbija twarze innych ludzi, którzy muszą uciekać ze swoich domów na całym świecie, i nawiązuje do globalnego poczucia niepewności – mówi fotografka.

Fleeing Mosul z serii Women in War: Life After ISIS autorstwa Abbie Trayler-Smith © Abbie Trayler-Smith/Taylor Wessing Photographic Portrait Prize 2017

Trzecią nagrodę przyznano nietypowemu portretowi, który na pierwszy rzut oka wydaje się zupełnie zwyczajny. Jego bohaterką jest jednak nie człowiek, a android o imieniu Erica. Fińska fotografka Maija Tammi pracowała nad One of Them Is a Human #1 w laboratorium doktora Hiroshi Ishiguro w Osace. Spędziła pół godziny z Ericą i towarzyszącym jej młodym badaczem. Podobno robot powiedział mu, że uważa grę Pokemon Go za bardziej przerażającą od sztucznej inteligencji. Zdjęcie Tammi zostało uznane za prowokacyjny komentarz odnoszący się do ludzkiego rozwoju i egzystencji. Wywołało furorę w mediach i królowało w nagłówkach, choć nie wszyscy uznali je za wartościowe. Sean O’Hagan z The Guardian stwierdził, że jego bohaterka wygląda zbyt sztucznie i bezdusznie, jak na portret. Niezależnie od aspektów wizualnych zdjęcia, na pewno jego autorce udało się wywołać dyskusję na temat tego, czym jest portret sam w sobie i jak dziś rozumiane jest człowieczeństwo.

One of Them Is a Human #1, autorka Maija Tammi (Erica: Erato Ishiguro Symbiotic Human-Robot Interaction Project) © Maija Tammi

Zdjęcia z ukrycia i zagadywanie modela

Jak pisała już lata temu Susan Sontag, każda fotografia oprócz tego, że jest rozrywką, rytuałem, zetknięciem ze śmiertelnością i kruchością pokazywanej na zdjęciu osoby, jest też poszukiwaniem piękna, wyrazem jego pragnienia, choćby było ukryte, nieoczywiste, a czasem i brutalne. Poszukiwanie tego aspektu sztuki fotograficznej nie zmieniło się właściwie od lat i od początku było związane z pracą artystów fotografików oraz pozostałych fotografów, którzy swoimi zdjęciami dokumentowali niezwykłych ludzi, kultury i zjawiska. Poszukiwali czynnika, który w jakiś sposób zachwyci lub zaintryguje, przykuje uwagę, sprawiając, że zdjęcie zostanie zapamiętane.

Wśród portretów, których autorom niewątpliwie udało się to osiągnąć i które do dziś rozpoznaje prawie każdy, jest wiele przykładów fotografii o zupełnie odmiennym charakterze, tematyce czy inspiracjach. Jednym z przykładów może być Steve McCurry, który w 1984 roku sfotografował afgańską dziewczynkę przebywającą w obozie dla uchodźców w Pakistanie. Jej zdjęcie ukazało się w magazynie National Geographic i stało się jego najsłynniejszą w historii okładką. Kobietę odnaleziono po siedemnastu latach i ustalono jej tożsamość. Sharbat Gula, jak zaznaczał wówczas sam fotograf, dla jednych stała się symbolem historycznych wydarzeń w Afganistanie, dla innych była po prostu dziewczyną o niezwykłych, zielonych oczach. Jej wizerunek na stałe wpisał się w społeczną świadomość i historię fotografii. Po odnalezieniu ponownie pojawiła się na okładce magazynu z żółtą ramką jako dorosła kobieta.

Słynna okładka NG ze zdjęciem „Afghan Girl”, którego autorem jest Steve McCurry. Obok okładka z bohaterką zdjęcia, która po latach pozuje ze swoim słynnym portretem

Podobnie było z o wiele wcześniejszą pracą Dorothei Lange z 1936 roku. Fotografka stworzyła wtedy portret „Matka tułaczka”, określany jako współczesna Madonna. Fotografia przedstawiała ubogą kobietę pracującą sezonowo w Nipomo, w stanie Kalifornia, która – ze względu na złą pogodę – akurat nie miała pracy. Na fotografii do bohaterki tulą się dzieci, ich twarzy nie widać, są tłem dla całości, tylko jedno z nich kobieta trzyma na rękach. Patrzy w dal, jest zmęczona, zamyślona. Podobno podczas robienia tego rodzaju zdjęć, mających pokazywać wyzysk, biedę, ale i godność mieszkańców Stanów Zjednoczonych, zmagających się z trudnościami, ówcześni fotografowie, w tym także Lang, dostosowywali pewne elementy do swojej wizji. Próbowali więc, póki nie uzyskali oczekiwanego wyrazu twarzy modela, a nawet ustawiali go według swoich wyobrażeń o scenie. Jednak niechętnie się do tego przyznawali, jak zaznaczał w swojej książce „Jak czytać fotografię” Ian Jeffrey. Podążając tym samym tropem, Sontag, zwracała uwagę, że fotografowie zawsze narzucają jakieś kryteria widzenia bohaterów i choć aparat „chwyta”, zapisuje rzeczywistość, to podobnie jak malarstwo czy rysunek również jest rodzajem interpretacji świata.

Dorothea Lange, Migrant Mother/ www.loc.gov

Konfrontacja przed obiektywem

Ta interpretacja w historii fotografowi portretowej miała różne wcielenia. Jedni tworzyli ją terenie, poszukując tematów na ulicach, fotografując przypadkowych ludzi lub tych odsuniętych na drugi plan, zepchniętych na margines widzialności, jak np. bohaterowie Diane Arbus. Inni posuwali się do „podglądania”, fotografowania z ukrycia, czego przykładem może być Walker Evans robiący zdjęcia nieznajomym w nowojorskim metrze. Jeszcze inni pracowali w swoim studio, zagadując modela, zasypując go mnóstwem pytań i wprowadzając w odpowiedni nastrój, stan i realizując w ten sposób własną koncepcję. Podobno mistrzem w tym był zwłaszcza Richard Avedon, który stworzył historyczne portrety, m.in. Marilyn Monroe, Samuela Becketta czy Andy’ego Warhola.  Zarówno w jednym, jak i drugim przypadku, rodziło się pytanie, kto pełni decydującą rolę, jeśli chodzi o siłę portretu – jego bohater czy fotograf. Jacek Ura, tworzący autorskie projekty artystyczne i komercyjne, nagrodzony za portret niewidomego chłopca w konkursie Grand Press Photo 2013, zaznacza, że te proporcje zazwyczaj są zmienne:

Jeśli mamy założenie, że chcemy sportretować czyjąś osobowość, to napotykamy często na próg autokreacji, każdy człowiek ją stosuje, to jest wymyślanie samego siebie, a przy tym zakrywanie jakichś urojonych kompleksów. I przebić się przez warstwę tego, co stworzyła głowa, jest bardzo trudno, jednak zawsze do tego dążę. Potrzebna jest konfrontacja. Ale uważam, że nie ma w tym nic złego, kiedy w jakiś sposób zabieramy portretowaną postać do własnego świata. Ważna jest przy tym szczerość, a nie maniera czy stempel z napisem „moje”. Autorskość stylu polega na tym, że patrzy się w swój konkretny, wizualny, świat i pozwala się fotografowanej osobie zaistnieć, wyłapując elementy, które nas poruszają. Sztuka portretu nie polega na rejestracji rzeczywistości, tylko na wejściu w intymność.

The Invisible fot. Jacek Ura

Stopień tej intymności wyznaczają fotografowane osoby, one stawiają granicę, której, jak podkreśla fotograf, nie można przekroczyć. Wszystko zależy od samoświadomości modela, jego otwartości, chęci odsłonięcia się przed drugą osobą. Na portretach Jacka Ury pojawiają się osoby znane z telewizji, scen teatralnych i gazet, ale też często ludzie, którzy nie są przyzwyczajeni do blasku fleszy. Przed aparatem potrafią jednak niejednokrotnie zadziwić. Co takiego mają w sobie? Jacek Ura określa kryteria, którymi kieruje przy wyborze swoich modeli, jako irracjonalne.

Dawno temu pozwoliłem sobie na taki komfort, żeby moja praca była niekomfortowa, żeby to nie było łatwe, nie było miłe i nie było ładne. Jednym z ważniejszych kryteriów jest dla mnie to, żeby te zdjęcia za wszelką cenę nie były schlebiające. W swojej autorskiej pracy kieruję się czymś, co jest irracjonalne, fotografuję osoby, które mnie fascynują, w jakiś sposób budzą we mnie zaskoczenie albo nawet niechęć. Dla mnie portret to spotkanie, rodzaj doświadczania i obustronnego przyglądania się sobie.

A jaki jest dalszy etap? Czym musi charakteryzować się portret, aby być na tyle intrygującym czy cennym, aby znaleźć się w kolekcji pasjonata fotografii, słynnej galerii albo muzeum. Jak zwraca uwagę kuratorka wystawy Portret w Muzeum Historii Fotografii w Krakowie, to, które dzieła wydają się muzealnikom najciekawsze, jest sprawą bardzo indywidualną.

Na to pytanie nie ma jednej odpowiedzi. Wszystko zależy od kontekstu – na czym innym polegać będzie wartość danego zdjęcia mierzona skalą rozwoju sztuki, inna będzie, gdy przyglądać mu się będziemy jako odbiciu pewnych zwyczajów itd. Nie wydaje mi się, żeby wartość danej rzeczy czy zjawiska była sztywno określona, niezmienna. Wszystko zależy od oceniającego i jego skali wartości – zaznacza.

The Invisible fot. Jacek Ura

Trudno więc określić, jakie kryteria przyświecają dziś np. jury konkursów takich, jak The Taylor Wessing Photographic Portrait Prize 2017 i co sprawiło, że akurat te, a nie inne zdjęcia znalazły się na jednej z bardziej prestiżowych wystaw fotografii portretowej na świecie. Ich różnorodność wskazuje na to, jak wiele może być interpretacji tego, czym i jaki jest człowiek. Fotograficzne poszukiwania wokół tych zagadnień trwają. Od wieków więc właściwie nie zmieniło się nic. Może poza tym, że na portretach coraz częściej pojawiać będą się też androidy…

Małgorzata Bożek
Małgorzata Bożek
Wolny strzelec krążący wokół dziedzin takich jak media, sztuka i reklama. Pracuje ze słowami i odpoczywa ze słowami. Kiedy nie pisze, czyta, ogląda, słucha – jest uzależniona od opowieści. Lubi zmiany, podróże i sny.
AUTOR

Polecamy

Komentarze