Piasek ma prawo wierzyć w Boga i nie chodzić na parady. Inni mają prawo robić odwrotnie [POLEMIKA]

Dlaczego niezupełnie się zgadzam z Olgą Siemoniak
4 minuty czytania
2166
9
Izabela Tomella
Izabela Tomella
28 listopada 2017

Przeczytałam artykuł Olgi Siemoniak na temat burzy po ostatniej wypowiedzi Piaska. Z wieloma, a właściwie większością jej argumentów się całkowicie zgadzam, a jednak prowadzą mnie one do zupełnie przeciwnych wniosków.

Tak, Andrzej Piaseczny ma prawo być dowolnej orientacji seksualnej, wierzyć w co mu się podoba i nie ma obowiązku składać w związku z tym żadnych publicznych deklaracji. Ma też prawo otwarcie o tym mówić, jeśli taka jego wola.

Negatywna, emocjonalna reakcja na jego słowa nie wynika z faktu, że wyznał, że chętniej się modli niż chodzi na gejowskie parady, ale z tego, że wiele osób odebrało jego wypowiedź (moim zdaniem słusznie) jako lekko zawoalowany atak, albo przynajmniej wbicie szpili tym, którzy akurat mają odwrotnie.

Warto przeczytać cały wywiad (fot. screen z plus.gazetakrakowska.pl)

Wymachiwać flagami

Przypomnijmy, w wywiadzie dla Gazety Krakowskiej, Piasek powiedział dokładnie: – W czasach, w których wszyscy chcemy wymachiwać różnymi flagami i pokazywać, że jesteśmy z czegoś dumni, organizując uliczne parady, to ja ogłaszam wszem i wobec, że jestem dumny z tego, że wierzę w Boga.

Serio, zupełnie nie rozumiem tego zestawienia. Jeśli chciał rozmawiać o swojej wierze, mógł to zrobić bez wplątywania w to uczestników tęczowych parad. Nie potrafię dostrzec ani jednego powodu, dla którego przeciwstawił dumę ze swojej wiary w Boga, dumie wyrażanej przez uczestników parad równości.

Środowiska LGBT demonstrują w czasie manifestacji dumę (pride), nie dlatego, że uważają, że ich orientacja jest lepsza niż inne, ale dlatego, że wciąż, w XXI w, w nawet w  środku Europy, bywają z jej powodu prześladowani. Odmawia się im prawa do poczucia godności, wmawia winę, chorobę lub grzech, zabrania się zawierać małżeństw, czasem zagraża nawet fizycznemu bezpieczeństwu. Żeby nie być gołosłownym – dwa miesiące temu rozpoczął się proces Polaków, którzy gwałcili, torturowali i zamordowali muzyka Jima Reevesa. Zaatakowali go, bo był gejem.

Prześladowane mniejszości

Ludzie wierzący w Boga, uszczegóławiając – chrześcijanie, nie są natomiast prześladowaną mniejszością, zwłaszcza w Polsce. Kościoły cieszą się licznymi przywilejami, także finansowymi. Głoszą swoją naukę za publiczne pieniądze w publicznych instytucjach, państwo opłaca kapelanów i księżowskie emerytury, dorzucając co jakiś czas atrakcyjną nieruchomość za ułamek ceny, państwowe uroczystości mają religijną oprawę, a projekty ustaw są konsultowane z episkopatem.

Jednocześnie to często ludzie określający się jako wierzący w Boga najbardziej protestują przeciwko przyznaniu osobom homoseksualnym równych praw i najgłośniej wykrzykują nienawistne hasła. Naprawdę nie wierzę, że inteligentny i wrażliwy człowiek, za jakiego uważam Andrzeja Piasecznego, nie widzi niestosowności tego porównania.

Jeśli chodzi o „wyrzucanie z szafy” bez zezwolenia zainteresowanego, zgadzam się z Olgą Siemoniak. Nie powinno się używać przeciwko komuś jego własnej orientacji seksualnej, powodować, że jest ona czymś, co budzi poczucie zagrożenia i wstyd. Jedynym wyjątkiem jaki  mogę sobie wyobrazić,  jest sytuacja, w której ktoś aktywnie szkodzi osobom jakiejś orientacji, kłamiąc w tym czasie w sprawie swojej – mam na myśli na przykład niedawny przypadek amerykańskiego konserwatysty, Wesa Goodmana, znanego z antygejowskich wystąpień, który został przyłapany w swoim biurze na seksie z mężczyzną.

Członkowie środowiska LGBT demonstrują dlatego, że wciąż, w XXI wieku, bywają z jej powodu prześladowani

Tyle, że to chyba nie jest przypadek wypowiedzi Piotra Grabarczyka, skoro podobno już kilka lat temu Michał Piróg, publicznie opowiadał  o swoim związku z Piaskiem.

Smutny coming-out

Zresztą, smutny jest już  sam fakt, że istnieje takie zjawisko jak „coming out”. Orientacja seksualna to taka sama cecha jak kolor oczu czy wielkość uszu – po prostu ją mamy i już. Słabo to świadczy o społeczeństwie, jeśli niektórzy spośród jego członków  czują, że akurat tę cechę muszą ukrywać albo trwożnie wyjawiać, z niepokojem czekając na reakcję. Heterycy po prostu w pewnym wieku zaczynają się interesować płcią przeciwną i nikomu to nie przeszkadza. Dlaczego akurat homoseksualnym dzieciakom fundujemy w tym samym okresie stres, strach i ciężkie rozkminy?

Bardzo chciałabym, żebyśmy żyli w świecie, w którym płeć, religia, rasa czy orientacja seksualna nie stają się pretekstem do dyskryminowania kogokolwiek. Dopóki nikt nie zmusza mnie, do życia według swoich wyobrażeń, to,  cytując klasyka, jest mi wszystko jedno czy  jest „złoty, siny, sraczkowaty czy w kratkę” (Andrzej Sapkowski, „Granica możliwości”).

Ale nie żyjemy w takim świecie. Żyjemy w świecie, w którym czternastoletni chłopak popełnia samobójstwo, bo koledzy go dręczą, wyśmiewają i nazywają pedziem. Jak w swojej emocjonalnej odpowiedzi na FB napisał Piotr Grabarczyk, społeczność LGBT „macha flagami” między innymi do takich dzieciaków „żeby zobaczyły, że to jest okej. Że bycie sobą to nie powód do chowania się ze wstydu”. Trudno się z nim nie zgodzić.

Mnie samą w tej krótkiej wypowiedzi Piaska najbardziej uwiera  właśnie to jedno słowo. Pogardliwe, lekceważące „wymachiwać”.

To naprawdę nie jest „tylko wymachiwanie flagami”

Wstać z kanapy

Otóż bez względu na to, jakiej jesteśmy orientacji, wyznania czy koloru, większość naszych praw zawdzięczamy tym, którym chciało się wstać  z kanapy i wyjść na ulicę, żeby wymachiwać  jakimś sztandarem. Często bez względu na represje, możliwość utraty pracy, policyjne pałki, szyderstwa, kpiny i obelgi ze strony tych, którzy bronią „naturalnego porządku”. Czasami płacąc życiem za głośne wyrażanie poglądów, które uważali za słuszne.

To dzięki tym, którzy „wymachiwali flagami” geje w większości krajów Europy nie są traktowani jak przestępcy, heterycy mogą zawierać związki z osobami, które sami sobie wybiorą, kobiety mogą się kształcić i głosować, niewolnictwo jest nielegalne, a chrześcijanie nie są rzucani na pożarcie lwom.

Andrzej Piaseczny też z tych praw korzysta. I szkoda, że postanowił wystąpić przeciwko tym, którzy mają powody uważać, że wciąż jest o co walczyć.

Izabela Tomella
Izabela Tomella
Kiedyś chciała być bibliotekarką, bo wyobrażała sobie, że dzięki temu cały dzień będzie mogła czytać książki. Ostatecznie książki czyta na własnej kanapie, na lotniskach, dworcach i w autobusach, albo –
najprzyjemniej w hamaku, na jakiejś odludnej plaży. Do bibliotek i księgarń ma jednak ciągle słabość.
Jedzenie jest jej pasją i wpada w entuzjazm, kiedy trafi w miejsce, które karmi dobrze i z zaangażowaniem, w przeciwnym wypadku jest jej bardzo smutno. Skończyła filologię polską, współpracowała z radiem i telewizją. Razem z mężem prowadzi podróżniczego bloga „Państwo na Walizkach”. Obydwoje właśnie porzucili wygodne życie, aby wyruszyć w świat, z biletem w jedną stronę.
AUTOR

Polecamy

Komentarze