Powszechny dostęp do broni to kiepski pomysł? Przyjrzyjmy się Islandii

Broń nie zabija sama
13 minut czytania
2116
2
Emilia Grim
Emilia Grim
21 listopada 2017

Czy powszechny dostęp do broni faktycznie jest dla społeczeństwa straszliwy w skutkach? Zaprzecza temu przykład Islandii.

Niedawne wydarzenie w Las Vegas, kiedy Stephen Paddock otworzył ogień do tłumu zgromadzonego pod hotelem Mandalay Bay, zabijając 58 osób, po raz kolejny otworzyło dyskusję na temat konsekwencji powszechnego dostępu do broni w USA i na świecie – także w Polsce.

Dramatyczne debaty

Schemat ten (strzelanina-debata-zachowanie status quo) powtarza się od lat i prawdopodobnie niewiele zmieni się w tej kwestii mimo kolejnych tragicznych wydarzeń, które z pewnością nastąpią w przyszłości. Skala ostatniej, największej w historii pod względem liczby ofiar, strzelaniny w sposób szczególny podgrzała spór zwolenników i przeciwników swobodnego dostępu do broni. Spór obecnie rezonujący także w Polsce, gdzie coraz częściej pojawiają się postulaty liberalizacji prawa pod kątem łatwiejszego dostępu do broni. Wyrazem tej tendencji stał się fakt, że latem tego roku klub parlamentarny Kukiz’15 skierował do sejmowej komisji ustawodawczej projekt ustawy nowelizującej obowiązujące przepisy regulujące dostęp obywateli do różnego rodzaju uzbrojenia.

Dyskusja odbywająca się w naszym kraju nie ma temperatury tej, jaką toczą ze sobą w USA republikanie i demokraci, jednak też jest interesująca i skłania do zastanowienia czy prawo do posiadania broni palnej to samo zło, czy też nasze przyrodzone prawo. Zwłaszcza, że nowa ustawa zmienia właściwie niewiele, choć całe rzesze przeciwników obywatelskiego dostępu do broni zachowują się tak, jakby gwarantowała pełne uzbrojenie wszystkim i od zaraz. My jednak dziś nie o tym, a o mroźnej Islandii, której przykład jest nieco nie w smak przeciwnikom zmiany prawa na bardziej liberalne.

Czy powszechny dostęp do broni faktycznie jest dla społeczeństwa straszliwy w skutkach?

Przypadek Islandii przeczy sceptykom

Choć tysiące Polaków podróżują co roku turystycznie na piękną wyspę, niewiele osób zdaje sobie sprawę, że na położonej na północnym Atlantyku wyspie, słynącej z polarnych zórz, Björk i przyjaznych ludzi, broń jest powszechna (w przeliczeniu na jednego mieszkańca) niemal tak samo jak w Stanach Zjednoczonych. W liczącym ok. 330 000 ludzi kraju zarejestrowanych jest 90 000 sztuk broni. Nie spotykamy się jednak z dramatycznymi relacjami o strzelaninach w Reykjaviku. Wręcz przeciwnie, Islandia jest krajem o jednym z najniższych współczynników przestępczości na świecie.

Jak podaje opublikowane w 2013 roku przez Organizację Narodów Zjednoczonych badanie dotyczące przestępczości, w latach 2005-2013 od 59 do 61 proc. zabójstw na terenie USA związanych było z użyciem broni palnej. Dla kontrastu, w tym samym czasie na Islandii ten odsetek wyniósł 0 proc. Osoby zajmujące się fenomenem niskiego, islandzkiego poziomu przestępczości, wskazują na kilka czynników mogących być przyczyną tego stanu rzeczy.

Mądre prawo, mądrzy ludzie?

Pierwszym z nich, zdającym się mieć istotny wpływ na „nieszkodliwość” broni na skandynawskiej wyspie, jest dość żmudna procedura wymagana do jej zdobycia i wyśrubowane warunki obchodzenia się z nią. O ile każdy Islandczyk może stać się posiadaczem licencji na polowania z bronią, aby tak się stało, najpierw musi poświęcić sporo czasu na papierkową robotę i korespondencję z lokalną policją, magistratem a także Agencją Środowiska Islandii.

Aby na Islandii zdobyć licencję, nie można być karanym za przestępstwa kryminalne, trzeba przejść badania lekarskie, trzydniowy kurs obsługi broni, przeczytać dwie książki o posługiwaniu się nią i zasadach polowania oraz zdać test udowadniając tym samym, że wystarczająco dużo się z całej procedury wyniosło. Przytoczona ścieżka zdaje się przypominać tą obowiązującą w Polsce, ale na Islandii nie obwiązuje zasada uznaniowości, tzn. organa administracyjne nie mają prawa odmówić przyznania licencji, jeśli ktoś spełnił wszystkie warunki. W Polsce jest to nadal możliwe, choć – szczęśliwie – nieco utrudnione, bo chodzi tu tylko o broń palną do ochrony osobistej, a nie pozwolenia sportowe lub kolekcjonerskie. W tych ostatnich dwóch przypadkach można jedynie ograniczyć liczbę sztuk broni, o którą prosi składający wniosek. Potem wystarczy zadbać o właściwe przechowywanie broni palnej i amunicji. Kiedy Islandczyk zdobędzie już licencję i kupi broń musi jeszcze w domu zorganizować dwa odpowiednie miejsca – jedno na przechowywanie samej broni, a drugie amunicji.

Całość procedury wymusza niejako na islandzkich obywatelach nauczenie się czegoś co można by nazwać „kulturą posługiwania się bronią”, a jednocześnie wyklucza z grona jej posiadaczy tych, którzy się do tego nie nadają ze względów psychologicznych, bądź chcących się stać jej posiadaczami pod wpływem mało przemyślanego impulsu.

Kultury nie przeskoczysz

Kolejną – i chyba kluczową – kwestią jest kontekst kulturowy. Jak zaznacza prof. Helgi Gunnlaugsson, wykładający socjologię na Uniwersytecie Islandzkim, w krajach takich jak Stany Zjednoczone posiadanie broni powiązane jest z przekonaniem, że służy ona do samoobrony i zapobieganiu przestępczości. Na Islandii takie myślenie jest nieobecne. Od ochrony i bezpieczeństwa jest policja. Powszechność posiadania broni wynika z historii osadników żyjących wcześniej na wyspie, dla których polowanie na dzikie zwierzęta było chlebem powszednim. Współcześni Islandczycy zachowali tą część dziedzictwa kultywując polowania i uprawiając strzelectwo sportowe, lecz nigdy nie traktowali broni jako pierwszego narzędzia samoobrony. – Nawet jeśli ktoś posiada broń, a wielu posiada, nikt nigdy nie mierzy nią w innego człowieka. To po prostu nie przychodzi nam do głowy – zaznacza profesor.

Islandczycy nigdy powszechnie nie traktowali broni jako pierwszego narzędzia samoobrony

Islandczycy traktując broń jako narzędzie do uprawiania sportu i polowań, ograniczeni przepisami dotyczącymi jej przechowywania, nie mają w zwyczaju trzymania jej w łatwo dostępnym miejscu. Zazwyczaj jest ona dobrze zabezpieczona, co zapobiega przypadkowemu jej użyciu przez dzieci, czy podczas sporów zdarzających się po spożyciu alkoholu lub innych używek. To też istotny czynnik obniżający prawdopodobieństwo użycia pistoletu czy strzelby niezgodnie z przeznaczeniem.

Islandczycy postrzegając broń przez pryzmat polowań i sportu właściwie nie wyobrażają sobie możliwości używania jej w innym kontekście. Nawet regularne oddziały policji nie posiadają pistoletów na swoim wyposażeniu. Jedynie specjalne jednostki posługują się nimi na co dzień. Kiedy podczas jednego z biegów ulicznych, policjanci zajmujący się jego zabezpieczeniem okazali się mieć ze sobą broń, społeczność wyraziła swoje niezadowolenie z tego powodu – uzbrojeni policjanci biorący udział w imprezie, w której biorą udział rodziny okazali się być w oczach Islandczyków czymś wyjątkowo niestosownym.

Warto także pamiętać, że Islandia nie jest krajem dużych różnic społecznych, a co za tym idzie, nie ma tam tak drastycznych różnic w poziomie życia, które często są źródłem frustracji, a w konsekwencji często działań niezgodnych z prawem.

Wszystko jest w naszych głowach

Jak widać, mentalność Amerykanów i Islandczyków dzieli mentalna przepaść w podejściu tego czym jest uzbrojenie w przestrzeni publicznej. Broń funkcjonuje w ich świadomości jak przedmiot o zupełnie innym przeznaczeniu. Diametralnie inny jest również akceptowalny społecznie wymiar obchodzenia się kontrowersyjnym przedmiotem w przestrzeni publicznej.

Ludzie często nie rozróżniają posiadania broni palnej do celów sportowych i pozwoleń na broń palną do ochrony osobistej

Kiedy z kolei spojrzy się w historię Islandczyków, zobaczymy, że bardzo trudne warunki, w których przyszło im żyć, zawsze zmuszały ich do bliskiej współpracy i bycia razem, aby przeżyć długie i ciemne zimowe dni. Poczucie wspólnoty zdaje się być tam na zupełnie innym poziomie w porównaniu nie tylko z Ameryką, ale także większością innych krajów. I to chyba właśnie kwestia zaufania i społecznych więzi zdaje się być zasadniczą przyczyną tego, że Islandczycy, mając na podorędziu spory arsenał, są tak spokojnym i bezpiecznym społeczeństwem.

Czy w Polsce można bez obaw wprowadzić bardziej swobodny dostęp do broni palnej? W dyskusji na ten temat jak zwykle wszystko rozbija się o sytuację społeczną i takież nastroje oraz silny podział społeczny – zupełnie nieznany na Islandii.  Do tego dochodzi kwestia bylejakości, którą (podobno) Polacy mają we krwi, co budzi obawy o właściwe przestrzeganie zasad bezpieczeństwa podczas obsługi broni. Nie oszukujmy się jednak – każda zmiana wymaga czasu, nauki nowych przyzwyczajeń i nowych zasad. Nie należy jednak z czegoś rezygnować tylko dlatego, że wiąże się z wysiłkiem. Wystarczy mądre podejście i dobre regulacje.

Emilia Grim
Emilia Grim
Mieszka i pracuje tam, gdzie aktualnie ją poniesie. Blogerka i fotograf-amator. Pisze o filmach, książkach i serialach dla portalu gazeta.pl, współpracuje też z serwisami podróżniczymi. W wolnych chwilach szuka tanich biletów lotniczych, gotuje i dużo czyta.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

2 odpowiedzi na “Powszechny dostęp do broni to kiepski pomysł? Przyjrzyjmy się Islandii”

  1. Popełniono w artykule tyle nieścisłości i niedopowiedzeń, że zastanawiać się można, czy nie sponsorowało go NRA. 😉

    1. W Islandii nie ma powszechnego dostępu do broni w takim sensie, w jakim dostęp ów gwarantuje druga poprawka ustawy zasadniczej Stanów Zjednoczonych, głoszącej, że ‚a well regulated militia being necessary to the security of a free
    state, the right of the people to keep and bear arms SHALL NOT BE INFRINGED.’ Ani konstytucja Islandii, ani akty ją uzupełniające nic takiego nie głoszą. Pod tym względem sytuacja prawna w USA jest wyjątkowa na skalę globalną. Licencja na prywatne posiadanie broni palnej to rodzaj specjalnego uprawnienia, a nie powszechny dostęp! Innymi słowy, w Islandii jak i w zasadzie we wszystkich innych krajach świata obywatel ubiegać musi się o pozwolenie od władz. W Stanach natomiast sytuacja jest zgoła odwrotna – to władza musi znaleźć powód, aby danemu obywatelowi dostępu zabronić. Żeby to zrozumieć, trzeba się przejść po ulicach Chicago na przykład i na wszystkich nieomal drzwiach gmachów instytucji publicznej (wliczając w to szkoły podstawowe) zobaczyć nalepki z przekreślonym symbolem gnata i napisem ‚zakaz wnoszenia broni’, niczym ‚zakaz palenia’. Co ja gadam, co ja gadam! Palenie w miejscach publicznych jest obecnie w USA zabronione, więc oznakowanie takie jest zbędne.

    2. Zupełnie nietrafiona skala porównawcza. Liczba ludności Islandii to niecałe 333 tysiące ludzików o jednorodnej w zasadzie przynależności etnicznej. W Stanach Zjednoczonych mieszka prawie tysiąc razy więcej osób, którzy albo osobiście albo których przodkowie nie tak całkiem dawno na teren tego kontynentalnych rozmiarów mocarstwa przybyli ze wszystkich bez mała zakątków świata. Kulturowy tygiel z charakterystycznie nierównomiernym rozmieszczeniem ludności vs odludna wieś, gdzie każdy pewnie kiedyś spotkał każdego. Równie dobrze można by Chinom zaświecić przykładem Singapuru i pouczać, że droga do gospodarczego sukcesu nie musi prowadzić przez ciężką industrializację.

    3. Tak, w Islandii jest sporo sztuk broni palnej, ale jeśli zgłębić statystyki i uwzględnić TYP posiadanej broni to zauważyć można istotne różnice. Istnieją ograniczenia co do kalibru posiadanej broni, a co z tym się wiąże energii początkowej pocisku, mechanizmu spustowego, uprawnień do noszenia w miejscach publicznych, etc. Zdecydowana większość znajdującej się w prywatnych rękach broni palnej w Islandii to broń długa, w domyśle myśliwska. Jeśli chodzi o broń krótką (w domyśle do obrony osobistej, co w świetle islandzkiego prawa nie jest wystarczającym powodem uzyskania zezwolenia), to zaledwie 1.4% tamtejszych domostw takową posiada (dane za 2005 rok). Ten sam wskaźnik dla USA w tym samym okresie wynosił… 20%. W liczbach bezwzględnych to sto czternaście… milionów sztuk.

  2. Ta, i znów dywagacje o różnicach społecznych, przestępstwach i innych bzdurach. Dlaczego nie zadacie sobie wszyscy, zwolennicy i przeciwnicy broni jednego pytania? Bardzo prostego. Czy regulacje powstrzymają przestępcę? Przecież broń, tak jak i narkotyki jest również w szarej strefie i tajemnicą Poliszynela jest, że na miejsce jednego złapanego handlarza nią znajdzie się pięciu nowych. Taka walka z wiatrakami, jak w narkotykach na miejsce jednego dilera przychodzi pięciu nowych. Tylko, że walka z używkami tego typu, nawet jak jest walką z wiatrakami jest zrozumiała, bo dzieciarnia się truje tym szajsem, ale samo w sobie posiadanie broni nie jest szkodliwe społecznie, a regulacje w jej dostępie działają na tych, co tej broni nie użyją w przestępstwie. Nie trzeba być mensą, by to zrozumieć. Jednak trzeba być ubogim w rozum, by tego nie rozumieć. Dlatego te wszystkie dyskusje i obostrzenia można wsadzić między bajki dla upośledzonych. Amen!!!

Dodaj komentarz