Ragnar Lodbrok, czyli co ty wiesz o wikingach?

Artur Szrejter: "Wikingowie" to dzieło idealnie oddające ducha sag
16 minut czytania
1558
0

Travis Fimmel jako Ragnar Lodbrok w popularnym serialu „Wikingowie” podbił serca widzów i dla wielu stał się powodem, by bliżej zainteresować się historią skandynawskich wojowników. Co w niej jest prawdą a co zmyśleniem? Co wiadomo o Ragnarze? Opowiada Artur Szrejter autor książek popularnonaukowych, poświęconych m.in. historii walk Słowian nadbałtyckich ze skandynawskimi wikingami.

Jakub Napoleon Gajdziński: Czy Ragnar Lodbrok rzeczywiście istniał?

Artur Szrejter: Istniało nawet kilku Ragnarów, a przynajmniej osób o zbliżonych imionach, które można odczytywać jako tożsame z imieniem Ragnar lub do niego podobne. Ludzie ci żyli w IX wieku, a byli królami albo wodzami duńskich wikingów. O ich czynach wspominają zachodnioeuropejskie kroniki, zatem źródła dość wiarygodne. Problem powstaje dopiero w chwili, gdy stajemy przed wyborem, który z tych Ragnarów – o ile w ogóle którykolwiek – był pierwowzorem słynnego Ragnara Lodbroka, a więc bohatera XIII-wiecznych sag skandynawskich i jednego z rozdziałów napisanej w tym samym stuleciu kroniki Czyny Duńczyków Saxona Grammaticusa.

Artur Szrejter (CC BY-SA 3.0 via Wikimedia Commons)

Źródła nie pozwalają tego ustalić?

Zarówno owe późne sagi, jak i opowieść o Lodbroku z dzieła Saxona należą do opowieści legendarno-dynastycznych, które posiadają też cechy mityczne, a przede wszystkim baśniowe, nie należy ich zatem traktować jak źródeł historycznych. Dlatego można godzinami uzasadniać, że Ragnar Lodbrok naprawdę istniał, a i tak nie osiągnie się celu, bo nie da się udowodnić realności postaci baśniowej czy legendarnej. Można jednak z większym lub mniejszym prawdopodobieństwem zakładać, że jeden z historycznych Ragnarów, choć nie wiadomo który, zdobył wśród współczesnych sobie Skandynawów tak wielką sławę, iż powstały o nim opowieści, które w kolejnych wiekach były coraz bardziej rozbudowywane o motywy nie tylko przygodowe, ale też mityczne czy legendarne.

Później dołączono jeszcze elementy wiążące Ragnara z dynastią królów duńskich i norweskich, aż powstała postać całkowicie oderwana od swego (domniemanego) pierwowzoru. Postać żyjąca własnym życiem, bo wszystkie opowieści w pewnym momencie zaczynają żyć własnym życiem. Jeśli Lodbroka stworzono na postawie postaci któregoś z naprawdę istniejących wodzów, ówże historyczny Ragnar na pewno bardzo by się zdziwił, gdyby dowiedział się, jak w ciągu wieków zmieniono jego życie i czyny.

Z pewnością oglądał pan serial „Wikingowie”, jak go pan ocenia jako historyk?

Serial jest bardzo bliski sagom i kronice Saxona – chodzi mi przede wszystkim o „ducha”. Scenarzysta filmu, Michael Hirst, świetnie wczuł się w przekaz tych źródeł, które w swej wymowie są baśniowe, czyli stare motywy legendarne i mityczne zostały w nich tak przetworzone, że najbardziej przypominają przygodową baśń. W sagach tego typu zostały pomieszane i znacznie przetworzone dawne przekazy, a do tego dołożone pewne zdarzenia realne – wszystko to zaś zrobiono zgodnie z logiką baśni: „gdzieś kiedyś żył bohater”.

Tak samo postąpił Hirst – w jego „świecie wikingów” rzeczywistość historyczna oraz geograficzna Skandynawii i Wysp Brytyjskich jest umowna, znacznie bardziej baśniowa niż realna. Stąd pewnie zarzuty wielu osób, które myślały, że oglądają serial historyczny i dlatego potem wytykały twórcom filmu różne nieścisłości historyczne, geograficzne, obyczajowe, archeologiczne itd. A przecież nie w tym rzecz, gdyż „Wikingowie” nie są filmem historycznym! To nie jest też fantasy historyczna, tylko coś w rodzaju baśni w sztafażu przypominającym realia wikingów, a więc dzieło idealnie oddające ducha sag i przekazu Saxona. Dlatego jestem pełen uznania dla scenarzysty i wszystkich współpracujących z nim osób, że zrozumieli wymowę źródeł skandynawskich o Lodbroku i w tym samym duchu stworzyli scenariusz serialu.

Coroczny Festiwal Wikingów w Irlandii Północnej (fot. Ardfern, CC BY-SA 3.0 via Wikimedia Commons)

Napisał pan książkę „Legenda wikingów. Opowieści o Ragnarze Lodbroku, jego żonach i synach”, ukazującą dwa odmienne przekazy o Lodbroku. Skąd pochodzą?

W książce przedstawiłem dwie różne tradycje o Lodbroku – norwesko-islandzką na podstawie sag oraz duńską na podstawie kroniki Saxona. Są one częściowo zbieżne, ale znacznie więcej jest między nimi różnic, dlatego zasadne było ukazanie ich jako dwóch odrębnych opowieści. W obu też nieco inaczej opisano okoliczności zdobycia przez Ragnara przydomku.

No właśnie, co oznacza ten przydomek?

„Lodbrok” oznaczało po staroskandynawsku Kosmate/Włochate Spodnie, gdyż takie spodnie z futra noszonego na zewnątrz lub z kiepsko wyczesanej wełny, na dodatek pokryte smołą, nosił Ragnar. Czyli pozornie wiadomo, skąd wziął się przydomek. Ale to tylko początek, gdyż nasuwa się pytanie: dlaczego a raczej po co nosił takie spodnie? Okazuje się, że miał też identycznie zrobiony płaszcz chroniący górną część ciała.

Sagi tłumaczą, że dzięki tej usztywnionej „zbroi” mógł uniknąć kłów i jadu olbrzymiego węża, z którym zamierzał walczyć. I jest to wytłumaczenie logiczne na poziomie mitycznym, a potem baśniowym. Natomiast jeśli chcemy wytłumaczyć tę kwestię na poziomie historycznym, musimy sięgnąć do starożytnych i średniowiecznych przekazów o „wilkach” – germańskich młodych wojownikach, którzy w okresie inicjacyjnym zakładali futra zwierzęce, malowali ciało na czarno, tworzyli zbrojne bandy i atakowali kogo popadło. W ten sposób uczyli się sztuki zabijania, a do tego wytwarzali w obrębie swojej grupy poczucie wspólnoty wojowniczej, która potem procentowała podczas walk toczonych w wieku dorosłym.

Znaczki pocztowe z Wysp Owczych, pokazujące codzienne życie wikingów

Zapewne w tym należy szukać źródła opowieści o stroju i przydomku Ragnara, co zarazem stawia go w jednym rzędzie z niektórymi herosami z mitów germańskich, gdyż tego typu rytualne zachowania były charakterystyczne dla archaicznych opowieści o najstarszych bohaterach, a potem zostały zapomniane bądź przetworzone. Dlatego jest jasne, że w postaci literackiego Lodbroka doszło do zlania się wielu wcześniejszych postaci mitycznych z którymś z historycznych Ragnararów, od którego Lodrok dostał imię.

Ten mityczny Lodbrok nie walczy tylko z ludźmi, ale też z potworami.

Jednym z elementów „spadku” po owych wzorcach mitycznych były przeciwstawiane Ragnarowi potwory, między innymi wspomniany wielki wąż, ale także zwierzęce bestie nasłane na niego przez dziewczynę, którą chciał pojąć za żonę – piękną Lagertę. Ragnar ze średniowiecznych przekazów walczył też z potężnymi czarownikami mieszkającymi na krańcu świata, miał również kontakty z siłami boskimi, zaś niektóre jego żony parały się magią. Mamy więc do czynienia w tych opowieściach z całą gamą elementów nadprzyrodzonych, tyle że silnie przetworzonych, a więc ukazanych w ujęciu baśniowym, a nie mitycznym, gdyż i cała opowieść spisana w XIII wieku dawno zatraciła cechy mitu, a stała się baśnią, z dodatkami typowymi dla legend dynastycznych.

Jak zatem naprawdę wyglądały podboje Lodbroka? Czy to prawda, że zdobył Paryż?

O jednym z historycznych Ragnarów wiadomo, że oblegał Paryż w latach 40. IX wieku i że odpłynął stamtąd z ogromnym łupem lub okupem. Tyle że przekazy te są dość trudne do interpretacji, a w rezultacie może z nich wynikać, że zdobył część miasta, po czym zabrał łup i zniknął, albo że po prostu zadowolił się okupem za odstąpienie od oblężenia. O innym Ragnarze wiadomo, że parę lat wcześniej najeżdżał Fryzję, a kolejny wódz o tym imieniu (też w IX wieku) łupił Irlandię. Jeszcze inny Ragnar był kilkadziesiąt lat wcześniej królem lokalnym w Danii. Wątpliwe, aby byli jedną i tą samą osobą, raczej mieli podobne imiona. Pewnie żyło w owym czasie kolejnych kilku wodzów o imieniu Ragnar, tak samo jak było wówczas wielu Iwarów czy Björnów.

A co z Anglią, którą miał łupić?

Z tamtejszych przekazów nic nie wiadomo o najazdach jakiegokolwiek Ragnara, za to w sagach istnieje dość silny związek Ragnara właśnie z Anglią, tam też miał ponieść śmierć. Czemu więc opowieści skandynawskie twierdziły, że najeżdżał ten kraj? Zapewne doszło w opowieściach do wspomnianego już przeze mnie procesu „dodawania” do czynów Ragnara osiągnięć innych wodzów wikińskich, w tym historycznego Iwara, w sagach uznanego za syna Lodbroka, co było jednym z zabiegów mających na celu ukazanie „wzorcowego” rodu królewskiego, którego członkowie działali zbrojnie na całym ówcześnie znanym świecie.

Naukowcy twierdzą, że synowie Lodbroka są z pewnością postaciami historycznymi. Jak daleko sięgały ich podboje? Czym się wsławili?

Znane z sag postaci synów Lodbroka stworzono przypuszczalnie na tej samej zasadzie, co literacką wizję ich ojca: na pewnym (zazwyczaj wątłym) fundamencie historycznym zbudowano mityczno-legendarno-baśniowe konstrukcje. O ile jednak nie potrafimy wskazać jednego historycznego Ragnara, który był punktem wyjścia dla Lodbroka z sag, o tyle w przypadku niektórych jego synów (gdyż miał ich wielu z kilkoma żonami – w zależności od opowieści) można odszukać realnie istniejące postaci, które użyczyły imion i niektórych czynom swym literackim wersjom.

Iwar bez Kości był wikińskim wodzem z IX wieku, biorącym udział najpierw w inwazji na Anglię (w ramach tak zwanej wielkiej armii pogan), a potem działającym na własną rękę. Działającym bardzo sprawnie, bo został królem państwa obejmującego wybrzeża północnej Anglii oraz części Szkocji i Irlandii. Inny z literackich synów Ragnara, Hwitserk, był zapewne wzorowany na kilku znanych z kamieni runicznych wodzach środkowoszwedzkich działających na Rusi i terenach nadkaspijskich. Z kolei Björn Żelaznoboki walczył w północnej Francji, ale wsławił się przede wszystkim jako jeden z wodzów niezwykłej wyprawy wzdłuż wybrzeży Francji i arabskiej Andaluzji na Morze Śródziemne, gdzie jego armia dotarła do Italii. Wyczyn godny bohatera, porównywalny z osiągnięciami takich wodzów-królów jak Iwar, nic więc dziwnego, że właśnie o takich przywódcach pamiętały kolejne pokolenia wikingów.

Pamiętały jednak nie we właściwy nam, ludziom nowożytnym, sposób historyczny, a zgodnie z ówcześnie panującym magicznym postrzeganiem świata, a więc na zasadzie systematycznego zmieniania ich „żywotów” na zasadzie dokładania czynów znanych z dawnych opowieści. To była swoista operacja „ubrązowania” podziwianych przodków.

Festiwal Wikingów na Szetlandach

Czas zapytać o kobiety w życiu Lodbroka. Czy tak rzeczywiście wyglądały sprawy matrymonialne u wikingów?

Jeśli pyta pan o możliwość rozwodów – a Ragnar się rozwodził, o ile wcześniej w rozstaniu z którąś z żon nie pomogła mu śmierć owej żony – to w prawach skandynawskich, podobnie jak celtyckich, istniała możliwość rozwodu. Także z winy męża. Niezwykłe szczegółowe irlandzkie zwody prawne wymieniają wiele powodów, dzięki którym kobieta może odejść od męża i zachować część majątku – a do tych powodów należało znęcanie się zarówno fizyczne, jak i psychiczne ze strony męża.

Zachowane prawa skandynawskie nie są aż tak szczegółowe, ale i w nich kobieta miała prawo do rozwodu, a w zabezpieczeniu na wypadek rozejścia się z partnerem miała do swej wyłącznej dyspozycji tę część majątku, którą dostała od męża w dniu ślubu. Oczywiście mężczyzna też miał prawo do rozwodu, i to znacznie większe niż kobieta, gdyż społeczeństwa skandynawskie, jak i inne germańskie oraz pozostałe indoeuropejskie, były patriarchalne. Przy czym patriarchalność ta była znośna w porównaniu z patriarchalnością chrześcijańską, dlatego w czasach pogańskich pozycja kobiety w społeczeństwach indoeuropejskich była wyższa niż po przyjęciu chrześcijaństwa. Widać to nawet w niektórych przekazach dotyczących Słowian, choć niestety prawa słowiańskie nie zostały spisane – nieliczne ich ślady przekazały ówczesne obce źródła pisane, część owych praw zachowała się też w tradycjach lokalnych.

I tę stosunkowo wysoką pozycję kobiet u Skandynawów widać właśnie w wyobrażeniach tak niezwykłych niewiast jak Aslaug i Lagerta, a więc krańcowo od siebie odmiennych żon Ragnara?

Aslaug to dumna pani z królewskiego rodu (choć wychowana w biedzie u porywaczy), która władała mocami magicznymi. Wprawdzie moce te zostały mocno „przytępione” w ostatecznej redakcji opowieści o Lodbroku. Co nie powinno dziwić, bo w czasach chrześcijańskich świadomie umniejszano w spisywanych opowieściach pozycję kobiet, a przede wszystkim odbierano im cechy nadnaturalne – magiczne i religijne. Ale dzięki porównaniu Aslaug z podobnymi bohaterkami z innych przekazów germańskich jest dla nas jasne, że Aslaug to wölwa, czyli wiedźma i wieszczka, która na dodatek należy do wielkiego rodu, a zatem posiada władzę nie tylko nadnaturalną, ale i ziemską. Oto rikrkona – „kobieta władzy”, bo właśnie tak nazywano w dawnych czasach skandynawskie panie z potężnych rodów cieszących się wielkim i starodawnym prestiżem. Kobiety takie dysponowały realną władzą, a zarazem – jak wierzono – mocą magiczną.

Z kolei Lagerta to piękna wojowniczka, ziemska wersja walkirii. Nie ustępowała w sztuce walki najlepszym wojownikom, do tego miała własne władztwo gdzieś na dalekiej Północy i panowała nad dzikimi zwierzętami. Czy tego typu postaci były echami dawnych bogiń wojny, śmierci, dzikich zwierząt? Zapewne tak, szczególnie tych z rodu olbrzymów, gdyż wydaje się, że Lagerta i podobne jej wojownicze bohaterki przypominają znane ze źródeł pisanych olbrzymki-boginie czczone w północnej Norwegii, które miały cechy właśnie takie, jakie miała Lagerta. Oczywiście przedstawione przeze mnie religijno-magiczne korzenie Aslaug i Lagerty wynikają jedynie z przypuszczeń wysuniętych na podstawie analogii i interdyscyplinarnych analiz, mimo to wydają mi się najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem genezy tych bohaterek.

Hełmy wikingów (fot. Helgi Halldórsson, CC BY-SA 2.0 via Wikimedia Commons)

Czy jest coś, co pozostało do naszych czasów, a co można określić dziedzictwem wikingów i Ragnara?

Opowieści. Zawsze wszystko i wszędzie – niezależnie od czasów i kultur – opierało się na sile opowieści. One decydowały o postrzeganiu świata i życia. One powodowały, że stare tradycje łączyły się z nowymi wpływami, by wytworzyć „nowe” – coś, co dynamizowało kulturę i sprawiało, że wciąż była żywa. Dzisiaj mamy do czynienia z tym samym procesem. Literatura, film, komiks – wszystko to są opowieści kształtujące naszą świadomość. I Ragnar, jako odwzorowanie archetypu wikinga, ma w tej świadomości, także obecnie, swoją ogromną rolę do odegrania. Gdyby tak nie było, nie powstałby serial „Wikingowie”, a wcześniej nie napisano by o Lodbroku czy jego synach i żonach mnóstwa powieści i rozpraw naukowych, w tym nawet jednej polskiej – „Kruk Odyna” Kornelii i Stanisława Dobkiewiczów.

Zatem wszystko jest opowieścią, zależy tylko, czy chcemy z niej czerpać i uczyć się o przeszłości, która kształtuje teraźniejszość. Jak widać, opowieść o Ragnarze – jak historie o królu Arturze czy wielu innych herosach z dawnych przekazów – nadal kształtują teraźniejszość, a niewątpliwie będą też kształtować przyszłość. Wszak główni bohaterowie „Gwiezdnych Wojen” to postaci w 100 proc. oparte na wizerunkach herosów znanych z mitów, legend, baśni. Zdaje się, że jako ludzkość mamy zakodowane uwielbienie dla opowieści, które już znamy, liczymy tylko na to, że wciąż będziemy je dostawać w kolejnych atrakcyjnych – unowocześnionych lub przeciwnie: zarchaizowanych – formach.

Jakub Napoleon Gajdziński
Jakub Napoleon Gajdziński

Rocznik 87, absolwent politologii, historii i dziennikarstwa. Dużo podróżuje, kocha koty i dobre piwo. Tego ostatniego nigdy nie odmawia.


AUTOR

Polecamy

Komentarze