“Rocznicę odzyskania niepodległości będę świętował sam” [LIST]

Wszystko jedno, w które kłamstwa wierzymy - jedno jest pewne: jesteśmy okłamywani
3 minuty czytania
938
1
Listy od czytelników
Listy od czytelników
11 listopada 2017

„Smutno mi, że moi rodacy dają się tak zmanipulować mediom i autorytetom z tej czy drugiej strony” – pisze Czytelnik, podkreślając, że obecny nastrój polityczny i coraz głębsze podziały nie sprzyjają wspólnemu świętowaniu ważnych rocznic.

Nigdy w życiu nie napisałem listu do żadnej redakcji, ale nigdy wcześniej nie czułem, że chcę zabrać głos w jakiejś sprawie. Okazjonalne komentowanie w internecie w zupełności wystarczało mi, by wyrazić swoje zdanie czy dać upust emocjom. Ale śmierć Piotra Szczęsnego, który podpalił się – w proteście przeciwko władzy? – z powodu nieleczonej depresji? wszystko zmieniła. Czuję, że muszę powiedzieć jak bardzo mi się to nie podoba, zwłaszcza, gdy media milczą lub mówią nie to, co powinny.

Za chwilę będziemy obchodzić 99 rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości po latach zaborów. Zamiast radosnej fiesty z machaniem flagami i padaniem sobie w braterskie objęcia, piciem dużych ilości piwa z papierowych kubków i śpiewaniem “bo wszyscy Polacy to jedna rodzina”, będzie to kolejna okazja, by podzielić się na wrogie obozy i obrzucać twardymi jak kamienie słowami. Oby były to tylko słowa, bo coraz bardziej boję się, że w końcu polecą prawdziwe kamienie. Wymierzone w tych “z drugiej strony”. W ruch pójdą noże, kosy postawione na sztorc czy kije baseballowe, czyli cały arsenał prawdziwych i mniej prawdziwych Polaków.

Do tej pory myślałem, że istnieje granica, której jako społeczeństwo nie przekroczymy, że zadziałają zawory bezpieczeństwa, że w odpowiednim momencie damy po hamulcach. Śmierć pana Piotra i to, jak jest wykorzystywana przez rozmaitych graczy życia publicznego, zachwiała tą moją pewnością, że instynkt samozachowawczy prędzej czy później musi zadziałać. Nic z tego! Dajemy się szczuć na siebie jak tępe burki, a cynizm, arogancja i zwykła podłość tych, którzy nas zagrzewają do walki (obstawiają zakłady, kto wygra? O jakie stawki grają?) nie mają sobie równych. No i co? Skoczymy sobie do gardeł? Damy sobie już do cna wyprać mózgi?

Wszystko jedno, w które kłamstwa wierzymy – jedno jest pewne: jesteśmy okłamywani.

Nie piszę tego, by wziąć udział w toczącym się w Polsce politycznym sporze. Polityczne spory są czymś normalnym, nawet gdy bywają ostre, ale też nie ma żadnego obowiązku, by każdy obywatel koniecznie zajmował stanowisko wobec takiej czy innej kwestii. Ja zazwyczaj zachowuję swoje myśli dla siebie, dając wyraz przekonaniom, gdy jest na to pora: przy wyborczej urnie. Ale samospalenie i taniec na grobie tego biednego człowieka sprawiają, że wszelka moja “normalność” zostaje unieważniona. Nic już nie jest normalne. Nie jest normalne, że człowiek się podpala (nie wnikając, czy w politycznym proteście, czy z powodu ciężkiej depresji, czy z obu tych powodów), nie jest normalne, gdy z tego tytułu jedni robią sobie żarty, nazywając go “zapaleńcem” (będę to panu pamiętał, panie “publicysto”), nie jest normalne, gdy drudzy jak hieny cmentarne rozwłóczą jego zwłoki, manifestując przy okazji swoje poglądy polityczne i zbijając polityczny kapitał. Są nawet tacy, co sprzedają okolicznościowe przypinki, bo czemu nie zarobić na czyimś nieszczęściu? Burakowi każdej okazji szkoda.

Smutno mi, że moi rodacy dają się tak zmanipulować mediom i autorytetom z tej czy drugiej strony, że nie chcą spojrzeć na to tragiczne wydarzenie, jako na powód do uspokojenia emocji, zakopania wojennych toporów. Jako na ostrzeżenie. Nie, oni jak banda głupców tylko jeszcze bardziej, jeszcze mocniej walą w te same bębny co zwykle. To przekupiony przez Sorosa ubek był! Za kasę się podpalił! – wrzeszczą jedni. To pierwsza ofiara pisowskiego reżimu – drą się drudzy. Obie strony mam za skrajnych idiotów. Żadnemu kto takie hasła głosi, ręki podawać nie zamierzam.

Rocznicę odzyskania niepodległości więc będę świętował sam. W milczeniu. Alienacja wydaje mi się jedynym wyjściem, gdy o wspólnocie nie ma co marzyć. A naprawdę przydałby nam się jeden dzień w roku, gdy można wspólnie z Sebą z klatki obok zjeść kiełbasę z grilla i wzruszyć się, że Polska taka fajna. Nie chcę czekać z tym do Mundialu czy Euro, gdy okazuje się, że jednak, kurde, coś nas łączy.

Maciej

Listy od czytelników
Listy od czytelników

Ludzie listy piszą, a redakcja IgiMaga czyta i publikuje, jeśli coś wyda nam się ważne, ciekawe lub poruszające. Piszcie do nas na adres: listy@igimag.pl.


AUTOR

Polecamy

Komentarze