„Wiedźmin. Szpony i kły” – Geralt wrócił na księgarniane półki

Warto biec po zakupy?
10 minut czytania
701
0
Magdalena Krawczak
Magdalena Krawczak
20 listopada 2017

Powrót Wiedźmina? Tak w każdym razie sugeruje okładka najnowszej publikacji wydawnictwa Supernowa. Tym razem jednak świat Białego Wilka ożył na nowo za sprawą literackiej inwencji jego fanów. A wszystko to z powodu 30. urodzin wiedźmina, które ten obchodził w ubiegłym roku.

Nazwisko Sapkowskiego, sygnujące wspomniany tom, skutecznie przyciąga uwagę i skłania do przyjrzenia się woluminowi. I właśnie drugi rzut oka wystarczy, by wyłowić dopisek „przedstawia”, nadający autorowi pozycję wyłącznie patrona tej literackiej propozycji. Ów patronat Sapkowskiego, mający dla tej książki charakter jedynie symboliczny, wzbudza też skojarzenia z serią wydawnictwa Mag. To ona kilkanaście lat temu, dzięki nazwisku tego pisarza, popularyzowała obcojęzyczne realizacje gatunku fantasy. Dzięki „Szponom i kłom” uwaga polskich miłośników takiej literatury ma zwrócić się teraz ku rodzimym twórcom – a konkretnie tym, którzy zgłosili własne opowiadania do konkursu zorganizowanego przez czasopismo Nowa Fantastyka i zyskali na tyle przychylne opinie jury i redaktorów z Supernowej, by ich dzieła zostały upublicznione.

30 lat minęło

Sam literacki Geralt zapewne liczy sobie więcej niż 30 wiosen – i nie sugeruje tego wcale kolor jego włosów. Minęły już jednak ponad trzy dekady, odkąd zadomowił się w polskiej literaturze – czytelnicy po raz pierwszy spotkali go na łamach Fantastyki, gdzie pod koniec 1986 roku ukazało się opowiadanie Andrzeja Sapkowskiego. Chociaż na kolejne występy tytułowego bohatera „Wiedźmina” trzeba było czekać kilka lat, opowieści o zabójcy wszelkiej maści potworów mieszczą się obecnie w ośmiu książkach. Cykl wiedźmiński (nazwany tak dopiero przez wydawcę) otwierają dwa zbiory opowiadań, które spaja kluczowa dla akcji każdego z nich postać Białego Wilka. Pięć kolejnych tomów tworzy już samodzielną sagę, w której akcja toczy się bardziej linearnie, a Geralt przestaje być najważniejszym bohaterem.

„Wiedźmin. Szpony i kły”

Opowieść o losach wiedźmina uzbrojonego w sarkastyczne poczucie humoru i dwa śmiercionośne miecze, wyłania się stopniowo ze wszystkich popełnionych przez autora tekstów. Pisarz zarzeka się, że przystępując do pisania pentalogii dokładnie zaplanował już dzieje każdej postaci i że żaden wątek (oraz ich zakończenia) to nie dzieła przypadku. Jednocześnie jednak autor nie zamknął sobie drogi powrotnej do Czterech Królestw. Udowodnił to w 2013 roku, niespodziewanie wydając „Sezon Burz” – zbiór opowiadań, których akcję należy umiejscowić po wydarzeniach opisanych w zamykającym pierwszy tom opowiadań „Ostatnim życzeniu”, ale i przed fabułą opisaną w debiutanckim tekście. Pytany o motywację do tego powrotu, Sapkowski zrzucił odpowiedzialność na podejrzaną aktywność muzy Kaliope. W wywiadzie sprzed roku dał zaś nadzieję wszystkim, którzy czekają na kolejne opowieści o Geralcie mówiąc, że twórcze plany wciąż ma, a nawet powoli nad nimi pracuje.

Z błogosławieństwem mistrza

Tymczasem inna rozdająca natchnienia muza najwyraźniej nawiedziła Marcina Zwierzchowskiego: redaktora pisma, które w 1990 roku wraz ze zmianą wydawcy zyskało tytuł Nowej Fantastyki. Mając w pamięci symboliczny dla postaci Geralta rok 1986, Zwierzchowski uznał, że nie byłoby dobrze dać tej okrągłej rocznicy przeminąć bez echa. Najlepszym pomysłem wydawało mu się ogłoszenie konkursu literackiego, dzięki któremu uniwersum przemierzane niegdyś przez wiedźmina na nowo zatętni życiem. Swój zamysł przedstawił Sapkowskiemu i zyskał jego aprobatę. W pewien sposób historia zatoczyła koło: wszak pierwsze opowiadanie o Geralcie także było tekstem nadesłanym do redakcji czasopisma w ramach konkursu. Pozostawało już tylko mieć nadzieję, że muza odpowiedzialna za genialne pomysły nawiedzi też sympatyków prozy Sapkowskiego.

Konkurs ogłoszono w lutym 2016 roku, dając chętnym czas do końca lipca na nadsyłanie tekstów osadzonych w wiedźmińskim uniwersum. Jedyne zastrzeżenia były takie, by teksty liczyły maksymalnie 60 tysięcy znaków i nie parodiowały pierwowzoru. Z imponującej ilości zgłoszeń członkowie redakcji wyłuskali kilkanaście najlepszych tekstów: wśród nich wskazali laureata i trzy dodatkowe wyróżnienia. Po zamknięciu konkursu, zyskawszy wartościowe materiały, Zwierzchowski podjął rozmowy z wydawnictwem, które opublikowało wcześniej cały wiedźmiński cykl – i wynegocjował druk jedenastu opowiadań, zebranych w okolicznościowym tomie. Z oficjalnej zapowiedzi książki, którą napisał Sapkowski, można wywnioskować, że sam autor zapoznał się wyłącznie z tymi tekstami, które już przeznaczono do druku – i że nie miał żadnego wpływu na ich kształt. Przyjął rolę mentora, który z pewnym zadowoleniem ujrzał skutki fascynacji, jaką jego książki zaszczepiły w uzdolnionych sympatykach.

Pisać fan fiction każdy może

Sapkowski przedstawił historię Geralta dosyć fragmentarycznie, ale jeszcze w 2000 roku twierdził, że zarówno zwerbalizowane treści, jak i przemilczenia pojawiły się celowo i w pełni zrealizowały jego autorski zamysł. W owym roku opublikował jeszcze dwa opowiadania związane z postacią Białego Wilka: jedno poświęcone rodzicom Geralta i drugie, wieńczące losy zawodowego zabójcy w sposób idealny dla tych, którzy podczas czytania czuli się najmocniej zafrapowani wątkiem niełatwego uczucia łączącego wiedźmina z czarodziejką Yennefer. Sapkowski twierdzi, że tekst „Coś się kończy, coś się zaczyna”, zawierający romansowy happy end, napisał z czystej przekory – w związku z tym nie należy traktować go jako uzupełnienia kanonu. Stwierdza nawet, że temu opowiadaniu bliżej do takich wariacji na temat, którymi często są opowiadania fan fiction.

Ósmym tomem cyklu, wydanym po kolejnych trzynastu latach, sam pisarz udowodnił, że o słynnym wiedźminie można jednak jeszcze powiedzieć coś nowego. Zarówno to, jak i w dalszym ciągu pozostawione luki i niedomówienia, działają pobudzająco na wyobraźnię bardziej kreatywnych fanów. Białowłosy Geralt jest centralną postacią cyklu – i nadaje sens jakiejkolwiek narracji osadzonej w realiach Czterech Królestw, choćby pojawił się wyłącznie w przelotnych wzmiankach. Prace nadesłane do redakcji Nowej Fantastyki udowodniły, że każdy może dołożyć do świata Czterech Królestw własne trzy grosze – czy to naśladując kompozycje Sapkowskiego, czy eksploatując według własnego uznania konkretne wątki, czy też zupełnie odwracając konwencję (na przykład przyjmując punkt widzenia potwora, a nie zabójcy).

Z tej okolicznościowej zabawy, która jest tak naprawdę tylko poblaskiem tego, co od dłuższego już czasu dzieje się w świecie wiedźmińskiego fandomu, mogą wypłynąć całkiem poważne skutki. W dołączonej do „Szponów i kłów” adnotacji Sapkowski sugeruje, że umieszczone w antologii nazwiska mogą kiedyś ponownie zabiegać o naszą uwagę. Podobnie jak w przypadku konkursów wyłaniających zdolnych wokalistów, wypada obserwować, czy owi autorzy z czasem rzeczywiście zaproponują własne wizje, zdolne poszerzyć świat polskiej literatury fantasy i zyskać powodzenie u czytelników. Choć pisanie fan fiction może być świetnym wstępem do literackiej przygody, dla prawdziwie ambitnych twórców nie powinno pozostawać sztuką tworzenia idealnych imitacji.

Według osób wydających werdykt w 1986 roku, w ostatecznej klasyfikacji opowiadanie Sapkowskiego uplasowało się na trzecim miejscu. Jego (niezbyt skromnym) zdaniem było najlepszą przedstawioną wówczas propozycją. I rzeczywiście, nie sposób nie docenić twórczej inwencji, która powołała do literackiego życia interesującą, świetnie rozpisaną postać, a zarazem ożywiła stworzenia zatrzymane jedynie w zakurzonych słowiańskich podaniach. Autorzy, którzy za sprawą ubiegłorocznego konkursu zaistnieli w nowej publikacji, powinni do pewnego stopnia naśladować ulubionego pisarza także w kwestii pewności siebie i własnych pomysłów.

Czekamy!

Nowe młodości Wiedźmina

Geralt z Rivii, wiedźmin o nienaturalnej dla przedstawiciela swojej profesji uczuciowości oraz posiadacz kilku nadprogramowych prezentów od przeznaczenia, bardzo szybko opuścił karty papierowych książek. Zawitał na duży i mały ekran, stał się bohaterem komiksów, ale skutki tych adaptacji przedstawiały się różnie. Sapkowski z dumą przyznaje, że niezależnie od tego, kto i z jakim skutkiem sięgnie jeszcze po postać Białego Wilka, prawdziwy, wykreowany słowami wiedźmin, będzie należeć wyłącznie do swojego twórcy. Sytuację zmieniło nieco pojawienie się gier RPG, eksploatujących osobę wiedźmina i prezentujących w wirtualnej rzeczywistości opisane w książkach uniwersum. Choć sam pisarz wciąż jest sceptyczny wobec pomysłu, że gra mogłaby przydać mu nowych fanów, to jednak właśnie oszałamiający sukces wieńczący pracę członków studia CD Projekt RED zaznajomił z postacią Geralta szerokie rzesze z całego świata, także nie-czytelników. I to prawdopodobnie na fali ogromnej popularności tego projektu pojawiła się szansa stworzenia serialowej ekranizacji losów wiedźmina pod szyldem amerykańskiej wytwórni Netflix.

Znany także pod mniej chwalebnym mianem Rzeźnika z Blaviken, uzbrojony i niebezpieczny Geralt z Rivii zdaje się mieć świetnie w roli kluczowego bohatera wciąż poszerzającego się fandomu. Chociaż sam Sapkowski woli upatrywać powodów tego powodzenia w swoim ośmioksięgu, a i trudno odmówić mu pisarskiego kunsztu, sam Geralt jest już popkulturową ikoną, na której wiele osób może jeszcze zbudować własne twórcze powodzenie. W oczekiwaniu na elektryzujące wieści, kto i według jakiego scenariusza odtworzy w nowym serialu losy Białego Wilka i osób, z którymi związało go przeznaczenie, warto wrócić do Czterech Królestw, oglądając je oczami autorów ujętych w nowej antologii. Książka jest już dostępna zarówno w wersji papierowej, jak i elektronicznej.

Magdalena Krawczak
Magdalena Krawczak
Z wykształcenia polonistka i krytyk literacki: przez zamiłowanie do pracy ze słowami i odkrywania opowieści wszędzie tam, gdzie to możliwe. Na co dzień redaguje i poprawia cudze, ale przede wszystkim tworzy własne teksty, nie stroniąc od wyzwań i eksperymentów. Z drobnych zapisków złożyła także autorski tomik poetycki "Ze zzieleniałymi oczami". Miłośniczka wielu oblicz sztuki, także tej użytkowej - w wolnych chwilach zamiast słów poskramia różnego rodzaju nitki.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz