Wyburzyć Pałac Kultury i Nauki! Pomysł patriotów, wizjonerów czy szaleńców?

Polska wstaje z kolan?
13 minut czytania
2850
3
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
17 listopada 2017
fot. Marianna Ianovska/Shutterstock.com

Warszawa bez Pałacu Kultury i Nauki? Tak, to możliwe. Wicepremier Mateusz Morawiecki od 40 lat marzy, by ten „relikt panowania komunizmu” zniknął z powierzchni ziemi.

Czy setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości, przypadającą na 2018 rok, będziemy obchodzić w Warszawie „wolnej” od symbolu socrealizmu?

Morawieckiemu wtórują wicepremierzy Piotr Gliński i Jarosław Gowin. Ba, idei wyburzenia obiektu, którego pomysłodawcą był Józef Stalin, przyklaskuje nawet eksminister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, nieskory do zgadzania się z obecnie rządzącymi. Tym razem twierdzi jednak, że byłby to spektakularny akt dekomunizacji przestrzeni publicznej i podnoszenia Polski z kolan, o którym nader często mówią decydenci.

Budowa Pałacu w 1954 roku. Teraz będziemy tak rozbierać?

Plany wizjonera

Jak przewidują fachowcy, rozbiórka, wybudowanego w latach 50. XX wieku, obiektu trwałaby długo i wymagała zgromadzenia odpowiedniego sprzętu, opracowania technologii i organizacji ruchu, biorąc pod uwagę fakt, że PKiN stoi w centrum miasta, niedaleko głównych arterii i stacji metra. Przedsięwzięcie wiązałoby się z kosztami rzędu kilkudziesięciu milionów złotych – warszawski ratusz podaje nawet kwotę 900 mln zł. Ale cóż to dla ministra finansów Mateusza Morawieckiego? Taką sumkę genialny wizjoner wygeneruje w mig za sprawą wzrostu gospodarczego, likwidacji bezrobocia i mądrego zarządzania dotacjami z Unii Europejskiej, która, wniebowzięta stanem polskiej praworządności, nie będzie nam ich szczędzić. Choć wicepremier twierdzi, że likwidacja spuścizny po Stalinie nie jest dla rządzących kwestią priorytetową, należy się spodziewać, że odpowiednie kroki zostaną podjęte. W końcu niespełnianie marzeń z lat dziecięcych – a z arytmetyki wynika, że myśl o wyburzeniu Pałacu zakiełkowała w jego głowie, gdy miał dziewięć lat – jest niebywale frustrujące. Niewykluczone więc, że wszyscy powinniśmy wspierać Morawieckiego w jego dążeniach – niezadowolony minister finansów niczego dobrego nie wróży.

Nie tylko destruktor

Oczywiście nazywanie wicepremiera Morawieckiego destruktorem byłoby niesprawiedliwe i pochopne. Pamiętać bowiem trzeba, że dla równowagi zamierza wybudować Centralny Port Lotniczy w gminie Baranów, niedaleko Grodziska Mazowieckiego. Nowoczesny obiekt, mający nosić imię „Solidarności”, będzie obsługiwał nawet 50 mln pasażerów rocznie. I być może to właśnie tu, do tego, jak mówi sam zainteresowany – komunikacyjnego serca Polski – będą przekierowywani turyści, którzy nie zdążą już zobaczyć Pałacu Kultury i Nauki, obiektu z niezrozumiałych przyczyn uznawanego przez nich za atrakcję turystyczną. Wprawdzie media sugerowały, że powoływanie do życia lotniska może potrwać jakieś 10 lat, ale przecież dla przyjezdnych fascynujące będzie nawet zwiedzanie pól uprawnych, na których ma powstać inwestycja.

Sala Marmurowa w PKiN (fot. Adrian Grycuk, CC BY-SA 3.0 via Wikimedia Commons)

Co i kto do dekomunizacji?

Jeśli jednak znajdą się jacyś uparci globtroterzy, którzy zapragną obejrzeć Warszawę w towarzystwie stalinowskich demonów, czyli z tarasu widokowego PKiN, mają jeszcze szansę, by zrealizować swoje zamierzenie. Dlaczego? Otóż dlatego, że obecny właściciel Pałacu, którym jest miasto stołeczne, nie podziela zdania rządzących i nie chce likwidacji budowli. Twierdzi zresztą, że ze względów formalnych nie może sobie na to pozwolić. Okazuje się, że od 2007 roku PKiN widnieje w rejestrze zabytków i jako zabytek wyburzony być nie może. Żeby zaś dany obiekt wykreślić z rejestru zabytków, musiałby ulec zniszczeniu i stracić wartość historyczną, artystyczną lub naukową. Ewentualnie musiałyby zaistnieć nowe ustalenia naukowe, które podważyłyby podstawę wydania decyzji o wpisie do rejestru. Nie można wykluczyć, że takie nowe ustalenia zaistnieją, więc chętni do odwiedzenia PKiN niech zrobią to jak najszybciej. Tych zaś nie brakuje, i to nie tylko wśród przyjezdnych. Wielu warszawiaków twierdzi, że lubi Pałac, który jest integralną częścią architektury i historii stolicy. Niektórzy oburzają się na pomysł likwidacji budowli, sugerując pomysłodawcom psychiczne przemęczenie i konieczność skonsultowania się z lekarzem odpowiedniej specjalności. Mało tego, bezczelność przeciwników wyburzenia PKiN jest tak monstrualna, że piszą w postach skierowanych do obozu rządzącego: „Jeśli marzy wam się dekomunizacja, to nie demolujcie Pałacu Kultury, tylko PRL-owskie złogi, które macie w swoich szeregach”. Podobno chodzi o jakiegoś prokuratora, który często bryluje w Sejmie, a którego życiorys polityczny sięga epoki słusznie minionej.

Wystrój wysokiej klasy

Jeszcze 10 lat temu PKiN uchodził za obiekt o wyszukanych rozwiązaniach projektowych objawiających się w elementach wystroju. Ówczesny wojewódzki konserwator zabytków chwalił jego doskonałe wykonawstwo i jakość materiałów, a także podkreślał, że to dzieła polskich artystów, czyniące z obiektu świadectwo swojej epoki. Zwracano również uwagę, że Pałac ma oblicze socrealizmu polskiego, narodowego, a nie tego zza wschodniej granicy, mimo że zaprojektował go Rosjanin, Lew Rudniew, który jednak zwiedzał polskie zabytkowe miasta, aby swoje „dzieło” wkomponować w rodzimy klimat architektoniczny.

Sala im. Mikołaja Kopernika (fot. Adrian Grycuk, CC BY-SA 3.0 via Wikimedia Commons)

Na bruk!

O tym, czy dany obiekt znajduje się na liście zabytków czy też nie, decyduje minister kultury, któremu podlega generalny konserwator zabytków. Czy Piotr Gliński zleci ekspertyzy podważające status zabytkowości Pałacu, nie wiadomo. W każdym razie kilka dni temu w radiu RMF FM mówił bez ogródek, że nie miałby nic przeciwko jego wyburzeniu. Zaznaczał jednak, że puste miejsce powinno zostać zastąpione czymś sensownym. Niestety, nie wspomniał, czy znalazłoby się nowe i sensowne miejsce dla instytucji, które obecnie mają siedziby w PKiN, wszak jest to budynek użyteczności publicznej. Nie wiadomo więc, gdzie podziałyby się: dwa muzea, osiem sal kinowych, cztery teatry, wielka sala widowiskowa, pływalnia, Polska Akademia Nauk i Collegium Civitas. Na razie nie dyskutuje się też na temat 5 tys. młodych ludzi, którzy uczestniczą w zajęciach prowadzonych przez Pałac Młodzieży. Oni sami wyrażają zaś nadzieję na dalsze ocieplanie się klimatu, gdyby z powodu braku siedziby musieli przenieść się w plener.

Zresztą pół biedy ludzie. To istoty w miarę zaradne. Rodzi się jednak inne pytanie. Gdzie podzieją się koty, które w PKiN, zwanym kocim rajem, żyją od zawsze, odstraszając myszy i szczury? Kiedyś było ich nawet 60, dziś znacznie mniej, ale przecież żaden nie zasługuje na eksmisję. Co na to Prezes, miłośnik kotów i innych „braci mniejszych”, który ostatnio złożył podpis pod rewolucyjnym jak na polskie realia projektem Ustawy o ochronie zwierząt? Czy w razie wyburzenia Pałacu żoliborska siedziba byłaby w stanie pomieścić kudłate ofiary dekomunizacji? A jeśli nie żoliborska, to może chociaż ta przy ulicy Nowogrodzkiej?

Budynki podejrzanej konduity

Mający 230 metrów wysokości i liczący 42 piętra PKiN powstawał 1175 dni. Jest zbudowany z 40 mln cegieł i 26 tys. ton stali. Ile ciężarówek potrzeba, by wywieźć te elementy z placu ewentualnej rozbiórki? Trudno nawet policzyć. Niełatwo też policzyć, ile budynków niewłaściwej proweniencji i podejrzanej konduity znajduje się w stolicy, ale gdyby zapadła decyzja o ich likwidacji, powstałoby sporo pustych miejsc. Siedzibę straciłaby m.in. premier Beata Szydło, bo jej Kancelaria mieści się w kompleksie korpusu kadetów im. Suworowa, czyli w dawnej rosyjskiej szkole wojskowej. Ale czy warto robić takie karkołomne ewolucje? Czy bez PKiN będzie nam się żyło lepiej? Czy wysadzanie budynku w centrum miasta to rzeczywiście byłyby „fajne ćwiczenia” dla wojska, jak sugerował w wywiadzie radiowym wiceminister MON Bartosz Kownacki?

Jeden z tajemniczych korytarzy Pałacu (fot. Adrian Grycuk, CC BY-SA 3.0 via Wikimedia Commons)

Nie dajmy się ostemplować

19 października przed PKiN samospalenia dokonał Piotr Szczęsny, który w liście pożegnalnym nazwał się „zwykłym szarym człowiekiem”. Pisał o niszczeniu kraju przez władzę i zamachu na naszą wolność, jakiego, jego zdaniem, władza się dopuszcza. Zderzając, momentami mało poważną, dyskusję na temat wyburzenia PKiN z tym dramatycznym wydarzeniem, warto uświadomić sobie, że to nie demony przeszłości są dla nas groźne, ale opresyjni decydenci, którzy mogą się pojawić w każdym miejscu i w każdych czasach i którzy zazwyczaj mają usta pełne pięknych haseł. Nie koncentrujmy się więc na historii, lecz na tym, co tu i teraz. A PKiN, stempel stalinizmu, niech stoi ku przestrodze, przypominając nam, byśmy po raz kolejny nie dali się ostemplować, niezależnie od tego, kto miałby ochotę to zrobić.

Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
Obserwuje, słucha, czyta i podróżuje. A potem nie może się powstrzymać, żeby o tym nie napisać. Pytanie, które najczęściej zadaje, brzmi: co o tym myślisz? Interesuje ją wszystko, co niekonwencjonalne i wyprzedzające epokę. Jest żądna wiedzy, ciekawa świata i ludzi.

Od kilkunastu lat pracuje jako dziennikarka. Pisała dla takich tytułów, jak „Trendy Art of Living” czy „Dziennik. Gazeta Prawna”.

Uwielbia Włochy i mistykę. Z wielką determinacją próbuje nauczyć się włoskiego. Nie lubi zimna, tłumu i hałasu. Jest uzależniona od kina, więc wolny czas najchętniej spędza w ciemnej sali kinowej. Często jeździ na rowerze i ćwiczy jogę. Do siebie i życia podchodzi z dystansem. Czasami chciałaby być niewidzialna.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

3 odpowiedzi na “Wyburzyć Pałac Kultury i Nauki! Pomysł patriotów, wizjonerów czy szaleńców?”

  1. ‚Morawieckiemu wtórują wicepremierzy Piotr Gliński i Jarosław Gowin. Ba, idei wyburzenia obiektu, którego pomysłodawcą był Józef Stalin,

    przyklaskuje nawet eksminister spraw zagranicznych Radosław Sikorski…’

    Cóż, to powinna być wystarczająca antyrekomendacja, natomiast…

    ‚Gdzie podzieją się koty, które w PKiN, zwanym kocim rajem, żyją od zawsze, odstraszając myszy i szczury?’

    jest ckliwym argumentum ad felem rodem z ‚Kedi’.

  2. PKiN stoi na działkach po przedwojennych kamienicach. Wyobraźcie sobie, jaki złoty geszeft ukręciłaby Partia Zawsze Polakami Rządząca, gdyby udałoby się Pajac zaorać, a działki przejąć z pomocą „kuratorów”, w dokładnie ten sam sposób, w jaki działki wokół Pajacu próbowało przejąć kilku drobnych cwaniaków.
    Cytując starą rosyjską mądrość – jeżeli krzyczą o bogu i ojczyźnie, to pewnie znowu coś ukradli.

Dodaj komentarz