Złota Freelancerska Wolność. Jak wygląda przyszłość pracy zdalnej?

To może się opłacać
8 minut czytania
577
1
Jakub Napoleon Gajdziński
Jakub Napoleon Gajdziński
22 listopada 2017

Kim są freelancerzy? Skąd się wzięli? Czy bycie freelancerem to wybór, czy może wyrok? Dlaczego jedni marzą, by nimi zostać, a inni zrobią wszystko by wrócić na etat? Jedno jest pewne: jest ich wiele, a będzie jeszcze więcej.

Profesor Guy Standing, brytyjski ekonomista i specjalista w zakresie rynku pracy, jest autorem dzieła pt. „Prekariat. Nowa, niebezpieczna klasa”. W swojej pracy opisuje specyfikę rynku pracy postmodernistycznych społeczeństw kapitalistycznych. To on jako pierwszy całościowo opisał rzeczywisty podział na role na rynku pracy, który uwzględnia również freelancerów. Jak właściwie powstało to zjawisko?

Neoliberalizm i elastyczny rynek pracy

Jest to wynik neoliberalnej globalizacji, której jednym z najważniejszych założeń jest uelastycznienie rynku pracy. To właśnie ono spowodowało daleko idącą fragmentaryzację struktury klasowej i to w perspektywie globalnej, a zatem nieomijającej również Polski.

Tym, co wyróżniało proletariat w drugiej połowie XX wieku, był fakt pewności pracy, bloków czasowych, na które dzielił się dzień każdego robotnika, określona tożsamość proletariusza oraz zabezpieczenie socjalne gwarantowane przez państwo. Według Standinga ta rzeczywistość społeczna odeszła już dawno do lamusa. „Ukryta rzeczywistość globalizacji ujrzała światło dzienne wraz z wybuchem finansowego szoku 2008 roku” – tłumaczy ekonomista.

W Polsce proces prekariatyzacji związany jest z wyprzedażą przemysłu, który spowodował rozpłynięcie się klasy pracującej, jednocześnie podcinając fundament-zaplecze, na którym wznosił się gmach „wielkiej” Solidarności, która w ten sposób straciła swoją podstawą społeczną. O patologiach transformacji i dzikiej prywatyzacji sporo pisze prof. Witold Kieżun, jego książkę serdecznie polecam, każdemu, kogo interesuje ten temat.

Czy bycie freelancerem to wybór, czy może wyrok?

Freelancerzy i inne warstwy socjo-ekonomiczne

Według Standinga wyróżniamy aż siedem warstw socjo-ekonomicznych (nie mylić z klasami), które tworzą drabinę podziału pracy. Na samej górze jest elita – absurdalnie bogata, coraz mniejsza i coraz bardziej zamożna. Zaraz pod nią jest salariat – „posiadający stałe i bezpieczne zatrudnienie, emerytury, płatne wakacje oraz dodatki do wypłaty” – jak mówi brytyjski znawca rynku pracy. Salariat to pracownicy korporacji, agencji rządowych i administracji publicznej.

Poniżej znajduje się grupa o nazwie „proficians”, która jest wypadkową profesjonalistów wysokiego szczebla i techników. Mają doświadczenie oraz umiejętności, które łatwo i drogo sprzedają na rynku. Pod nimi znajduje się stary, dobry proletariat, który według profesora, „stracił świadomość solidarności społecznej”. Dopiero w tym miejscu jest opisywany przez Standinga prekariat, który jest „obwarowany przez armię bezrobotnych oraz wykluczoną grupę społecznie nieprzystosowanych dogorywających na marginesie społeczeństwa”.

Powstaje pytanie: czy freelancerzy to część prekariatu, czy może grupy „proficians”? Każdy przypadek różni się od siebie, zatem odpowiedź zostawiam Państwu.

Samotnie na podbój świata (rynku)

Freelancerów jest naprawdę sporo, choć trudno powiedzieć ilu dokładnie. Statystyki są niejasne z uwagi choćby na zjawisko dotyczące pań sprzątających budynki lub wykonujących podobne prace. Są również firmy, które wypychają pracowników-specjalistów na „własną działalność”, choć warunki pracy wcale się nie zmieniają. Czy oni wszyscy również są freelancerami? Według statystyki tak, według rzeczywistości – nie.

Nie trzeba jednak zakładać firmy, by być freelancerem. Tak pracuje choćby Katarzyna Zarówna, która działa na zasadzie umów zleceń lub o dzieło. Zajmuje się marketingiem internetowym w każdej postaci i opiekuje się kilkoma firmami z Wielkopolski. Prowadzi firmowe fanpage’e i inne media społecznościowe, działa jako copywriter oraz pisze teksty SEO dla klientów swoich klientów. Na brak zleceń nie cierpi, wręcz odwrotnie. – Przez trzy lata pracowałam jako copywriter w firmach, zajmujących się nowymi technologiami. Tworzyłam treści na strony, do katalogów produktowych i kanałów social media. Później pracowałam dla agencji interaktywnej i właśnie ta praca uświadomiła mi, że coś jest nie tak. Jak to jest, że przez osiem godzin pracuję i piszę jak maszyna, zarabiam marne grosze w stosunku do ogromu pracy, który wykonuję, a nie mam szans ani na awans, ani na podwyżkę? – tłumaczy Katarzyna Zarówna.

Czy warto zdecydować się na taki krok? Z pewnością nie można powiedzieć, że jest to wybór dla każdego. Profity są oczywiste – pracuje się w godzinach przez siebie ustalonych, często zdalnie, czyli z domu, oraz robiąc to, co rzeczywiście się lubi.

Są jednak i ciemne strony. Praca freelancera wymaga samodyscypliny, sporej pewności siebie i przede wszystkim znajomości branży oraz niebagatelnych umiejętności, wykraczających poza samą pracę. Jako freelancer sam musisz zdobyć dla siebie kontrakt, a przecież nie każdy marketingowiec musi od razu być dobrym sprzedawcą. Podobnie rzecz ma się w innych branżach. – To moja praca decyduje o tym, że klienci agencji decydują się na współpracę z firmą, więc skoro moje teksty są dobre, nie mam już czego szukać w korporacji. Mogę równie dobrze pracować zdalnie dla swoich klientów. Od kilku lat właśnie tak pracuję i była to najlepsza decyzja, jaką podjęłam w moim życiu zawodowym – cieszy się Katarzyna.

Freelancerzy to nie startupy, nikt nie pisze o nich raportów, nie przelicza, ile zarabiają, nie sprawdza jakie trendy panują w tym segmencie rynku

Podobnie myśli Dawid Brandebura z Wrocławia, CEO ProBrand. Przez lata pracował w korporacji, gdzie mógł się pochwalić świetnymi wynikami. Z czasem jednak doszedł do wniosku, że lepiej będzie mu samemu podejmować decyzje. – Od kiedy działam sam, nie muszę się przed nikim tłumaczyć, wszystkie sukcesy i porażki idą na moje własne konto, podobnie zresztą jak pieniądze. To był dobry wybór – uśmiecha się Dawid Brandebura.

Nie zawsze bywa kolorowo

Pierwszy problem, przed jakim stoją ludzie, którzy myślą o przejściu na własną działalność to oczywiście kwestia pieniędzy. Pracując na etacie mamy pewność dochodów – na początku miesiąca i tak dostaniemy ustaloną sumę, niezależnie czy dla firmy był to dobry, czy raczej marny okres. Pracując na własny rachunek musimy jednak stawić czoła temu, że jeden z klientów się wycofa, inny nie zamówi nic w tym miesiącu, a kolejny po prostu nie płaci za usługę w terminie. – Praca freelancera brzmi świetnie, ale można ją zacząć dopiero wtedy, gdy mamy pewność, że przyszłe zarobki pozwolą na opłacenie rachunków, podatków i potrzebnego do pracy sprzętu. Odchodząc z korporacji, trzeba mieć stworzony plan, jak nasza przyszła działalność ma wyglądać, z czego będziemy żyć i oczywiście, czy będziemy mieć własnych klientów. Jeśli nie, odchodzenie z dotychczasowej pracy jest małym samobójstwem – podpowiada Katarzyna Zarówna.

Kolejnym wyzwaniem jest niestabilność prawa – zarówno pracy, jak i podatkowego. Gdy każdą zarobioną złotówkę ogląda się z dwóch stron, nawet niewielkie zmiany mogą wywołać prawdziwy kryzys. Nie każdy freelancer jest przecież specjalistą z obu wymienionych dziedzin. Na szczęście z pomocą przychodzą rozsiane po całym kraju inkubatory przedsiębiorczości – oferują mentoring, pomoc prawną oraz wiele narzędzi, choćby przestrzeń coworkową, które są bardzo przydatne zwłaszcza dla początkujących freelancerów. W większych miastach dostępne są również darmowe porady prawnicze, pomocne zwłaszcza w przypadku, gdy współpracujące firmy nie regulują swoich rachunków w wyznaczonym czasie.

Następnym problemem jest brak reprezentacji politycznej oraz możliwości obrony swoich interesów – gdyby takie były zagrożone. O forsowaniu projektów, które mogłyby ułatwić życie freelancerom, nawet nie wspominając. Politycy jeszcze nie zauważyli tej grupy społecznej i nic nie wskazuje, by zajęci swoją wojenką, mieli to zrobić w dającej się przewidzieć przyszłości. To kolejne ryzyko, którym freelancerzy muszą stawić czoła.

Ilu z nich zostało wypchniętych na własną działalność, a ilu zrobiło to świadomie? Na to pytanie, na razie, nie ma odpowiedzi. Freelancerzy to nie startupy, nikt nie pisze o nich raportów, nie przelicza, ile zarabiają, nie sprawdza jakie trendy panują w tym segmencie rynku.

Przy wysokim opodatkowaniu pracy w Polsce i niestabilnym prawie, trzeba się naprawdę poważnie zastanowić czy „złota freelancerska wolność” jest warta swojej ceny. Wyboru każdy musi dokonać sam.

Jakub Napoleon Gajdziński
Jakub Napoleon Gajdziński
Rocznik 87, absolwent politologii, historii i dziennikarstwa. Dużo podróżuje, kocha koty i dobre piwo. Tego ostatniego nigdy nie odmawia.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.