Body positive po południowoamerykańsku

Tu kobiety czują się ze swoim wyglądem znacznie bardziej komfortowo niż Europejki
4 minuty czytania
10605
5
Izabela Tomella
Izabela Tomella
2 grudnia 2017

Tutejsze dziewczyny najzwyczajniej mają więcej ciała – brzuchy, boczki, biodra, pośladki – wcale niekoniecznie jędrne i bez cellulitu. Czy starają się zamaskować te „niedoskonałości” ? Ależ skąd!

Przypominam sobie  taki obrazek:  mam jakieś 16 lat, jest gorący letni dzień, siedzimy całą rodziną na  plaży i z zapałem produkujemy witaminę D.  W pewnej odległości od  nas, na kocyku pod parasolem wyleguje się otyła dziewczyna w bikini – ma mniej więcej tyle lat co ja. Moja mama wierci się jakoś nieswojo i w pewnej chwili zwraca się do mnie konspiracyjnym szeptem:

– Ale przy takiej tuszy, to już należałoby zakładać kostium jednoczęściowy!

Rzucam okiem na zaczytaną w jakiejś gazetce dziewczynę i z całą mocą swojego nastoletniego gniewu odpowiadam:

A co to za różnica? Przecież w jednoczęściowym kostiumie nie stanie się mniej gruba, będzie jej po prostu bardziej gorąco! A po za tym, co nas to w ogóle obchodzi? Czy ty chciałabyś, żeby ktoś powiedział, że nie powinnaś zakładać bikini, bo jesteś za stara?

Uf. Dołożyłam wtedy do pieca swojej biednej mamie, która wychowana w latach 60., uważała za naturalne, że kobiety powinny przynajmniej starać się, żeby nie odstawać od powszechnie przyjętej definicji atrakcyjności.

Na plaży siedź w ciuchach

Pewnie znacznie lepiej byłoby, gdybym mogła jej wtedy powiedzieć: „Mamo, a może w dupie miejmy te wszystkie „powinnaś” „nie wypada” i całą resztę cudzych fochów na temat tego jak wyglądamy? Dopóki bez problemu wchodzę na siódme piętro, mogę tańczyć przez całą noc i dobiec do autobusu, nie widzę żadnych powodów, żeby się uskarżać na swoje ciało”.

Tylko, że wcale nie byłam tego taka pewna. Jasne, potrafiłam  wystąpić w obronie każdego, kto był krytykowany z powodu wyglądu, ale sama  nie czułam się pewnie ani dobrze z tym, jak wyglądam. Na biwakach wchodziłam do jeziora w luźnym tiszercie lub długiej sukience, żeby przypadkiem nikt nie oceniał mojego brzucha, biustu czy rozstępów.

No cóż, spektakularne zmiany od tamtej pory nie nastąpiły. Mamy rok 2017 i w polskiej internetowej telewizji  jako ekspert występuje gruby łysiejący starszy facet, który dywaguje na temat wyglądu uczestniczek Czarnego Protestu – jego zdaniem tak brzydkich, że nikt nie chce ich ruchać, a modelka występująca w reklamie butów z nieogolonymi nogami, otrzymuje listy w których samozwańczy strażnicy „normalności” grożą jej gwałtem i śmiercią.

A ja co prawda już dawno nie siedzę na plaży w ciuchach, ale nadal niespecjalnie lubię złapać wtedy swojego odbicia w jakimś lustrze, a do zdjęć wciągam brzuch i ustawiam się pod strategicznym kątem.

Dlaczego więc akurat teraz wróciło do mnie to wspomnienie sprzed wielu lat? Może dlatego, że od kilku miesięcy przebywam w Ameryce Południowej i Środkowej, gdzie kobiety wydają się czuć ze swoim wyglądem znacznie bardziej komfortowo niż Europejki.

Tutejsze dziewczyny mają więcej ciała

Od Ekwadoru po Gwatemalę spotykam  kobiety i dziewczyny, które, jak sobie łatwo mogę wyobrazić, usłyszałyby w Polsce niejedną kąśliwą uwagę na temat swojej powierzchowności – są niewysokie i mają sporo krągłości. I wcale nie mam tu na myśli figury w typie Jennifer Lopez, z szerokimi biodrami i wydatnym tyłkiem, bo taka sylwetka już od dawna jest raczej powodem do zazdrości, a nie do kpin.

Tutejsze dziewczyny najzwyczajniej mają więcej ciała – brzuchy, boczki, biodra, pośladki – wcale niekoniecznie jędrne i bez cellulitu. Czy starają się zamaskować te „niedoskonałości” ? Ależ skąd!

Jeśli nie noszą tradycyjnych strojów (bardzo twarzowych) , ubierają się wręcz tak, żeby podkreślić kształty. Obcisłe topy, opięte dżinsy, makijaż – i to, co jest najbardziej fantastyczne – widoczne poczucie zadowolenia z własnego wyglądu. I żadna tam fałdka ani oponka nie jest w stanie tego zepsuć!

Czy mają kompleksy? Pewnie tak, kto ich nie ma – zwłaszcza, że i tutaj w galeriach handlowych wiszą plakaty z modelkami wygładzonymi i odchudzonymi w Photoshopie. Chociaż uczciwie trzeba przyznać, że szczucia cycem w typie słynnej reklamy blachodachówki z półgołą blondyną, nie zauważyłam – są za to manekiny, znacznie bardziej przypominające prawdziwe kobiety, niż te z europejskich wystaw sklepowych.

Ciesz się kobiecością teraz!

Najlepsze jest to, że tutejsze dziewczyny nie odkładają cieszenia się swoją kobiecością na później – kiedy będą chudsze czy bardziej jędrne. Myślą raczej tak – po tej siłowni, zumbie czy aerobiku, będę jeszcze ładniejsza!

Nawet manekiny hołdują idei body positivity (fot. Izabela Tomella)

Pomysł, żeby z założeniem kolorowej sukienki, bikini czy obcisłej bluzki z cekinami czekać do nieokreślonego kiedyś, a do tego czasu ukrywać się w szaroburym namiocie, uznałyby pewnie za wyjątkowo głupi.

Żeby było jasne – Ameryka Południowa i Centralna nie jest rajem dla kobiet. Salwador, w którym trafiają do więzienia za poronienie czy Peru, gdzie podczas konkursu piękności, kandydatki na miss, zamiast podawania wymiarów w talii i biodrach, cytowały przerażające statystyki dotyczące przemocy wobec kobiet, to tylko kilka pierwszych z brzegu smutnych przykładów.

Ale w tym jednym mają lepiej od nas – albo zwyczajnie są mądrzejsze. Będę tu jeszcze trochę, może się czegoś nauczę!

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Izabela Tomella
Izabela Tomella
Kiedyś chciała być bibliotekarką, bo wyobrażała sobie, że dzięki temu cały dzień będzie mogła czytać książki. Ostatecznie książki czyta na własnej kanapie, na lotniskach, dworcach i w autobusach, albo –
najprzyjemniej w hamaku, na jakiejś odludnej plaży. Do bibliotek i księgarń ma jednak ciągle słabość.
Jedzenie jest jej pasją i wpada w entuzjazm, kiedy trafi w miejsce, które karmi dobrze i z zaangażowaniem, w przeciwnym wypadku jest jej bardzo smutno. Skończyła filologię polską, współpracowała z radiem i telewizją. Razem z mężem prowadzi podróżniczego bloga „Państwo na Walizkach”. Obydwoje właśnie porzucili wygodne życie, aby wyruszyć w świat, z biletem w jedną stronę.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Życie

Plus size nie istnieje!

Od zawsze kibicowałem ludziom, którzy walczą o normalność. Oczywistym więc wydało mi się, że wesprę dziewczyny o pełniejszych kształtach w pokazaniu światu, że piękno nie kończy się na rozmiarze 32. Po latach jednak zrozumiałem, że popełniłem błąd. Dlaczego?
Elvis Strzelecki
Elvis Strzelecki
18 września 2017
CZYTAJ WIĘCEJ

Popularne