Czy to, że pracownik kupuje kokainę powinno mieć jakieś znaczenie dla pracodawcy?

Gruba kreska powraca
4 minuty czytania
1883
4
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
13 grudnia 2017

Show-biznes zadrżał, bo trwa właśnie proces dilera gwiazd, a Super Express podaje nazwiska osób, które miały kupować od niego kokainę. Jak donoszą media plotkarskie, Piotr Gąsowski nie pojawi się w roli współprowadzącego Sylwestra z Polsatem właśnie z powodu oskarżenia o kupowanie narkotyków.

Dla tych, którzy nie czytają plotkarskich mediów, krótkie wprowadzenie. Oskarżony o sprzedaż narkotyków Cezary P. ma notes, w którym jest ponad 200 nazwisk klientów, w tym policjantów, sędziów, lekarzy, a także tych, których nazwiska ujawnia Super Express, czyli gwiazd i celebrytów. Według doniesień tabloidu klientami dilera byli między innymi: Piotr Gąsowski i jego partnerka Anna Głogowska, stylistka gwiazd Anna Męczyńska oraz aktorzy: Bartosz Gelner i Wojciech Medyński.

Uzależnienie od denaturatu, seksu czy różańca?

My tu jednak plotkować nie będziemy, skupimy się na Piotrze Gąsowskim, który – o ile prawdą są doniesienia różnych portali (a jednak plotkujemy!) – po publikacji tabloidu, stracił fuchę i nie poprowadzi Sylwestra z Polsatem. Zastąpi go jakiś człowiek z kabaretu, choć prawdę mówiąc sprawa z Gąsem jest trochę dziwna, bo część osób twierdzi, że nie był brany pod uwagę jako prowadzący, no ale załóżmy, dla potrzeb tekstu, że stracił tę robotę. Jeśli tak, to ja jestem trochę tym oburzona. Nie dlatego, że od lat spędzam Sylwestra przed telewizorem (dzięki, mężu) i liczyłam, że mnie Gąsowski rozerwie, ale dlatego, że według mnie fakt, że ktoś sobie popija, popala albo wciągnie kreskę, a to wszystko robi po pracy, którą wykonuje zadowalająco, nie powinien mieć żadnego znaczenia.

Zapraszamy na piątkowy Super Express. Dziś mamy:Skandal w świecie gwiazdZmiana premiera Dodatek z Magazynem TV

Opublikowany przez se.pl na 7 grudnia 2017

 

Nie przeszkadzałoby mi, gdybym wiedziała, że moja polonistka połowę wypłaty traci na jointy, a żeby hajs się zgadzał, przez całe wakacje daje tyłka niemieckim emerytom. Nie przeszkadzałoby mi, gdyby wyrostek robaczkowy wycinał mi lekarz, który w wakacje łyka LSD. Jak idę z moim rocznym zeznaniem do Urzędu Skarbowego, to mam w nosie, czy kobieta, która bez słów je przyjmuje, jest uzależniona od denaturatu, seksu czy różańca. Nie bez powodu wymieniłam zawody osób, które dostają pensję z budżetu, bo w ich przypadku czuję, że mogłabym od biedy mieć jakieś oczekiwania. Ale od Gąsowskiego, któremu płaci prywatna telewizja? On ma dobrze poprowadzić program, po robocie może być kim chce i może robić to, co mu się podoba.

Oczywiście pracodawca też może zatrudniać kogo chce: tylko brzydszych od siebie, heteroseksualnych czy chodzących do kościoła dwa razy w tygodniu. Jego podwórko, jego sprawa, ale ja jestem zdecydowaną entuzjastką pracodawców, którzy oceniają pracowników wyłącznie po kompetencjach, a nie upodobaniach czy tym, jak spędzają wolny czas.

Celebryci mają znane twarze, nie autorytet moralny

Rozumiem, że ze współpracy z Gąsowskim wycofałby się reklamodawca, bo jednak on kupuje w pakiecie ze znaną twarzą, całą markę, którą buduje dana osoba, ale myślę, że rzucenie kilkoma sucharami ze sceny, zaśpiewanie szlagieru i zapowiedzenie, że zaraz wystąpi Doda, to naprawdę nie jest zajęcie, do którego potrzebny jest autorytet moralny.

Ale tu znów dochodzimy do tego, że strasznie mocno przeceniamy znane twarze. Celebryci grają nieskazitelnych, udają kimś, kogo nie są, bo taka jest konwencja. Przecież kobieta, która prowadzi program o tym, jak wychować dzieci, na pytanie o to, czy krzyczy na swoje, nie powie, że godzinami, bo wyszłoby niezręcznie. Gosia Rozenek nie powie, że ma syf na chacie, bo straci kontrakt. Dlatego tu musimy wejść my, cali na biało, i nie dawać wiary tym wszystkim dyrdymałom, które słyszymy od znanych osób.

Kilka lat temu miałam okazję przeprowadzić krótki wywiad z Grzegorzem Markowskim. Zanim włączyłam mikrofon, powiedziałam, że zapytam go o to, jak zareagował na wiadomość, że w Polsce będzie Euro 2012 (taka robota, musiałam). On przewrócił oczami, powiedział, że ni chuja tego nie pamięta, ale spoko, coś wymyśli. No i wymyślił tak, że pod koniec płakałam ze wzruszenia, wszak zgodnie z opowieścią wokalisty Perfektu, dzień w którym dowiedział się, że Polska będzie gospodarzem turnieju, był niemal najpiękniejszym dniem w jego życiu. Prawie zaczęłam mieć wyrzuty, że sama tak tego mocno nie odczułam.

Show-biznes to nie jest prawdziwe życie, to jest umowa i konwencja. Nie podziwiajmy zanadto znanych, nie rzucajmy też w nich kamieniami, gdy zrobią coś niespodziewanego. Znana osoba nie musi być nieskazitelna, podobnie ja my sami nie jesteśmy. A według mnie z pracy każdy powinien być rozliczany za to, co robi w niej, a nie po niej. Chyba, że po robocie zabija małe dzieci i kotki, ale to już jest krzywdzenie innych i za to trzeba karać.

Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
Rocznik '86, absolwentka polonistyki, zawodowo klepie teksty, prywatnie i od czasu do czasu – męża. Social media sierota, która prowadzi bloga www.znetawziete.pl.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Magazyn

Trzeźwienie w luksusie – prywatne izby wytrzeźwień

Gdy półtora roku temu w eter poszła sensacyjna wiadomość o powstaniu pierwszej w Polsce prywatnej izby wytrzeźwień, działającej w ramach kliniki uzależnień "Medics", bogobojni mieszkańcy Sosnowca narzekali, że jest usytuowana naprzeciwko kościoła. Tymczasem sam ksiądz proboszcz pochwalił ideę wyciągania duszyczek ze szponów nałogu i zapewnił gotowość duchowego wspierania pacjent
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
3 września 2017
CZYTAJ WIĘCEJ