Diabełek zamiast świątecznego aniołka, czyli zestresowany dzieciak przy świątecznym stole

Czemu dzieci dają czadu w święta?
3 minuty czytania
776
1

Dlaczego dzieci płaczą w Wigilię i nie chcą jeść karpia? W dodatku nie idą grzecznie na kolanka do cioci i nie chcą zaśpiewać kolędy? Spokojnie, to nie wasze błędy wychowawcze. To tylko zwykły stres.

Boże Narodzenie to szczególny czas. Banał? Pewnie, ale rzeczywiście w większości rodzin jest to okres bardzo różniący się od pozostałych dni w roku. Świętujemy dekorując dom i stół, czasem inaczej ustawiamy meble. Jemy zupełnie inne potrawy, niż zwykle, a od ich szykowania w całym domu odświętnie pachnie. I ta atmosfera, trochę nerwowa, trochę oczekująca, z nutką tajemnicy…

Z ręką na sercu – kto by nie był podminowany?

Wszystko to jest bardzo klimatyczne, ale nie dla każdego łatwe. Wielu dorosłych nie przepada za okresem świątecznym i stresuje się przygotowaniami. Dzieci dotyczy to znacznie bardziej – maluchy lubią stabilizację, a każda duża zmiana i zamieszanie mogą wyprowadzić je z równowagi, szczególnie w przypadku niemowląt. Na co dzień zwykle wszyscy zdają sobie z tego sprawę i starają się podążać za rytmem dnia małego dziecka. Dużo mówi się o dziecięcej potrzebie stabilizacji, stałości i bezpieczeństwa. W okolicach Gwiazdki wszyscy nagle jakoś o tym zapominają i oczekują, że nawet najmłodsze dzieci będą cieszyć się świątecznym klimatem. Przecież to wszystko dla nich, prawda?

Niektórzy woleliby mieć święty spokój

 

Postawmy się na chwilę w roli malucha, który najbezpieczniej czuje się w swoim domu, z rodzicami i rodzeństwem. Przez pierwszy rok chce być jak najwięcej w ramionach opiekuna (tu ciekawy artykuł o przyczynach tego stanu rzeczy). Dom rozpoznaje między innymi po zapachu. Ma swój rytm dnia, jakieś nawyki i rutynę, zna też rytm pozostałych domowników. Przed świętami niektóre z tych rzeczy się zmieniają. Dorośli są bardziej zajęci i bardziej nerwowi. Czasem zmienia się wygląd domu i ogrodu. Może pojawiają się mocno migające lampki, może przez trzy dni pachnie kapustą, co oczywiście dla niektórych nie jest żadnym problemem, ale dla tych wrażliwych –  może być.

Dziesięciu miłych wujaszków

Kulminacją świątecznych stresów jest wizyta u rodziny lub przyjmowanie gości w domu. Rodzice maluchów częściej odwiedzają krewnych, niż ich zapraszają, co całkiem zrozumiałe, bo urządzanie Wigilii dla dużej ilości osób, gdy ma się na głowie niemowlę, to nie jest łatwe zadanie. Dla dziecka jednak takie odwiedziny oznaczają bardzo dużo bodźców, z którymi niekoniecznie sobie poradzi. Szczególnie kochający dziadkowie i ciocie, biorący niemowlaka na ręce wbrew jego woli, potrafią niechcący zepsuć cały wieczór. Po seansie gugania i całowania przez obcych ludzi (dla malutkiego dziecka to naprawdę są obcy) prawdopodobnie nie da się już odłożyć z rąk rodziców, a wieczór spędzi najchętniej przy piersi mamy. Oczywiście marudzenie i płacz rodzina zrzuci na „coś, co mama zjadła”, zamiast zauważyć, że jest to skutkiem nerwowego dnia, nadmiaru emocji, być może braku drzemki (a karmiąca mama może jeść normalnie, w święta też).

Niech babcia sama się weźmie na kolanka

 

Małe dziecko, w wieku żłobkowym czy przedszkolnym, także nie jest fanem zmian. I także, co zrozumiałe, może nie chcieć od progu całować wszystkich krewnych, szczególnie wielu naraz, szczególnie widywanych rzadko. Nie można go do tego zmuszać, dziecko to nie maskotka. Kilkulatki rzadko też cieszą się świątecznym menu – zwykle, skoro już nie można dostać naleśników i makaronu bez omasty, skubną pieroga i niecierpliwie czekają na słodycze. To zupełnie normalne – zarówno brak entuzjazmu dla potraw, jak i dla rzadko widywanej rodziny. Normalne jest też, że w nietypowej, odświętnej sytuacji kilkulatek też szybko się zmęczy i zdenerwuje. Nie dajcie sobie wmówić, że to przez złe wychowanie, a dziecka wyzywać od dzikusów. To zwykła fizjologia i każdy, kto pragnie gościć w domu malucha, powinien to uszanować.

Zadbajmy o szacunek dla granic dziecka

Oczywiście nie chodzi o to, żeby trzymać brzdąca w czterech ścianach i nie narażać na spotkania ze światem. Święta to piękna sprawa, a więzy rodzinne warto pielęgnować, o ile oczywiście sami też mamy na to ochotę. Nie dziwmy się jednak, jeżeli nasz słodki synek zamieni się z tej okazji w małego diabełka, a zamiast zacząć mówić ludzkim głosem, zapomni języka w gębie. Warto też spokojnie uprzedzić starsze pokolenie, jak może wyglądać nasza wizyta i na co się nie zgadzamy.

Spokojnych Świąt!

Luca Olga Machuta-Rakowska
Luca Olga Machuta-Rakowska
Piszę do internetu od ponad dziesięciu lat, najpierw dla agencji interaktywnych i klientów indywidualnych, a obecnie dla IgiMag, Tatento, Kwartalnika Laktacyjnego i na swojej stronie Milk Power. Umiem w social media, blogi i parę innych rzeczy. Lubię NVC, Rodzicielstwo Bliskości i szalenie interesują mnie relacje. Ponad trzy lata temu ukończyłam kurs dla Promotorek Karmienia Piersią i od tej pory działam na poletku laktacyjnym. Pasjami kocham jeść, ale nie cierpię gotować.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Dziecko

Kup mu bębenek, a już nigdy nie wpuszczę cię do domu! Najgorsze gwiazdkowe prezenty dla dzieci (zdaniem rodziców)

Dziecko cieszące się z prezentu to najpiękniejszy widok świąt, może z wyjątkiem dużego talerza bigosu. Ten krótki przewodnik powie wam, jakich prezentów NIE kupować, żeby dziecko nie rzuciło ich w kąt po dwóch dniach, a rodzice nadal zapraszali was w gości.
CZYTAJ WIĘCEJ