Finansowy ekshibicjonizm. Czy zarobki powinny być jawne?

Zaglądanie do portfeli doprowadzi do wojny
6 minut czytania
1783
0
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
5 grudnia 2017

Kwestia zarobków jest wciąż tematem tabu. W Polsce większość pracodawców nie chce ujawniać wysokości płac ani na etapie rekrutacji, ani po zatrudnieniu pracownika, od którego wymaga się utrzymywania w tajemnicy wysokości wynagrodzenia.

Pytanie o wynagrodzenie traktuje się jako świadczące o braku taktu. Wiele osób uznaje je za przejaw nieuzasadnionego wścibstwa. Czy warto wiedzieć, ile zarabiają inni, nawet za cenę tego, że oni dowiedzą się, ile my zarabiamy?

Wystarczy 10 minut i wiem o tobie wszystko

W Wielkiej Brytanii informacja o zarobkach znajduje się prawie (90 proc.) w każdym ogłoszeniu prasowym lub internetowym dotyczącym zatrudnienia. Jeśli jej nie ma, kandydat ma podstawy uznać, że firma nie jest wiarygodna. W Niemczech osoby pracujące w firmach zatrudniających ponad 200 osób mają prawo zapytać pracodawcę o zarobki swoich kolegów. Skandynawowie do rozmów o pieniądzach zdążyli już przywyknąć i poszli jeszcze dalej. W Norwegii i Szwecji każdy obywatel może sprawdzić, ile zarabia jego sąsiad. Przy użyciu swojego osobistego numeru identyfikacyjnego jest w stanie skontrolować w internecie, ile zarabia jego szef, sąsiad, ulubiony sportowiec czy celebryta. Wystarczy 10 minut przed monitorem i wiadomo, jaki dochód roczny osiąga, gdzie mieszka, jaki jest jego numer telefonu, ile zapłacił za mieszkanie, czy ma kredyt i jakim jeździ samochodem.

Pytanie o wynagrodzenie traktuje się jako świadczące o braku taktu

Od 2006 roku szwedzki serwis ratsit.se pozwala sprawdzić zarobki wszystkich obywateli. Jednak nawet u przyzwyczajonych do finansowego ekshibicjonizmu Szwedów wprowadzenie jawności w tej sferze wywołało burzę.

W Norwegii z kolei obyło się bez skrajnych emocji. „Celem wprowadzenia jawności nie było  podglądactwo, lecz społeczna kontrola nad podatkami. Norwegowie już przed wieloma laty doszli do wniosku, że właśnie tak będą walczyć z szarą strefą i oszustwami podatkowymi. Oni wierzą w to, że dzięki temu wszystkim żyje się lepiej, bo nikt nie okrada wspólnej kasy. Tradycja zaglądania do cudzych zeznań podatkowych sięga tam połowy XIX wieku. Już wtedy każdy mógł odwiedzić lokalny organ podatkowy, by otrzymać pełną informację na temat współobywateli. Obecnie dzięki technologiom informatycznym odbywa się to nieco inaczej”, tłumaczył dr Sławomir Czech z Uniwersytetu Śląskiego w Radiu Tok FM. „Kiedyś trzeba się było natrudzić, żeby znaleźć te informacje na stronach opasłych tomiszczy w urzędzie skarbowym. Kiedy […] stały się dostępne w internecie, mamy do czynienia ze zjawiskiem, które w Norwegii media nazwały pornografią płac”, mówił.

Każdy obywatel sącząc kawę, mógł przy śniadaniu podglądać sąsiada. Stało się to niemal sportem narodowym, codziennie odnotowywano ok. 60 tys. wejść na stronę. W związku z tym wprowadzono ograniczenie polegające na tym, że osoba sprawdzająca płacę nie może być anonimowa. Teraz kontrolowanie poprzez sieć jest wciąż popularne, ale nie nagminne.

Co ważne, w Skandynawii wysokość płac nigdy nie była tematem drażliwym, ponieważ w dużej mierze podlegały one umowom zbiorowym. Szczególnie w dużych zakładach przemysłowych zarobki negocjują w imieniu pracowników związki zawodowe. To jest inny model formowania wynagrodzeń: kolektywny, nie indywidualny.

Firmy wymagają podpisania lojalki

Polska to jednak nie Norwegia. U nas jawność płac jest nie do pomyślenia. Są wprawdzie pracodawcy, którzy wprowadzają jawność zarobków, np. w postaci siatki płac, ale to niewielki odsetek. Większość stara się utrzymać wysokość wynagrodzeń w tajemnicy. Po pierwsze, bardzo rzadko informują o wynagrodzeniu w ogłoszeniu o pracę. Po drugie, temat płacy często nie pojawia się na pierwszej rozmowie kwalifikacyjnej. A po trzecie, już na dzień dobry firmy wymagają od pracowników podpisania lojalki o tajemnicy dotyczącej zarobku.

Firma, która podaje wysokość wynagrodzenia, wyróżnia się i zawsze zyskuje więcej kandydatów. Niestety, pracodawcy wciąż są przekonani, że atrakcyjny jest już sam fakt zamieszczenia oferty, a najbardziej pożądanym elementem są profity, dodatkowe korzyści wynikające z zatrudnienia.  Jednak z badań przeprowadzonych przez Ibris w 2016 roku wynika jednoznacznie, że to za mało. Aż 86 proc. badanych oczekuje informacji o wysokości wynagrodzenia już w ogłoszeniu o pracę. Takie oczekiwania pojawiały się najczęściej w grupie osób zarabiających 4–5 tys. zł netto, czyli powyżej średniej krajowej. Natomiast za jawnością zarobków nie opowiadają się osoby, których zarobki są niższe.

 

Claire Underwood nie odpuściła

Chwalenie się wynagrodzeniami jest firmom nie na rękę, gdyż tajemnica płac sprawia, że łatwiej ukryć nierówności płacowe, chociażby ze względu na płeć.

Gdy w ubiegłym roku Robin Wright zagroziła producentowi, że wyjawi wysokość wynagrodzenia za rolę w serialu „House of Cards” i oskarży pracodawcę o dyskryminację płacową, ten postanowił załatwić sprawę polubownie i wyrównać jej pensję z tą, jaką otrzymywał wówczas Kevin Spacey, jej filmowy mąż. Mimo spełnienia prośby przez producenta aktorka nie odpuściła i postanowiła nagłośnić sprawę nieuczciwych zarobków. Tym bardziej że sondaże pokazywały, iż postać Claire Underwood była niejednokrotnie popularniejsza wśród widzów niż postać Franka. Aktorka wykorzystała tę wiedzę.

Głośnym echem odbiła się również słynna akcja telewizji BBC, która zrobiła odważny krok i ujawniła płace gwiazd ze świata mediów. Kwoty były astronomiczne, ale korzystali z tego przede wszystkim mężczyźni. Tylko 34 kobiety i aż 62 mężczyzn zarabiało rocznie więcej niż 150 tys. funtów. BBC musiało zmierzyć się z potężną falą krytyki.

Temat płacy często nie pojawia się na pierwszej rozmowie kwalifikacyjnej

I właśnie takiego obrotu spraw boi się wielu pracodawców. Jednak zapominają oni o drugiej stronie medalu. Podanie nawet widełek zarobków zwiększa liczbę aplikacji. Informacja o zarobkach kolegów z pracy stanowi dla pracownika punkt wyjścia do negocjacji wysokości wynagrodzenia. Co więcej, pracodawca może dzięki temu uniknąć posądzeń o faworyzowanie, a jasne kryteria premiowania zachęcą pracowników do wydajniejszej pracy.

Pracownik może zostać podkupiony

Firmy, które w Polsce zdecydowały się nie robić tajemnicy z wynagrodzeń, są w absolutnej awangardzie. Naśladowców brak.

Jawność płac bardzo dobrze sprawdza się od kilku lat w domu mediowym OMD. W zakładzie nie ma upublicznionej listy płac. Jest za to lista sztywnych zarobków przypisanych do stanowisk: od najniższych aż po dyrektorskie. Rozmowy kwalifikacyjne są łatwiejsze w tym sensie, że nie ma negocjacji płacowych. Jest jeden mankament – jeśli kandydat nie godzi się na warunki, nie ma możliwości zaoferowania mu większej stawki. „Konkurenci wiedzą, że sam związałem sobie ręce, więc teoretycznie mogą podkupić najlepszych” – mówił w jednym z wywiadów prezes OMD Jakub Bierzyński. „Kryteria awansu też są sztywne. Pracownikowi nie można go odmówić, jeśli je spełnia. Dzięki temu pracownicy pozostali lojalni, bo nawet jeśli konkurencja proponuje więcej na początek, nie mają gwarancji, co będzie dalej. A u nas wiadomo wszystko”, podkreślał.

Zarówno jawność zarobków, jak i brak takowej budzi emocje. Zwolennicy jawności twierdzą, że wymusiłaby klarowne siatki płac i być może zmniejszyłaby trochę uznaniowość wynagrodzeń. Na przykład zarządom trudno byłoby obniżać pensje pracowników pod pretekstem walki z kryzysem, a sobie w tym samym czasie przyznawać duże premie.

Przeciwnicy twierdzą, iż zaglądanie sobie do portfeli stygmatyzuje, powoduje zawiść, że inny ma więcej. To w pewnym sensie powrót do socjalizmu, kiedy pensje były jawne. Takie rozwiązanie raczej doprowadzi do kłótni niż wyrównania szans.

Część pracodawców nie chce pozwolić na jawność zarobków, argumentując, że efektywność pracowników zatrudnionych na tych samych stanowiskach może być skrajnie różna. Tłumaczą, że jeden pracownik jest kompetentny i wykonuje swoją pracę perfekcyjnie, a inny, mając taki sam zakres obowiązków, nie dotrzymuje terminów i w dodatku trzeba po nim poprawiać.

Firmy korzystają z zasady poufności wynagrodzeń również z tego powodu, że pozwala im ona chronić się przed nieuczciwą konkurencją. Chodzi tu o informacje, które mają wartość handlową. Konkurencja widzi, ile płacimy swoim pracownikom, a to daje możliwość ich podkupywania i innych nieuczciwych praktyk. Jest to jakiś pomysł wyrównywania szans. Tylko że nie zawsze skuteczny.

Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
Obserwuje, słucha, czyta i podróżuje. A potem nie może się powstrzymać, żeby o tym nie napisać. Pytanie, które najczęściej zadaje, brzmi: co o tym myślisz? Interesuje ją wszystko, co niekonwencjonalne i wyprzedzające epokę. Jest żądna wiedzy, ciekawa świata i ludzi.

Od kilkunastu lat pracuje jako dziennikarka. Pisała dla takich tytułów, jak „Trendy Art of Living” czy „Dziennik. Gazeta Prawna”.

Uwielbia Włochy i mistykę. Z wielką determinacją próbuje nauczyć się włoskiego. Nie lubi zimna, tłumu i hałasu. Jest uzależniona od kina, więc wolny czas najchętniej spędza w ciemnej sali kinowej. Często jeździ na rowerze i ćwiczy jogę. Do siebie i życia podchodzi z dystansem. Czasami chciałaby być niewidzialna.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Praca

Złota Freelancerska Wolność. Jak wygląda przyszłość pracy zdalnej?

Kim są freelancerzy? Skąd się wzięli? Czy bycie freelancerem to wybór, czy może wyrok? Dlaczego jedni marzą, by nimi zostać, a inni zrobią wszystko by wrócić na etat? Jedno jest pewne: jest ich wiele, a będzie jeszcze więcej.
Jakub Napoleon Gajdziński
Jakub Napoleon Gajdziński
22 listopada 2017
CZYTAJ WIĘCEJ