Masło to tylko preludium. Czy czeka nas globalny kryzys żywnościowy?

I to nie jest wina PiS-u, ani nawet Tuska
5 minut czytania
5122
1

Ceny masła wzrosły dwukrotnie w ciągu roku. To jednak nie koniec. Nadchodzi kryzys żywnościowy i w niedalekiej przyszłości możemy spodziewać się znaczących wzrostów cen jedzenia.

Wbrew obiegowej opinii, na ceny masła nie mają wielkiego wpływu marże sklepikarzy czy producentów. Co ciekawe, nie jest to również wina rządu ani ogólnie polityków. Nie, winę za wrost cen masła ponosi coś innego.

Obserwowany do tej pory na rynkach światowych wzrost cen sprzedaży masła widoczny był również na naszym rynku. Wynikał on z globalnej sytuacji podażowo-popytowej. Ceny masła w Unii Europejskiej rosły nieustannie od marca do września 2017 r. Był to wynik spadku produkcji surowca mlecznego i podaży masła przy jednoczesnym wzroście zapotrzebowania na rynkach światowych” – informuje na swojej stronie Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Zaczęło się od Australii, którą dotknęła susza, co wiązało się z brakiem możliwości wypasania krów. Wzrost cen o 30 proc. oraz braki w dostawach mleka do Chin, znacząco wpłynął na spowolnienie rynku. W dodatku na produkty mleczne utrzymuje się silny popyt zarówno na rynku unijnym, jak i amerykańskim. Zwłaszcza w USA obserwujemy trend w kierunku spożycia produktów naturalnych i pełnotłuszczowych, a masło (zwłaszcza z Europy) cieszy się tam wielką popularnością.

Eksport tego produktu z UE do Stanów Zjednoczonych, tylko w okresie styczeń – maj 2017 r. wzrósł o 50proc. Swój import zwiększyły również Chiny i Rosja. Przewiduje się, że popyt masła w nadchodzących latach będzie rósł – a wraz z nim cena produktu. Również w Polsce.

Według danych Eurostatu, w latach 2007-16 wartość eksportu produktów mleczarskich z Polski wzrosła o 66 proc. do 1,47 mld euro. Wartość eksportu do krajów pozaunijnych rozwijała się dynamiczniej niż wartość sprzedaży na rynek unijny – wzrost odpowiednio o 169 proc. i 47 proc. Eksport masła w omawianym okresie wzrósł o 86 proc., do 45 tys. ton” – tłumaczy Michał Żuławiński, analityk Bankier.pl.

Wzrost eksportu to jedno, jednak czeka nas również wzost cen żywności i to w skali, której trudno się nie przestraszyć. Bartosz Urbaniak, wiceprezes banku BGŻ BNP Paribas, twierdzi, że „w ciągu dekady ceny surowców rolnych wzrosną o blisko 100 proc”.

Takie luksusy już tylko na zdjęciu?

Lepiej już było

To, co odczuliśmy w naszych portfelach to naprawdę nic. Eksperci oceniają, że w ciągu nadchodzącej dekady ceny żywności wzrosną nawet o 100 proc. Będzie to dotyczyć wszystkich produktów, nie tylko masła czy ogólnie nabiału. Najwyższy skok powinno zanotować mięso.

W naszej ocenie w ciągu następnej dekady czeka nas kryzys żywnościowy” – uważa Bartosz Urbaniak. Dlaczego tak się stanie?

Przede wszystkim kryzys będzie miał wymiar globalny. To znaczy, że rozpocznie się prawdopodobnie w Azji, a w niedługiej perspektywie, dołączy do niego również Afryka. Z uwagi na charakter kryzysu, nie ominie on również Polski.

Indie, już w 2020 r. będą miały najwięcej ludności na świecie – 1,450mld. Przewiduje się również, że Hindusi w ciągu najbliższej dekady będą się bogacić, a wzrost bogactwa zawsze równa się wzrostowi konsumpcji. Dziś ok. 80 proc. mieszkańców Indii nie je mięsa. Co stanie się, gdy w 2025 ten odsetek spadnie do 30%? Wzrośnie popyt na białko i to tak bardzo, że nikt nie będzie w stanie go wyprodukować na czas. Wysoki popyt i niska podaż muszą wymusić wzrost cen i to znaczący. Taki, który odczujemy we własnych portfelach.

Ciekawostką jest kwestia glifosatu, na którym oparty jest preparat Roundup firmy Monsanto. Unia Europejska dopuściła jego użycie na kolejne pięć lat, co jest przyczynkiem do fuzji amerykańskiego giganta z niemieckim Bayerem. Wycofanie glifosatu wiązałoby się z wielkimi problemami dla europejskiego rolnictwa, choć produkty z pewnością byłyby lepszej jakości. To jednak również wiązałoby się z wyższą ceną, a fuzja Bayeru z Monsanto jest wbrew unijnemu prawu o koncentracji monopolu. Jak zachowa się Komisja za pięć lat? Naprawdę trudno powiedzieć. Gdyby jednak UE zdecydowała się wycofać Roundup a wraz z nim pasze GMO, ceny żywności na rynku europejskim wzrosną o 10-20proc., niezależnie od kryzysu w wymiarze globalnym.

Już widać pierwsze jaskółki nadchodzących problemów. W zeszłym roku dziesięciokrotnie wzrosła cena kakao, a kilkukrotnie pieprzu. Surowców zaczyna brakować, popyt nie maleje i ceny automatycznie idą w górę. Cieszy to oczywiście producentów żywności, ale nikogo poza nimi.

Warto śledzić działalność funduszy hedgingowych czy inwestycyjnych. Często są one niestety katalizatorem kryzysów. Fundusze zaczynają dziś znowu skupować różnego rodzaju surowce lub akcje przedsiębiorstw, które zajmują się surowcami. Dzieje się tak, gdy fundusze przewidują, że na tym rynku może coś się wydarzyć” – tłumaczy wiceprezes banku BGŻ BNP Paribas, Bartosz Urbaniak.

Szansa dla Polski?

Jak powszechnie wiadomo, Polska jest raczej eksporterem żywności niż jej importerem. Nasze produkty cieszą się sporym uznaniem i to nie tylko w Europie, ale również w Chinach, Stanach Zjednoczonych oraz Wietnamie. Czy nadchodzący kryzys to szansa dla Polski?

Niestety nie. Choć wielu producentów ucieszy się ze wzrostu cen i sporo zarobi na kryzysie, to jeśli kryzys będzie dotyczył jednego z podstawowych surowców – jak choćby zbóż, wtedy ceny produktów wzrosną również w Polsce. Zatem rolnicy się wzbogacą, ale również naszym kosztem. To niewielka pociecha dla zwykłego konsumenta.

Coraz trudniej utuczyć świnkę…

Warto wiedzieć, że obecnie wyprodukowanie 1 kalorii mięsa kosztuje 4 kalorie roślinne. Jeśli kryzys dotknie zbóż i koszt jednej kalorii mięsa wzrośnie, będziemy musieli stawić czoła rosnącym cenom i na horyzoncie nie widać nic, co mogłoby powstrzymać ich wzrost.

Swoją szansę mają teraz politycy. To do nich należy otwieranie nowych rynków zbytu dla polskich produktów rolnych. „Obecnie największym kupcem żywności nie jest pojedynczy kraj, a ONZ. Zakupy żywności przez organizacje rządowe rosną najszybciej” – przypomina członek zarządu BGZ BNP Paribas. Nic nie stoi na przeszkodzie, by Polska zwiększała swoje możliwości produkcyjne, o ile polscy politycy są w stanie tworzyć możliwości ich sprzedaży. Między innymi tego dotyczyła wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w Wietnamie.

Innym sposobem, który może pomóc polskiemu eksportowi, jest stworzenie globalnej marki – jak francuskie wina, włoskie sery czy hiszpańska szynka. Do tego potrzeba jednak kooperacji między największymi krajowymi producentami żywności, a na to się nie zanosi. W globalnym indeksie marek pierwsze miejsce zajmuje Japonia, Czechy są 29, a Polska… 45.

Jak widać, nic nie wskazuje na to, że Polska przejdzie suchą stopą przez ten kryzys. Ceny wzrosną, być może nawet o 100 proc. i nie ma chyba żadnej siły, która jest w stanie powstrzymać nadchodzące tornado żywnościowe.

Jakub Napoleon Gajdziński
Jakub Napoleon Gajdziński
Rocznik 87, absolwent politologii, historii i dziennikarstwa. Dużo podróżuje, kocha koty i dobre piwo. Tego ostatniego nigdy nie odmawia.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Zakaz handlu w niedzielę – czy kasjerki naprawdę się z niego cieszą?

Większość kasjerek to młode kobiety. Uczą się, studiują, lub dopiero założyły rodzinę i na ich barkach spoczywa zapewnienie opieki dziecku. Pieniądze z nadgodzin i wolny dzień w tygodnia w zamian za pracę w niedzielę bywa dla nich wybawieniem.
Kamila Łońska-Kępa
Kamila Łońska-Kępa
2 października 2017
CZYTAJ WIĘCEJ