Matka – to nie zawsze jest ciepłe słowo [LIST]

Złe matki istnieją
5 minut czytania
6866
2
Listy od czytelników
Listy od czytelników
14 grudnia 2017

Zauważyłam, że dużo miejsca poświęcacie w swoim magazynie matkom i ich problemom, zawsze biorąc stronę matek i przyjmując ich perspektywę, że takie zaganiane, zmęczone, niedocenione itd. Jednak odnoszę wrażenie, że strasznie te matki idealizujecie. A złe, nieodpowiedzialne i głupie matki istnieją. I wcale nie jest ich mało. Jedna z nich mnie urodziła.

Czytając wasze artykuły o dzieciach czy macierzyństwie można odnieść wrażenie, że świat zaludniają same wrażliwe, troskliwe, pochylające się nad potrzebami (czasem naprawdę absurdalnymi) swoich pociech cudowne rodzicielki, karmicielki, czarodziejki. Jest to piękna wizja i zazdroszczę dzieciom tak przedstawionych kobiet, o ile oczywiście przyjąć, że nie jest to tylko z palca wyssana bajeczka. Moje dzieciństwo i młodość były koszmarem, bo moja matka była (zapewne nadal jest) koszmarna. Piła? Biła? Puszczała się z kim popadnie? Nie, naprawdę nie trzeba aż takiej patologii, by spieprzyć komuś życie. Wystarczy być zapatrzoną w siebie egoistką.

Zawsze czułam, że jestem mojej matce doskonale obojętna. Że gdybym zniknęła, umarła, wyjechała do Australii to ona nawet nie odczułaby różnicy. Może wręcz byłaby zadowolona, bo miałaby o czym opowiadać na prawo i lewo, kreując się przy okazji na skrzywdzoną bohaterkę tej opowieści. W tym moja matka była zawsze arcymistrzynią: w robieniu z siebie ofiary. Kariery nie zrobiła, bo tam w tej jej pracy to zazdrość, intrygi i spiski. Wszystkie przeciwko niej, biednej, nieszczęsnej a przecież tak niesamowicie kompetentnej! Z mężem (pierwszym) musiała się rozwieść, bo to był zbój, co ją bił i wykorzystywał. Z mężem drugim (moim ojcem) jest tylko ze względu na dziecko, ale to pijak i życiowa niedorajda, która nie umie zarobić na dom, a tylko trwoni jej (?) majątek. Z siostrą rodzoną nie rozmawia, bo siostra jest podła, głupia i niczego nie rozumie. Jak się okazało ciotka najbardziej nie rozumiała, czemu matka nie chce oddać jej połowy spadku po babci i wytoczyła matce proces. Proces, siostra siostrze! Co za podłość!

Nasiąkałam takimi opowieściami, tym utyskiwaniem, jojczeniem, narzekaniem na brak pieniędzy, brak perspektyw, ludzką podłość i wszędzie czające się pułapki, w które moja nieszczęsna rodzicielka, bohaterka czysta jak kryształ, ciągle wpada. Bo taka jest dobra, naiwna i ufna.

Do jakiegoś czasu ja też byłam naiwna i ufna. I wierzyłam, że złoty łańcuszek i krzyżyk oraz bransoletka, które dostałam na komunię „zginęły”. Że nie dostanę nowych butów, bo ojciec przepił pensję. Że nie pojadę na obóz w wakacje, ale za to mama wyjeżdża nad morze, bo „tak jakoś wyszło” i pojadę za rok. Nie pojechałam. Nigdy nie byłam na koloniach czy obozie, każda klasowa wycieczka to był stres czy matka „opłaci”, czy znów okaże się w ostatniej chwili, że na skutek zawirowań losu i knowań wrogich sił nie wystarczyło jej funduszy na ten mój kaprys, ale to przecież nie koniec świata, są ważniejsze rzeczy niż szkolna wycieczka.

Ważniejsze były „bajeczne” szpilki, które musiała sobie kupić. I płaszcz. I torebka. Bo w pracy musi wyglądać poważnie i elegancko, bo jej praca to odpowiedzialność i prestiż. Fryzjer był ważny. I kosmetyczka. I spotkania z koleżankami na ploty. I popołudniowa drzemka. I wieczorny relaks z krzyżówką. I migrena. I straszny ból żołądka, który zaczynał jej dokuczać zawsze, gdy próbowałam z nią porozmawiać czy poprosić o pomoc w lekcjach.

Nikt mi nigdy nie pomagał. Musiałam sobie radzić. Bo jak miałam złe stopnie, to było, że jestem leniwa, że krzywdzę matkę, która tak o mnie dba, że chyba w ojca się wdałam, skoro jestem taka tępa. A ojciec? Pił, milczał i starał się nie skupiać na sobie uwagi matki, żeby mu znów czegoś nie wygarnęła, jak to tylko ona umie. „Dupa wołowa” to wyrażenie, które poznałam dość wcześnie. Ojciec zmarł, kiedy byłam w liceum. W sumie i tak długo wytrzymał, myślę.

Po jego śmierci zrobiło się gorzej. Okazało się, że dupowaty i pijany tato jednak znacznie zasilał budżet domowy, zaś bez niego zaczęło brakować nie tylko na moje buty, ale i na fryzjera. Ja już nie byłam jednak tak naiwna i doskonale wiedziałam, że pieniądze, które zarobiłam wyprowadzając psa sąsiadki wcale nie „zginęły”, tylko zostały przeznaczone na te ważniejsze wydatki. Pamiętam, że tak strasznie się wstydziłam, że moja matka mnie okradła, że sama głośno mówiłam, że te pieniądze mi gdzieś „przepadły”. Żeby tylko nikt się nie domyślił gdzie. Ale psa przestałam wyprowadzać, na wszelki wypadek.

Wstydziłam się wielu rzeczy. Domowego niedostatku, ale też swojej „brzydoty”, której byłam całkowicie pewna. Matka potrafiła stanąć przy mnie przed lustrem, gdy jako zakompleksiona małolata próbowałam jakoś się jednak odpicować na szkolną dyskotekę i mówić: „Ty popatrz jaką masz elegancką matkę, jaka szkoda, że w ogóle nie jesteś do mnie podobna. Ale ta bluzeczka to całkiem ładna, tylko na tobie fatalnie leży, bo biustu nie masz”. Na matce leżała świetnie.

Kiedy czytam dziś o różnych obecnie modnych pojęciach, to wiem, że moja matka stosowała przemoc, nawet jeśli nigdy mnie nie uderzyła. Chyba byłam jej zbyt obojętna, by ryzykować uszkodzenie paznokcia przy okazji wymierzania klapsa. Może gdyby coś takiego działo się teraz, łatwiej byłoby mi znaleźć pomoc, niż tych kilka dekad temu. Bo ja nie jestem młodą kobietą – metryki nie podam, ale piszące tu „pozytywne” mamy pewnie mogłyby być moimi córkami. Nie są, bo nigdy nie chciałam mieć dzieci. Jakoś nie czułam, że „naturalna” więź matki z dzieckiem jest tym, o czym marzę.

A marzenia miałam i kilka z nich udało mi się zrealizować. I nawet jeśli ton tego wpisu jest zgorzkniały, to ja wcale nie mam powodów do goryczy. Uważam swoje życie „po matce”, czyli odkąd po wyjeździe na studia stopniowo zerwałam z nią kontakt, za całkiem udane. Spełnione, jak to się mówi, i w sferze prywatnej, i zawodowej. Często za to obserwuję młode matki w parkach, sklepach czy restauracjach. Patrzę jak traktują swoje dzieci. Przeważnie są dla nich okropne. Pełne pretensji, agresywne albo rozkojarzone i obojętne. Jakbym moją matkę widziała.

A nie widziałam mojej matki od 13 lat. Po prostu uznałam, że już nie muszę, a nade wszystko nie chcę. Że żadne poczucie rodzinnych obowiązków mnie do tego nie zmusza. Wiem, że ma z czego żyć. Reszta mnie nie obchodzi. Jej, jak sądzę, też nie.

I.

***

Autorka listu otrzymuje w podziękowaniu od redakcji książkę „Kolekcja nietypowych zdarzeń”, autorstwa Toma Hanksa (wyd. Wielka Litera).

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody

Listy od czytelników
Listy od czytelników
Ludzie listy piszą, a redakcja IgiMaga czyta i publikuje, jeśli coś wyda nam się ważne, ciekawe lub poruszające. Piszcie do nas na adres: listy@igimag.pl.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Życie

Zostaw grubasa w spokoju. Gó… Guzik wiesz o tym, co się kryje za jego wyglądem

"Być może będziesz mieć szczęście i nigdy nie przytyjesz. Tylko czy z tego powodu musisz być podłym człowiekiem?" - pyta M. w poruszającym liście do redakcji.
Listy od czytelników
Listy od czytelników
9 stycznia 2018
CZYTAJ WIĘCEJ