Moje ciało, moja sprawa. Chyba że biust – wtedy nie

Karmić piersią musisz. Mało tego, że musisz — musisz CHCIEĆ.
9 minut czytania
1148
7
Anna-Maria Siwińska
Anna-Maria Siwińska
15 grudnia 2017

Ten tekst pisał się dwadzieścia cztery lata i nie ma na celu wywołania dyskusji, czy karmienie jest zdrowe. Jest zdrowe, tanie i dla niektórych wygodne. Tyle, że nie dla wszystkich. Ten tekst na przypomnieć, że walczymy o WYBÓR. A to, jak karmimy swoje dzieci jest wyborem.

Mam dorosłe dziecko, ale mam młode koleżanki, które właśnie rodzą dzieci i wchodzą w czas, kiedy podejmują decyzje — modele wychowania, karmienia, życia. Mam też deżawi i chyba lekką traumę po wojnach, które toczyłam.

Środowisko, w którym żyję i obracam się w internecie jest nowoczesne i postępowe, liberalne, a czasem nawet „lewackie” (widać cudzysłów? to dobrze). Mam też wśród znajomych osoby pro-life, ale oni mają swoją opowieść. Ich tym razem pomijamy. Mówimy o ludziach z poglądami pro-choice, choć często nie zgadzamy się, gdzie się ten wybór zaczyna i dyskutujemy czy aborcja na życzenie jest ok, to na aborcję czy sterylizację w szczególnych warunkach zgodzi się większość. A na trzy wyjątki występujące w polskim prawie, z niezrozumiałych względów nazywane „kompromisem”, pewnie wszyscy.

Część z nich, również ta deklarująca się jako wierząca, nie potępia antykoncepcji i nie sprawia im trudności zaakceptowanie faktu, że nie którzy ludzie nie chcą mieć dzieci teraz, a jeszcze inni w ogóle. Zgadzają się też na to, że jeśli chcą, a nie mogą, to korzystają z dobrodziejstw współczesnej medycyny, czyli technologii in vitro. Dyskutujemy dopiero przy mrożeniu zarodków, ale zgadzamy się, że to wszystko jest kwestią indywidualnych wyborów.

Chcesz być buntowniczką? Mam pomysł

Tymczasem, to już dwudziesty czwarty rok, kiedy ciśnienie mi skacze, jak zaczyna się rozmowa o karmieniu piersią, a raczej o niekarmieniu. Chcesz być buntowniczką? Nie musisz, wzorem Natalii Przybysz, robić aborcyjnego coming outu. Nie musisz opowiadać o poliamorii czy niebinarności. Spróbuj powiedzieć: mam dzieci, karmiłam je butelką od urodzenia, bo nie chciałam karmić piersią. Mówienia „nie karmię piersią, bo nie lubię” matkom aktualnych niemowląt zdecydowanie nie polecam, bo jest to wstęp do wielogodzinnej dyskusji o wyborach. Twoich wyborach, które tu nagle zaczynają przeszkadzać wszystkim, niezależnie od proweniencji. Już twoje ciało nie jest twoją sprawą, bo twoja decyzja krzywdzi dzieciątko, nasze polskie dobro narodowe, uwspólnioną przyszłość narodu.

Hallelujah. Ktoś powiedział Jehowa? Nie chcecie tego słuchać dalej. Dopuszczalne są odpowiedzi: „nie mogę”, „zdrowie mi nie pozwala”, „dziecko nie chciało ssać”. Ale nie to, że nie chcesz. I nieważne, czy jesteś pustą zdzirą i nie chcesz mieć brzydkiego, dużego i obwisłego biustu. Czy może psychicznie nie umiesz karmić małego człowieka własną wydzieliną.  Czy źle znosisz ból i ponadrywane brodawki. Zapewne nie cenisz leczenia kanałowego na żywca. Możesz nawet żądać znieczulenia przy porodzie. Możesz nawet zdecydować się na cesarkę na życzenie. Ale karmić piersią musisz. Mało tego, że musisz —  musisz CHCIEĆ.

Tylko, że nie. Mieszanka mleczna i butelka nie są szkodliwe. Nie zabijasz swojego dziecka odmawiając mu odgryzania swojej brodawki. Twoje dziecko nie będzie głupsze, a to, czy będzie bardziej chorowite i pouczulane na wszystko, zależy od znacznie większej liczby czynników niż międlenie twojego biustu. To, czym karmisz dziecko to tylko twój wybór i nie daj go sobie odebrać.

… i karmić może też jej nie ucz. Wie lepiej! (fot. Adam Wasilewski/Shutterstock.com)

24 lata temu nazwałam to terrorem laktacyjnym i postanowiłam się zbuntować!

Są oczywiście badania, że mleko matki jest najlepiej dopasowane do dziecka. Zdrowy rozsądek, poparty podstawową wiedzą z biologii, też tak podpowiada. Ale nie ma badań, że mieszanka szkodzi. Gdyby były, mieszanka nie byłaby dopuszczona do użytku. I opowiadanie o spisku producentów mleka humanizowanego jest tak samo głupie, jak chemtrailsy, leczenie raka witaminą C i opowiadanie o spisku bigpharmy. Zdrowemu, nieuczulonemu, zadbanemu, kochanemu dziecku nie zaszkodzi butelka czy mleko modyfikowane, a relacje z dzieckiem poprzez dotyk i kontakt można realizować karmiąc butelką. Tylko najłatwiej o tym mówić, jeśli anegdotyczne dziecko jest zdrowe, silne, pozbawione jakichkolwiek alergii i emocjonalnie stabilne. Jeśli dziecko jest noworodkiem, jest wielką niewiadomą i z tego, co słyszysz, wybierzesz to, co najgorsze.

Musisz karmić piersią — śpiewa chór…

… i wpędza kolejne pokolenia w poczucie winy. Odbiera prawo do decydowania o sobie. Zamienia młode dziewczyny w chodzące, niewyspane laktatory. A tymczasem dzieci karmione butelką liczy się setkami, jakoś im (nam?) te butelki na pierwszy rzut oka nie zaszkodziły. Za to kolejnym pokoleniom matek, które nie chcą karmić z dowolnego powodu, zdecydowanie szkodzi wpędzanie w poczucie winy.  Ja mam tyle szczęścia, że moje dziecko zdążyło urosnąć, dostać się na studia i wiele razy udowodnić, że nie jest ani cherlawe, ani chorowite, ani głupie i specjalnie poczucia winy związanego z karmieniem go mlekiem krowim nie mam. Ale doskonale pamiętam, ile siły musiałam w sobie znaleźć wtedy, kiedy nikt mi nie powiedział: dziewczyno, masz wybór. I do dzisiaj ten wybór każda z nas musi sobie wyrąbać między lasem doradców i besserwisserów.

Na miłym spotkaniu 25-lecia matka bliźniaków-wcześniaków, które nie miały odruchu ssania, powiedziała: — Nie wiem po co ja się tak męczyłam. I ja i dzieci. One były głodne, ja nie spałam trzy lata. Nie wiem po co. Za to ja wiem, dlaczego — bo nikt wtedy nie powiedział, że można inaczej. Że karmiąc mlekiem humanizowanym nie stajesz się gorszą i wyrodną matką.

Co to jest D-MER?

Jakiś czas po tym jak zaczęłam kleić ten tekst przeczytałam, że istnieje D-MER (dysphoric milk ejection reflex) — wypływ mleka z dysforią, czyli obniżeniem nastroju. Czytałam i wiele rzeczy mi się wyjaśniło. Aż doszłam do wyjaśnień, ile czasu trwa ów d-mer. Otóż łagodny utrzymuje się trzy miesiące karmienia, a najsilniejszy powyżej roku karmienia. W całym empatycznym tekście nie ma słowa o ratowaniu matki, która właśnie zapada się w depresji i coraz bardziej nienawidzi swojego dziecka. Uzupełnię — D-MER mija, jak ręką odjął w momencie podjęcia decyzji — nie karmię, bo nie lubię. Nie będę dobra dla dziecka, jeśli wcześniej nie będę dobra dla siebie.

Jak się przed D-MER bronić według zaleceń? Oczywiście nie wspominając o przyczynie. Należy karmić myśląc o czymś przyjemnym. Nie żartuję, naprawdę to jedyna rada. Jeśli masz depresję, furia cię ogarnia na samą myśl o nakarmieniu dziecka, to karm myśląc o czymś przyjemnym. Doskonały pomysł dla osób z depresją, niekoniecznie tą związaną z dzieckiem czy karmieniem. Czemu masz depresję, pomyśl o czymś przyjemnym! Genialne!  Wspomniana w tekście jest pomoc farmakologiczna, jak rozumiem antydepresanty. Tyle, że w większości karmienie jest przeciwwskazaniem do przyjmowania antydepresantów. Ani słowem nie jest wspomniane, że problem można rozwiązać w pierwszym lepszym supermarkecie kupując mleko w proszku. Dowiemy się jeszcze, że to nie jest tak, że nie chcesz karmić (no skąd, jak to możliwe!) to „hormony oszukują twój mózg”.

Przestańcie pytać, do cholery

Szanowne panie i szanowni panowie (bo przez internet kroczy armia facetów opowiadających o tym, jak wspaniałe jest karmienie piersią, nie mając o tym zielonego pojęcia), pozwólcie młodym matkom decydować. Nie mówcie im, że dzieci karmione butelką są głupsze i niezwiązane z matką. Nie pytajcie ich po kilka razy DLACZEGO nie chcą karmić.

Mój biust, pierś czy cycek, to też moje ciało — mój wybór. Nawet jeśli uważasz, że karmienie piersią jest lepsze, to nie oceniaj czyjejś decyzji. Karmienie piersią jest dobre, ale karmienie butelką nie jest złe. Jest inne. Pozwólcie decydować. Pozwólcie im decydować, odpieprzcie się od cudzych biustów.

Anna-Maria Siwińska
Anna-Maria Siwińska
Jestem ubogą staruszką zbierającą chrust, laboga. Dla przyjaciół i wrogów: siwa. Obojętnych znam mało.

Mam PESEL zaczynający się od szóstki i od 20 lat mieszkam w internecie. Zawodowo fedruję w internetowych społecznościach.

Prywatnie piszę bo lubię, jeżdżę na długie wyrypy kamperem i wspinam się. W wolnych chwilach głaszczę koty, hoduję kaktusy i pilnuję, żeby się nie pomylić.
AUTOR

Polecamy

Komentarze