Personal branding, czyli szarlatanizm naszych czasów

Przelotna moda czy prawdziwe niebezpieczeństwo?
4 minuty czytania
794
1

Branding do niedawna dotyczył przypisywania ludzkich cech produktom i firmom. Chodziło o to, aby z rzeczy robić ludzi. Dodawać do marki rys emocjonalny i w ten sposób ją uszlachetniać. Zachwalany przez trenerów rozwoju osobistego „personal branding” polega na przypisywaniu cech produktów ludziom! By mogli się lepiej sprzedać…

Każda epoka miała swoich szarlatanów, znachorów czy innych szamanów. My mamy coachów i trenerów osobistych. Niby nic ważnego, jakaś tam liczba osób wycwaniła się i zarabia na życie korzystając z zagubienia i głupoty innych. Żerując na ich słabościach, niskiej samoocenie i rzeczywistych problemach podpowiada nierzeczywiste i, o ironio, jakże głupie rozwiązania. „Musisz być najlepszą wersją samego siebie” – mówi pajac w gajerze i krawacie na instruktażowym filmie. Personal branding ma być zaś rozwiązaniem wszystkich życiowych problemów.

Kapłani nowej religii

Branding do niedawna dotyczył przypisywania ludzkich cech produktom i firmom. Chodziło o to, aby z rzeczy robić ludzi. Dodawać do marki rys emocjonalny i w ten sposób ją uszlachetniać. Taki „uszlachetniony” produkt czy firma miały stać się bliskim przyjacielem konsumenta i w ten sposób, niby bez draki, wyciągać od niego pieniądze.

Edwin Bendyk, w nawiązaniu do teorii wartości dodanej Karola Marksa, zwracał uwagę, że towar, po odpowiednim brandingu, przekraczał i tę granicę. Produkt lub firma, której produkty kupujemy, wyrażała to, kim jesteśmy. Innymi słowami – udało się tak „ubrandowić” towar, że jego posiadanie, było pojmowane jako podkreślanie tej lub innej cechy osobowości kupującego. Jeżdżę BMW, bo jestem twardy gość. Mam iPhone’a, bo jestem taki… innowacyjny. Można by się z tego śmiać, gdyby nie to, że wszyscy daliśmy się na to nabrać. Niestety z samego faktu posiadania książek Naomi Klein nie wynika, że jestem alterglobalistą…

Miałem kiedyś przyjemność przeprowadzać wywiad o globalizacji z profesorem Thomasem Eriksenem. Jego zdaniem współczesny kapitalizm ma wymiar religijny, a liberalni ekonomości stali się guru nowej religii. Neoliberalna globalizacja podcięła korzenie naszej tożsamości, ponownie uwypuklając pytanie o to, kim jesteśmy.

Każda epoka miała swoich szarlatanów, znachorów czy innych szamanów. My mamy coachów i trenerów osobistych

Branding w wymiarze rynkowym znalazł odpowiedź na to pytanie i udziela jej za odpowiednie pieniądze. To jednak nie wszystko. Dynamika rynkowa, zaglądająca coraz dalej i sięgająca coraz głębiej z jednej strony czyni nas celem – obiektem ataku speców od marketingu. Z drugiej strony, próbuje wpędzić nas w otchłań bycia kupowanym, czyli zmusza nas do agresywnych działań rynkowych, by sprzedać samego siebie. Jak każda religia, współczesny kapitalizm patrzy na nas całościowo.

Jeśli ekonomiści spod znaku szkoły chicagowskiej są guru nowej religii, biskupami nowej wiary, w której to, co materialne płynnie przelewa się w to, co symboliczne, to jak nazwać coachów i trenerów osobistych? Kapłanami? Obejrzenie choćby jednego „seansu” coachowskiego nasuwa wniosek, że mówimy zarówno o kazaniu jak i  wyznaniu oraz odpuszczeniu grzechów.

Personal branding

„W dzisiejszym zrelatywizowanym świecie opisywanym postprawdami, kreowanym fake newsami i zarzadzanym i-idiotami tracimy już kontrolę nad sensownością tego, co dobre, potrzebne i autentyczne” – wskazuje Oskar Derych.

Na czym to polega? Tym razem nie przypisujemy ludzkich cech i emocji produktom. Przypisujemy cechy produktów ludziom! To takie proste!

Od teraz każdy z nas, pod czujnym okiem takiego kapłana, powinien odpowiednio się pozycjonować na rynku – względem potencjalnych klientów, ale również konkurencji. Wszyscy jesteśmy towarami!

„Ogłupiali jak dzieci w kolorowym i głośnym świecie wesołego miasteczka, nie wiemy już, gdzie i po co iść. Ale iść trzeba. Jesteśmy przecież konsumentami i mamy niewyobrażalny wybór. Cudownie” – podśmiewa się ten sam autor.

Zjawisko personal brandingu jest znakiem naszych czasów. Zgodzić się na to, by być traktowanym jako towar i sam o sobie tak myśleć? Brzmi idiotycznie. Jednak szarlatani i cwaniaczki, zapytają zaraz: chwila, nie jesteś przedsiębiorczy? Nie jesteś nowoczesny, innowacyjny i nastawiony  na sukces? Od szkoły podstawowej po studia, instytucjonalne ramię państwa, lubi nam wmawiać ten sam stek bzdur, z którego żyją coachowie, trenerzy i inni kuglarze.

Dehumanizacja na życzenie

Najwyraźniej istotą życia w XXI wieku jest odpowiednie przygotowanie i podjęcie gry rynkowej. Nawet jeśli zamiast towarów, gra się ludźmi. Cały ten kretyńsko wyglądający i głupio brzmiący personal branding to nic innego jak socjopatyczny proces dehumanizacji.

Instytucjonalne ramię państwa, lubi nam wmawiać ten sam stek bzdur, z którego żyją coachowie, trenerzy i inni kuglarze

Odczłowieczenie to zjawisko bardzo niebezpieczne, o czym historia świadczy lepiej niż cokolwiek innego. Wyobraźmy sobie Żyda, który żyje w Niemczech w latach 30. Gdyby przełożyć personal branding na tamte czasy, to ten Żyd chodziłby do agenta NSDAP i płacił mu za wmawianie sobie, że jest… No właśnie. Nawet nie niższą rasą z idiotycznych wyobrażeń współczesnych „uczonych”, ale właściwie przedmiotem, którego głównym celem jest się sprzedać.

Nie zapominajmy, że produkty nie mają sumienia. Nie interesuje ich los innych  produktów. Pewnego dnia to podejście zbierze swoje żniwo. Nie da się wychowywać i trenować obywatela w kierunku utowarowienia go i jednocześnie oczekiwać zgoła odmiennych rezultatów.

Dlatego, zanim z kimkolwiek się poznasz lub przywitasz, zastanów się jaką marką jesteś. I jaka jest twoja cena.

Jakub Napoleon Gajdziński
Jakub Napoleon Gajdziński
Rocznik 87, absolwent politologii, historii i dziennikarstwa. Dużo podróżuje, kocha koty i dobre piwo. Tego ostatniego nigdy nie odmawia.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Zdrowie

Żywa woda i witaminy leczące raka. Na czym polega fenomen Jerzego Zięby?

Witamina C lecząca raka, terapie nano srebrem, cudowne soki z traw i strukturyzowanie wody. To tylko nieliczne propozycje najpopularniejszego znachora drugiej dekady XXI wieku, Jerzego Zięby. Kto mu wierzy? Prawie każdy, kogo polski system zdrowotny zraził do siebie dostatecznie mocno oraz kto w poszukiwaniu zrozumienia i wsparcia dotarł na krańce internetu, odkrywając ogólnoświatowy spisek lekarzy i farmaceutów.
Monika Mężyńska
Monika Mężyńska
12 sierpnia 2017
CZYTAJ WIĘCEJ