Pobity żołnierz, nieobejrzane reklamy i śmierć Czarnego Romana. Tydzień w skrócie

Czarnowidztwo wydaje się uzasadnione
4 minuty czytania
377
1

W tym tygodniu wydarzyły się prawie same smutne rzeczy. Taki też będzie ton podsumowania, bo jakżeby inaczej? W Giżycku pobito amerykańskiego żołnierza, zmarł Czarny Roman i w dodatku okazało się, że 2,6 miliona Polaków nie ogląda reklam. Hańba!

Niepokonana, z małymi wyjątkami, armia amerykańska w osobie żołnierza stacjonującego w bazie w Giżycku, doznała uszczerbku na zdrowiu. Bratni wojownik został zaatakowany przez miejscowych łysych panów w dresach, okradziony i dotkliwie pobity. Rannego przetransportowano śmigłowcem do amerykańskiego szpitala w Niemczech, gdzie poddano go zabiegowi chirurgicznemu. Skąd wiadomo, że napastnicy byli łysi? Ano stąd, że było ich trzech, a „trzech na jednego to banda łysego”.

Trochę niepokoi fakt, że najpotężniejsza armia na świecie daje się tak łatwo pobić przez „ulicznych wojowników” z Giżycka. Można powiedzieć, że to największe zwycięstwo polskiego oręża od czasów Bitwy o Warszawę w 1920 roku. Sprawa, choć przykra, dobrze rokuje dla Wojsk Obrony Terytorialnej. Skoro w Polsce bijemy sojuszników, to co zrobimy wrogom?

Biednemu żołnierzowi pozostaje życzyć szybkiego powrotu do zdrowia. Na dobre wspomnienia z Polski nie ma co liczyć. Ten stan dotyczy zresztą większości mieszkańców Kraju Nadwiślańskiego.

Trędowaci… to znaczy adblockerzy

Antyweb doniósł, że bez mała 2,6 milion Polaków nie ogląda żadnych reklam. Jak wynika z badań, antykapitalistyczną działalność prowadzą głównie mężczyźni w wieku 25-34 lata. To prawdziwy skandal. Nie po to setki tysięcy marketerów wysila się, wymyśla atrakcyjne treści i żarciki, wsparte wysiłkami kolejnych setek tysięcy grafików, żeby jakieś bydlę instalowało sobie adblocka i miało cały ten wysiłek gdzieś.

70% internautów bez telewizora ma zainstalowany adblock. Co to oznacza?

Opublikowany przez Antyweb na 6 grudnia 2017

Co gorsza, o ile może być coś gorszego, ludzie ci nie mają telewizorów! Zatem nie dosyć, że nie mogą oglądać reklam w Internecie, to nie mogą tego robić również w telewizji. Dziwne, że sprawą jeszcze nie zainteresowała się Komisja Europejska, ONZ i ZBOWiD.

Reklamo-wykluczeni to prawdziwi trędowaci naszych czasów. Bez reklam nie są w stanie podejmować racjonalnych decyzji konsumenckich. Sprawa woła o pomstę do nieba, bo bez telewizji nie mogą oglądać tefałenowskiego infotainmentu (o TVPiS nie wspominam, bo i tak rzadko kto ogląda). Istnieją poważne obawy, że nie wiedzą nic o samobieżnych ciężarówkach rozjeżdżających niewinnych ludzi, zamachu PiS na wszystko (na reklamę też przyjdzie czas) lub akcji wsparcia Mateusza Kijowskiego.

Być może należy ustawowo zmusić każdego Polaka, aby przynajmniej godzinę dziennie oglądał reklamy i dwie godziny telewizję, co łatwo połączyć jeśli będzie się oglądać Polsat. Każdego, kto się nie podporządkuje, karnie wyśle się na „sesję coachingową”. Po odbyciu takiej kary każdy wyłączy tego cholernego adblocka.

Odszedł Czarny Roman

Kolejna przykra wiadomość to fakt, że na tym „łez padole” nie ma z nami już Czarnego Romana. Każdy, kto mieszka lub bywa w Warszawie kojarzy wysokiego mężczyznę, zawsze ubranego na czarno, spacerującego po ulicach od Krakowskiego Przedmieścia po “patelnię” przy metrze Centrum. Czarny Roman, zwany dla niepoznaki również Czarnym Jankiem, był miejską legendą i stałym bywalcem warszawskich kawiarni, gdzie przekazywał zagonionym i zapracowanym ludziom swe mądrości i niepokojące wieszczby. Nazywano go również nieśmiertelnym i szamanem, ale w odróżnieniu od ojca Bashobory nie wskrzeszał umarłych i nie dokonywał cudów na Stadionie Narodowym. Warszawa nie będzie taka sama bez Romana. Cześć jego pamięci!

Myślałem że ten dzień nigdy nie nadejdzie . Czarny Roman książe warszawskiego streetu i człowiek kosmosu , nasz szaman…

Opublikowany przez Cezary Ciszewski na 6 grudnia 2017

#metoo

Prestiżowy „Time” oznajmił swoją decyzję na temat człowieka roku 2017. W tym roku, dla odmiany, człowiek roku jest w liczbie mnogiej. Chodzi o wszystkich tych, którzy przerwali milczenie w kwestii molestowania seksualnego. Akcja #metoo, jak opisuje to redaktor naczelny, to najszybciej zachodząca zmiana społeczna od dekad.

Nie pozostaje nic innego jak tylko bić brawo tym wszystkim kobietom (i mężczyznom), które zdecydowały się wyjść z cienia i mówić głośno o molestowaniu, gwałtach i wymuszaniu stosunku. Sprawa jest ze wszech miar obrzydliwa, stąd wyrazy szacunku dla wszystkich odważnych, którzy zdecydowali się o tym mówić.

A teraz mały quiz: akcja #metoo rozpoczęła się po:

  1. Pamiętnym Sylwestrze w Kolonii, tuszowanym przez niemiecki aparat propagandy?
  2. Zbiorowym gwałcie w Rimini?
  3. Gwałtach w ośrodkach dla imigrantów, w tym na dzieciach?
  4. Zbiorowym gwałcie na aktywistce, która chciała go zatuszować, żeby nie szkodzić „sprawie”, a po wszystkim napisała zatroskany list do swoich oprawców?
  5. Ujawnieniu, że jakiś podstarzały, wpływowy pan dobierał się do celebrytek, o czym jak się okazuje, całe środowisko bogatych i walczących o prawa kobiet gwiazdeczek Holywoodu wiedziało od lat?

Odpowiedzi można przesyłać na adres redakcji.

Okładka magazynu TIME

Premier Morawiecki

Są jednak i dobre wiadomości. Być może rekonstrukcja rządu, trwająca już dwa miesiące z hakiem, wreszcie się dokona. Premier Beata Szydło złożyła rezygnację, ale jej miejsca nie zajmie Naczelnik Kaczyński. Na stole pojawił się nowy kandydat, czyli wicepremier Mateusz Morawiecki.

Fakt, że to nie podły Kaczafii przejmie fotel Prezesa Rady Ministrów ucieszył wszystkich, z wyjątkiem Platformy Obywatelskiej. Grzegorz „zniszczę cię” Schettino musi być naprawdę nieszczęśliwy. Przy takim wariancie nie da się postawić prezesa przed Trybunałem Stanu, co prawie się udało w poprzedniej kadencji, gdyby nie to, że nie było za co.

Premier Morawiecki ma też parę zalet, a najważniejszą z nich jest to, że nie jest z PiS-u i nie jest Kaczyńskim. Co prawda mnie również cechują te niewątpliwe zalety, ale moje nazwisko jeszcze nigdy nie pojawiło się w karuzeli potencjalnych premierów – co uznaję za przeoczenie i cierpliwie czekam, aż sprawa się wyjaśni.

Jakub Napoleon Gajdziński
Jakub Napoleon Gajdziński
Rocznik 87, absolwent politologii, historii i dziennikarstwa. Dużo podróżuje, kocha koty i dobre piwo. Tego ostatniego nigdy nie odmawia.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Ekolodzy pod specjalnym nadzorem. Gdzie aktywiści z Puszczy Białowieskiej ukryli żyletki?

Jakież było zdziwienie policjantów, gdy okazało się, że w pochwach i odbytach ekologów, którzy 9 listopada protestowali przeciwko dewastacji Puszczy Białowieskiej, nie ma ani jednej żyletki. Do dziś zachodzą w głowę, gdzie zdemoralizowani ekowichrzyciele ukryli te niebezpieczne przedmioty.
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
2 grudnia 2017
CZYTAJ WIĘCEJ