Prawo chroni karpie tak samo jak psy i koty

Pamiętajmy o tym w szale świątecznych zakupów
6 minut czytania
1504
0
Asja Michnicka
Asja Michnicka
20 grudnia 2017

Jak co roku zwolennicy żywego karpia pluskającego się (a raczej duszącego się) w domowej wannie spierają się z obrońcami zwierząt, którzy najchętniej całkowicie zakazaliby sprzedaży żywych ryb. Co na to prawo, jakie czekają nas zmiany i czy tradycja usprawiedliwia cierpienie zwierząt?

Pojawiają się w supermarketach tuż przed świętami. Żywe karpie, przetrzymywane w za małych pojemnikach, z niewystarczającą ilością wody, stłoczone i, niejednokrotnie, poranione. Pakowane do foliowych siatek, podduszone, wypuszczane na chwilę do wanny, żeby dzieci miały frajdę (sic!), a na końcu zabijane, niestety często nieumiejętnie, i serwowane na wigilijną kolację. W tej krótkiej opowieści co najmniej kilka rzeczy jest mocno niefajnych, a nawet niezgodnych z prawem.

Ryba to też zwierzę

Tak, wiem, że to dla niektórych (np. tych, którzy uważają, że wegetarianie jedzą ryby) szokująca informacja, ale jestem tego pewna. Co więcej, ryby odczuwają ból, stres i strach. Ich skóra jest niemal tak delikatna jak ludzkie oko. Samo myślenie o tym boli. Przez kilka lat sprzedawcy używali wprawdzie argumentu, że skoro karp może przez pewien czas „oddychać” przez skórę poza środowiskiem wodnym i do tego ma się całkiem nieźle (tylko, że nie) po przeniesieniu go ze sklepu do domu, to znaczy, że można go bez przeszkód wkładać do foliowej siatki bez wody.

Otóż nie można. Fundujemy karpiom przedświąteczną jazdę w postaci podduszenia w plastikach, ogłuszania i, często, cięcia na żywca, bo kto w dzisiejszych czasach potrafi „prawidłowo” zabić rybę. Organizacje prozwierzęce, które walczą o dobrostan karpia, każdego roku w okresie przedświątecznym mają za sobą silne argumenty oraz wyrok Sądu Najwyższego, mówiący o tym, że jeśli zwierzę w danych warunkach przeżyło, to wcale nie znaczy, że nie cierpiało. A cierpienie to znamię przestępstwa znęcania się nad zwierzęciem.

Ryby odczuwają ból, stres i strach. Ich skóra jest niemal tak delikatna jak ludzkie oko

Przełomowy wyrok dla karpia

W grudniu 2016 roku Sąd Najwyższy wydał wyrok o przełomowym znaczeniu dla ochrony karpi przed niehumanitarnym traktowaniem. – Przełomowy dlatego, że, mówiąc najprościej, obala dotychczasowe błędne przekonania dotyczące ochrony tych ryb. Wcześniej sprawy związane ze znęcaniem nad karpiami były w większości umarzane, praktycznie nie dochodziły nawet do etapu sądowego – tłumaczy Karolina Kuszlewicz, adwokatka, która reprezentowała jedną z organizacji pozarządowych we wspomnianej sprawie w Sądzie Najwyższym.

Trwało to przez lata i było spowodowane wybiórczym i niekonsekwentnym szacunkiem człowieka do zwierząt, co miało odzwierciedlenie w prawie. O ile bowiem nauczyliśmy się już względnie jako społeczeństwo, że psy i koty zasługują na dobre traktowanie i opiekę, o tyle mamy ogromny problem z rozszerzeniem tej refleksji na inne zwierzęta, np. zwierzęta hodowlane, laboratoryjne, dzikie, a także zwierzęta wodne. Im bardziej odległa jest człowiekowi dana grupa zwierząt, tym mniejsza wola do ich ochrony. I tu wchodzimy już bezpośrednio na grunt prawa – ponieważ ochrona polega zarówno na brzmieniu samych przepisów, jak i na ich egzekwowaniu. Co zatem z tego, że karpie jako zwierzęta kręgowe podlegają od lat ochronie ustawowej (dokładnie na tych samych zasadach, co nasze ulubione psy), skoro prawo to praktycznie nie było stosowane do tych ryb?

Wyrok Sądu Najwyższego może radykalnie zmienić dotychczasową sytuację i sprawić, że za kilka lat nie będzie możliwe kupienie żywego karpia.

Widzisz karpia, któremu dzieje się krzywda? Dzwoń na policję

Co zatem my, jako konsumenci i konsumentki, możemy zrobić, gdy widzimy, że sprzedawcy ewidentnie łamią prawo, przetrzymując karpie w nieodpowiednich warunkach? Na szczęście prawo jest po naszej stronie, choć będziemy musieli trochę zaangażować się w sprawę.

Jeśli widzimy, że karpie są stłoczone, nie mogą się ruszać, są bez wody lub mają jej zdecydowanie za mało, są pakowane do reklamówek bez wody, w szczególności zawiązywanych, łapane rękoma w okolicach skrzeli, poranione albo w inny sposób cierpią – to wskazówka, że zachodzi podejrzenie popełnienia przestępstwa znęcania nad zwierzętami – mówi Karolina Kuszlewicz.

Wówczas mamy prawo, ale też kodeksowy obowiązek, zgłoszenia takiej sytuacji organom ścigania, czyli dzwonimy na 112 i zawiadamiamy policję. Pamiętajmy, że to ustawa o ochronie zwierząt jest prawem powszechnie obowiązującym i wszelkie przyjęte podczas sprzedaży praktyki, zwyczaje czy instrukcje powinny być z nią zgodne. Sprawy dotyczące łamania prawa wobec karpi nie są jednak łatwe z powodu utrwalanych przez lata stereotypów myślowych, np. błędnego uznawania, że karp nie jest zdolny do odczuwania cierpienia. Na moim blogu www.wimieniuzwierzat.com znajdują się „Paragrafy dla karpia – praktyczny przewodnik”, który mówi jak krok po kroku ocenić sytuację pod kątem łamania prawa i na jakie przepisy się powołać, żeby działać. Pamiętajmy również, że sam fakt sprzedaży żywych ryb nie jest równoznaczny z popełnieniem przestępstwa. Ustawowo zakazane jest jednak postępowanie z karpiami, które powoduje ich ból lub cierpienie, dlatego każdą konkretną sytuację powinniśmy odnieść do przepisów ustawy. One nie są skomplikowane i zachęcam do ich lektury. Chcę powiedzieć, że to bardzo ważne, byśmy jako społeczeństwo reagowali na naruszanie prawa, bo w ten sposób budujemy kulturę i świadomość prawną. Obojętność wobec przestępstw przemocowych, nie tylko wobec zwierząt, jest przyzwoleniem na łamanie prawa.  Gdyby 8 lat temu pewna mała organizacja pozarządowa nie podjęłaby interwencji w sprawie karpi, nie byłoby dziś wyroku Sądu Najwyższego o dużym znaczeniu dla ochrony tych ryb. Wiem również, że ta pierwsza reakcja często odbywa się w nieprzyjaznych warunkach, ale trzeba pamiętać, że prawo chroni karpie tak, jak wszystkie inne zwierzęta kręgowe. Jednocześnie tradycja (która de facto nie jest świąteczną tradycją, a spuścizną PRL-u) nie zwalnia z odpowiedzialności karnej za przestępstwo znęcania nad zwierzętami.

Widzisz karpia, któremu dzieje się krzywda? Dzwoń na policję

Kilka praktycznych wskazówek

Jakie więc kroki musimy podjąć, aby zajęto się niehumanitarnym przetrzymywaniem ryb w sklepie? Po pierwsze oceńmy sytuację i sprawdźmy, czy mamy dowody na nasze podejrzenia. Kamery sklepowe, własne nagranie, świadkowie zdarzenia – to wszystko nam się przyda. Następnie dzwonimy na policję i powołujemy się na wyżej wspomnianą ustawę o ochronie zwierząt. Czekamy na przyjazd policji, przedstawiamy sprawę i przekazujemy swoje materiały. Składamy zeznania lub umawiamy się na ich złożenie. Dobrze jest dodatkowo zawiadomić organizację pozarządową zajmującą się prawami zwierząt, taką jak Klub Gaja, Fundacja Międzynarodowy Ruch Na Rzecz Zwierząt Viva! czy CIWF. Po kilku dniach warto wrócić też w to samo miejsce i sprawdzić, czy dalej łamane jest prawo.

Co dalej w sprawie karpia?

W Sejmie jest już złożony projekt nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, który znany jest nam głównie z głośnego zakazu hodowli zwierząt na futra. Tymczasem są w niej także zapisy dotyczące ryb. Jak wyjaśnia Karolina Kuszlewicz: – Jeśli chodzi o art. 6 ust. 2 pkt 18 to jego intencje są słuszne, ale wymaga on jeszcze pewnej korekty. Wskazuje, że ryby mają być w ilości wody umożliwiającej im oddychanie i zapewniającej dobrostan. Biorąc pod uwagę wieloletnie spory co do interpretacji prawa wobec karpi, uważam, że przepis musi być maksymalnie precyzyjny, tzn. powinien wskazywać na ilość wody, umożliwiającą oddychanie, pełne zanurzenie ryby i zachowanie naturalnej pozycji. Tak więc sporo pracy jeszcze przed nami, aby mieć jednoznaczne i klarowne zapisy.

Pamiętajmy, że zwierzęta, a więc i ryby, nie są rzeczami i ustawa wskazuje to wprost. Karpie to istoty czujące i jeśli zaczniemy traktować je dokładnie w ten sam sposób, jak psy, koty czy inne zwierzęta, być może pozwoli nam to nie przejść obojętnie koło stoiska z kontenerem pełnym duszących się ryb.

Wesołych!

Asja Michnicka
Asja Michnicka
Zawodowo zajmuję się szeroko pojętym "słowem", a po godzinach walczę o prawa tych, których głos nie jest słyszany – zwierząt hodowlanych. Opiekuję się dwoma schroniskowymi psami i kotem. Znam wszystkie miejsca w Warszawie, w których podają hummus i falafele. Lubię rodzicielstwo bliskości, chustonoszenie, bycie tu i teraz. Piszę na Mama na roślinach.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz

Zobacz też

Jak zostać aktywistą? „To cecha charakteru” – rozmowa z Cecylią Malik

Aktywista nigdy nie wygrywa w stu procentach, jego sukces ma czasem gorzki smak, a jeśli raz stanął murem za jakąś sprawą, prawdopodobnie już się od niej nie uwolni. – Bo jeśli się powiedziało A, trzeba powiedzieć też B – zaznacza Cecylia Malik, artystka, działaczka społeczna i ekologiczna, która w imię swoich spraw wspinała się na drzewa, przyczepiała sobie motyle skrzydła, pływała samodzielnie skonstruowaną tratwą po Wiśle i karmiła syna… na wyrębie.
Małgorzata Bożek
Małgorzata Bożek
10 grudnia 2017
CZYTAJ WIĘCEJ