Przychodzi lemur do lekarza, a tu lew ma rezonans… Weterynaria wyczynowa?

Ta praca to wieczna przygoda!
11 minut czytania
2390
0
Beata Turska
Beata Turska
13 grudnia 2017
fot. Tomasz Lewandowski/UPWr

Jak usypia się lwa, jak leczy lemura i na co chorują pingwiny? No i skąd skunks ma uraz narciarski? Sprawdźcie sami.

Król Julian to lemur, któremu wypadł dysk. Lew Leo także miał pecha: rąbnął głową w drzewo z takim impetem, że stracił przytomność. Była jeszcze pani Kalinowska, pingwinica zataczająca się jak po paru głębszych, skunks z urazem narciarskim, pies (niejeden) cierpiący na…  zespół łapania much. Nie, to nie jest lista postaci z kreskówki. To pacjenci doktora Marcina Wrzoska, który jest dyplomowanym europejskim specjalistą z zakresu neurologii i neurochirurgii weterynaryjnej. Dziś pracuje w Katedrze Chorób Wewnętrznych Wydziału Medycyny Weterynaryjnej wrocławskiego Uniwersytetu Przyrodniczego.

Doktor Marcin Wrzosek i obolały Król Julian (fot. Tomasz Lewandowski/UPWr)

Beata Turska: Przychodzi lemur do lekarza i… 

Marcin Wrzosek: …i na dzień dobry trochę już wiem o jego problemie, bo zanim tak egzotyczne zwierzę trafi do mnie, jest badane i obserwowane tam, gdzie mieszka, a więc na przykład – jak w przypadku Juliana – w ZOO Safari w Borysewie pod Łodzią. Do nas przyjeżdża ze swoim lekarzem wówczas, gdy pojawią się problemy wymagające konsultacji neurologicznej.

Dlaczego trafia akurat do Wrocławia? 

Z dwóch powodów. Po pierwsze, we wrocławskim Centrum Diagnostyki Eksperymentalnej i Innowacyjnych Technologii Biomedycznych mamy jedną z najnowocześniejszych w Europie pracowni rezonansu magnetycznego, a w niej naszą dumę: wysokopolowy półtorateslowy skaner, który umożliwia naprawdę detaliczne badanie układu nerwowego. To nie wszystko, bo w pracowni neurologicznej Katedry Chorób Wewnętrznych robimy też badania encefalograficzne (ważne dla zwierząt z padaczką i drgawkami), elektromiograficzne (stosowane przy zaburzeniach mięśniowych i neuropatiach), elektroneurograficzne (służące do badania aktywności mięśni, nerwów i korzeni nerwowych), a nawet badanie słuchowych potencjałów wywołanych pnia mózgu (BAER), które jest jedynym wiarygodnym i obiektywnym badaniem słuchu u zwierząt. Mamy tu także mikroskop operacyjny, dzięki któremu można wykonywać wymagające ogromnej precyzji zabiegi neurochirurgiczne nawet u bardzo małych zwierząt oraz doskonałe narzędzia mikrochirurgiczne, dokładnie takie, jakie stosuje się operując ludzi.

A jaki jest drugi powód?  

Mamy już spore doświadczenie. W przypadku zwierząt nie da się na przykład korzystać ze standardowych protokołów badania rezonansem, tak jak się to robi u ludzi. Każdy z naszych pacjentów jest inny, dlatego żeby zaplanować sekwencje, trzeba wiedzieć, jak się za to zabrać. Zwierzę egzotyczne to także wyzwanie anestezjologiczne: inaczej znieczula się lemura albo pingwina, a inaczej lwa. My mamy już wprawę.

W znieczulaniu lwów mają tu już niezłą wprawę… (fot. Tomasz Lewandowski/UPWr)

W przypadku zwierząt przeprowadza się klasyczne badanie neurologiczne, takie ze stukaniem w kolano gumowym młoteczkiem? 

Oczywiście. Od tego zaczynamy. Sprawdzamy odruchy, czucie, funkcjonowanie nerwów czaszkowych, proprocepcję (czyli poczucie ciała w przestrzeni) i wiele innych rzeczy. Ustalamy jakie są deficyty i gdzie jest ich źródło. W mózgu? A jeśli tak, w której jego części? A może w rdzeniu kręgowym? Na jakim odcinku kręgosłupa?  Na tej podstawie decydujemy co dalej. W przypadku lemura z niedowładem nóg spowodowanym wypadnięciem dysku zdecydowaliśmy się na rezonans. Gdy okazało się, że nie da mu się pomóc bez interwencji chirurgicznej –  odbarczenia rdzenia kręgowego – zrobiliśmy też elektromiografię, która pozwala ocenić napięcie mięśniowe i doprecyzować miejsce ucisku. O ile wiem, w Polsce tylko my łączymy te dwie techniki przed interwencją neurochirurgiczną.

A jaki problem miał lew, którym się tu zajmowaliście? 

Ale który? Bo badaliśmy ich kilka. Jako pierwsze trafiły do nas 25-30 kilogramowe maluchy – białe lewki z wrodzonym przerostem kości czaszki, które uciskały mózg i przez to powodowały poważne problemy z chodzeniem. Badaliśmy także mojego ulubieńca, Leona z Borysewa, który uderzył głową w pień tak mocno, że stracił przytomność, a później miał problemy z koordynacją. Żeby sprawdzić na jakim odcinku układu nerwowego doszło do uszkodzenia, zrobiliśmy mu rezonans. Zbadanie ważącego 170 kilo zwierzęcia wymagało współpracy mnóstwa ludzi. Muszę przyznać, że zespół sprawdził się na 100 procent.

…w robieniu im rezonansu również (fot. Tomasz Lewandowski/UPWr)

Baliście się? 

Nie, bo lew spał w trakcie badania. Gdyby się jednak ocknął, z pewnością zrobiłby spore wrażenie. Gdy kiedyś ryknął jeden z maluchów, włosy stanęły nam dęba, a Leo jest przecież potężny! Inna sprawa, że jest oswojony: gdy odwiedzam w ZOO, nadstawia ucho, żebym go na przywitanie podrapał.

Jakie jeszcze zwierzęta bywały w Pana gabinecie? 

Najróżniejsze. Niedawno konsultowałem pacjentkę dr. Tomasza Piaseckiego, specjalisty zwierząt egzotycznych – małpkę kapucynkę. Matka pogryzła ją tak mocno, że uszkodziła jej czaszkę, a w ranie było widać tkankę mózgową. Badałem też skunksa z naderwanym więzadłem krzyżowym (a więc typowym urazem narciarskim), niedźwiedzia z padaczką, pingwinicę – panią Kalinowską z przekrzywioną główką, niedowładem skrzydła i problemami z chodzeniem. W jej przypadku diagnoza była ważna dla całego stada: zaburzenia neurologiczne bywają nie tylko skutkiem urazu, ale i infekcji, która mogłaby się rozprzestrzenić.

Każda grupa zwierząt ma swoje specyficzne choroby? 

Tak. Jeśli na przykład trafia do mnie owca, która ma oczopląs, zaburzenia równowagi i przekrzywioną w prawo głowę, wiem, że źródłem takich objawów są zmiany w pniu mózgu. Najczęstszą przyczyną takich zmian u owiec jest choroba bakteryjna: zakażenie Listerią moncytogenes albo ropień mózgu. Inne opcje także wchodzą w grę, jednak są o wiele mniej prawdopodobne. Podobnie jest w przypadku innych gatunków czy nawet grup zwierząt. Inne problemy mają np. przeżuwacze, a inne drapieżniki.

Doktor Wrzosek z sympatyczną pacjentką (fot. Tomasz Lewandowski/UPWr)

A z jakimi objawami trafiają do pana psy? 

Najczęściej z drgawkami padaczkowymi, niedowładami, porażeniami i zaburzeniami błędnika. Każdy z tych objawów może mieć mnóstwo różnych przyczyn (można je wymieniać cały dzień: wada wrodzona, uraz, infekcja, encefalopatia metaboliczna itd.), a my musimy odnaleźć tę właściwą. Niektóre choroby są przekleństwem poszczególnych ras, na przykład dyskopatia u jamników albo padaczka u goldenów i labradorów… Potrafimy sobie z tym radzić. O wiele większym wyzwaniem są choroby rzadkie, na przykład fly-catching czy fly-biting, czyli zespół łapania much

Brzmi niepoważnie… 

To prawda, ale bywa bardzo uciążliwy. Zzdarza się, że pies łapie nieistniejące muchy w dzień i w nocy, nieustannie kłapie zębami, poluje. Jest tym wszystkim tak zaabsorbowany, że nie reaguje na otoczenie i doprowadza właściciela do szaleństwa, a nawet decyzji o eutanazji zwierzęcia.  Po badaniach przeprowadzonych wspólnie ze specjalistami z Wiednia i Helsinek wiemy już, jak takim kompulsywnym myśliwym pomagać. Teraz zajmujemy się idiopatycznym drżeniem głowy (head bobbing), które przytrafia się bardzo obecnie popularnym buldożkom francuskim.

 

Król Julian (fot. Tomasz Lewandowski/UPWr)

Co by Pan poradził właścicielowi zwierzęcia, niekoniecznie egzotycznego, z którym dzieje się coś niepokojącego? 

Żeby je podczas ataku sfilmował, choćby komórką. Oglądam taki filmik jakbym odhaczał checklistę. Piloerekcja, czyli podniesienie włosa? Jest. Mydriaza, czyli rozszerzenie źrenic? Nie ma. Ślinotok? Obecny. Takich objawów jest o wiele więcej, mogą być jedno- lub obustronne, spektakularne lub bardzo subtelne. Dlatego film – choć oczywiście nie zastąpi badania klinicznego – jest dla mnie kopalnią informacji, dostępnych także wówczas, gdy atak mija i zwierzę wygląda tak, jakby nic się nie wydarzyło.

Dlaczego warto szukać pomocy u specjalistów, skoro przez lata wystarczał jeden weterynarz, który zajmował się wszystkim, od szczepień po operacje? 

Medycyna weterynaryjna bardzo się rozwinęła. We wrocławskiej Katedrze Chorób Wewnętrznych mamy świetnych specjalistów z zakresu kardiologii, onkologii, gastroenterologii, stomatologii, nefrologii, dermatologii, dietetyki i rehabilitacji, którzy mogą pomóc nawet wówczas, gdy inni lekarze rozkładają ręce. Zwierzętom wszczepia się dziś rozruszniki serca, robi się im dializy, można przeprowadzać bardzo skomplikowane zabiegi i zaawansowane badania.

Wymagający pacjent… (fot. Tomasz Lewandowski/UPWr)

Moja dziedzina także rozwija się w niebywałym tempie. Operujemy u zwierząt torbiele rdzenia kręgowego. Usuwamy guzy nowotworowe mózgowia. Stabilizujemy kręgosłupy przy pomocy takich samych implantów, jakie stosuje się u ludzi. To ogromny, wręcz nieprawdopodobny postęp. Gdy zaledwie kilkanaście lat temu kończyłem studia, miałem tylko jeden wykład dotyczący neurologii. Dotyczył padaczki i porażeń.  Był doskonały, ale tylko jeden…

Beata Turska
Beata Turska
Dziennikarka, redaktorka i nie tylko. Matka nastolatka, który wie wszystko najlepiej. Od niedawna tropicielka tanich biletów do Wszędzie, a od zawsze - zbieraczka osobliwości i kuriozalnych coverów. Ozdobą jej kolekcji jest "Paint it black" Rolling Stonesów w wykonaniu Karela Gotta - po niemiecku. Kocha Indie, nie potrafi żyć bez kawy, gadania i psów.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.