SNL Polska, dziękuję – śmiałam się w głos

Twórcze wrzenie w polskiej komedii
4 minuty czytania
599
8
Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska
6 grudnia 2017
fot. materiały prasowe

Przeszczepianie na polski grunt anglosaskich form komediowych nie jest łatwe i rzadko się udaje. Jako wieloletnia fanka amerykańskiego klasyka „Saturday Night Live” zabierałam się więc do obejrzenia polskiej edycji z pewną taką nieśmiałością. Na szczęście czekało mnie miłe zaskoczenie: SNL Polska daje radę! I pozwala żywić nadzieję, że wychodzimy z epoki słabego kabareciarstwa.

Może kwestia niskich oczekiwań jest kluczowa, bo widziałam już kilka miażdżących recenzji polskiego SNL-a. Jednak prawda jest taka, że występy polskich satyryków rzadko prowokują mnie do tego, by śmiać się w głos, a tutaj zdarzyło się to co najmniej dwa razy (skecz o Ryszardzie Petru i znakomity Weekend update mam za najjaśniejsze strony pierwszego odcinka serii). Mają więc u mnie pewien kredycik za ten start.

Oryginał jest lepszy

Nie wiem czy jest sens porównywać ten jeden odcinek do amerykańskiej wersji, za którą stoi ponad 40 lat tradycji i bardzo długa lista talentów. Właściwie wszystkie gwiazdy tamtejszej komedii z ostatnich czterech dekad o SNL-a przynajmniej się otarły, wiele dzięki temu programowi osiągnęło sławę. Jednak polskiej ekipie udało się zachować dwie bardzo ważne cechy amerykańskiego show: aktualność i luz.

W skeczach znalazły się wszystkie ostatnie bieżączki: od afer związanych z molestowaniem, przez losowanie drużyn na mistrzostwa świata w piłce nożnej po kwestie polityczne (choć ujarany Jarek z potulną Beatą w otwierającej scence akurat wypadli bardzo blado, jak kserokopia „Ucha prezesa”). Natomiast brak spięcia dupy (to oraz inne słowa brzydkie latają w programie swobodnie, ale bez chęci epatowania, co też liczę mu na plus) widać było wyraźnie i to nawet mimo wynikających z tremy kiksów – program wszak jak jego amerykański pierwowzór grany jest na żywo.

Prowadzący (zaszczytna funkcja, o którą za oceanem aktorzy zabiegają niekiedy latami) Piotr Adamczyk porzucił swój styl grzecznego chłopczyka i zupełnie szczerze się wygłupiał – widać było, że grając taksiarza w skeczu o Uberze bawi się znakomicie. A wspomniane kiksy to wszak jeden z uroków tego formatu – Will Ferrell wyznał kiedyś, że zdarzało im się pisać skecze, których jedynym celem było sprawienie, by Jimmy Fallon nie wytrzymał w trakcie i wybuchnął śmiechem. Zdarzało mu się to  bowiem regularnie i nierzadko ratowało przeciętny numer. Tak, w amerykańskim SNL-u było zawsze sporo nieudanych żartów. Taka uroda żywej komedii.

Nie tylko stand-up

No właśnie, komedia żywa, zmienna, bazująca na improwizacji i refleksie, to zaprzeczenia kabaretowych „programów” ogrywanych do porzygania. Trzeba powiedzieć, że po chudych komediowych latach widać prawdziwe ożywienie: mamy już nawet kilku stand-uperów, których daje się oglądać bez poczucia zażenowania. No dobrze, ja wytrzymuję tylko Jaśka Borowskiego, ale uznajmy, że jestem dziwna. Gdy jednak człowiek wspomni początki polskiego stand-upu („HBO na stojaka” – pamiętamy! Niestety.), to naprawdę widać, że przeszliśmy długą drogę. I coś zaczęło na poboczu, na tej nieprzychylnej ziemi kiełkować.

Jako odbiorcę komedii cieszy mnie, że rodzimi twórcy eksperymentują z różnymi formami, nawet jeśli nie wszystko się udaje. Nieudanym eksperymentem okazał się na przykład show „Make Poland Great Again” komediowego duetu blogerów „Make life harder”. Autorzy naprawdę prześmiesznych tekstów polegli jako wykonawcy tychże. Umiejętności aktorskie to zupełnie inna rzecz, niż umiejętność bawienia słowem pisanym, po prostu.

Z kolei eksperymentem zaskakująco udanym okazała się polityczna parodia w postaci „Ucha prezesa”. Wiadomo, są odcinki lepsze i gorsze, żarty śmieszniejsze i mniej śmieszne, podobnie jak poszczególne kreacje i wcielenia, ale zarówno sama koncepcja jak i wykonanie aktorskie zasługują na słowa dużego uznania. Robert Górski, który przez lata współtworzył jeden z czołowych polskich kabaretów, pokazuje, że jest wreszcie jakieś twórcze wrzenie w tej dziedzinie sztuki.

To, że coś się dzieje i zmienia , to także zasługa platformy Showmax, która z „Ucha” i „SNL Polska” czyni swoje okręty flagowe. Podoba mi się taka strategia zaistnienia na naszym rynku, która polega na wspieraniu lokalnych produkcji. Mam wrażenie, że na zmieniającym się rynku rozrywki telewizyjnej (która coraz częściej powstaje z dala od stacji telewizyjnych) powoli robi się miejsce na rzeczy skierowane niekoniecznie do tego najbardziej masowego, biesiadnego odbiorcy. Może Showmax lub jakiś jego konkurent, podchwyci więc ideę, którą próbowała wcielić w życie kilka lat temu jedna z dużych stacji telewizyjnych, ale poległa na tym projekcie.

Otóż  był pomysł, by stworzyć polską wersję króla komedii improwizowanej, programu „Whose Line Is It Anyway”. Kilka lat temu nie było kim go tworzyć, mówiąc brutalnie. Kiedy patrzę na utalentowaną grupkę z polskiego SNL-a (Sebastian Stankiewicz i Kamil Pruban kradną mi serce), to naprawdę zaczynam wierzyć, że zobaczę kiedyś piękny improv w kraju nad Wisłą.

Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska
Od ponad dziesięciu lat "robi w słowie" jako dziennikarka, blogerka, felietonistka. Była redaktor naczelną internetowego serwisu dla kobiet Foch.pl i współzałożycielką BACHORA, humorystycznego magazynu dla sfrustrowanych rodziców. Ma za sobą pracę w prasie papierowej (m.in. Dziennik, Przekrój, Machina), ale bez trudu przeniosła się do internetu i tu czuje się u siebie. Nałogowo ogląda seriale, tłumaczy gry i komiksy, uwielbia przeprowadzać wywiady (i nienawidzi ich potem spisywać). Zwierzę miejskie, matka dzieciom (sztuk dwie) i fanka Davida Bowiego.
Put on your red shoes and dance the blues.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Program duetu Make Life Harder: trochę Tadeusz Drozda, ale jest potencjał

Do programu „Make Poland Great Again”, który produkuje Gazeta.pl wespół z autorami MLH, podeszłam, licząc, że nie będzie to kolejny kabaret, których fanką nie jestem, ale program, gdzie absurd będzie się mieszał z groteską, czarny humor z pojazdami roku, a błyskotliwe teksty walić mnie będą po mordzie.
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
5 września 2017
CZYTAJ WIĘCEJ