Z książki w rzeczywistość. Sherlock Holmes – fikcyjny bohater z prawdziwą sekretarką

Detektyw wiecznie żywy
9 minut czytania
298
0
Magdalena Krawczak
Magdalena Krawczak
1 grudnia 2017

Sherlock Holmes to nie pierwszy i nie ostatni, ale prawdopodobnie najpopularniejszy bohater literacki, trudniący się profesją detektywa. Do takiego wniosku może doprowadzić chociażby fakt, jak wiele listów przez lata dostawał (i wciąż dostaje) ten mistrz dedukcji z wiktoriańskiego Londynu.

Wśród fanów tego nietuzinkowego bohatera są bowiem i tacy, którzy wolą widzieć w słynnym detektywie nie wiązkę literackich motywów, ale osobę z krwi i kości – tylko z jakiegoś powodu odmalowaną słowami na kartach książek. Być może pewien udział w takim pojmowaniu sprawy ma i to, że owe powieści i opowiadania mają formę zapisków prowadzonych przez doktora Watsona, współpracownika i przyjaciela Holmesa. Nie znaczy to jednak, że pewną część czytelników należy uznawać za naiwniaków, którzy nie odróżniają beletrystyki od literatury faktu – wypada raczej widzieć w nich ludzi bardzo zauroczonych wykreowaną przez Conan Doyle’a postacią. Bo i jak nie zachwycać się geniuszem, który błyskawicznie wyciąga słuszne wnioski i zawsze z powodzeniem rozwiązuje najbardziej tajemnicze zagadki?

Niepokonany idol

Artur Conan Doyle uczynił Sherlocka Holmesa bohaterem czterech powieści i szeregu opowiadań. Mimo świetnego przyjęcia ze strony odbiorców, pisarz chciał w pewnym momencie zakończyć snucie przedłużającej opowieści, która wydawała mu się niezbyt poważna i zająć się tworzeniem powieści historycznych. W opublikowanym w grudniu 1893 roku opowiadaniu („The Final Problem”) opisał scenę decydującej konfrontacji Holmesa i jego najgroźniejszego antagonisty, jakim był James Moriarty. Tekst sugerował, że genialny detektyw stracił życie podczas potyczki stoczonej nad wodospadem: to miało w zamyśle Conan Doyle’a ukrócić apetyty czytelników i przynieść mu wytchnienie od pisania o tej postaci. Stało się jednak zupełnie odwrotnie – zrezygnowany pisarz uległ w końcu naciskom męczących go fanów i kontynuował pisanie opowiadań o Holmesie, który rzekomo jedynie sfingował własną śmierć.

Tabliczka upamiętniająca wypadek Sherlocka (fot. Leonard Zhukovsky/Shutterstock.com)

W pobliżu szwajcarskiego wodospadu Reichenbach fikcyjny wypadek Holmesa upamiętnia okolicznościowa tabliczka, podkreślająca wagę daty 4 maja 1891 roku. Dla fanów detektywa owa data bywa pretekstem do organizowania okolicznościowych zjazdów. Stale nie brak też chętnych do podejmowania szerzej zakrojonej, specyficznej gry zwanej Holmesian Speculation lub Sherlockian Game – polegającej właśnie na tym, by traktować Holmesa i Watsona jako realnych ludzi, a w związku z tym uzupełniać luki w ich życiorysach – spekulować, bazując na treści książek i tle historycznym końca XIX wieku. Stykając się z efektami takich wysiłków, faktycznie można odnieść wrażenie, że mowa o prawdziwej osobie.

Baker Street 221B

Niewątpliwie jedną z informacji budujących wiedzę fanów na temat ich ulubionego detektywa, stanowi adres domu, w którym mieszkał i przyjmował zleceniodawców. Opisując tę lokalizację jako Baker Street 221B, Conan Doyle pisał o zmyślonym adresie – pod koniec XIX wieku owa ulica liczyła sobie o ponad połowę mniej numerów. Sytuacja zmieniła się diametralnie w latach 30. XX wieku, kiedy przyszła pora na pewne zmiany administracyjne a także wznoszenie nowych londyńskich zabudowań. Słynny adres został przypisany do budynku wybudowanego w 1932 roku w pobliżu Regent’s Park – i znalazł się w obrębie gmachów zajmowanych przez bank Abbey National. A skoro słynny literacki adres okazał się jak najbardziej realny, szybko przyniosło to odpowiednie konsekwencje.

Jak się okazało, nie brakowało ludzi, którzy mieli ochotę na napisanie uprzejmego listu z pozdrowieniami dla Sherlocka Holmesa i umieszczenie go w kopercie zaadresowanej na Baker Street 221B. Pracownicy banku początkowo przekazywali owe listy rodzinie Conan Doyle’a, a później dostarczali je do pobliskiej biblioteki. Z czasem stało się jednak jasne, że korespondencja pana Holmesa zaczyna przybierać coraz poważniejsze rozmiary i wypadałoby należycie sprawnie ją obsługiwać. Właściciele banku uznali, że całe zjawisko wymaga opieki kogoś, kto cierpliwie odczyta każdy list i odeśle każdemu nadawcy uprzejmą odpowiedź. Wśród pracowników wiele razy wybierano więc osobę, która zostawała oddelegowana do (dodatkowej) pracy w charakterze sekretarki Sherlocka Holmesa.

Postać słynnego detektywa nadal króluje na Baker Street w Londynie

Nietypowa posada

W listopadzie 1989 roku New York Times opublikował artykuł opowiadający o tym nietypowym zajęciu – przywołując fragmenty wywiadu, jakiego udzieliła pracująca kilka lat na takim stanowisku Nikki Caparn. Z jej opowieści wynika, że listy przychodziły dosłownie z całego świata i że pisali je ludzie w różnym wieku i różnych profesji. Większość listów była faktycznie sposobem na wyrażenie sympatii wobec postaci Holmesa – przesyłki zawierały grzeczne pozdrowienia czy życzenia zdrowia. Znajdowały się jednak wśród nich także i zupełnie poważnie skreślone opowieści: prośby o rady czy rozwiązanie frapujących zagadek. Panna Caparn pamiętała, że znalazł się nawet ktoś, kto poprosił słynnego detektywa o rozwikłanie sprawy Watergate, z kolei ktoś inny chciał uwadze genialnego Holmesa polecić sprawę zabójstwa szwedzkiego premiera z 1986 roku.

Nikki Caparn przyznała, że odpowiadając na listy nigdy nie wyprowadzała z błędu tych nadawców, którzy zdawali się być przekonani o tym, że piszą do realnego Sherlocka. Sekretarka odpowiadała wówczas w imieniu detektywa, jednocześnie używając sformułowań zapisanych w utworach Conan Doyle’a i włożonych w usta Holmesa. W ten sposób usprawiedliwiała między innymi brak odpowiedzi na konkretne pytania czy prośby wystosowywane przez autorów listów. Wykorzystując literackie cytaty potwierdzała, że pan Holmes cieszy się urokami emerytury spędzanej na wsi – przebywa w południowej części hrabstwa Sussex i zajmuje się głównie doglądaniem swojej hodowli pszczół. Dodawała, że detektyw jest oczywiście zachwycony faktem otrzymania listu, ale nadszedł dla niego czas odpoczynku od prowadzenia śledztw, czy choćby udzielania rad.

W udzielonym wywiadzie panna Caparn przyznała, że myśli o własnym przejściu na emeryturę – ponieważ cierpi na brak czasu potrzebnego do tego, by ogarnąć wciąż napływającą korespondencję, a chciałaby wywiązywać się ze swojego zadania należycie. Jak pokazał czas, w kilkanaście lat później stanowisko sekretarki pracującej z ramienia banku zdezaktualizowało się. W 1990 roku przy Baker Street otworzono Muzeum Sherlocka Holmesa, które upatrywało swoje wyłączne prawo do korzystania ze wszystkiego, co wiąże się z tą postacią: włącznie z korzystaniem z adresu detektywa i otrzymywaniem jego poczty. Przez ponad dekadę ciągnęła się sądowa batalia o owe prawa – ostatecznie zakończona przyznaniem muzeum adresu 221B, choć nie jest to zgodne z jego faktycznym umiejscowieniem. Niemniej jednak to tam są teraz dostarczane listy.

Sir Arthur Ignatius Conan Doyle

Korowód przygód

Chociaż ludzi święcie wierzących w realnego Sherlocka Holmesa jest na świecie być może jedynie garstka, ten niesamowicie spostrzegawczy jegomość wciąż „żyje” w świecie popkultury. A jest to życie bardzo bogate i przejawiające się na różne sposoby. Obecnie można bowiem poszerzać grono miłośników Sherlockian Game, chociażby zaczytując się domniemanymi biografiami słynnego detektywa. Można też podziwiać kreatywność twórców, którzy wykorzystują literackie motywy z utworów Conan Doyle’a, by przedstawiać tę postać w zaskakujących nieraz wcieleniach. Zależnie od upodobań, można obecnie być fanem licznych starszych (i bardziej zachowawczych) ekranizacji, które powstawały przez cały XX wiek lub odkrywać bardziej nietuzinkowe wizje perypetii słynnego detektywa, stworzone już w XXI wieku. Najmłodsi, a zarazem najbardziej nietypowi odtwórcy roli Holmesa to obecnie Robert Downey Junior, Benedict Cumberbatch czy Jonny Lee Miller.

Słynny detektyw, który z umiejętności dedukcji uczynił swoją niezawodną broń, mimo upływu lat nie przestaje fascynować. Wiele wskazuje na to, że w masowej wyobraźni Sherlock Holmes będzie żył wiecznie. A skrzynka na listy przy Baker Street (wbrew rozsądkowi) wciąż będzie pełna.

Magdalena Krawczak
Magdalena Krawczak
Z wykształcenia polonistka i krytyk literacki: przez zamiłowanie do pracy ze słowami i odkrywania opowieści wszędzie tam, gdzie to możliwe. Na co dzień redaguje i poprawia cudze, ale przede wszystkim tworzy własne teksty, nie stroniąc od wyzwań i eksperymentów. Z drobnych zapisków złożyła także autorski tomik poetycki "Ze zzieleniałymi oczami". Miłośniczka wielu oblicz sztuki, także tej użytkowej - w wolnych chwilach zamiast słów poskramia różnego rodzaju nitki.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Kultura

Zagadki na Baker Street i bal w Spaso House. Domy znane z książek i filmów

Ogromna posiadłość Wielkiego Gatsby’ego, uroczy apartament Amelii Poulain, pałacyk, w którym odbył się bal z „Mistrza i Małgorzaty”, zamek Drakuli, szkoła Harry'ego Pottera, kamienica Sherlocka Holmesa – któż nie chciałby choć przez chwilę pobyć w miejscach tak bliskich ulubionym bohaterom?
Michał Fajtek
Michał Fajtek
11 maja 2017
CZYTAJ WIĘCEJ

Popularne