Zwrot w sprawie „skóry”. Wojna prokuratury z sądem

Czy mamy "polskiego O.J. Simpsona?
5 minut czytania
1015
0
Michał Piasecki
Michał Piasecki
6 grudnia 2017

Sprawa Roberta J. nabiera rumieńców. Okazuje się, że zebrane dowody są, delikatnie mówiąc, wątpliwej jakości i świeżości. By ratować śledztwo, prokuratura posunęła się do przesłuchania w charakterze świadka… sędziego, który miał decydować o dalszym areszcie domniemanego „kuśnierza”.

52-letni Robert J. jest podejrzany o makabryczną zbrodnię na studentce w Krakowie, do której doszło 19 lat temu. Szerzej pisałem o tej sprawie tutaj. Został zatrzymany na początku października, choć niemal od samego początku był głównym podejrzanym. Sprawa „skóry” i krakowskiego Buffalo Billa to jedna z najbardziej tajemniczych zbrodni w historii współczesnej Polski. Do jej wyjaśnienia powołano słynne policyjne Archiwum X, które działa przy małopolskiej komendzie. Dlatego zatrzymanie Roberta J. zelektryzowało opinię publiczną. Śledczy przekonują, że mają dość materiału, by udowodnić mu winę. Jednak najnowsze wydarzenia pozwalają sądzić, że wcale nie będzie to takie proste i możemy mieć do czynienia z „polską sprawą O.J. Simpsona”.

„N” – Szczególnie niebezpieczny więzień

52-latek z krakowskiego Kazimierza – który w opinii sąsiadów, policji i części biegłych jest chory psychicznie – ma być odpowiedzialny za porwanie, torturowanie, oskórowanie i poćwiartowanie Katarzyny Z., studentki religioznawstwa UJ. Specjalna komórka śledcza policji od lat próbowała znaleźć mocne dowody na jego udział w zbrodni. Pomocy szukano m.in. w FBI, u jasnowidzów czy spowiadających Roberta J. zakonników.

Gdy wreszcie doprowadzono do jego zatrzymania, a sąd przychylił się do wniosku prokuratora o trzymiesięczny areszt, powszechnie uznano, że w sprawie na reszcie pojawił się decydujący dowód. Tym bardziej, że biegli po wstępnym badaniu orzekli u Roberta J. zaburzenia psychiczne, a komisja penitencjarna przy areszcie przy ul. Montelupich w Krakowie uznała go za „eNke”, czyli więźnia o statusie „szczególnie niebezpiecznego”.

Tymczasem teraz okazuje się, że zebrany materiał dowodowy budzi spore wątpliwości, a areszt dla „dziwaka z Kazimierza” mógł okazać się decyzją pochopną.

Sędzia zna świadków

Zaraz po aresztowaniu pełnomocnik Roberta J., mecenas Łukasz Chojniak, złożył zażalenie na decyzję sądu. Formalnie areszt ma potrwać co najmniej do 2 stycznia 2018 r. Chyba, że sąd zmieni zdanie. Wtedy 52-latek zostanie natychmiast wypuszczony na wolność. Sprawę miał prowadzić sędzia Wojciech Maczuga. Ale nie poprowadzi, bo na wniosek prokuratury, po wstępnym posiedzeniu, został wyłączony ze sprawy. – To zaskakująca decyzja – przyznaje Chojniak.

Szczegóły odwołania sędziego nie są znane. Wiadomo jedynie, że doszło do niego niedługo po pierwszy posiedzeniu ws. zażalenia na areszt Roberta J. Sędzia Maczuga, ku zaskoczeniu uczestników posiedzenia, oświadczył, że osobiście zna część osób przesłuchiwanych w sprawie w charakterze świadków. Nieoficjalnie chodzi o znajomych z treningów sztuk walki, na które uczęszczał swojego czasu także Robert J.

Przesłuchanie sędziego

Prokuratura natychmiast zawnioskowała o odwołanie sędziego, ale co znacznie bardziej zaskakujące, kilka dni później wezwała Maczugę do złożenia zeznań w charakterze świadka. O sprawie poinformowała „Gazeta Wyborcza”. Co ważne, chodzi o tę samą prokuraturę, która prowadzi śledztwo przeciwko podejrzanemu i wnioskowała o jego areszt. Środowisko sędziów jest oburzone takim postępowaniem i „bezczelnością” śledczych.

Co ciekawe, podczas tego posiedzenia sąd przychylił się do wniosku prokuratury o wyłączenie jawności posiedzenia. Dziennikarze musieli opuścić salę, choć przeciwny był temu obrońca Roberta J. Jego zdaniem nie było możliwości, by na tym etapie zostały ujawnione szczegóły, które mogą zaszkodzić toczącemu się śledztwu. Sąd pozostał niewzruszony.

Wariograf, kute tynki i ślady DNA

Tymczasem, zdaniem prawników, to wyjątkowa i bardzo rzadko spotykana w polskiej rzeczywistości sądowej sytuacja. Z jednej strony należy odczytywać ją, jako pokaz siły i bezpardonowe wywieranie presji, a z drugiej – jako jasny sygnał, że materiał dowodowy w sprawie wcale nie jest taki mocny, jak przypuszczano. Potwierdzają to niezwykle ciekawe przecieki z prokuratury i sądu, które ujawnili dziennikarze śledczy RMF FM.

Wynika z nich jednoznacznie, że śledczy mają bardzo słabe materiały dowodowe, a co ważniejsze, żadnych nowych, choć po zatrzymaniu Roberta J. jego mieszkanie zostało dosłownie rozebrane na części. Śledczy skuli w nim tynki i podłogi oraz wywieźli do analiz laboratoryjnych wszystkie rzeczy aresztowanego. Nie znaleziono jednak ani cienia śladów biologicznych Katarzyny Z. Co ciekawe, demolkę mieszkania przy ul. Trynitarskiej w Krakowie obserwował duchowny, będący pełnomocnikiem matki Roberta J. – Matka aresztowanego jest starszą osobą, dlatego wskazała inną osobę, która uczestniczy w przeszukaniu mieszkania. Potwierdzam, jest to zakonnik – przyznała prokurator Ewa Bialik, rzecznik Prokuratury Krajowej.

To jednak nie koniec. Roberta J., który konsekwentnie nie przyznaje się do winy, zbadano też wariografem. Wyniki badania nie wskazały, by kłamał. Wstępna analiza psychiatrów także nie pozwala na stwierdzenie, że ma on związek z tą zbrodnią, mimo ewidentnych zaburzeń osobowości. Śledczy przeszukali też domek na obrzeżach Krakowa, gdzie miała być przetrzymywana Katarzyna Z. oraz z użyciem nowych technologii, kolejny raz przeczesali dno Wisły w rejonie, gdzie wyłowiono skórę ofiary. Wszystkie te starania nie przyniosły jednak – zdaniem RMF FM – ani jednego nowego dowodu. Zebrany materiał w większości ma być jedynie poszlakowy i w zasadzie trudno mówić tu o jakimkolwiek twardym dowodzie, który wytrzymałby krytykę sądu.

Wywieranie presji

Posiedzenie sądu ws. zażalenia na areszt Roberta J. zostało odroczone do 8 grudnia. Wtedy rozstrzygnie się, jaką wstępną ocenę dowodów zebranych w sprawie wyda sąd. Jeśli nowy sędzia uzna je za zbyt słabe – 52-latek wyjdzie z aresztu. Oznaczać będzie to też, że w pewnym sensie pod znakiem zapytania staną także postawione mu zarzuty – m.in. torturowania, dręczenia ofiary oraz jej przetrzymywania w zamkniętym pomieszczeniu wbrew woli, a także zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem.

Śledczy z archiwum X przekonują, że nie mają cienia wątpliwości co do winy Roberta J. Wygląda jednak na to, że będą mieli spore problemy z udowodnieniem przed sądem, że to rzeczywiście on jest słynnym kuśnierzem. Zatem prawdopodobnie właśnie dlatego prokuratura posunęła się do przesłuchania sędziego, który mógł mieć wspólnych znajomych z Robertem J. Chodzi o równie wymowne, co ryzykowne wywieranie presji na pozostałych sędziów.

Polityczna wojna w tle

Wciąż nie jasnym jest też, jakie fakty sprawiły, że prokurator właśnie w październiku zdecydował się na zatrzymanie podejrzanego i postawienie mu zarzutów. Nieoficjalnie mówi się o liście kolegi Roberta J. i nowej interpretacji jego pamiętnika. Czy to przekona sąd? Raz już się udało – w przypadku decyzji o areszcie. Jednak fiasko w poszukiwaniu nowych dowodów, wyniki badania wariografem i brak śladów biologicznych, mogą wpłynąć na decyzję sądu przy rozpatrywaniu zażalenia.

Cała sprawa ma też niezwykle grząskie podłoże polityczne. W Krakowie eskaluje bowiem otwarty konflikt pomiędzy ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym, Zbigniewem Ziobrą, a prezesami sądów. Chodzi nie tylko o listopadową akcję CBA i zatrzymania pracowników sądów oskarżanych o korupcję, ale także o umorzoną sprawę śmierci ojca Ziobry. Tę ostatnią minister – czemu trudno się dziwić – traktuje bardzo osobiście. Jego działania zaczynają już jednak nosić znamiona krucjaty przeciwko lekarzom i sędziom. A ten klimat nie sprzyja relacjom pomiędzy prokuraturą i sądem, a już zwłaszcza w tak newralgicznym śledztwie, jak sprawa „skóry”.

Michał Piasecki
Michał Piasecki
Absolwent filozofii (UJ) oraz dziennikarstwa i komunikacji społecznej (UPJPII). Studiował trzy kierunki na czterech uczelniach w dwóch miastach. Animator, wychowawca, dziennikarz i redaktor. Pasjonat popkultury, książek, przemian kulturowych i zachowań młodzieży. Entuzjasta nowych mediów i wyznawca death metalu. Kolekcjoner wszystkiego co mieści się w domu i/lub głowie. Wydawca aplikacji Upday.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Va banque Leppera. Rzecz o politycznej grze, sile haków i tajemniczej śmierci

Tajemnicza śmierć Andrzeja Leppera prowokuje do pytań. Choć samobójstwo lidera Samoobrony – zdaniem prokuratury – było tak oczywiste, że ogłoszono je dwa dni przed tym, nim w ogóle zabrano się za śledztwo.
Michał Piasecki
Michał Piasecki
17 listopada 2017
CZYTAJ WIĘCEJ