Catherine Deneuve krytykuje #metoo i ostrzega przed nowym purytanizmem

Widmo krąży po Europie, widmo purytanizmu
4 minuty czytania
545
4
fot. Jaguar PS/Shutterstock.com

Cios przyszedł z najmniej spodziewanej strony – francuska aktorka Catherine Deneuve wraz z 99 pisarkami, aktorkami i pracownicami naukowymi, podpisały list otwarty, w którym jasno i wyraźnie krytykują #metoo oraz następstwa akcji. W liście bronią prawa mężczyzn do podrywania kobiet, a akcję określają mianem „nowego purytanizmu”.

„Bronimy wolności do naprzykrzania się, niezbędnej dla wolności seksualnej. Jesteśmy teraz wystarczająco zaniepokojone, by przyznać, że popęd seksualny jest ze swej natury agresywny i dziki, ale jesteśmy także wystarczająco przenikliwe, by nie mylić niezręcznego flirtu z agresją seksualną” – czytamy w liście opublikowanym we francuskim Le Monde. Pod listem, obok Deneuve, podpisały się również pisarki Catherine Millet i Catherine Robbe-Grillet, a także dziennikarka Elisabeth Levy i spikerka radiowa, dawna aktorka porno Brigitte Lahaie.

Czy każdą uwaga na temat seksu powinna być ścigana z urzędu?

Działa sygnatariuszek wymierzone są w tych, którzy „nienawidzą mężczyzn i seksualności”. To właśnie przez to purytańskie podejście mężczyźni są zmuszani do odejścia z pracy „podczas gdy jedynym ich błędem było dotknięcie kolana, próba skradzenia pocałunku, mówienie o sprawach »intymnych« podczas służbowych kolacji czy wysyłanie wiadomości o podtekście seksualnym do kobiety, która nie odwzajemnia zauroczenia” – czytamy w liście.

Trudno nie zgodzić się z listem stu kobiet. Deneuve wychodzi z pozycji pragmatycznej i zdroworozsądkowej, feministki – z ideologicznej. To właśnie ”ideolo” każe widzieć w każdym komplemencie, mrugnięciu okiem czy geście wyraz męskiego szowinizmu podszytego chęcią seksualnej napaści. Niezależnie od tego, jak bardzo feministki chcą, by tak było, nie jest to prawdą. I choćby nie wiadomo jak wiele podać przykładów hańbienia kobiet przez mężczyzn, nie oznacza to automatycznie, że każda uwaga na temat seksu to przestępstwo, które powinno być ścigane z urzędu.

Catherine Deneuve (fot. Denis Makarenko/Shutterstock.com)

Wyobraźmy sobie, że udaje się wprowadzić do prawa zapisy rodem z #metoo. Następnego dnia obudzimy się w państwie totalitarnym, gdzie seks wygląda jak w „Roku 1984” George’a Orwella, w którym zbliżenie ma charakter równie sztywny, jak żarty Strasburgera. Wydaje mi się, że nie jest to kierunek, w którym chcemy zmierzać. Przynajmniej nie większość z nas.

Bagatelizowanie przemocy seksualnej

Mimo wszystko nie sposób bagatelizować problemu, który dał początek akcji. Stoją za nią prawdziwe zjawiska i fakt, że mężczyźni bardzo często wykorzystują uzależnione od nich, na wiele sposób, kobiety zmuszając je do seksu. Akcja #metoo z pewnością podkreśliła ten problem i teraz pewnie każdy zwyrodnialec zastanowi się dwukrotnie, zanim zachowa się jak bydle.

Francuskie feministki postanowiły odpowiedzieć na list 100 i mają rację, gdy piszą, że „we Francji każdego dnia setki tysięcy kobiet padają ofiarą molestowania. Dziesiątki tysięcy agresji seksualnych. I setki gwałtów”. Szkopuł w tym, że choć akcja z pewnością jest pomocna w wykrywaniu patologii, to nie rozwiąże problemu. Jej największą siłą jest tzw. soft power, czyli próba zmiany mentalności.

Feministki twierdzą, że kobiety, które podpisały się pod listem w obronie prawa mężczyzn do podrywania kobiet to „recydywistki w dziedzinie obrony pedokryminalistów czy apologii gwałtu”, które „po raz kolejny wykorzystują swoją obecność w mediach do bagatelizowania przemocy seksualnej” i „w rzeczywistości pogardzają milionem kobiet, które padają lub padały ofiarą” przemocy.

Ponadto #metoo ma charakter polowania na czarownice, co zauważają również sygnatariuszki listu 100. Nie ma nic prostszego na świecie niż rzucić oskarżenie na kogoś, bo nawet jeśli po latach uda się na drodze sądowej dowieść niewinności, to „zawsze jakieś gówno się przyczepi”. Ile razy akcja została wykorzystana, by zemścić się na szefie lub koledze? Nie zarzucam nikomu złej woli, ale trudno uwierzyć w dobrą wolę wszystkich, prawda?

Swego czasu temat ten poruszył Rafał Ziemkiewicz, wskazując, że akcja #metoo zrównuje w świadomości społecznej głupawe i chamskie gesty oraz słowa, które oczywiście nie powinny mieć miejsca, z prawdziwym molestowaniem seksualnym i gwałtem.

Jeszcze długo będziemy natykać się na ten hasztag

Koszty wolności seksualnej

W tym miejscu chciałbym zaznaczyć, że każda ofiara molestowania zasługuje na pełne wsparcie, przede wszystkim ze strony państwa, a każdy gwałciciel na surową karę za swój obrzydliwy postępek. Nie zgadzam się jednak ze swoją redakcyjną koleżanką. W wartościowym artykule opisującym akcję #metoo Luca pisze tak:

„I tych głosów, że przesadzamy, jest nadal mnóstwo, pod prawie każdą historią pojawia się dyskusja o tym, czy już nie można powiedzieć pani, że ma ładne nogi. No więc nie, nie można. (…) A przede wszystkim następnym razem, zanim złapiesz koleżankę w pasie, zanim zawołasz za kimś na ulicy, zanim wymusisz całusa, zanim rzucisz seksistowski dowcip – pomyśl o tym, że możesz w ten sposób stać się sprawcą przemocy seksualnej. Bo naruszenie intymności definiuje zawsze osoba, której to zrobiono, a nie ta, która sądzi, że „nic się nie stało”.

Nie mam oczywiście problemu z tym, aby nie pchać swoich brudnych łap na czyjeś tyłki lub wrzeszczeć głupawych haseł za kimś na ulicy. Jednak naruszenie cielesności nie definiuje osoba, której to zrobiono, a prawo. Wydaje się dość oczywiste, idąc za myślą Francuzek, że wiele z zachowań piętnowanych przez feministki oraz inne osoby zaangażowane w #metoo, daleko wykracza poza kulturę osobistą i zachowania dopuszczalne w każdym szanującym się towarzystwie.

Mimo wszystko nazywanie ich gwałtem bądź molestowaniem seksualnym, to chyba jednak pewna przesada. Wolność seksualna jest, w moim przekonaniu, pewnego rodzaju zdobyczą, choć mocno skomercjalizowaną. Niesie ona ze sobą również koszty. Każdy powinien sobie odpowiedzieć na pytanie, czy te koszty są do przyjęcia. Molestowanie seksualne jest stare jak świat i cierpiały na nie wszystkie ery rozwoju cywilizacji. Jedną z takich er był wiktoriański purytanizm. Nie uchylając się od obowiązku walki z tym wyjątkowo obrzydliwym i podłym zjawiskiem, myślę jednak, że dobrze, że purytanizm należy do przeszłości.

Jakub Napoleon Gajdziński
Jakub Napoleon Gajdziński
Rocznik 87, absolwent politologii, historii i dziennikarstwa. Dużo podróżuje, kocha koty i dobre piwo. Tego ostatniego nigdy nie odmawia.
AUTOR

Polecamy

Zobacz też

Spinnery, siła kobiet i gorące mamuśki – raport Pornhub 2017

PornHub opublikował kilka dni temu statystyki za 2017 rok. Jeśli spodziewaliście się w nich pejczyków, pięknych pań z Azji i dużych biustów, to się mocno zdziwicie. Najpopularniejsze wyniki wyszukiwania są zupełnie, ale to zupełnie inne.
Iwona Kamińska
Iwona Kamińska
13 stycznia 2018
CZYTAJ WIĘCEJ
[FM_form id="1"]
Skup antyków Warszawa