Choroby tarczycy. Historie pacjentek, których lekarze nie chcieli słuchać

"Pani to sobie wymyśliła!"
7 minut czytania
7946
7
Asja Michnicka
Asja Michnicka
10 stycznia 2018

Choroby tarczycy to podstępne szuje, które wymagają bardzo indywidualnego podejścia zaordynowanego przez doświadczonych specjalistów.  Problem w tym, że wiele pacjentek, szukających porady na swoje dolegliwości, prędzej usłyszy sugestię, by skonsultować się z psychiatrą, niż otrzyma odpowiednio dobrane leczenie.

Ten tekst nie ma za zadanie diagnozy, konsultacji dietetycznej, ustalenia leczenia, dobrania dawek leków czy doradzania, co jest dobre, co złe, co działa, a co nie. Powstał po to, żeby choć trochę podpowiedzieć jak odnaleźć dobrego lekarza w tym gąszczu dezinformacji i, niestety często, niedouczonych specjalistów z wiedzą ostatni raz aktualizowaną 30 lat temu. I po to, żebyście wiedziały, że nie jesteście same.

Zwracam się do dziewczyn – choroby tarczycy zdecydowanie częściej dotykają kobiet niż mężczyzn, co znów często wiąże się też z bagatelizowaniem objawów u chłopaków, tak więc – badajmy się wszyscy!

Lekarz, który nie słucha

Tarczyca to dziwka, zwykły mawiać moje koleżanki i choć nie lubię tego zwrotu, jak najbardziej rozumiem jego przesłanie. Chora tarczyca potrafi dać w kość, oj, potrafi. Wywinie cię na drugą stronę i z powrotem, a ty nadal nie będziesz wiedziała, że to ona.

Kiedy spytałam, na potrzeby tego tekstu, moje koleżanki o ich doświadczenia z leczeniem nadczynności i niedoczynności tarczycy czy choroby Hashimoto, zalała mnie fala wiadomości, pisanych publicznie w komentarzach i zupełnie prywatnie, anonimowo. Samo przeczytanie wszystkich historii chwilę mi zajęło. Wśród kilkudziesięciu podobnych doświadczeń o raczej negatywnym wydźwięku, tylko dwa pozytywne. Dziewczynom od razu udało się trafić na dobrego lekarza, który trafnie odczytał objawy, wysłał na wszelkie potrzebne badania i odpowiednio dobrał leczenie. Reszta moich koleżanek nie miała tyle szczęścia. Ja też nie miałam.

Jak wiele z nas, o tym, że mam chorą tarczycę dowiedziałam się przypadkiem, przy okazji innego badania. Wprawdzie od jakiegoś czasu czułam się bardziej zmęczona, częściej chciało mi się spać w ciągu dnia, chodziłam rozkojarzona, ale hej! Komu z nas się to nie zdarza? Zrzucałam winę na sesję na uczelni, jesień, brak słońca, nie-chce-misia, ogólnie… życie. Trochę włosów mi wypadło więcej niż zwykle – to pewnie nowy szampon. Paznokcie jakby bardziej łamliwe – to przez chodzenie bez rękawiczek. Przybyło mi pięć kilogramów i za cholerę nie chce sobie pójść? No cóż, mam już 22 lata, ileż można mieć tę szaloną przemianę materii, która pozwala ci na zajadanie się pizzą i czekoladą i nie ponoszenie żadnych konsekwencji swoich czynów. Chyba nie myślałaś, że zawsze będziesz ważyła 50 kilogramów? Znacie te objawy – wszystkie możemy sobie jakoś wytłumaczyć. Magia dzieje się dopiero wtedy, kiedy ktoś mądry zbierze nam je wszystkie do jednego worka i powie: zbadaj sobie tarczycę.

Znajdź lekarza, który słucha – najlepiej sprawdzonego i poleconego

Ja, jak już wspomniałam, dowiedziałam się przypadkiem i pomyślicie pewnie, że od tej chwili jakość mojego życia uległa poprawie, ale nic bardziej mylnego. To był czas, w którym zaczęłam trafiać na różnych lekarzy, specjalistów chorób tarczycy, którzy nie potrafili mi pomóc. Może nie chcieli, może nie umieli. Jedno wiem na pewno – nie słuchali tego, co mam do powiedzenia.

To słuchanie i, co ważniejsze, słyszenie nas, pacjentek i pacjentów, przewijało się w historiach moich koleżanek dość często. Na etapie diagnozy trafiasz do lekarzy różnych specjalizacji i opowiadasz im o swoich dolegliwościach. Tak, ja wiem, jakiego rodzaju są to objawy – one naprawdę mogą świadczyć o tysiącu innych schorzeń, a też wiele z nas ma ich tylko kilka, niekoniecznie wszystkie możliwe. Rozumiem, że diagnoza czasem nie jest oczywista. Ale nie rozumiem, dlaczego tak często te objawy nie skłaniają lekarzy do szukania problemu w źle funkcjonującej tarczycy.

Tycie z powietrza

Nadprogramowym i nie dającym się niczym zbić kilogramom chciałabym poświęcić trochę więcej liter. Kiedy już wiedziałam, że to zapalenie tarczycy i cierpię na chorobę zwaną Hashimoto, wybrałam się do endokrynologa. Oprócz dobrania mi nieodpowiedniej, jak się później okazało, dawki leku, zupełnie zbagatelizował moje pięć kilogramów na plusie – przypomnę, których nie mogłam się absolutnie pozbyć, będąc młodą, dwudziestodwuletnią dziewczyną, w miarę aktywną, odżywiającą się z głową, ale też bez przesady – ciasteczko raz na jakiś czas jeszcze nikomu nie zaszkodziło! Skwitował, że się starzeję (no doprawdy), a on za drzwiami gabinetu ma „prawdziwe problemy”, niech sobie pani spojrzy, tam siedzą kobiety z trzydziestokilogramową nadwagą przez tarczycę, a mi tu pani o pięciu kilo mówi, proszę się zastanowić. No to się zastanowiłam i lekarza zmieniłam.

Tylko że kolejna lekarka to samo. Dalej jest pani zmęczona? To pewnie tryb życia. Wiecznie śpiąca? To ta pogoda. Nie może pani schudnąć, mimo, bardzo już wtedy, restrykcyjnej diety i katowania się na siłowni (teraz już wiem, że to nie miało prawa się udać)? Dieta? Dieta nie ma znaczenia! Ale przecież dobrze pani wygląda, nadwagi nie ma! Naczytała się pani w internecie głupot. Przyznaję, że wtedy zwątpiłam. Brałam te śmiesznie niskie dawki hormonu i na kilka lat odpuściłam dociekanie, co tak naprawdę jest nie tak. Myślałam, że głównie coś ze mną.

W historiach moich koleżanek temat nadprogramowych kilogramów przewija się dość często. Pięć, dziesięć, piętnaście na plusie. Nie wiadomo skąd. Słyszeliście o mitycznym „tyciu z powietrza”? Trochę tak to wygląda. Nie narzeka się głośno na dodatkowe pięć czy nawet dziesięć kilogramów, bo nie wypada.

Pani sobie wymyśla

„Pani się wydaje”. „Pani sobie to chyba wymyśliła!”. To chyba najgorsze, co może usłyszeć osoba, która szuka odpowiedzi na pytania: dlaczego czuję się tak źle i co mi jest? „To ja tu jestem lekarzem” – słyszy i myśli, no tak, przecież ja się nie znam na chorobach, od tego są specjaliści. Wiecie, że większość znajomych dziewczyn z chorobami tarczycy, na którymś z etapów diagnozy czy leczenia usłyszała, że może czas na skonsultowanie jej przypadku z psychiatrą? Że to niemożliwe, że można czuć się tak źle? Być wiecznie śpiącym, zmęczonym, nieprzytomnym. Że to pewnie podjadanie po nocy czekoladek i innych bułeczek jest winne tej nie dającej się zrzucić oponce. Obniżony nastrój, zaburzenia koncentracji, nerwowość, rozdrażnienie, bezsenność. Pani się zapisze do tego psychiatry lepiej.

Tylko że nie. Ja, na końcu mojej opowieści, trafiłam do dobrej lekarki. Po latach szukania, odpuszczania, ponownej próby zawalczenia o zdrowie, ponownego dawania za wygraną – trafiłam na kogoś, kto mi uwierzył. Wyszłam z gabinetu, po siedmiu latach źle dobranego leczenia, zapłakana z żalu i ze szczęścia, z mocno zwiększoną dawką hormonów. Nie tylko ja płakałam. Ta ulga, przemieszana z niedowierzaniem i radością, przewija się w opowieściach znajomych mi dziewczyn wiele razy. Bo w końcu ktoś nam uwierzył. Posłuchał i uwierzył.

Kiedy dzieje się cud

Wychodzisz z gabinetu z dobraną nową dawką leku, poprzedzoną pełnym kompletem badań, chyba po raz pierwszy. Zaczynasz łykać tabletki, mijają dni, czujesz się coraz lepiej. Uciążliwe objawy powoli ustępują. Zaczynasz wychodzić z domu. Włosy i paznokcie zdają się być mocniejsze. Popołudniem bardziej masz ochotę na kolację ze znajomymi niż na drzemkę w domowym zaciszu. W końcu to rozsądne odżywianie i poranne bieganie coś daje, waga rusza w dół. Powoli, ale rusza.

Mijają miesiące. O chorobie przypomina ci tylko poranne łykanie małej tabletki i kwartalne wizyty u endokrynologa. Cieszysz się życiem, bo czujesz się dobrze, a doskonale wiesz jak to jest czuć się jak gówno. Za przeproszeniem.

Koniec historii niemal idealny i jak najbardziej możliwy. Dziewczyny mają i takie happy endy. Moje zakończenie jest bardziej skomplikowane – już nie mam tarczycy, ale, po kilkunastu miesiącach ponownej walki z chorobą, czuję się dobrze. Trzymam rękę na pulsie i zawsze pamiętam o regularnych badaniach.

Każda z nas jest inna

I każda choroba tarczycy jest inna, dlatego tak ważne jest indywidualne podejście specjalistów do leczenia, suplementacji, diety. Jednej z nas pomoże eliminacja z diety glutenu (poprzedzona odpowiednimi badaniami na nietolerancję), drugiej dieta bardziej roślinna, trzeciej całkowite wyeliminowanie z jadłospisu przetworzonej żywności. Na niektóre dobrze podziała lekki trening kardio, na inne wyciszająca joga. Nie ma jedynej, słusznej drogi i uniwersalnego przepisu na powodzenie tej misji.

Nie daj się złapać w pułapkę „dobrego” TSH

Wiedza to potęga. Przykro mi, że mamy być „mądrzejsze” od internistów, endokrynologów, dietetyków. Musimy wiedzieć, że tylko pełen komplet badań pozwoli na dobrą diagnozę. Że sam poziom TSH nie wystarczy, aby zaordynować odpowiednie leczenie. Że normy laboratoryjne są zawyżone. Że to, co jemy, ma znaczenie. I to, czy się ruszamy, czy nie.

Co więc powinno być sprawdzone przy podejrzeniu choroby tarczycy, a także kontrolowane w trakcie leczenia? TSH, fT4, fT3, anty-TPO. Poproś o skierowanie na usg tarczycy. Dopiero komplet wyników badań pozwoli na dobrą diagnozę i dobranie odpowiedniego leczenia. Jeśli twój lekarz uważa, że to niepotrzebne – zmień lekarza, szkoda czasu. I zdrowia. Dobry specjalista zaleci ci dodatkowo zbadanie np. poziomu witaminy D. Będzie dopytywał o twoje objawy i nie powie, że tylko ci się wydaje, że je masz. Możesz czuć się dobrze, żyć normalnie i warto o to zawalczyć. Powodzenia!

Tekst powstał na podstawie historii kilkunastu dziewczyn zmagających się z różnymi chorobami tarczycy. Nie stanowi porady medycznej – jeśli podejrzewasz, że twoja tarczyca szwankuje, koniecznie udaj się do dobrego endokrynologa.

Asja Michnicka
Asja Michnicka
Zawodowo zajmuję się szeroko pojętym "słowem", a po godzinach walczę o prawa tych, których głos nie jest słyszany – zwierząt hodowlanych. Opiekuję się dwoma schroniskowymi psami i kotem. Znam wszystkie miejsca w Warszawie, w których podają hummus i falafele. Lubię rodzicielstwo bliskości, chustonoszenie, bycie tu i teraz. Piszę na Mama na roślinach.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Diety

Jak znaleźć dobrego dietetyka?

Podjąłeś ważną decyzję. Chcesz coś zmienić w sposobie swojego żywienia, odświeżyć codzienny jadłospis, zrzucić kilka kilogramów lub dowiedzieć się, czy to, co jesz jest najlepsze dla ciebie. Myślisz, i słusznie, że warto udać się do specjalisty – dietetyka. Brawo! Tak istotną kwestię, jak zdrowe odżywianie lepiej skonsultować z ekspertem w tej dziedzinie. Byle dobrym.
Kaśka Dąbrowska
Kaśka Dąbrowska
26 czerwca 2017
CZYTAJ WIĘCEJ