Czy aborcja nas obchodzi, czy tylko dobrze się lajkuje na Facebooku?

Jest kiepsko...
5 minut czytania
2370
2
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
11 stycznia 2018

10 stycznia odbyło się czytanie dwóch projektów: „Ratujmy Kobiety”, który liberalizuje prawo aborcyjne, oraz „Zatrzymaj aborcję” – zaostrzający przepisy. Social media zawrzały. Barbara Nowacka, która próbowała zachęcić posłów do poparcia pierwszego projektu, mówiła właściwie do pustej sali.

Od razu ustalmy jedną rzecz – nie było mnie w sejmie, nie widziałam sytuacji na żywo, prześledziłam tylko media społecznościowe i po wymowie zdjęć wnoszę, że na wystąpienie Nowackiej przyszło jakieś 40 osób. Posłowie Nowoczesnej próbowali na selfiaczkach robić sztuczny tłok, ale tak czy siak dużo ich nie było. Dzień był podobno napięty, wystąpienie Nowackiej przesunięte o trzy kwadranse, do tego akurat wypadły comiesięczne wspominki smoleńskiej katastrofy, plus żałoba po najlepszym od czasu Piłsudskiego ministrze obrony narodowej. W związku z tym sala sejmowa świeciła pustkami.

Choć, trzeba przyznać, momentami było gorąco. Marszałek demonstracyjnie nudził się w czasie wystąpienia Nowackiej, za to zwolennicy projektu „Zatrzymaj aborcję” żonglowali emocjami. Najpierw weszli na smutne tony, przypominając, że dzieci z zespołem Downa oglądają Nowacką (chociaż one!) i płaczą, bo im przykro, że ktoś zabiera im prawo do życia. Potem zapodali historię 9-latki z Salwadoru, która po zabiegu cesarskiego cięcia poprosiła o kredki, by narysować lekarzy. Pojawił się też – cóż za niespodzianka – Soros, który wszystkim płaci, a najwięcej zwolennikom aborcji. Jednak najwięcej działo się – jak zwykle – w social mediach.

Było szerowanie zdjęć z garstką posłów na wystąpieniu Nowackiej. Było oburzenie, że wszyscy mają nas w dupie, że trzeba ten sejm spalić i zaorać, wybrać ludzi, których kobiety obchodzą. Było prawdziwe pospolite ruszenie. Pod sejmem za to, gdzie zebrać się mieli zwolennicy jednego i drugiego projektu, pojawiła się garstka osób z transparentami. I tyle. Jak się okazało, że trzeba podnieść tyłek z kanapy, to zrobiło to kilku posłów i garstka osób – raczej niewiele.

Barbara Nowacka przemawia właśnie do pustej sali prezentując obywatelski projekt "Ratujmy Kobiety" zakładający…

Opublikowany przez Codziennik Feministyczny na 10 stycznia 2018

Czy to o czymś świadczy? Chyba o tym, że mamy temat aborcji gdzieś. Jeśli moglibyśmy sobie wybrać przez głosowanie online lub wypowiedzieć na fejsie, czy jesteśmy za czy przeciw, to jasne! A może ktoś zorganizuje wydarzenie online, do którego możemy dołączyć z pozycji siedzącej, to oczywiście! Wtedy okazuje się, że aborcja to najbardziej palący problem w dziejach problemów. Ale jeśli trzeba wyjść z chałupy, chętnych brakuje. Opozycja jak może się wypromować na takim czarnym proteście, status na fejsie skrobnąć – to pierwsza! Ale jak ma zapoznać się z projektem, to już raczej mniej i niekoniecznie.

Dlaczego więc coś, co jest jedną z najchętniej omawianych kwestii – przynajmniej oceniając to po mediach społecznościowych i tradycyjnych – nie wyrywa nas z foteli i nie zachęca do walki? Powodów może być wiele, na szybko przychodzą mi do głowy trzy. Mamy dość polityki, za to nie mamy dość autopromocji, więc jak na tematy polityczne trzeba się wypowiedzieć, to jasne, ale jak trzeba coś zrobić, to jest to raczej nudne i się nie chce. Poza tym chyba nikt nie wierzy, że za rządów PiS przejdzie coś, co ma w nazwie pro i aborcję, więc nie angażujemy się, bo i po co. No i w końcu –  problem aborcji tak naprawdę dotyczy tych, których nie ma na sali sejmowej, ani tych, którzy siedzą pół dnia na fejsie. Oni sobie poradzą. Jak będzie trzeba – zapłacą, wyjadą na Słowację, a potem może nawet napiszą o tym piosenkę i hajs za wycieczkę się zwróci.

dlaczego już w lutym 50% dla PiS-u"W Sejmie odbyły się pierwsze czytania dwóch projektów ustaw dotyczących aborcji….

Opublikowany przez Łukasz Najder na 10 stycznia 2018

Aborcja robiona domowymi sposobami, rodzenie dzieci z małżeńskich (i nie tylko) gwałtów, brak dostępu do edukacji i antykoncepcji to problemy, które w największym stopniu uderzają biedne i nieuprzywilejowane Polki. To dla nich powinniśmy walczyć o to, by projekt „Ratujmy Kobiety” wszedł w życie. I wy, posłowie, i my – siedzący w wygodnych fotelach. Z pozycji fejsa guzik zrobimy. Co najwyżej zbierzemy trochę lajków.

***

Uzupełnienie od redakcji: wyniki głosowania. Według informacji z OKO.press „na sali zabrakło 10 posłów Nowoczesnej i 29 posłów PO. Gdyby partie stawiły się w komplecie, projekt „Ratujmy kobiety” zostałby w Sejmie.

10. 01 2018
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
Rocznik '86, absolwentka polonistyki, zawodowo klepie teksty, prywatnie i od czasu do czasu – męża. Social media sierota, która prowadzi bloga www.znetawziete.pl.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Magazyn

Margaret Sanger – seksualna wyzwolicielka czy anioł śmierci?

Przez dziesięciolecia Margaret Sanger nazywano rasistką, zwolenniczką eugeniki, suką bez serca i wyrodną matką. Tymczasem gdyby nie ona, nie byłoby tabletki antykoncepcyjnej i seksualnego wyzwolenia kobiet. Margaret Sanger miała paskudne dzieciństwo. Przyszła na świat w Corning (stan Nowy Jork) w roku 1879, w ubogiej katolickiej rodzinie. Matka Sanger chorowała na gruźlicę i raka macicy, a w ciąży była osiemnaście razy. Urodziła jedenaścioro dzieci, o jedno za dużo — ostatni z porodów kosztował ją życie, a kilkuletnia wówczas Margaret była świadkiem jej śmierci. Marzenia o niezależności Trudno się dziwić, że wynalezienie magicznej pigułki, która wyzwoli kobiety od przymusowego i często niechcianego…
Monika Mężyńska
Monika Mężyńska
9 kwietnia 2017
CZYTAJ WIĘCEJ