Czy Jarosław Kaczyński to jedyna osoba, na którą mogą liczyć polskie zwierzęta?

Na ratunek przyrodzie
7 minut czytania
5319
0

„Nienawidzę polowań i kompletnie nie jestem w stanie zrozumieć ludzi, którzy znajdują przyjemność w zabijaniu zwierząt i przypatrywaniu się, jak one zdychają” – mówił Naczelnik w wywiadzie dla Życia Warszawy w 1996 roku. Gdyby tylko wszechmocny „Kaczor dyktator” wiedział, nad czym głosuje…

O Jarosławie Kaczyński po 1989 roku powiedziano już chyba wszystko. Dla jednych jest zbawcą Polski, dla innych jest jej katem. Nie mnie oceniać, które z powyższych stwierdzeń jest bliższe prawdy. Pewne jest tylko jedno: Jarosław Kaczyński jest pierwszym obrońcą zwierząt Rzeczypospolitej, a nawet jeśli nie pierwszym, to z pewnością najbardziej skutecznym.

Mamy za sobą już noworoczną porażkę Platformy i Nowoczesnej. W Internecie pojawiły się nawet memy z ofertą wystawioną przez Naczelnika, który poszukuje nowej opozycji, bo „stara mu zdechła”. Jak wszyscy doskonale pamiętamy, chodziło o głosowanie nad projektem „Ratujmy Kobiety”. W Platformie złamano dyscyplinę, co trzech posłów o konserwatywnych poglądach przypłaciło wyrzuceniem z partii. Kilkudziesięciu kolejnych czekają surowe kary, wśród nich odwołanie z komisji. Z tego powodu posłowie stracą dodatkowe pieniądze, a PO będzie przez jakiś czas sparaliżowana (dopóki nowi posłowie nie zapoznają się z biegiem prac).

W Nowoczesnej, jeśli wierzyć na słowo przewodniczącej Lubnauer, są sami idioci, którzy przez dwa lata nie nauczyli się jak głosować. Z kolei autorka projektu „Ratujmy Kobiety” po porażce udała się na Bali, skąd pozdrowiła protestujących w Polsce. Gdyby ktoś wymyślił tak idiotyczny scenariusz działań opozycji w trzech pierwszych tygodniach nowego roku i tak nikt nie uwierzyłby, że to możliwe. A jednak! Na tym tle partia Jarosława Kaczyńskiego jawi się jako monolit, sprawnie działająca sejmowa maszyna do tworzenia nowego prawa. I tu pojawia się pewien problem…

Jarosław Kaczyński w obronie zwierząt. Chce wycofania przepisów ułatwiających polowanie.Wraz z ustawą dotyczącą walki…

Opublikowany przez List Otwarty na 19 stycznia 2018

Afrykański pomór świń

Chorobę po raz pierwszy wykryto w Polsce w 2014 roku, prawdopodobnie przywędrowała tu z Białorusi. Jej ofiarami, jak wiadomo, padają dziki oraz trzoda chlewna. Najskuteczniejszym sposobem walki z ASF jest odstrzał zarażonych zwierząt. Mówi się, że ilość ognisk przekroczyła w zeszłym roku sto. Poprzedni minister środowiska, nieodżałowany profesor Jan Szyszko (co Trybunałowi Sprawiedliwości UE się nie kłaniał) przygotował specustawę, która miała znacząco ułatwić walkę z pomorem.

Wyszło, niestety, jak zwykle. Ustawę procedowano w normalny dla większości sejmowej sposób – czyli szybciej niż Ryszard Petru przegrał swoją szansę w polityce. Po dwóch tygodniach prezydent Andrzej Duda złożył stosowny podpis i prawo weszło w życie.

Jakie musiało być zaskoczenie wszystkich zebranych, gdy okazało się, że przy okazji specustawy znowelizowano również prawo łowieckie i to w szczególny, „korzystny dla myśliwych” sposób. Po pierwsze jeden z nowych przepisów przewiduje karę grzywny dla każdego, kto „umyślnie utrudnia lub uniemożliwia wykonywanie polowania” (do 5000zł). Po drugie okazało się, że można polować również w rezerwatach i parkach narodowych, jeśli taką zgodę wyrazi dyrektor parku i podpisze się pod nią Polski Związek Łowiecki.

Czeski film

Nie chcę naszym posłom podkładać świni, zwłaszcza chorej, ale chyba coś „nie zagrało”. Podczas głosowania za specustawą 14 grudnia 2017 roku, na sali były 433 osoby. Wszyscy, jak jeden mąż, zagłosowali za przyjęciem nowego prawa. W sprawie walki z zarażonymi dzikami posłowie zaprezentowali nieznaną z polskiego parlamentu jedność ponad podziałami. Jak to możliwe, że żaden z 433 posłów, włączając w to samego „prezesa premiera” nie wiedział, za czym głosuje? I jak to się stało, że ustawę podpisał później prezydent? Czy w „tym kraju” nikt nie czyta prawa, które tworzy?

Dzięki temu jednemu głosowaniu naprawdę sporo dowiedzieliśmy się o rodzimych politykach. Paweł Suski z Platformy Obywatelskiej tłumaczy, że ustawa była procedowana w błyskawicznym tempie: „Co więcej, komisję zajmującą się tym projektem zwołano w tym samym czasie, co inną, pracującą nad dużą nowelizacją prawa łowieckiego. W efekcie posłowie biegali między dwiema salami. Dobrze przynajmniej, że były niedaleko siebie”. Wiadomo, że od biegania rozum krótki i stąd problemy.

Zresztą biegać musieli również wszelkiej maści ekolodzy, którzy zazwyczaj w czas ostrzegają przed niebezpiecznymi przepisami. Obrońcy zwierząt podnieśli larum, dopiero gdy prezydent podpisał specustawę.

Jak trwoga to do…

28 grudnia Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze, Pracownia na rzecz Wszystkich Istot oraz Koalicja „Niech Żyją” napisały list otwarty do… tak, tu nie ma zaskoczenia, Naczelnika.

Niech Pan nie pozwoli, aby prawo myśliwych było ponad prawem obywateli. Niech Pan nie dopuści do sytuacji, w której to myśliwi będą decydować o tym, jak wygląda polska przyroda i o tym, jakie my obywatele mamy prawo – do lasu, do pola, do łąki, do naszej prywatnej własności – mówi w filmie Paweł Średziński z FDP. – Panie Prezesie Jarosławie Kaczyński, apeluję do Pana o prawo i sprawiedliwość dla zwierząt i ludzi w nowym prawie łowieckim – dodaje.

Jarosław Kaczyński ma dwa koty, które z nim mieszkają – Fionę i Czarusia. Często przychodzi do niego również kot sąsiadów, a krwiożerczy Kaczafi dokarmia także dachowce żyjące w okolicach jego domu na Żoliborzu.

Gdy w czerwcu zeszłego roku sejm procedował ustawę o ochronie zwierząt, poseł Suski (ten z PO, nie mylić z tytanem intelektu Markiem Suskim) zwrócił się do prezesa prosząc o pomoc. – Chcieliście tą ustawą wzmocnić ochronę zwierząt i byłoby to możliwe, gdyby nie fakt, że wprowadzono art. 38a ust. 6. Jeżeli zmaltretowane zwierzę zostanie odebrane sprawcy, sąd skaże go na 3 lata zakazu posiadania zwierząt, to po tym okresie zwierzę musi wrócić do oprawcy. Bardzo pana proszę, panie prezesie, zagłosujcie za tą poprawką – zaapelował. Jak pamiętamy, po 5 minutowej przerwie, na wyraźne życzenie Komendanta, zapis zniknął.

Podobnie było w sprawie polowań na łosie. Gdy szczęśliwie miniony minister Jan Szyszko, chciał przywrócić polowania na te piękne zwierzęta, Jarosław Kaczyński zdecydował, że do niczego takiego nie dojdzie.

„Dobry car i źli bojarzy”

Pisałem powyżej, że nikt nie wie, nad czym głosuje. Ta prawda spotyka się w połowie drogi z siłą lobby myśliwskiego (któremu akurat profesor Jan Szyszko kłaniał się w pas). Postulaty myśliwych, dające im prawo do odstrzału w rezerwatach i na ziemi prywatnej, najprawdopodobniej zostaną wycofane. To oczywiście dobra wiadomość. Stanowisko już stracił Konrad Tomaszewski, szef Lasów Państwowych, choć oficjalnie z innych powodów.

Mimo wszystko model funkcjonowania władzy, w którym ani większość sejmowa, ani opozycja, ani prezydent nie wiedzą jakie prawo tworzą i ratyfikują, to mistrzostwo świata. Pewnie nie doszłoby do tych błędów, gdyby ktoś zadał sobie trud i przeczytał to, nad czym głosuje. Do tego jednak potrzeba czasu, a większość sejmowa go nie ma, bo wszystkie ustawy proceduje w bardzo szybkim trybie.

Całe szczęście, że Jarosław Kaczyński, na przekór swojej partii, nie cierpi myśliwych i tego, co robią. To, że posłowie zagłosowali nad czymś jednomyślnie to również dobra wiadomość. Szkoda tylko, że nieumyślnie… Dobrze, że w Rzeczypospolitej przynajmniej zwierzęta mają na kogo liczyć.

Jakub Napoleon Gajdziński
Jakub Napoleon Gajdziński
Rocznik 87, absolwent politologii, historii i dziennikarstwa. Dużo podróżuje, kocha koty i dobre piwo. Tego ostatniego nigdy nie odmawia.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.