Czy można zgwałcić androida?

Witajcie w świecie seksrobotów
10 minut czytania
2877
5
Nika Brassel
Nika Brassel
24 stycznia 2018
Prace nad Harmony (fot. realbotix.com)

Chińska aplikacja randkowa została wyłączona po tym, jak okazało się, że część dziewczyn nie istnieje fizycznie. To tylko seksboty, które potrafiły zwodzić naiwnych użytkowników namawiając ich do kolejnych wydatków. Robotyzacja erotyki powoli staje się faktem. Jakie skutki przyniesie to ludzkości? Wiele wskazuje na to, że poważne, a pytanie postawione w tytule nie jest bezzasadne.

Informacja o chińskiej aplikacji, podana niedawno na łamach serwisu BBC, mogłaby być zarazem fałszywką podrzuconą przez konserwatywnych romantyków, jak i jedną z pierwszych informacji o zemście seksmaszyn, które ledwie weszły na rynek pracy, a już mają dość całego tego człowieczeństwa. Jednak problem związków między erotyką, a robotyką nie jest wcale banalny i zmusza do zadawania sobie wielu poważnych pytań.

Dlaczego seksboty miałyby się mścić?

Nawet nie próbujcie myśleć, że dam wam od razu prostą odpowiedź. Na początek poznajcie Thinko. Ma ponad dwa metry wzrostu, waży 120 kilogramów, co prawda jego zasób słów jest dość ograniczony, ale jego elektronowy mózg potrafi ogarnąć przyszłość. Dzięki temu android nie tylko może wytypować właściwego kandydata na szefa wydziału nauki na uczelni, na której jest zatrudniony, ale też poznać wyniki meczy, wyścigów konnych, czy loterii pieniężnych. Thinko jest więc nieszczęśliwym hazardzistą i ma jedno marzenie. Chce, żeby piękna Dr. West, którą przecież sam wybrał do roli szefowej, chwyciła go za blaszaną dłoń i zaopiekowała się nim.

To tylko jeden z wątków nakręconego w latach sześćdziesiątych filmu “Sex Kittens go to College”, nie mniej jednak to właśnie w tym obrazie prawdziwy robot – w tej roli Elektro, gwiazda Wystawy Światowej w Nowym Jorku w roku 1939, humanoidalny automat potrafiący wykonywać powtarzalne czynności (w tym palenie papierosów), oraz jedna z zapomnianych już bogiń seksu, Mamie van Doren, połączyli w jedno erotykę i robotykę. Relacja między bohaterami granymi przez Elektro i van Doren jest dość przewrotna. Oto bowiem maszyna pożąda człowieka. Prawda czasów niestety jest zupełnie inna niż prawda ekranu.

Od fantazji technicznej do masturbacji fizycznej

Seksrobot  jako koncepcja istoty wytworzonej przez człowieka po to, by dać mu uciechy fizyczne, kiełkował w wyobraźni ludzkiej odkąd tylko jesteśmy w stanie tworzyć kulturę. Tak przynajmniej uważa Jason Lee, autor książki “Sex Robots: The Desire of Imagination”. Na poparcie swej tezy brytyjski profesor specjalizujący się w tematyce seksu, dewiacji i uzależnień, przytacza między innymi mity greckie. Konkretnie utrwalona przez Owidiusza na samym początku naszej ery przypowieść o zbrzydzonym zepsuciem kobiet królu Cypru, Pigmalionie i jego marmurowej kochance Galatei ożywionej przez Afrodytę.

Lee oczywiście wylicza też inne przykłady z całego globu. Od żydowskich golemów po chińskie automaty z przypowieści taoistycznych mistrza Lie – przeszłość pełna jest robotów. To wszystko jednak są ledwie idee, czy – mówiąc ściślej – pragnienia uchwycone za pomocą  sugestywnych opisów. Na ich urzeczywistnienie ludzkość musiała poczekać, aczkolwiek już starożytni Grecy (znów oni!) podjęli pierwsze próby automatyzacji swych wynalazków.

Jeden z pitagorejczyków, Arychtas z Tarentu, pan obsesyjnie wręcz zafascynowany liczbami, skonstruował drewnianego gołębia napędzanego sprężonym powietrzem. Mechaniczny ptak potrafił lecieć nie tylko w dół za sprawą grawitacji, ale i w przód, nawet 200 metrów – taka odległość powtarzana jest we współczesnych opracowaniach podejmujących zagadnienie historii robotyki.

Pierwsze działające humanoidalne automaty będące w stanie wykonywać powtarzalne czynności powstały w dobie Oświecenia we Francji. Ich twórca, Jacques de Vaucanson, szczególnie upodobał sobie maszyny grające na instrumentach – flecie i tamburynie. Podobno wizja ta przyszła do głowy genialnemu inżynierowi, gdy miesiącami leżał w  łóżku złożony chorobą. Ale, ale…  Nie zamierzam bawić się w dalsze wyliczanki dotyczące kolejnych etapów automatyzacji i robotyzacji. Chcę jedynie zwrócić waszą uwagę na to, że pomysł, by związać się emocjonalnie lub “cieleśnie” z humanoidalnym, samodzielnie poruszającym się wytworem ludzkiej pracy, jest starsza, niż moglibyście podejrzewać.

Oczywiście możemy dworować sobie w sposób mocno niewybredny, że dojście od etapu maszyny automatycznie biorącej flet do mającego stanowić namiastkę ust otworu do momentu, w którym obdarzona idealnie ukształtowanymi ustami maszyna uprawia seks oralny z mężczyzną, zajęło inżynierom zaskakująco dużą ilość czasu. Prawda jest taka, że naukowcy mieli po prostu inne priorytety.

Konstruktorzy, programiści, automatycy i informatycy dokładali starań, by roboty mogły wyręczać ludzi na lądzie, pod ziemią, pod wodą, w powietrzu a nawet tam, gdzie atmosfery już nie ma. Automaty zapełniły nasze fabryki, biura, szkoły, rozpanoszyły się w samochodach i w kuchniach.  Teraz przyszedł czas na przyjemności. Patrząc na pierwsze modele prawdziwych seksrobotów, można jednak odnieść wrażenie, że ta przyjemność to – niestety – przede wszystkim masturbacja za pomocą mówiącego przedmiotu.

Roboty do zadań niespecjalnych

Czarne włosy, niezbyt wybujałe piersi, zgrabna pupa, koronkowa bielizna, metr siedemdziesiąt wzrostu, rozchylone usta i wieczna gotowość do działania. Oto Roxxxy, chętnie z wami porozmawia o polityce i piłce nożnej, ale w każdym momencie możecie przełączyć ją w inny tryb. Wiecie, taki w którym będzie natychmiast gotowa na wszystko, choćby na tak zwany wjazd kuchennymi drzwiami. Co jeszcze? Nie ma migreny, okresu, nie ma gorszych dni. Ma za to syntetyczną skórę i niestety nie wstanie sama z łóżka. Nie zrobi wam obiadu, nie odkurzy, nie uprasuje koszuli, nie przytuli was. No i nie rozłoży przed wami nóg. To już musicie zrobić sami.

 

Roxxxy to pierwszy zaprezentowany światu gynoid, czyli humanoidalna maszyna o cechach kobiecych, która została zaprojektowana z myślą o tym, by służyć zaspokajaniu potrzeb seksualnych. Ponieważ nie jest w stanie przemieszczać się samodzielnie i mówi tylko to, co wcześniej zostało wgrane do jej pamięci, Roxxxy uważana jest raczej za mówiącą sekslalkę. Dość kosztowną, bo w chwili debiutu na pornotargach w 2010 roku, proponowana przez producentów, czyli firmę TrueCompanion cena wynosiła niemal 10 milionów dolarów. Nadal całkiem sporo jak na przedmiot, który raczej kojarzy się z dość specyficzną formą masturbacji.

Harmony – najnowsze odkrycie świata seksbotów jest doskonalsza. Jej syntetyczna skóra jest delikatna, jej twarz potrafi wyrażać emocje, jej procesory są w stanie uczyć się nowych pojęć tak, by podchwycić konwersację. Dodatkowo Harmony jest sumą wszystkich tych nienaturalnych wyobrażeń o kobiecym ciele. Ma wielki biust, wąską talię, szerokie biodra i uda, które pokazywano by chętnie w każdym amerykańskim teledysku rapowym.

Harmony może być produkowana jako wysoka brunetka, albo niska blondynka. Harmony w zasadzie może wszystko, o czym tylko sobie zamarzysz. Oczywiście z wyjątkiem odebrania dzieci ze szkoły, zaparzenia herbaty, że nie wspomnę o samodzielnym przytuleniu się do ciebie. Wciąż jest to bardziej lala z dziurkami. Brzmi to może dość obcesowo, albo nawet bulwersująco, ale niestety… Świat seksrobotów jest kontrowersyjny. Z zupełnie innych powodów, niż można by początkowo sądzić.

Sekswyrobnicy i zwyrole

Seksroboty, zwłaszcza w zachodnioeuropejskiej prasie, postrzegane są z jednej strony jako dziwadła dla zboków (o czym jeszcze wspomnę), a z drugiej – podobnie jak wszystkie inne automaty – jako zagrożenie dla rynku pracy. W kreśleniu tego typu wizji prześcigają się zwłaszcza brytyjskie brukowce na czele z The Sun. Roboty zabiorą pracę prostytutkom! Roboty oszukały klientów burdelu! Roboty złe, ludzie dobrzy!

Świat, w którym seksboty zajmą miejsce żywych ludzi, to bardzo odległa wizja. Podobnie, jak w przypadku czwartej rewolucji przemysłowej, w której uczące się maszyny  miałyby zabrać ludziom wszystkie miejsca pracy w fabrykach, jest to raczej specyficzna forma utopii. Argumenty finansowe są, jak na razie, mocno nietrafione. Jeśli przyjrzelibyście się też lepiej tym sektorom rynku, które już są mocno zautomatyzowane, moglibyście zauważyć, że nadal najtańszą siłą roboczą pozostaje – co przykre – człowiek.

Spora część doświadczonych pracowniczek i pracowników sektora usług seksualnych, czyli mówiąc wprost prostytutek damskich i męskich przyzna, że klienci nie zawsze przychodzą zaspokoić potrzeby czysto fizyczne. Osoby traktujące spotkanie z prostytutką jako szansę na rozmowę, formę terapii emocjonalnej, osoby szukające bliskości, czy tego, by ktoś ich wysłuchał, osoby zagubione, seksualnie niedoświadczone nie są jedynie papierowymi postaciami z miejskich legend. Oczywiście stanowią jedynie część klienteli. Akurat tę, dla której wizyta w burdelu z seksrobotami póki co nie ma najmniejszego sensu.

David Levy, autor książki “Love and Sex with Robots” uważa, że koniec końców jednak właśnie ta “zagubiona” klientela domów publicznych, a także ci, którzy pozostają w głębokich relacjach z PornHubem, swoją lewą ręką, czy ludzie w ogóle niepotrafiący wejść w żadne relacje – nie tylko seksualne; będzie grupą docelową dla producentów seksbotów.

Są już na świecie mężczyźni, którzy mieszkają ze swoimi ukochanymi mechanicznymi lalkami. Czeszą je, przytulają, oczywiście niektórzy uprawiają tez z nimi seks i kręcą na ten temat filmiki na YouTube. Jak dotąd jednak wszelkie doświadczenia pokazują, że seksboty bardziej niż współczesnych Pigmalionów, fascynują dewiantów, albo… wyzwalają w nas, ludziach, te mroczne pokłady zła, o których na co dzień wolimy nie myśleć.

Moralność w świecie maszyn

W 2017 roku w Barcelonie otwarto Lumidolls, pierwszy na świecie dom publiczny, w którym występują wyłącznie seksboty. Już sam sposób mówienia o tym fakcie wymusza chwilę refleksji nad używanym językiem, ale może nie będę pogrążać się wraz z wami w zadumie nad sensem użycia słów “dostępne są”, czy może “wyposażony został w…”. Seksmaszyny w tych opisach traktowane są, jako element wystroju lub nowa funkcjonalność. Stąd też barcelońskie prostytutki obu płci natychmiast wystąpiły z protestem do władz miasta. Nie chodziło im o zabieranie miejsc pracy, a o uprzedmiotowienie osoby prostytutki.

Przedstawiciele stowarzyszenia zawodowego pracowników sektora usług seksualnych Aprosex wymusili na właścicielach przybytku przeniesienie się do nowej, utajnionej lokalizacji. Janet, jedna z barcelońskich prostytutek posiadająca trzydziestoletnie doświadczenie pracy w zawodzie stwierdziła: “To kolejna strategia patriarchatu, pokazuje nas [prostytutki – przyp. red.] w roli przedmiotów pozbawionych prawa i duszy”. W cytowanej przez Sunday Express wypowiedzi, prostytutka dodaje też, że w ten sposób pielęgnowane są przywileje klas wyższych.

Seksroboty mogą więc odebrać ludziom godność, o którą i tak jest trudno w tym specyficznym, napiętnowanym i tabuizowanym sektorze pracy. Może wydaje się wam dziwne, że wspominam takie “wielkie wartości”, ale musicie wiedzieć, że stąpamy po bardzo grząskim gruncie. Czy wiecie, że seksroboty mogą przedefiniować pojęcie zdrady? Założyciele burdelu Lumidolls właśnie tym słowem dość chętnie szafują na swoich stronach. “Dla kogo jesteśmy? Dla mężów, którzy nie chcą zdradzać swoich żon”. Bo przecież to tylko seks z lalką, wiecie… wracamy znów do uprzedmiotowienia. Czy takie coś w ogóle można uznać za zdradę? Po raz kolejny w tym tekście mój detektor szowinizmu niebezpiecznie brzęczy. Tym bardziej, że seksroboty dla kobiet to wciąż nisza w niszy, zatem i głosy mówiące o tym, że seks żony z takim męskim robotem, to nie zdrada, raczej się nie pojawiają.

Świat, w którym seksboty zajmą miejsce żywych ludzi, to bardzo odległa wizja

 

Wracając zaś do rzeczywistości i – jeszcze na moment – do barecelońskiego burdelu Lumidolls. Właściciele musieli się mocno zdziwić, gdy zamiast nieszczęsnych mężów, którzy tak bardzo nie chcą zdradzać własnych żon, że aż “wypożyczają sobie na godzinę” seksowną lalę z niebieskimi włosami, dużymi oczami i jeszcze większym biustem, odpowiednio wąskimi szparkami i trochę zmysłowym, a trochę mechanicznym głosem; zaczęli gościć potencjalnych gwałcicieli. Klienci coraz chętniej w zamówieniach składali prośbę o możliwość zgwałcenia seksbota.

Robot dla pedofila

Pojawienie się na rynku seksrobotów pokazało, że nie brak ludzi, którzy mają potrzebę przemocowego traktowania seksu. Smutnym świadectwem tej potrzeby dominacji był pokaz seksrobota Samanthy na zeszłorocznej imprezie technicznej. Jeden z najnowszych seksbotów reklamowany jako maszyna, któramoże dostać orgazmu, został udostępniony uczestnikom imprezy, by mogli zobaczyć, na czym właściwie polega bycie z seksrobotem. Ludzie jednak okazali się dość okrutni w swych poczynaniach. Samatha skończyła z uszkodzeniami głowy, zwłaszcza szczęki i innymi, licznymi zniszczeniami w okolicach genitaliów.  Twórca Samanthy, dr Santhos, mówi wprost o molestowaniu jej. Część z was zapewne wraca do postawionego w tytule pytania. Czy można zgwałcić robota? To trudne pytanie, ale ja jestem skłonna odpowiedzieć twierdząco.

Sam fakt, że ktoś prosił w ogóle o możliwość zrobienia tego, czyli zamawiał sobie usługę zgwałcenia robota, albo po prostu postanowił brutalnie się zabawić z maszyną, jest niepokojący. Cieszę się, że właściciele Lumidolls stanowczo zabronili takich aktów. Podobnie też popieram zakaz sprzedawania seksrobotów wyposażonych w ciała nieletnich, a nawet dzieci.

Osoby, które mogą dostarczać takie maszyny są skłonne bronić swego podejścia rynkowego tłumacząc się w dość prostacki sposób. Oto bowiem potencjalni pedofile, czyli ludzie chorzy, będą mogli zaspokoić swoje specyficzne potrzeby seksualne nie krzywdząc innych ludzi. Nie zamierzam się zagłębiać w kwestie pedofilii i czynników indukujących chorobę – jeśli są wśród was dyplomowani specjaliści – chętnie posłucham. Nie mniej jednak ludzie mądrzejsi i lepiej ode mnie w tej kwestii wyedukowani sugerują, że legalność seksbotów o ciałach dzieci może przyczynić się jedynie do rozbudzania potrzeb kontaktu erotycznego z nieletnimi. Dostępność robochłopców i robodziewczynek, z którymi można uprawiać seks, jest formą przyzwolenia na tego typu kontakty cielesne. Oswaja i legitymizuje pedofilię już przez sam fakt swego istnienia.

Pytacie gdzie jest ludzkość? Po tej krótkiej przejażdżce po świecie seksu i techniki mogę powiedzieć tylko tyle: ludzkość jest tam, gdzie zawsze, ale dzięki kolejnym innowacjom, dowiadujemy się coraz więcej o tej czarnej, mrocznej dziurze.

Nika Brassel
Nika Brassel
W poprzednim życiu dziennikarka i pisarka, podróżniczka i matka dzieciom, teraz po prostu autorka, hobbystycznie podejmująca intrygujące tematy.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Czy powinniśmy bać się robotów?

Jedni w rozwoju sztucznej inteligencji dostrzegają szansę na rozwiązanie wielu dręczących dziś ludzkość problemów, inni widzą w niej rozmaite zagrożenia - nie tylko takie, jak osławiony “bunt robotów”. Czy mamy się czego bać? Co warto wiedzieć?
Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska
24 sierpnia 2017
CZYTAJ WIĘCEJ