Czytaj jak gwiazda rocka i dołącz do Bowie Book Club

Bowiemu podobałby się taki hołd z okazji jego 71 urodzin!
6 minut czytania
245
0
Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska
8 stycznia 2018
chrisdorney/Shutterstock.com
Reklamy

Reżyser Duncan Jones, syn zmarłego przed dwoma laty Davida Bowiego, założył internetowy klub książki, poświęcony czytelniczym gustom taty. Celem szybko rosnącej internetowej społeczności jest przeczytanie stu pozycji, które David Bowie uznawał za najlepsze i najważniejsze. Ja już mam swój egzemplarz „Hawksmoor”, pierwszej powieści z listy.

Dziś, 8 stycznia, obchodzimy 71 urodziny artysty, za dwa dni zaś kolejną rocznicę jego śmierci. Jest więc okazja, by uczcić jego pamięć, robiąc to, co on sam uwielbiał: czytając dobre książki.

Ziggy grał na gitarze i czytał książki

Gwiazdorzy rocka rzadko bywają subtelnymi intelektualistami, ale Bowie, który lubił i umiał się wyróżniać, zdecydowanie odstawał od stereotypu także w tej kwestii. W jego piosenkach zawsze pobrzmiewały echa lektur, zdradzających szerokie horyzonty czytelnicze: nietzscheańskie wątki w „All the Madmen” i „The Supermen”, nawiązania do pisarstwa Burroughsa w „Future Legend” czy  w ogóle cała płyta „Diamond Dogs”, którą właściwie można uznać za musicalową adaptację „Roku 1984″ Orwella.

Związki Bowiego z literaturą miały różny charakter i wymiar. Datująca się jeszcze od szkolnych czasów znajomość z pisarzem Hanifem Kureishim zaowocowała m.in. znakomitym albumem „Buddha of Suburbia” (1993), napisanym jako ścieżka dźwiękowa do miniserialu BBC na podstawie powieści Kureishiego. Pisarz zamieścił w niej wiele autobiograficznych wątków związanych z dorastaniem w podlondyńskim Bromley w latach 50. i 60. W książce znalazła się też nieco wzorowana na Bowiem postać Charliego Hero, który nosi ekstrawaganckie ciuchy i w finale powieści staje się gwiazdą rocka w stylu Billy’ego Idola (który notabene też chodził do tej samej szkoły co Bowie, Kureishi oraz Siouxie Sioux. Grono doborowe!).

Oczytany Bowie niekiedy też wchodził z pisarzami w bardziej osobiste relacje. Po jednym ze swoich kalifornijskich koncertów w latach 70. poznał Christophera Isherwooda, autora m.in. opowiadania, które stało się kanwą filmu „Kabaret”. Bowie wypytywał o wspomnienia związane z Berlinem lat 20., w którym Isherwood mieszkał wraz ze swym kochankiem, słynnym poetą W.H. Audenem. I choć, jak twierdzą świadkowie konwersacji pisarza i muzyka, Isherwood miał wyznać, iż stolica Republiki Weimarskiej nie była ani tak liberalna, ani tak ciekawa, jak opisywał to w swoich książkach, Bowie był zdeterminowany samemu sprawdzić tę legendę i przeprowadził się na kilka lat do podzielonego wówczas Berlina. A tam stworzył wraz Brianem Eno genialną płytową trylogię: „Low”, „Heroes” i „Lodger”. Wszystko przez te książki zbójeckie!

Wśród moich ulubionych okołoliterackich anegdot związanych z Bowiem, jest też historia podwójnego czy wzajemnego wywiadu z Williamem Burroughsem, który w 1974 roku zaaranżował magazyn Rolling Stone. Rozmowa tych dwóch dziwaków jest naprawdę osobliwa i warto poświęcić kilka minut na lekturę tej wymiany zdań o sztuce, końcu cywilizacji oraz inspiracjach do pisania tekstów. Prawdomówny Bowie przyznaje się w konwersacji, że nigdy nie czytał „Ziemi jałowej” T.S. Elliota, zaś Burroughs widzi wyraźne paralele między słowami piosenek z epoki Ziggy’ego Stardusta, a tym poematem. Bowie z pewnością zainspirował się metodami pracy Burroughsa i wykorzystał jego kolażową metodę tworząc teksty kilku piosenek. Co z kolei przeniknęło do popkultury, dzięki serialowi „Luther”, którego bohater jest wielkim fanem Bowiego…

Bowie Book Club

Kilka lat temu, jeszcze za życia Bowiego, na jego oficjalnej stronie pojawiła się lista stu pozycji, które on sam wskazał jako ulubione, najważniejsze i najbardziej inspirujące (niespodzianka: „Ziemia jałowa” jest na liście – znaczy, że nadrobił lekturę!). Właśnie ten spis posłuży za przewodnika klubowiczom, których pod hasztagiem #BowieBookClub gromadzi Duncan Jones (za młodu znany jako Zowie Bowie* – tatulek miał też poczucie humoru, nieprawdaż).

Wszystko zaczęło się od spontanicznego wpisu na Twitterze podczas świąt, w którym reżyser (Duncan Jones ma na koncie takie filmy jak „Moon”, „Kod nieśmiertelności” czy „Warcraft: Początek”) podzielił się informacją, że ze względu na pamięć taty, żarliwego czytelnika, zamierza sobie zrobić literacki maraton i zaczyna od jednego z ukochanych pisarzy ojca: Petera Ackroyda. No odzew nie trzeba było długo czekać, w komentarzach zawrzało, że „my też”! Stąd do idei klubu czytelniczego już tylko krok.

Na pierwszy ogień idzie więc powieść Ackroyda „Hawksmoor”, którą należy przyswoić do 1 lutego. A będzie to wycieczka przez mroczny labirynt literackich tropów i odniesień. Książka rozgrywa się w dwóch planach czasowych: współczesny wątek kryminalny łączy się ściśle z akcją umiejscowioną na początku XVIII wieku w Londynie, gdzie ekscentryczny architekt (wzorowany na postaci Nicholasa Hawksmoora, ucznia Christophera Wrena) otrzymał zadanie wybudowania sześciu nowych kościołów. Rzecz w tym, że te kościoły były pożywką dla literatury już parokrotnie:  rozpoczął Iain Sinclair, który sądził, że kościoły zaprojektowane przez Hawksmoora zawierają znaki i wzory satanistyczne o znaczeniu rytualnym. Na jego wierszu oparła się powieść Ackroyda, a oboma utworami zainspirował się Alan Moore tworząc genialny komiks „Prosto z piekła” , w którym kościoły Hawksmoora służą Kubie Rozpruwaczowi jako miejsce do rytualnego mordowania swoich ofiar.

Rytualne morderstwa, okultyzm i kunsztowna (acz męcząca) archaizacja języka na osiemnastowieczną angielszczyznę to zaiste czysta rozrywka, jak ujął to w kolejnym tweecie pan Duncan. Po przeczytaniu pierwszego rozdziału miałam wrażenie, że mózg zaraz wypłynie mi uszami, gdyż moja znajomość angielskiego nie jest aż tak wielka, bym w tej literackiej stylizacji poruszała się swobodnie i bez umysłowej zadyszki (polskiego wydania książki niestety nie udało mi się zdobyć). Ale czego to człowiek nie zrobi dla Davida Bowiego – bycie oddaną fanką zobowiązuje!

Na szczęście teraz przede mną względnie normalny rozdział z detektywem o nazwisku Hawksmoor w roli głównej,  który prowadzi dochodzenie w sprawie morderstw, dokonanych podczas badań i renowacji kilku londyńskich kościołów. Oczekuję rozrywki i relaksu.

Jak powieść

Idea klubu książki dedykowanego pamięci Bowiego to piękna sprawa (tytułem ciekawostki: taki klubik powstał już kilka lat temu, jako reakcja na wiadomość o śmierci artysty ale jego zasięg był zdecydowanie bardziej ograniczony, niż ten którym dysponuje sławny Duncan Jones. O jego istnieniu dowiedziałam się przygotowując materiały do tego tekstu). Mam nadzieję, że nie stracimy zapału i przeczytamy wszystko z listy (no dobra, całkiem sporo pozycji mam odbębnione. „Ziemię jałową” na przykład…). Ciekawa jestem co z tego jeszcze wyniknie – poza znaczącym wzrostem sprzedaży niektórych książek. „Hawksmoor” znika z pólek w księgarniach i bibliotekach.

Bowie byłby zachwycony, bo wysoko cenił pisarstwo Ackroyda: „Czytam wszystko, co kiedykolwiek napisał. Niepokojące drugie dno, które dostrzega w Londynie, jest bliskie temu, co ja sam widzę” wyznał w wywiadzie z 2003 roku. W tej samej rozmowie oświadczył, że sam pracuje nad książką, powieścią m.in. o założycielkach pierwszych kobiecych związków zawodowych (!!!) na londyńskim East Endzie w latach 90. XIX wieku. Ogromnie żałuję, że nie dokończył tej książki, ale nawet taki człowiek Renesansu jak Bowie (takimi słowy ni mniej, ni więcej określił go reżyser filmu „Człowiek, który spadł na Ziemię” Nicholas Roeg) nie mógł robić wszystkiego. A Bowie robił: komponował, malował (i to jak!), kolekcjonował sztukę, grał w filmach i sztukach teatralnych, napisał musical… Zostawił ogromny dorobek, więc nie wypada narzekać, że ani jednej w nim książczyny. Na pociechę taka artystyczna zabawa: gdyby piosenki Bowiego były powieściami

* Zaprzyjaźniony z Bowiem od wczesnej młodości Marc Bolan dał z kolei swojemu synowi na imię Rolan. Umieli się bawić ci rock’n’rollowi chłopcy…

Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska
Od ponad dziesięciu lat "robi w słowie" jako dziennikarka, blogerka, felietonistka. Była redaktor naczelną internetowego serwisu dla kobiet Foch.pl i współzałożycielką BACHORA, humorystycznego magazynu dla sfrustrowanych rodziców. Ma za sobą pracę w prasie papierowej (m.in. Dziennik, Przekrój, Machina), ale bez trudu przeniosła się do internetu i tu czuje się u siebie. Nałogowo ogląda seriale, tłumaczy gry i komiksy, uwielbia przeprowadzać wywiady (i nienawidzi ich potem spisywać). Zwierzę miejskie, matka dzieciom (sztuk dwie) i fanka Davida Bowiego.
Put on your red shoes and dance the blues.
AUTOR

Polecamy

Zobacz też

Kultura

Graham Chapman – tytan pośród Pythonów

Hitem sieci w tym tygodniu okazał się filmik wyprodukowany przez australijską stację ABC, zatytułowany “Theresa May i Święty Graal”. Słusznie się domyślacie: twórcy wmontowali pompatyczną Tereskę w kultowy film Monty Pythona. Śmiechom nie było końca, a mi jednak zakręciła się łezka - zawsze tak mam, gdy zaczynam myśleć o Królu Arturze, czyli Grahamie Chapmanie.
Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska
2 lipca 2017
CZYTAJ WIĘCEJ

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.