Deito, tsikiau, a może gokon? Skomplikowane randkowanie po japońsku

Jak oni to robią?
10 minut czytania
716
0
Ania Ciężkowska
Ania Ciężkowska
3 stycznia 2018

Seks z mackami potworów, automaty z używanymi majtkami, anime z małymi dziewczynkami o dużych piersiach i wirtualne żony w formie hologramu do kupienia za okazyjną cenę trzech tysięcy dolarów. Z takimi rzeczami wielu ludziom kojarzy się Japonia, jeśli chodzi o tematy związane z seksem czy intymnością. Jak naprawdę wygląda randkowanie w kraju Kwitnącej Wiśni?

Japończycy są społeczeństwem o sztywnych rolach przypisanych do płci, nieśmiałość jest w zasadzie ich cechą kulturową, skrywanie emocji umiejętnością wyćwiczoną od dziecka, a skłonność do formalizowania życia społecznego i segregacji płciowej to bardzo mocno zakorzenione tendencje. Moda na randkowanie pojawiła się w kraju samurajów w latach sześćdziesiątych (razem z jeansami i rockiem) i początkowo dotyczyła bardzo ograniczonych kręgów, bo nadal znaczna większość małżeństw była aranżowana. Współcześnie szacuje się, że od 10 do 15 proc. związków jest zawieranych w ten sposób. Nic więc dziwnego, że młodzi Japończycy i Japonki mają problem z nawiązywaniem relacji z płcią przeciwną, a Japonia ma jeden z najniższych wskaźników przyrostu naturalnego na świecie (jest wręcz na minusie!). Dziwnym nie jest, bo według szacunków japońskiego Narodowego Instytutu Badań Ludności i Ubezpieczeń Społecznych ponad 40 proc. osób w wieku od 18 do 34 roku życia nigdy nie uprawiało seksu.

Jak naprawdę wygląda randkowanie w kraju Kwitnącej Wiśni?

Idź za głosem rozumu

“Małżeństwo z miłości jest może bardziej nowoczesne, ale też bardziej ryzykowne. Na Zachodzie dużo uwagi poświęcacie miłości, a potem miłość mija i rozwodzicie się, by szukać następnej. Nie lepiej od razu wybrać kogoś, kto pasuje i nie spodziewać się cudów?” – brzmią słowa młodej Japonki zacytowane przez Joannę Bator w “Japońskim wachlarzu”.

Moja dusza niepoprawnej romantyczki szamocze się w niemym sprzeciwie przed takim stanem rzeczy, bo jak to tak z rozsądku, bez motyla w brzuchu, bez tęsknoty, bez miłości? Tymczasem Japończycy są bardzo pragmatyczni w swoim randkowaniu, nie ma, że jakieś podążanie za głosem serca, co to to nie. Partnerzy muszą do siebie pasować i to jest najważniejsze. Pochodzenie, wykonywany zawód, rodzina, zainteresowania, plany na przyszłość powinny ze sobą współgrać (a nie, że jakieś romantyczne dyrdymały).

B są kreatywni, AB lubią krytykować

Dla Japończyków bardzo istotna przy wyborze partnera jest na przykład grupa krwi. Każda z nich ma przypisane określone cechy charakteru, które stanowią ważny czynnik przy poszukiwaniu drugiej połówki. Kwestia prawdziwości tych przekonań na potrzeby chwili zostanie przemilczana. Osoby z grupą A są konserwatywne, uparte i sztywne, a przy okazji powściągliwe, cierpliwe i dążą do perfekcji.  AB to ludzie towarzyscy, empatyczni i posiadający samokontrolę, a jednocześnie niezdecydowani, zawzięci i skłonni do krytykowania. Grupa B to szalona kreatywność, indywidualizm, a często też egocentryzm i brak poczucia odpowiedzialności. 0 to osoby ambitne, pewne siebie, z umiejętnościami przywódczymi, a także aroganckie, mało wrażliwe na cudze potrzeby i bywa, że próżne. Mężczyzna, który jedzie do Japonii z nadzieją na podryw powinien wiedzieć, że panowie z grupą krwi B uważani są za najgorszych partnerów i mają nikłe szanse na jakikolwiek romans. Pozostają im więc samotne noce lub słodkie kłamstwa. Kiedyś kobiety urodzone w roku Ognistego Konia (1906 lub 1966 rok) były w podobnej sytuacji, bo uważano, że przynoszą mężowi pecha.

Randka niejedno ma imię

Współcześnie Japończycy wypracowali sobie kilka metod rendez- vous. Przede wszystkim korzystają z pośrednictwa znajomych lub agencji matrymonialnych. Często praktykowaną opcją jest również speed dating. Sposób ten został wynaleziony w 1998 roku przez ultraortodoksyjnego rabina, który chciał, by żydowska młodzież mogła poznać porządnych, sympatycznych rówieśników. Raczej się nie spodziewał, że jego idea będzie pomagała japońskiej młodzieży w poszukiwaniu miłości. Jeśli chodzi o aplikacje i portale randkowe, to pomimo rosnącej popularności w Stanach Zjednoczonych czy Europie, mają one niewielkie zaufanie japońskiego społeczeństwa. Dlaczego? Wracamy do kwestii nieśmiałości. Mieszkańcy Kraju Wschodzącego Słońca wolą nie deklarować w sposób otwarty, że szukają partnera lub (o zgrozo!) mają potrzeby seksualne. Takie wyznania są dla nich wstydliwe, a spotkania we dwójkę bywają bardzo stresujące. Znacznie łatwiej jest im mówić o poszukiwaniu nowych przyjaciół i w tym momencie do akcji wkraczają aplikacje, które mają ułatwiać poznanie ludzi o podobnych zainteresowaniach.

Pochodzenie, wykonywany zawód, rodzina, zainteresowania, plany na przyszłość powinny ze sobą współgrać

Jedną z nich jest Nikukai, która została zaprojektowana przez młodą Japonkę Harukę Ito w taki sposób, by uprościć grupowe spotkania młodych ludzi podczas niezwykle popularnych w Japonii koreańskich barbecue. Aplikacja ma nawiązywać do gokon, nazywanego również kompa. Ta swego rodzaju grupowa randka w ciemno organizowana jest przez kobietę i mężczyznę, którzy zapraszają po 3-4 samotnych znajomych.

Ichijikai i królewska pałeczka

Grupa umawia się w restauracji, przy czym zgodnie z rytuałem kobiety mają przybyć spóźnione (na typowej randce to mężczyźnie wypada się spóźnić). Przyjęcie “ichijikai” zaczyna się od krótkich prezentacji, gdzie uczestnicy przedstawiają się, opowiadają o swojej pracy i zainteresowaniach, a także grupie krwi (wiadomo!). Gdy alkohol już rozluźni atmosferę mężczyźni i kobiety, oczywiście w grupach podzielonych ze względu na płeć, idą do toalety omówić, kto się komu podoba i “rezerwują” daną osobę. To pierwszy etap tworzenia się ewentualnych par. Następny emocjonujący punkt wieczoru to wybór, a właściwie losowani króla wieczoru. Jedna osoba trafia na królewską pałeczkę, pozostałe natomiast mają przypisane numery. Od tej chwili władca ma prawo wydawać rozkazy. Może się zdarzyć, że jego życzeniem będzie, by numer 1 i numer 6 się całowały, a niekoniecznie będzie to kobieta i mężczyzna. Na tym etapie alkohol już dokonał rozluźnienia norm społecznych i takie pocałunki wywołują sporo entuzjazmu. Odmowa wykonania rozkazu może przynieść mało zaszczytne miano nudziarza.

Po zapłaceniu rachunku (tylko symbolicznie przez kobiety) cała ekipa przenosi się do baru lub lokalu z karaoke i tam impreza, nazywana “nijikai” trwa dalej. Dopiero po zakończeniu tej części uczestnicy mogą się umówić na tête-à-tête, ale często bywa tak, że żadnej randki z tego całego zamieszania niestety nie ma, nawet jeśli gdzieś zaiskrzyło.

Imprezy inicjujące związki są bardzo popularne wśród młodych Japończyków

Deito czy tsikiau?

W ramach standardowych, “nudnych” randek wyróżniane są w Japonii dwa ich typy. Deito, raczej powierzchowne, przelotne i nastawione na przyjemność spotkania oraz tsikiau, czyli odpowiednik chodzenia ze sobą. Zanim jednak dojdzie do wykształcenia tej drugiej, głębszej relacji mężczyzna musi dokonać czegoś na kształt oświadczyn, czyli rytuały kokuhaku, który jest deklaracją uczuć. Jeśli kobieta zareaguje pozytywnie na wyznanie stanowią związek, ale jeszcze daleko (no oczywiście!) do poznawania rodziny czy prawdziwych zaręczyn. W swoich założeniach tsikiau ma być relację silniejszą niż jakakolwiek inna w życiu człowieka, nawet z przyjaciółmi czy rodziną, a partnerzy mogą sobie powiedzieć dosłownie wszystko. Jest to szalenie ciężkie do osiągnięcia, bo największym problemem w relacjach młodych ludzi pozostaje jednak właśnie komunikacja (i to nie tylko w Japonii).

Wyglądasz okropnie, może pójdziemy na kawę?

W kulturze japońskiej zakłada się, że słowa czy mowa ciała nie mają takiego znaczenia, a wiele informacji zawieranych jest w kontekście w jakim pada wypowiedź. Ma to swoje źródła w zaszczepionej od dziecka potrzebie kontrolowania emocji.  Dla Japończyków nie jest to łatwe, ale dla Europejczyków oznacza absolutną abstrakcję. Dorota Hałasa w “Życie codzienne w Tokio” opisuje to zjawisko w ten sposób: “Często słowa i to, co rozmówca chce nimi zakomunikować, są odwrotnością. Jeżeli mężczyzna, zwracając się bezpośrednio do koleżanki z pracy, krytykuje np. jej wygląd, jest to wyraz jego zainteresowania, a niekiedy nawet zaangażowania emocjonalnego. […] Kobieta w zależności od kontekstu – powinna umieć odczytać ten przekaz”. I weź tu bądź człowieku mądry. W Japonii czekałaby mnie smutna, samotna egzystencja i jedzenie sushi przed telewizorem w pojedynkę. Co po namyśle, może jednak nie brzmi tak okropnie, szczególnie jeśli się lubi sushi, bo w końcu nie trzeba się z nikim dzielić i walczyć o ostatnie nigiri…

“Alpy” w rzeczywistości

W filmie “Alpy”, greckiego reżyseria Yorgosa Lanthimosa, pracownicy tytułowej firmy wcielają się w zmarłą osobę, by pomóc jej bliskim w przetrwaniu żałoby i powrocie do normalnego życia. Brzmi mało prawdopodobnie? Może w Polsce, bo w Japonii jak się okazuje wszystko jest możliwe. Ishii Yuichi założył kilka lat temu firmę Family Romance. Japończyk zatrudnia kilkuset pracowników w różnym wieku (zarówno dzieci, jak i osoby starsze), którzy za odpowiednią opłatą są gotowi zagrać twojego przyjaciela, męża, żonę, dziadka, czy dowolnego innego członka rodziny. Założyciel firmy wierzy, że w ten sposób pomaga ludziom znosić braki emocjonalne w ich życiu lub łagodzi tęsknotę za konkretną osobą, która jest nieobecna z różnych przyczyn. Za taką usługę, to ja niezbyt serdecznie arigatō gozaimasu!

Ania Ciężkowska
Ania Ciężkowska
Zawodowo siedzi w marketingu od 2010 roku. W wolnych chwilach konfabuluje, czyta i zwiedza zamki. Wielbicielka tatara, wciąż szuka tego idealnego. Słoń nadepnął jej na ucho, nie ufa gołębiom, lubi pociągi i jeść śniadania na mieście. Przed każdą podróżą samolotem spisuje testament. Żałuje, że nigdy nie pozna Tove Jansson i nie pójdzie na koncert The Beatles.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Tech&Moto

Bawią, uczą, myślą za nas. Inteligentne aplikacje sterują naszym życiem?

W smartfonach mamy zainstalowanych średnio 27 aplikacji, a na ekran spoglądamy 80 razy w ciągu dnia. Niektórym “apkom” ufamy bardziej niż lekarzom, powierzamy im intymne sekrety i pozwalamy za nas decydować. Naukowcy nie mają wątpliwości - według ostatnich badań te urządzenia przejęły nad naszymi umysłami kontrolę.
Karolina Kowalska
Karolina Kowalska
3 listopada 2017
CZYTAJ WIĘCEJ