Ekorodzicielstwo – nowa moda czy powrót do korzeni?

Niepotrzebna komplikacja czy inwestycja w zdrowie dziecka?
8 minut czytania
1616
0
Asja Michnicka
Asja Michnicka
18 stycznia 2018

Używają pieluch wielorazowych, choć pokolenie ich rodziców puka się w głowę. Noszą dzieci w chustach, a ich babcie wspominają jak w dawnych czasach nosiło się dzieci w kocach i prześcieradłach. Starają się żyć w zgodzie ze sobą, naturą, kierują się intuicją, podążają za potrzebami swoich dzieci. Ekorodzice w XXI wieku.

Ilu rodziców, tyle definicji ekorodzicielstwa. Nie ma jednych, spójnych wytycznych, które określają, czy jest się ekomamą lub ekotatą. – O tym, że nasza rodzina jest „eko” uświadomili nas znajomi. Nagle okazało się, że wszyscy naokoło używają pieluch z dyskontu, kąpią dzieci w specjalnych emolientach, karmią mieszankami. Staliśmy się freakami w towarzystwie – śmieje się Kuba, tata pięciomiesięcznego Tadka. – Bycie eko to mocno subiektywna sprawa – dodaje Zuza, mama rocznej Lidki. – Ciężko mi powiedzieć, czy ja i mój partner określamy siebie jako ekorodziców. Zależy nam przede wszystkim na zdrowiu naszym i córeczki. Z Kubą, Zuzą, Justyną i Anetą, świadomymi rodzicami, jak lubią siebie określać, rozmawiałam o codzienności – blaskach i cieniach życia w stylu eko.

Ilu rodziców, tyle definicji ekorodzicielstwa. Nie ma jednych, spójnych wytycznych, które określają, czy jest się ekomamą lub ekotatą

Przywitanie dziecka w domowym zaciszu

Dla nich rodzicielstwo zaczyna się zapewnieniem dziecku „naturalnego początku” – jeszcze w brzuchu mamy. Unikanie stresujących sytuacji, dbanie o swój komfort psychiczny, wiedza o tym, że nasze zachowanie ma wpływ na rozwój dziecka. – Jak u 90 procent naszych znajomych, tak i u nas ciąża żony nie była „idealna”. Pojawiły się problemy, jednak cały czas, jak tylko mogliśmy, unikaliśmy nieprzyjemnych sytuacji, nerwów. Naszą ciążę prowadziła położna. Nie mogliśmy zakwalifikować się niestety na poród w domu, ale wybraliśmy poród niezmedykalizowany, jak najbardziej naturalny, w przyjaznym szpitalu. To hołd dla możliwości kobiecego ciała – opowiada Kuba.

Justyna urodziła swoją córkę, Alicję, w domu. Teraz całą rodziną oczekują na narodziny Mai. – Poród w domu to dla mnie godne przywitanie nowego życia po drugiej stronie brzucha, bez użycia środków farmakologicznych. Kiedy kobieta jest zdrowa i ciąża przebiega prawidłowo, poród w domu z wykwalifikowaną położną jest równie bezpieczny jak ten w szpitalu – zapewnia. Według statystyk dotyczących porodów domowych w Polsce Stowarzyszenia Dobrze Urodzeni, w latach 2010-2015 w domu urodziło się 630 dzieci. Okazuje się, że na poród w domu najczęściej decydują się kobiety z wykształceniem wyższym oraz te rodzące po raz kolejny. Wśród wszystkich urodzonych w domowym zaciszu dzieci, tylko 12 wymagało hospitalizacji – wynika z danych Stowarzyszenia.

Wielopielo

Pieluchowanie w stylu ekologicznym to chyba najbardziej, nie wiedzieć czemu, kontrowersyjna kwestia. Jednak pieluchy wielorazowe stają się coraz bardziej popularne i to nie tylko wśród rodziców, którym los planety jest bliski. O możliwości „wielopieluchowania” słyszymy już w niektórych szkołach rodzenia (choć często dalej jako ciekawostkę), na warsztatach z pielęgnacji noworodków, czasem temat podejmowany jest w mediach (tak, głównie telewizjach śniadaniowych). Grupa wielopieluchowania na Facebooku liczy kilka tysięcy osób. Rodzice przebierają nie tylko w rodzajach pieluch, ale też wzorach – a te potrafią zaskoczyć największego gadżeciarza. Tetra, wełniane otulacze, kieszonki. Wkłady chłonne, z bambusa, lnu, konopi czy bawełny? Łatwo pogubić się w wielorazowym pieluchowaniu, ale rodzice, którzy zdecydowali się na ten rodzaj pielęgnacji przekonują, że w zasadzie, to nic trudnego, a i tak przeważają względy zdrowotne i to, co jest dobre dla skóry malucha.

Używanie pieluch wielorazowych jest według mnie zdrowsze dla skóry dziecka, szczególnie, gdy w w większości jednorazówek jest masa sztucznych dodatków. Skóra nie oddycha i w efekcie odparza się – z tym problemem boryka się wielu rodziców przekonuje Justyna. – Niektórzy sądzą, że wielopieluchowanie jest uciążliwe. To kwestia przyzwyczajenia. Pranie robi się i tak góra co dwa dni. Na spacery lub wyjazdy bierzemy ekologiczne pieluszki jednorazowe, których jest na rynku coraz więcej. Używanie wielorazowych pieluch, mimo że starszemu pokoleniu kojarzy się z rękami pełnymi roboty, ciągłym praniem, gotowaniem, suszeniem, prasowaniem, a w użyciu – przelewaniem, małą chłonnością, nieestetycznym wyglądem i niewygodą – tak naprawdę mało ma wspólnego z tym, co pamiętają nasi rodzice.

Pieluchy wielorazowe stają się coraz bardziej popularne

Obecne „wielopielo” to świadomy wybór wynikający ze stylu życia. Z jednej strony bycie eko wymaga naszego wysiłku – na przykład musimy często prać pieluchy. Ale z drugiej strony to ogromna oszczędność czasu! Kupujesz raz i korzystasz długo – nie musisz pamiętać o zakupach, nie tracisz na nie czasu i masz mniej śmieci do wyrzucenia. Poza tym, zestaw do wielorazowego pieluchowania możesz sprzedać i odzyskać część zainwestowanych w nie pieniędzy – mówi Aneta, mama trzyletniej Amelki i siedmiomiesięcznej Mai.

NHN i pielęgnacja… wodą

NHN, czyli naturalna higiena niemowląt, to już wyższa szkoła jazdy. Na wychowanie bezpieluchowe decyduje się jednak coraz więcej rodzin, szczególnie tych, którym spodobała się idea wielorazowego pieluchowania i chcą iść krok dalej. NHN to współczesny sposób na dawne metody opieki nad maluchami. Rodzice starają się obserwować dziecko i uczą się odpowiadać na jego potrzeby – dotyczy to przede wszystkim wypróżniania się i oddawania moczu. Brzmi nieprawdopodobnie, ale okazuje się, że nawet kilkumiesięczne dziecko można wysadzać prosto do nocnika czy nawet ubikacji!

Oczywiście nie jest to takie proste i wymaga wnikliwej obserwacji malucha, ale Kuba, tata Tadzia, przekonuje mnie, że naprawdę warto podjąć to wyzwanie. Pierwszą trudnością jest rozpoznanie, że takie malutkie dziecko chce zrobić siku lub kupę, potem już jakoś idzie. Uczymy się odczytywać zachowanie Tadzika i wychwytywać moment, kiedy należy zdjąć mu pieluchę i pójść do łazienki. Pierwsze sukcesy zaczęliśmy odnosić po kilkunastu tygodniach prób, ale teraz mam wrażenie, że o wiele lepiej komunikujemy się z naszym dzieckiem – mimo tego, że ma dopiero pięć miesięcy! Dla nas to było naturalne – po co mamy uczyć dziecko, że sikanie w pieluchę jest dobre, a potem nagle, przy odpieluchowywaniu, wmawiać mu, że jednak nie? Tak, wysadzanie jest kłopotliwe. Wymaga od nas więcej czasu, niż założenie jednorazówki, a nawet wielopielo. Ale korzystając z doświadczeń innych rodziców jestem pewien, że nasze dziecko o wiele lepiej zniesie czas samodzielnego przesiadania się na nocnik, a potem na „dorosłą” toaletę. Dla nas NHN to także okazanie szacunku maluchowi i podążanie za nim i jego naturalnymi potrzebami – dziecko je wyraża, a my je dostrzegamy.

Rynek kosmetyków dla maluchów jest niesamowicie bogaty. Niemal każda marka kosmetyczna ma w swojej ofercie produkty dla niemowlaków, a nawet noworodków. Przyglądając się jednak wnikliwie składowi mydełek, szamponów czy balsamów gubimy się w gąszczu niezrozumiałych nazw poszczególnych składników. Ne wspominając już o tym, że powinna zapalić nam się czerwona lampka w głowie, gdy płyn do kąpieli dla małego dziecka ma listę wytłuszczoną na połowę wielkiej butelki. Rodzice żyjący w stylu eko stawiają na minimalizm – dla wielu z nich podstawowy zestaw do pielęgnacji to pocięte na kawałki pieluszki tetrowe, ciepła woda, naturalne oleje – kokosowy, jojoba, ze słodkich migdałów. – Wiele specyfików do codziennej pielęgnacji można zrobić samemu z półproduktów albo stosować wielozadaniowo – taki olej migdałowy czy masło shea może być używany zamiast balsamu do ciała, kremu do pupy, płynu do kąpieliopowiada Zuza.

Wychowanie w stylu eko  

Rodzice wychowujący dzieci w duchu troski o środowisko często jednak spotykają się z niezrozumieniem ze strony rodziny i znajomych. Bliscy Justyny na jej wybory reagowali raczej pozytywnie, choć martwili się, że córka komplikuje sobie niepotrzebne życie. Przecież teraz w sklepach jest wszystko! Mama Kuby, gdy dowiedziała się, że jej syn i synowa kupili wszystkie ubranka dla dziecka w lumpeksie, przeraziła się, że maluch złapie jakąś chorobę skóry. Dużo osób patrzy na nas z przymrużeniem oka, albo lekko się nabija – przyznaje Aneta. – Część rodziny ma wręcz obawy, że naszymi „fanaberiami” zaszkodzimy dziecku. Są jednak osoby, które reagują pozytywnie i z prawdziwym zainteresowaniem próbują nasze metody wprowadzać w swoje życie.  

Rodzicielstwo w duchu ekologicznym to na pewno wyzwanie

Tym bardziej, że rodzicielstwo w stylu eko to nie tylko otaczanie się wielorazowymi rzeczami, minimalizm kosmetyczny czy naturalny poród. – To też uświadamianie dziecku, że woda może kiedyś się skończyć i żeby nie lać jej zbyt dużo podczas mycia zębów. Że niektóre dzieci nie mają co jeść, więc nie powinno się bawić jedzeniem ani go wyrzucać. Że jak wychodzi się z pokoju to trzeba zgasić światło. Im starsze i bardziej świadome dziecko, tym więcej wartości można mu przekazać dodaje Aneta.

Rodzice, którym zależy na naturalnym wychowaniu dużo rozmawiają ze swoimi dziećmi o etyce, ekologii, oszczędności. W wielu rodzinach nie spożywa się mięsa czy produktów odzwierzęcych, a jeśli już – mleko, sery czy jajka pozyskiwane są ze sprawdzonych źródeł, najczęściej od zaprzyjaźnionego rolnika. – My nazywamy siebie tak pół żartem, pół serio „odmieńcami” i czasami współczuję mojemu dziecku, ale mamy nadzieję, że na swojej drodze spotka takich samych „odmieńców” jak my i nie będzie miała przykrości z tego powodu – śmieje się Zuza.

Po taniości czy z certyfikatem bio?

Inną kwestią jest przekonanie, że życie w stylu eko jest drogie i nie każdego na nie stać. Aneta przekonuje, że jeśli myśli się zdroworozsądkowo, to da się tanio zarządzać gospodarstwem w ekologicznym klimacie. Każdą rzecz można kupić zarówno za 20, jak i za 200 złotych. Poza tym ekorodzicielstwo wielorazowością stoi i nie straszne są im używane ubranka, pieluchy, chusty czy zabawki. Często nie liczę czy jest taniej, czy drożej. Po prostu wydajemy tyle, na ile możemy sobie aktualnie pozwolić. Wiadomo, że certyfikowane ekologiczne produkty są droższe, a czasem nawet te ceny są zaskakujące – mówi Justyna.

Fakt, na produktach z metką eko, bio, vegan czy cruelty free, można nieźle zarobić, choć często nie mają z tym nic wspólnego. Zuza zauważa, że zgubne są szczególnie kosmetyki, ale też środki czystości w niemal kosmicznych cenach, choć wystarczyłoby zastąpić je zwykłą sodą czy sokiem z cytryny – jak najbardziej w ekostylu. – Ja niestety uważam, że bycie eko, a tym bardziej ekorodzicielstwo, to droga zabawa. Na czym „przyoszczędzisz” nie wydając na „pampersy” i chusteczki czy kosmetyki dla dziecka, to wydasz na coś innego – jedzenie z certyfikatami i ze sprawdzonego źródła czy suplementydodaje.

Po taniości czy z certyfikatem bio?

Łatwiej i taniej dać dziecku parówkę z nie-wiadomo-czego niż poświęcić czas, energię i, nie czarujmy się, pieniądze na przygotowanie śniadaniowych owsianych ciasteczek, najlepiej z dodatkiem orzechów, niesiarkowanych owoców suszonych i jakiegoś super food – zauważa Kuba. – Czasem myślę, że niepotrzebnie komplikujemy sobie życie i może łatwiej byłoby iść do supermarketu, kupić popularne minideserki dla dzieci i mieć spokój, ale potem, na szczęście szybko, przychodzi refleksja, że to, co teraz daję do jedzenia mojemu dziecku, to, jak je pielęgnuję i to, co staram się mu przekazać, mocno zaprocentuje w przyszłości.

Rodzicielstwo w duchu ekologicznym to na pewno wyzwanie w świecie, w którym konsumpcja stoi na wysokim poziomie. Ciężko nie dać omamić się wygodom, jakie zapewniają nam producenci pieluch, żywności, kosmetyków. Mam wrażenie jednak, że od ekomatek i ekoojców możemy wiele się nauczyć i choć po części przejąć dobre nawyki – ograniczając „śmieciowe” jedzenie, będąc kreatywnym w tworzeniu zabawek czy dodając do pielęgnacji swojego malucha dobroczynne, naturalne oleje. Ekorodzicielstwo to styl życia, ale wystarczy wprowadzić kilka małych i prostych zmian, aby mądrze korzystać z tego, co daje nam natura.

Asja Michnicka
Asja Michnicka
Zawodowo zajmuję się szeroko pojętym "słowem", a po godzinach walczę o prawa tych, których głos nie jest słyszany – zwierząt hodowlanych. Opiekuję się dwoma schroniskowymi psami i kotem. Znam wszystkie miejsca w Warszawie, w których podają hummus i falafele. Lubię rodzicielstwo bliskości, chustonoszenie, bycie tu i teraz. Piszę na Mama na roślinach.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Magazyn

Świat bez śmieci jest możliwy?

To dobre dla ekoświrów albo ludzi, którzy nie mają co zrobić z czasem? Takie komentarze często pojawiają się w kontekście zwolenników „bezodpadowego” stylu życia. Tymczasem małymi kroczkami wielu z nas zbliża się do ich idei, nawet specjalnie się nad tym nie zastanawiając.
Małgorzata Bożek
Małgorzata Bożek
18 grudnia 2017
CZYTAJ WIĘCEJ