Jak ocalić wspomnienia z podróży? Zrób kurczaka po tajsku

Idealny na karnawałowe domówki
3 minuty czytania
391
1
Izabela Tomella
Izabela Tomella
4 stycznia 2018
fot. Stephane Bidouze

Z przenoszeniem do domu smaków zapamiętanych z podróży bywa różnie – czasami się udaje i wtedy  jest to najlepszy sposób na przedłużenie wakacji (i przy okazji można błysnąć towarzysko i zyskać sławę lokalnego Anthony’ego Bourdaina), ale często bywa tak, że to, czym objadaliśmy się do nieprzytomności na ulicach w Hanoi, w naszej własnej kuchni jakoś już nie zachwyca.

Ten przepis należy do tej pierwszej kategorii, a zupełnie szczerze i nieskromnie to prawdziwa petarda! W dodatku świetnie się sprawdza na imprezach, więc jeśli planujecie jakieś karnawałowe domówki, to weźcie go bardzo poważnie pod uwagę.

Kuchnia tajska potrafi dostarczyć prawdziwej rozkoszy

Jest to nasza domowa wersja kurczaka, jakiego jedliśmy w Mama’s Chicken – plażowej knajpce na Ton Sai – dopiero później odkryliśmy, że to całkiem słynna miejscówka i są tacy, którzy uważają, że ich kurczak jest najlepszy we wszechświecie. Teraz będziecie mogli ocenić to sami, bo według nas jest bardzo bliska oryginału.

Lista składników jest dosyć długa i może nie wszystkie macie w swoich kuchniach, ale bez problemów można dostać je w supermarketach albo większych sklepach i świetnie się przechowują, więc starczą Wam na długo.

Będziecie potrzebować:

  • 4 udka lub ćwiartki kurczaka (albo trochę więcej „pałek”)
  • 3 łyżki jasnego sosu sojowego
  • 1 łyżka sosu ostrygowego
  • 3 łyżki sosu rybnego
  • 1 łyżka kurkumy w proszku
  • łyżeczka czarnego pieprzu (w ziarnach)
  • 3 łyżki oleju
  • 2 łyżki soku z limonki lub cytryny
  • łyżeczka cukru
  • 3 liście limonki kaffir
  • 3 łyżki słodkiego sosu chili do kurczaka
  • łyżeczka ziaren kolendry
  • kilka korzonków świeżej kolendry
  • 3-4 ząbki czosnku
  • kawałek świeżego imbiru wielkości kciuka (obrać i zachować skórki)
  • 0.5 – 1 świeża papryczka chili (z pestkami, jeśli nie boicie się ostrego jedzenia)
Tajski kurczak – bedzie pyszny także w udomowionej wersji. Dodatki można dobierać według własnego gustu

Powyższy skład jest dosyć rozbudowany i w dodatku ulega zmianom w zależności od nastroju i aktualnej zawartości lodówki – czasami dodajemy  jeszcze kilka łyżek mleka kokosowego, albo kawałek trawy cytrynowej, albo jedno i drugie, bo dlaczego nie. Najlepsze w tym przepisie jest to, że możecie kombinować z proporcjami, tak, żeby dostosować go do swojego smaku – ważne jest to, żeby w efekcie otrzymać półpłynną pastę.

Kurczaka zalać wodą z odrobiną soli i skórką z imbiru i gotować na wolnym ogniu przez około 20-30 minut. W tym czasie przygotować marynatę – czyli wszystkie pozostałe składniki rozetrzeć w moździerzu (wersja dla gorliwych) albo rozetrzeć tylko pieprz i ziarna kolendry, a potem z całą resztą wrzucić do blendera.

Ugotowanego kurczaka wyjąć z wywaru, wystudzić, zalać marynatą (tak, żeby był nią przykryty w całości) i wstawić do lodówki na kilka godzin, może być na noc. Ptak powinien opuścić lodówkę na jakąś godzinę przed pieczeniem – najlepiej rzecz jasna na grillu, ale jeśli będziecie go przyrządzać w piekarniku, rozgrzejcie go do około 180 stopni i pieczcie kurczaka aż będzie zrumieniony i chrupiący. Podawać ze słodkim sosem chili (tym samym, co w marynacie) i zimnym piwem – bez dwóch zdań, polskie będzie lepsze niż tajskie!

P.S. I broń Boże, nie wylewajcie wywaru! Z kilkoma krewetkami, solidną łychą pasty tom yam i garścią zieleniny będzie świetną rozgrzewającą zupą na kolację. My lubimy do niej dodać nieco chili i czosnku zamarynowanych w occie ryżowym, a na większy głód też trochę makaronu ryżowego.

P.S.1 Tak naprawdę zawsze używamy do tego przepisu około 10 albo nawet 12 udek z kurczaka, tylko na naszą dwójkę. Robimy odpowiednio więcej marynaty, pieczemy za jednym razem i podżeramy leniwie przez kolejne trzy dni, do pracy, po pracy i przed telewizorem. Nigdy nam się nie znudziło.

P.S.2 Do tego kurczaka świetnie pasuje też uproszczona wersja sałatki z zielonej papai, którą w domowej wersji zastępujemy kapustą: kapustę tniemy na cienkie paseczki i przygotowujemy dressing z sosu rybnego, rozpuszczonego w odrobinie wody cukru (najlepiej palmowego albo trzcinowego, ale biały też da radę) i soku z limonki. Lekko rozgniatamy pokrojoną drobno papryczkę chili i czosnek oraz kilka pokrojonych na ćwiartki pomidorków koktajlowych. Wszystko razem mieszamy z kapustą, posypujemy pokruszonymi, niesolonymi orzeszkami ziemnymi i zostawiamy, aż się przegryzie. Efekt powinien być ostro-kwaśny z odrobiną równoważącej ten ogień słodyczy.

Izabela Tomella
Izabela Tomella
Kiedyś chciała być bibliotekarką, bo wyobrażała sobie, że dzięki temu cały dzień będzie mogła czytać książki. Ostatecznie książki czyta na własnej kanapie, na lotniskach, dworcach i w autobusach, albo –
najprzyjemniej w hamaku, na jakiejś odludnej plaży. Do bibliotek i księgarń ma jednak ciągle słabość.
Jedzenie jest jej pasją i wpada w entuzjazm, kiedy trafi w miejsce, które karmi dobrze i z zaangażowaniem, w przeciwnym wypadku jest jej bardzo smutno. Skończyła filologię polską, współpracowała z radiem i telewizją. Razem z mężem prowadzi podróżniczego bloga „Państwo na Walizkach”. Obydwoje właśnie porzucili wygodne życie, aby wyruszyć w świat, z biletem w jedną stronę.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

„Ziemia jest tylko jedna, nie zgubię się”. Podróże na emeryturze

Gdy mówiła, że po przejściu na emeryturę będzie podróżować, znajomi unosili brwi i tylko się uśmiechali. No bo za co? Nie znając angielskiego? Bez biura podróży? Zupełnie sama? Teraz mogą poczytać na jej blogu relacje ze Sri Lanki, Kambodży, Meksyku, Gwatemali, Panamy, Australii…
Beata Turska
Beata Turska
23 grudnia 2017
CZYTAJ WIĘCEJ