Jak w bezmyślny sposób ujawniono lokalizację tajnych baz wojskowych? Na wszystko jest jakaś apka!

Bieganie nie zawsze wychodzi na zdrowie
4 minuty czytania
843
1
Nika Brassel
Nika Brassel
31 stycznia 2018

Bycie fit, zwłaszcza w epoce modnych aplikacji mobilnych, potrafi być zabójcze. Wkrótce mogą przekonać się o tym żołnierze, którzy zbyt lekkomyślnie podeszli do współczesnej techniki. Aplikacja Strava przypadkowo odtajniła lokalizację wielu amerykańskich baz.

Co bieganie ma wspólnego z białym wywiadem? Wbrew pozorom bardzo dużo. Zanim opowiem wam jak przez przypadek ujawniono gdzie w latach 2015-2017 przebywali amerykańscy żołnierze oraz/lub cywilni pracownicy baz wojskowych, podryfujmy przez chwilę w innym kierunku.

Fitorektycy i chwalipięty

Nie wiem, czy pamiętacie szał na Endomondo. Jeśli ominęło was to zjawisko, podpowiem, że był taki moment, w którym wielu aktywnych i aspirujących do tego miana ludzi zaczęło upubliczniać swoje trasy i czasy – biegu, wspinaczki, jazdy na rowerze. Popularny serwis społecznościowy na “f” zalewała fala obrazków przedstawiających mapy z dokładnie zaznaczoną drogą od rozpoczęcia przez daną osobę swojego marszu, biegu lub przejazdu (a nawet przepływu), przebytej odległości, czasu, a nawet liczby spalonych kalorii przeliczanych dzielnie przez aplikację Endomondo. Z czasem pojawiły się nowe przypadłości związane z nadużywaniem – zarówno samej aplikacji, jak i ćwiczeń. Jedni użytkownicy wprost uzależnili się od ćwiczeń, czemu sprzyjał mechanizm nieustannego zapisywania  i upubliczniania wyników. W ten sposób ze zwykłych, mniej lub bardziej wysportowanych jednostek zmienili się w fitorektyków, czyli osoby chorobliwie dążące do tego, by być “fit”. Inni użytkownicy nie do końca uczciwie monitorowali swoje poczynania. Oszustwa polegały między innymi na tym, że zamiast zadeklarowanego biegania, czy jazdy na rowerze, tylko udawali, de facto jadąc autem.

Jak każda moda, także i ta nieco przybladła. Oczywiście wiele osób nadal mierzy swoje osiągi, ale nie czuje już nachalnej potrzeby nieustannego dzielenia się ze światem swoimi sukcesami. Nie odeszły też do lamusa wszelkiego rodzaju aplikacje, które pozwalają dokładnie monitorować różne aktywności fizyczne. Wprost przeciwnie – pojawiają się nowe możliwości  i udoskonalenia… oraz jeszcze lepsze mechanizmy, które “przywiązują” użytkowników do danej aplikacji. Jedną z takich funkcji jest wprowadzona na przykład przez apkę Strava opcja podglądania wyników ludzi z twojej okolicy, znajomych i osób, które przemierzają podobne trasy. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy ślady w chmurze informacyjnej zostawiają ci, którzy nie powinni się chwalić ani swoim położeniem, ani tym gdzie i w jakich godzinach najczęściej przebywają.

Kandahar – baza wojskowa widoczna w aplikacji

Hej terroryści, tu biegamy!

Pierwszego listopada 2017 roku twórcy aplikacji Strava pokazali światu swoją wyjątkową, interaktywną mapę stworzoną w oparciu o dane gromadzone przez dwa lata. Widok był olśniewający. Oto czarne kontury kontynentów odcinające się na szarym tle oceanów ozdobione zostały girlandami  ścieżek, po których biegają ludzie. W Europie i Ameryce Południowej, w Australii i w Afryce – wszędzie znajdą się jarzące się jasnym światłem skupiska biegaczy. Gęste niczym sieci neuronów szlaki prowadzą ulicami Nowego Jorku i Waszyngtonu, oplatają okolice Tokio i Jokohamy, oraz… chwila, co u licha na jałowych i skąpych w dane ziemiach afgańskich robi ten  rozżarzony punkt w prowincji Kandahar? Ten oraz kilka innych, dość specyficznie położonych ośrodków biegaczy, kilka dni temu przyciągnął uwagę zachodnich mediów.

Okazało się, że publikując  swoją mapę, zawierającą dane o trasach biegaczy z lat 2015-2017, Strava zupełnie przypadkowo odtajniła lokalizację wielu amerykańskich baz. Oczywiście wiele z tych punktów na mapach było znanych już wcześniej, Amerykanie i ich sojusznicy  stacjonujący w rejonach konfliktowych – nie tylko na Bliskim Wschodzie – nie zawsze się ukrywają. O innych bazach wiedzą “wtajemniczeni” – musicie bowiem mieć świadomość, że służby wywiadowcze reprezentujące różne układy sił, nie są ślepe i głuche. Niezależnie od tego, czy mówimy o służbach izraelskich, rosyjskich, chińskich, brytyjskich czy pakistańskich – stosowanie wywiadu białego, szarego i czarnego: gromadzenie ogólnie dostępnych danych, wyciąganie informacji, podpuszczanie, prowokowanie, wykradanie, wreszcie łączenie wszystkich informacji i wykorzystywanie ich w umiejętny i skuteczny sposób, jest na porządku dziennym. Nie mniej jednak dzięki mapie Stravy wiele informacji podano w sposób elegancki i skondensowany.

Wyobrażacie sobie na przykład, że taki Snowden łączy siły z Macierewiczem, po czym zapraszają do współpracy sztab grafików i koderów, którzy w sposób klarowny i wygodny dla każdego, kto ma dostęp do internetu, przedstawili dane dotyczące pracowników wywiadu i kontrwywiadu polskiego i amerykańskiego?

Głupi, głupszy, wybiegany

Może dane ze Stravy nie są aż tak porażające w swym bogactwie, jednak w niewłaściwych rękach mogą wyrządzić wiele szkód. Zwłaszcza, że wojna z ISS to nie jest najlżejsza partia szachów. Nie chcę wam tutaj siać w głowach zamętu i wciągać w grząski grunt, by uniknąć niepotrzebnego snucia teorii spiskowych. Powiem tylko tyle: są na tym świecie więksi gracze, którzy działają według starej, dobrej zasady “dziel i rządź”, czy właściwie “wspieraj  chaos i korzystaj”.  Oni o tych całych tajnych bazach wiedzieli już wcześniej. Natomiast teraz zyskali wygodne alibi. Do stracenia mają zaś najwięcej ci, którzy aktualnie stacjonują w bazach, bo to ich życie jest teraz wystawione na niebezpieczeństwo.

Zwrócili na to uwagę użytkownicy Twittera. Najpierw zaczęli drążyć kwestię tego, w jakich dziwnych miejscach ludzie biegają – ot, choćby w domniemanej lokalizacji tajnej bazy CIA nieopodal Mogadiszu, albo w jakimś dziwnym miejscu w Jemenie, które po dokładniejszych oględzinach ogólnodostępnych zdjęć satelitarnych okazało się być bazą rakietową wyposażoną w Patrioty.

Dzięki Heat Mapie Stravy można też wypatrzeć gdzie stacjonują Francuzi w Nigerze (Madaua) oraz gdzie jest tajna amerykańska baza w Arlit.

Dziennikarze Washington Post, którzy opublikowali artykuł dotyczący niechlubnej wpadki z aplikacją Strava postanowili zwrócić się z kilkoma ważnymi pytaniami do rzecznika koalicji przeciwko tzw. Państwu Islamskiemu. W odpowiedzi na zadane przez nich pytania, koalicjanci wydali specjalne oświadczenie, w którym przyznają, że przyszedł czas na zrewidowanie zasad dotyczących używania urządzeń mobilnych w bazach wojskowych.

Jeden z przytoczonych w poniedziałkowym artykule Washington Post fragmentów oświadczenia zawierał stwierdzenie, że koalicja „jest w trakcie procesu wprowadzania udoskonalonych wskazówek dotyczących ustawień prywatności dla bezprzewodowych urządzeń i aplikacji”… Bla,bla,bla. Oczywiście, że są w trakcie. Oczywiście, że będą zmieniać. Jasne. Problem polega na tym, że mleko się już rozlało i nawet jeśli kolejne zmiany rozpoczną swoje misje w takim Iraku, Afganie, czy na terenie Turcji, to ślady już zostały utrwalone. Dwa lata wytrwałego biegania ze smartfonami przy dupie dało piękne wpisy do rejestru. Ślady utrwalone na mapie pokazują zarówno trasy joggingu, rutynowe drogi między najważniejszymi punktami w obozach, jak i ścieżki patrolowe – tak wewnątrz, jak i na zewnątrz baz.  I tak lekkomyślność jednostek po raz kolejny może doprowadzić do mało zabawnego finału ze snajperami czy dobrze rozmieszczonymi ajdikami w roli głównej.

Nika Brassel
Nika Brassel
W poprzednim życiu dziennikarka i pisarka, podróżniczka i matka dzieciom, teraz po prostu autorka, hobbystycznie podejmująca intrygujące tematy.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Nauka

Czy powinniśmy bać się robotów?

Jedni w rozwoju sztucznej inteligencji dostrzegają szansę na rozwiązanie wielu dręczących dziś ludzkość problemów, inni widzą w niej rozmaite zagrożenia - nie tylko takie, jak osławiony “bunt robotów”. Czy mamy się czego bać? Co warto wiedzieć?
Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska
24 sierpnia 2017
CZYTAJ WIĘCEJ