Kanarek bez Airly. Marki testujące czystość powietrza walczą, a my się dusimy

Czy taka wojna komuś służy?
7 minut czytania
940
0

Jedna z najpopularniejszych aplikacji pokazujących stan powietrza – KanarekApp – od stycznia nie może korzystać z danych z czujników firmy Airly. Użytkownicy są zawiedzeni i oburzeni, a obie firmy podają różne powody, dla których Airly wypowiedziało współpracę.

W ostatnich latach bardzo szybko rośnie świadomość Polaków na temat zagrożeń związanych ze smogiem. I choć wciąż wielu mieszkańców kraju nie ma pojęcia o zanieczyszczeniu powietrza, to jednak temat stał się (nareszcie!) przedmiotem publicznej debaty, a nawet konkretnych systemowych rozwiązań, które, miejmy nadzieję, powoli przyniosą choćby niewielką poprawę. Wraz ze wzrostem świadomości obywateli rośnie oczywiście zapotrzebowanie na narzędzia do sprawdzania bieżącej jakości powietrza, czyli czujniki i aplikacje wyświetlające dane z tych czujników. Wśród nich dużą popularnością cieszy się KanarekApp, zbierająca dane z urządzeń GIOŚ, LookO2 i – do niedawna – Airly. Jest to jak dotąd jedyna aplikacja pozwalająca nie tylko porównać dane z kilku rodzajów czujników, ale także skorzystać ze wskazań najbliższego prywatnego wskaźnika tam, gdzie brakuje oficjalnych stacji pomiarowych. Twórca Kanarka, Michał Tajchert, podkreśla, że zależało mu na umożliwieniu użytkownikom porównania danych i samodzielnej oceny sytuacji na podstawie większej ilości informacji. Brzmi to bardzo korzystnie, szczególnie, gdy czujniki GIOŚ odmawiają posłuszeństwa lub przestają pokazywać któryś z istotnych pomiarów, a także w kontekście znacznej różnicy między normami zanieczyszczeń dla Polski i dla Europy.

Stan powietrza sprawdzamy najczęściej w aplikacjach na smartfonie – warto to robić codziennie…

Pierwszego stycznia w aplikacji Kanarek i na jej facebookowym profilu pojawiła się informacja o braku dostępu do danych z czujników Airly, ponieważ ich właściciel wypowiedział umowę. Według Kanarka, stało się to krótko po tym, jak Airly złożyło Kanarkowi propozycję kupna aplikacji, a jej właściciele odmówili (Airly ma własną aplikację, choć, zdaniem użytkowników, bardzo niewygodną).

„Sytuacja, w której prywatna firma mierząca jakość powietrza, którym oddychamy a my płacimy jej za te informacje odmawia możliwości porównania odczytów z ich sensorów do konkurencyjnych rozwiązań, prywatnych stacji czy tych prowadzonych przez Alarmy Smogowe i blokuje dostęp na podstawie indywidualnej decyzji, a nie otwartego regulaminu jest bardzo martwiąca. Takie zachowanie jest tym bardziej alarmujące, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że odkąd zaczęliśmy współpracę regulamin nie uległ zmianie. Nie pojawiały się też żadne dodatkowe wymogi ze strony Airly. Sytuacja, która ostatecznie doprowadziła do usunięcia danych tej firmy z mojej aplikacji, powstała niedługo po tym, gdy odrzuciłem ofertę kupna Kanarka przez Airly” – pisze Michał Tajchert w komentarzu dołączonym do wpisu na Facebooku KanarekApp.

Do tego samego wpisu dołączono także petycję obywatelską, utworzoną przez Michała Tajcherta i skierowaną do Airly. Osoby składające pod nią podpisy proszą firmę o cofnięcie decyzji i ponowne umożliwienie Kanarkowi dostępu do danych. Całą sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że czujniki Airly zostały kupione przez niektóre samorządy i w związku z tym dane, które są z nich odczytywane, powinny automatycznie stać się informacją publiczną – właśnie te publiczne czujniki, zakupione z podatków, to informacje, za które płacimy. Samemu Kanarkowi Airly udostępniało dane bezpłatnie.

 


Aplikacja KanarekApp została odcięta od znacznej części danych

Airly odpowiada oświadczeniem na Facebooku, w którym czytamy, że rozwiązanie współpracy nie ma przesłanek finansowych, a spowodowane jest dostarczaniem przez Kanarka nierzetelnych danych i fałszywych alarmów oraz wprowadzenie „szumu informacyjnego”. „Warunkiem dalszej współpracy z aplikacją Kanarek było zaprzestanie prezentowania i promowania mierników o wątpliwej jakości w aplikacji, w której pojawiają się nasze dane, ze względu na dbałość i rzetelność prezentowanych informacji”.

Tu warto dodać, jak zauważają komentujący, że wszystkie urządzenia widoczne w aplikacji są wyraźnie oznaczone nazwą firmy lub podmiotu (Airly, LookO2 lub GIOŚ).

Jednocześnie w tej samej wypowiedzi Airly zarzuca Kanarkowi, że nie zabiegał on o dane od innych producentów. No i ostatni poważny zarzut – wprowadzenie w aplikacji zakładki z produktami, która pozwala kupić urządzenia konkurencyjnej firmy.

Dociekliwym polecam wymianę zdań między obiema markami pod oświadczeniem Airly na Facebooku. Niestety, póki co wynika z niej, że być może cel wszyscy mamy wspólny, ale każda z firm widzi do niego zupełnie inną drogę: Kanarek chce dostarczyć jak największej ilości informacji, pozostawiając użytkownikowi wybór, któremu pomiarowi ufa najbardziej, zaś Airly chce udostępniać jedynie sprawdzone dane. I choć twórca Kanarka od kilku dni zabiega o cofnięcie decyzji Airly, producent czujników stanowczo twierdzi, że nie jest to możliwe.

Niewątpliwie w Polsce można w tej chwili znakomicie zarobić na smogu, świadczy o tym choćby wybór domowych oczyszczaczy powietrza, kilkakrotnie większy niż zeszłej zimy, i rosnąca popularność masek antysmogowych. W sklepach pojawiają się oczyszczacze samochodowe i takie polecane do wózka dziecięcego. Powstał także szalik antysmogowy, który nasuwa się na twarz zamiast maseczki. Urządzenia mierzące poziom zanieczyszczeń także cieszą się coraz większą popularnością i być może to wzrost konkurencji stał się powodem kontrowersyjnej decyzji Airly, która powoli okazuje się wizerunkowym strzałem w stopę.

Pozostaje mieć nadzieję – nawet, jeżeli nikłą – że w walce o zarobek producenci urządzeń i aplikacji nie zapomną o tym, co najważniejsze: zdrowiu i bezpieczeństwie tych, którzy woleliby nie musieć korzystać ani z czujników, ani z aplikacji.

Luca Olga Machuta-Rakowska
Luca Olga Machuta-Rakowska
Piszę do internetu od ponad dziesięciu lat, najpierw dla agencji interaktywnych i klientów indywidualnych, a obecnie dla IgiMag, Tatento, Kwartalnika Laktacyjnego i na swojej stronie Milk Power. Umiem w social media, blogi i parę innych rzeczy. Lubię NVC, Rodzicielstwo Bliskości i szalenie interesują mnie relacje. Ponad trzy lata temu ukończyłam kurs dla Promotorek Karmienia Piersią i od tej pory działam na poletku laktacyjnym. Pasjami kocham jeść, ale nie cierpię gotować.
AUTOR

Polecamy

Komentarze