Love story w rzeźni. Rozmowa z reżyserką “Duszy i ciała”

Dziś polska premiera węgierskiego kandydata do Oscara
5 minut czytania
212
0
Robert Skowroński
Robert Skowroński
26 stycznia 2018
"Dusza i ciało"

Zwycięzca zeszłorocznego festiwalu filmowego w Berlinie i nieoczekiwany kandydat do Oscara w kategorii film nieanglojęzyczny, czyli węgierskie “Dusza i ciało” w reżyserii Ildikó Enyedi. O swojej wizji romansu dwojga neurotyków i outsiderów rozgrywającej się na pograniczu jawy i snu opowiedziała nam twórczyni obrazu.

Robert Skowroński: Rzeźnia to dość oryginalne tło dla historii miłosnej.

Ildikó Enyedi: Szukałam normalnego zakładu pracy, który jednocześnie reprezentowałby życie i śmierć. Rzeźnia ze skrywanym w jej sercu okrucieństwem, idealnie pasowała do tego obrazu. Zależało mi też na tym, aby było to miejsce czyste, sterylne i dobrze zorganizowane z działającymi wewnątrz maszynami. Bezosobowa przestrzeń oddająca dzisiejszy model pracy. Nikt tam nie znęca się nad zwierzętami, choć oczywiście są one zabijane, każdy tylko bezrefleksyjnie wykonuje swoje zadanie regulowane szeregiem procedur.

Czyli równie dobrze akcja mogła się rozgrywać w wielkiej korporacji?

Tak, ale chciałam, żeby to miejsce było bardziej ekstremalne. W rzeźni, tak jak i w dużej firmie, są przepisy mówiące nawet o tym, co pracownik może na siebie włożyć.

Kręcenie w takim miejscu musiało być trudnym doświadczeniem.

Rzeźnia znajdowała się na wsi. Wiele osób z ekipy było wstrząśniętych obrazami, które tam zobaczyły. Nic w tym dziwnego, to jest doświadczenie zmieniające życie. W pobliżu mieściła się restauracja, która zamawiała od zakładu mięso. Serwowane tam dania były znakomite, ale potrawy mięsne były wykonane ze zwierząt, które widzieliśmy zaledwie dzień lub dwa wcześniej. Wstrząsające, ale przecież od wieków ludzie wręcz wychowywali zwierzęta, by ostatecznie je zabić i zjeść.

Jak wyglądało realizowanie scen w samej rzeźni? Podglądanie życia pracowników?

Personel przez trzy dni w tygodniu ma do czynienia ze zwierzętami, reszta czasu to obróbka mięsa. To właśnie wtedy kręciliśmy sceny dialogowe, żeby nie przeszkadzać w normalnym funkcjonowaniu rzeźni. Zaangażowani w codzienną pracę zatrudnionych byliśmy w niewielkim stopniu, jednak i tak staliśmy się świadkami niezwykle mocnych obrazów.

Pokazuje pani na ekranie również życie dzikich zwierząt, obrazujące sytuację bohaterów, którzy są uwikłani w sieć ograniczających regulacji. Powinniśmy szukać w życiu prostoty?

Nie mi oceniać co ludzie powinni robić, ale uważam, że życie w prostszy sposób pozwala brać z niego więcej. Należy czerpać z danego nam czasu pełnymi garściami, a nie tylko udawać. Dzisiejsze społeczeństwo często zamyka się na innych, tak jak początkowo bohaterowie filmu. Otworzenie się przed kimś innym wielu osobom sprawia trudności, bo wiąże się to z ryzykiem. Każdy z pewnością może wspomnieć swoje nastoletnie lata i przypomnieć sobie, jak wówczas przeciwna płeć wywoływała uczucie przerażenia, ale jednocześnie fascynacji. Tak jest i w dorosłym życiu – relacje międzyludzkie są jedną wielką niewiadomą, ale kto nie ryzykuje, ten nie żyje. Nikomu nie przychodzi to łatwo, to rodzaj sportu ekstremalnego.

„Dusza i ciało”

Czy poruszana tematyka wymagała od pani przeczytania książek psychologicznych przed kręceniem filmu lub skorzystała z konsultacji ze specjalistami? Pytam o to, bo na ekranie pojawia się nawet postać psycholożki.

Nie. To była świadoma decyzja. Chciałam po prostu pokazać prawdziwych ludzi.

W “Duszy i ciele” portretuje pani żyjące na wolności jelenie. Jak wyglądała praca z tymi zwierzętami?

W filmie te sceny to zaledwie sześć minut, a zdjęcia trwały cały tydzień. Mieliśmy na planie wspaniałego koordynatora, który nauczył mnie pracy z tymi zwierzętami. Główna idea polegała na tym, aby wniknąć w ich duszę i ciało. Nie zmuszać ich do niczego, a pozwolić, aby to one mnie prowadziły, zrozumieć ich potrzeby i zachowanie. Było to dla mnie wyjątkowe doświadczenie, podobnie zresztą, jak dla koordynatora, gdyż zwierzęta często są w filmach tylko tłem, a w tym przypadku są równie ważne co ludzcy bohaterowie, z czym wcześniej nie spotkał się w swojej pracy.

Dlaczego akurat jelenie?

Trochę przez przypadek. Zależało mi po prostu na ukazaniu dzikich zwierząt, co kontrastowałoby ze scenami w rzeźni. Chciałam też pokazać pokryte śniegiem środowisko z brzozami. To koniecznie musiały być te drzewa podkreślające surowość natury, w której zwierzęta mają problem ze znalezieniem pożywienia.

„Dusza i ciało”

W filmie umieściła pani utwór Laury Marling, który koresponduje z wydźwiękiem “Duszy i ciała”.

Zarówno tekst, głos Marling, sposób w jaki gra na gitarze – wszystko to sprawiło, że koniecznie chciałam wykorzystać w filmie ten utwór. Przez kilka miesięcy starałam się uzyskać prawa do wykorzystania tej kompozycji, ale próby spełzały na niczym. Sugerowano mi wybranie utworu z repertuaru kogoś innego, w końcu na świecie jest tyle utalentowanych piosenkarek. Ale to Laura Marling stanowi dla mnie przykład prawdziwej artystki. W “What He Wrote” jest niepowtarzalna szorstkość i prawdziwe, głębokie emocje, czyli wszystko to, co chciałam wytworzyć w swoim filmie. W końcu zresztą udało się pozyskać odpowiednie prawa.

Jak pani znalazła odtwórców głównych ról? Géza Morcsányi, który gra Endre, nie miał wcześniej doświadczenia w filmie.

To prawda, przez 20 lat stał na czele jednego z największych wydawnictw na Węgrzech. Ponadto był dramaturgiem, tłumaczem i wykładowcą uniwersyteckim. Praca w filmie była dla niego czymś nowym. Nie przeprowadzałam żadnego castingu na rolę męską, Géza był moim pierwszym i jedynym wyborem. Cieszę się z tego, bo w moim przekonaniu sprawdził się świetnie. W pracy z amatorem ważne jest to, aby skupić się na jego osobowości. Nie wymagać od niego stania się kimś innym, a podkreślenie tego, co już w nim jest. Wówczas jego wykonanie w niczym nie będzie odstawało od tego, co byłby w stanie zaprezentować profesjonalista, będzie po prostu prawdziwe. Z kolei odtwórczyni roli Márii szukałam przez około pół roku przesłuchując całe mnóstwo aktorek. Alexandrę Borbély znałam ze szkoły teatralnej i wiedziałam, że jest niezwykle utalentowana, ale w żaden sposób nie była podobna pod względem osobowości do postaci Márii. Postanowiłam jednak dać jej szansę i niesamowite było oglądanie jej transformacji. Idealnie oddała to, co chciałam przekazać tą bohaterką. Nie musiałam jej nawet niczego podpowiadać, bo doskonale rozumiała postać i moje intencje.

„Dusza i ciało”

Bohaterowie filmu śnią ten sam sen. A pani sny przekładają się na twórczość filmową? Wielu reżyserów czerpie z tej sfery.

W snach często widzę twarze, ale też różne przestrzenie, które potrafią być inspiracją do poszczególnych scen czy rozwiązań dramaturgicznych. Jednocześnie uważam, że śnienie jest czymś niezależnym od kultury i jako twórca staram się nie czerpać zbyt wiele z tej sfery.

Robert Skowroński
Robert Skowroński
Krytyk filmowy i muzyczny związany niegdyś lub wciąż związany z... długo by wymieniać. Ponadto amator kawy i urban exploringu, który już chyba na zawsze pozostanie niespełnionym perkusistą. Prowadzi profil Trochę kultury.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Wywiad

Jak ożyły obrazy van Gogha? Rozmowa z twórcami filmu „Twój Vincent”

Jak opowiedzieć o genialnym malarzu? Tworząc film, który wygląda jak namalowany przez słynnego postimpresjonistę. O tytanicznej pracy, która stoi za ręcznie malowanymi kadrami, opowiadają twórcy: Dorota Kobiela i Hugh Welchman.
Robert Skowroński
Robert Skowroński
6 października 2017
CZYTAJ WIĘCEJ