Mamy polski rejestr sprawców przestępstw na tle seksualnym – co z tego wynika?

Skuteczne zabezpieczenie czy niepotrzebna stygmatyzacja?
3 minuty czytania
531
0
Kamila Łońska-Kępa
Kamila Łońska-Kępa
5 stycznia 2018

Przestępstwa na tle seksualnym to jedne z najobrzydliwszych czynów, jakich można dopuścić się względem drugiej osoby. Do tej pory, w naszym kraju dane na temat pedofilów i gwałcicieli nie były jawne. Uruchomiony przez Ministerstwo Sprawiedliwości rejestr zmienia ten stan rzeczy: każdy może sprawdzić imiona, nazwiska oraz zdjęcia osób skazanych za przestępstwa seksualne.

Wraz z rozpoczęciem nowego roku na stronie internetowej Ministerstwa Sprawiedliwości możemy znaleźć Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Znajdziemy w nim nie tylko imiona i nazwiska, ale również zdjęcia  miejsca zamieszkania oraz szczegóły spraw sprawców najgroźniejszych przestępstw seksualnych.

Rejestr dzieli się na dwie części. Jedna z nich dostępna jest dla każdego odwiedzającego. W tej części rejestru znajdziemy wyłącznie podstawowe dane. Druga część przeznaczona jest między innymi dla policji, sądu czy instytucji zajmujących się opieką nad dziećmi. Dane w tej części rejestru są znacznie bardziej szczegółowe i obejmują między innymi imiona rodziców przestępców, jego numer PESEL czy faktyczne dane dotyczące adresu zamieszkania. W rejestrze znajduje się obecnie ponad 800 nazwisk.

Pomysł działający w wielu innych krajach

Polska nie jest jedynym krajem, w którym takie rozwiązanie zostało wdrożone. Wprost przeciwnie, w naszym kraju stało się to dosyć późno – przez wiele lat nie mieliśmy żadnej możliwości poznania sprawców przestępstw. Tymczasem poza granicami naszego kraju podobne rozwiązania działają już od wielu lat. Wśród krajów posiadających rejestry wymienić możemy między innymi Stany Zjednoczone, Francję oraz Wielką Brytanię.

Warto jednak zauważyć, że nie wszędzie jest on powszechnie dostępny. Przykładowo, we Francji dostęp do systemu mają jedynie organy sądowe, policja czy też urzędnicy podejmujący decyzję o zatrudnianiu pracowników na stanowiskach, które związane są z kontaktami z dziećmi. Możliwość dotarcia do danych oraz wizerunku przestępcy nie jest więc czymś oczywistym.

Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym

Pierwsze sukcesy?

Choć rejestr działa zaledwie od kilku dni już odnotowywane są przypadki, w których pomógł zabezpieczyć dzieci przed kontaktem z kimś potencjalnie niebezpiecznym. Jak donosi portal RMF24.pl w jednym z małopolskich miast udało się wykryć sprawcę przestępstwa na tle seksualnym, który pracował w domu kultury i miał styczność z dziećmi. Odkrycia dokonali rodzice dzieci uczęszczających na zajęcia, korzystając jedynie z powszechnie dostępnej wersji rejestru. Mężczyzna straci swoją posadę, zaś dyrektorowi ośrodka, który nie dopilnował weryfikacji grozi grzywna a nawet areszt. Można by więc przyklasnąć pomysłowi i określić go jako skuteczną formą obrony. Czy jednak system ten to same zalety?

Niestety, Rejestr Spraw Przestępstw na Tle Seksualnym nie jest wolny od wad i niedociągnięć, które mogą mieć poważny wpływ zarówno na życie byłych skazanych, jak i zwykłych obywateli. W stworzonej przez Filipa Szumskiego, Krzysztofa Kasparka oraz Józefa K. Gierkowskiego specjalistycznej analizie znajdziemy wyraźną opinię mówiącą, że obecny kształt rejestru może przyczyniać się do stygmatyzacji, wykluczenia społecznego i piętna w przypadku sprawców. Również tych, których zachowanie może wskazywać na niski poziom prawdopodobieństwa recydywy. Specjaliści alarmują również, że pomysłu Rejestru przestępców seksualnych nikt nie konsultował z psychologami, psychiatrami czy kryminologami. Jest to więc kolejne rozwiązanie stworzone na szybko, nie wolne od niedociągnięć i zaniedbań, które mogą mieć negatywne skutki.

Polowanie na czarownice?

Podsumowując, wprowadzenie rejestru może pomóc w wykryciu osób, które nie powinny mieć styczności z dziećmi, a mimo to podejmują próby zatrudnienia się na stanowiskach związanych z opieką lub pracą z małoletnimi. Dzięki powszechnemu dostępowi do informacji także służby oraz instytucje publiczne mogą działać sprawniej i unikać tego typu nadużyć, które mogą być tragiczne w skutkach. Niemniej jednak, jest to również stygmatyzowanie sprawców na wiele długich lat – również tych, u których proces resocjalizacji mógł przebiec prawidłowo.

Osoby znajdujące się w rejestrze nie mają szans na spokojne życie. Już dziś, większość lokalnych mediów przeczesuje listy i publikuje artykuły z wizerunkami osób zamieszkujących w okolicy. Dodatkowo zwiększa to poczucie strachu i zagrożenia np. wśród rodziców, co też niestety nie trudno zaliczyć do skutków pozytywnych.

Rejestr działa od stosunkowo niedawna, dlatego też trudno jednoznacznie ocenić jego przydatność oraz skutki działania. Niemniej jednak jego twórcy powinni być czujni i wprowadzać zmiany, które uchronią np. przed samosądem. W obecnym kształcie rejestru takie zdarzenia są bowiem możliwe.

Kamila Łońska-Kępa
Kamila Łońska-Kępa
Zawodowo freelancer copywriter, w przeszłości blogerka. Osoba, która próbuje na nowo odnaleźć się w opowiadaniu historii. Zamieszkała na głębokiej, ale malowniczej prowincji, gdzie pójście do sklepu po bułki to logistyczna wyprawa. Jest mamą, lubi być dobrą żoną. A przynajmniej tak o sobie myśleć. Tuż przed magiczną granicą trzydziestego roku życia wciąż dziwi się światu i lubi o nim mówić.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Społeczeństwo

Czy osoby uzależnione powinny być sterylizowane?

Barbara Harris od dwudziestu lat jeździ vanem po Stanach Zjednoczonych i namawia osoby uzależnione od narkotyków lub alkoholu do zastosowania długoterminowej antykoncepcji bądź poddania się sterylizacji. Zabiegi są płatne, a konkretniej to Harris płaci po kilkaset dolarów tym, którzy zdecydują się na procedurę.
Ania Ciężkowska
Ania Ciężkowska
7 listopada 2017
CZYTAJ WIĘCEJ