Missoula nie jest, wbrew pozorom, amerykańską stolicą gwałtów [RECENZJA]

Miasto jak każde inne - i na tym polega dramat
7 minut czytania
551
1
Martyna Kośka
Martyna Kośka
17 stycznia 2018

Reportaż Jona Krakauera “Missoula. Gwałty w amerykańskim miasteczku uniwersyteckim” to książka, którą zdecydowanie warto przeczytać. Choć w kwestii rozwiązań legislacyjnych Stany  Zjednoczone różnią się od nas znacząco, to gdy chodzi o przestępstwo gwałtu, systemy obu państw zdają się być tak samo bezradne.

Missoula to drugie co do wielkości miasto w Montanie i ważny ośrodek akademicki. Ładnie położone, bez zakorkowanych ulic, wielkomiejskiego pośpiechu. Takie malownicze miasteczko, zamieszkane przez sympatyczną społeczność.  Ludzie chcą mieszkać w takich miejscach, by uciec od różnych zagrożeń, które powszechnie utożsamiamy z dużymi miastami – przemocą, narkotykami, ale też anonimowością i powszechną znieczulicą. Tyle że założenie, że poza dużymi ośrodkami żyje się spokojniej i bezpieczniej, zakłada dużą naiwność. Wszak ludzie w raju mogą zgotować innym piekło.

Gwałt towarzyski

Jak to się stało, że Jon Krakauer, którego najbardziej znana książka dotyczy himalaizmu („Wszystko za Everest”), sięgnął po temat tego, jak na przestępstwo zgwałcenia reaguje amerykański system sprawiedliwości?

Jon Krakauer (fot. Devon Christopher Adams, CC BY-SA 2.0, wikimedia.org)

Przed kilkoma laty Krakauer poznał dwudziestokilkuletnią kobietę. Była ładna, mądra, robiła karierę. W którymś momencie zwierzyła się pisarzowi, że gdy była nastolatką, została zgwałcona przez kolegę. Niedługo później ponownie stała się ofiarą, a sprawcą był ktoś uważany za przyjaciela rodziny.

To skłoniło go do pochylenia się nad tematem gwałtu towarzyskiego. Pod tym kątem Stany Zjednoczone nie różnią się znacząco od Polski – sprawcą gwałtu jest najczęściej człowiek znany ofierze, chłopak, kolega brata, sąsiad. Już tylko do najbardziej stereotypowego myślenia powinno  należeć łączenie gwałtu z mężczyzną w kominiarce, który pod osłoną nocy wciąga ofiarę w krzaki. Dla porównania – jak to wygląda w Polsce? Niby mamy jakieś statystyki, badania, ale one mówią nam raczej o tym, czego nie wiemy, niż czego możemy być pewni. Szacuje się, że w Polsce może dochodzić nawet do 200 gwałtów dziennie. Większość z nich ma miejsce w małżeństwie. Zgłaszanych jest pięć przypadków.

Pisząc o gwałtach, których sprawcami są osoby należące do kręgu znajomych ofiary, Krakauer używa terminu „acquaintance rape”, które przez tłumacza Stanisława Tekielego jest tłumaczone jako „gwałt towarzyski”. Niestety, w polskich słownikach próżno szukać takiej frazy. Istnieje co najwyżej „gwałt na randce”. Szkoda, bo ten niedostatek w warstwie językowej ciągle każe nam łączyć gwałt z tym wspomnianym powyżej zamaskowanym mężczyzną w parku, który istnieje praktycznie tylko w naszej wyobraźni, ale już nie w statystykach policyjnych.

Prawie każda ofiara wierzy, że sama poradzi sobie z traumą

Wróćmy jednak do genezy książki. Po rozmowie z dwukrotnie zgwałconą znajomą, Krakauer zainteresował się tematem gwałtów popełnianych przez ludzi znanych ofierze. Przeglądając badania i artykuły poświęcone temu tematowi, podejrzanie często miejscem dramatu było studenckie miasto Missoula w Montanie. Jedna sprawa szczególnie przykuła jego uwagę. Dotyczyła studentki, Allison Huguet, którą zgwałcił rówieśnik, którego od lat traktowała jak brata i ufała mu bezgranicznie.

Huguet nie od razu zdecydowała się poinformować policję o zajściu. Myślała – i to jest wspólne dla większości ofiar gwałtów popełnianych przez znajomych, że sama sobie wszystko poukłada w głowie i z czasem zapomni o całej sprawie. Tak się jednak nie stało.

Kampus Uniwersytetu Montany

Allison zgłosiła się do centrum kryzysowego dla ofiar przemocy w rodzinie, w którym pracowała jej koleżanka, pewna siebie feministka, która nie miała wątpliwości co do tego, że każdy gwałt trzeba zgłaszać na policję. Jednakże po tym, jak zaczęła współpracę z centrum kryzysowym, musiała zweryfikować to przekonanie. „Koledzy wyjaśnili jej, że w przypadku niektórych ofiar przemocy seksualnej przejście przez procedurę zgłoszenia gwałtu organom wymiaru sprawiedliwości może być nie lada traumą, zatem personel >>schronu przed burzą<< niekoniecznie rekomendował to rozwiązanie” – czytamy.

„To taki ładny chłopiec, gdzie on by mógł kogoś zgwałcić?”

Niech każdy teraz wyobrazi sobie, że dowiedział się, że jego sąsiad/kolega z pracy/syn znajomych zgwałcił koleżankę. Nie obcą dziewczynę w parku po zapadnięciu nocy, ale koleżankę, która w dobrej wierze, przekonana o tym, że bezpiecznie spędzi noc w domu kolegi, zasypia na kanapie w jego salonie. Czy takie zachowanie spotkałoby się z potępieniem? Zapewne. Może na początku jest próba relatywizowania tego zdarzenia, a niektórzy będą próbować przerzucić ciężar na ofiarę lub przynajmniej wskazać jej przyczynienie się („przecież oboje pili, to było po imprezie, atmosfera skłaniała do ryzykownych zachowań”), to jednak większość uzna, że to niedopuszczalne, karygodne, wstrętne. I aż się prosi o ostracyzm społeczny.

Logo drużyny The Grizzlies z Uniwersytetu Montany – przed zarzutami broniła zawodników przeważająca część miejscowej społeczności

O potępienie trudniej, gdy sprawcą jest utalentowany zawodnik lokalnej drużyny futbolowej,  która jest dumą lokalnej społeczności. I bez znaczenia, że wcześniej o napaść seksualną oskarżani byli inni zawodnicy. Ludzie kochali tę drużynę, więc nie dawali wiary dziewczynom („przespała się z nim, a później bała się, że jej chłopak się dowie, więc wrobiła zawodnika w gwałt” – mówili).   Jeden z koronnych argumentów, którym mieszkańcy Missouli starali się obnażyć fałszywość zarzutów, dotyczył tego, że zawodnicy są tak popularni i mogą wybierać dziewczyny wedle własnej woli, że nie muszą posuwać się do gwałtu, by spędzić noc z jedną czy drugą. Czyli atrakcyjny facet nie zgwałci, bo dziewczyny same wskakują mu do łóżka.

Konieczność udowodnienia, że wcale tak nie jest (i płynące ze wszystkich stron zarzuty o to, że dziewczyny, które oskarżyły zawodników, chciały zwrócić na siebie uwagę i zniszczyć kariery chłopaków) było podstawową barierą, która powstrzymywała ofiary przed zgłoszeniem się na policję.  Konieczność zmierzenia się z oskarżeniami o to, że gwałt został wymyślony w jakimś doraźnym celu – w połączeniu z procedurą, która w wielu miejscach faworyzuje oskarżonego, prowadzi do tego, że w Stanach Zjednoczonych zaledwie 20 proc. gwałtów jest w ogóle zgłaszanych organom ścigania.

Jeszcze jedna statystyka. Przeglądając policyjne dane, Krakauer zorientował się, że w latach 2010-2012 w tym liczącym niewiele ponad 70 tys. mieszkańców mieście zgłoszono 80 przypadków gwałtu. Ktoś może pomyśleć, że Missoula to prawdziwe siedlisko patologii i aż się prosiło, by jakiś pragnący opisać te wynaturzenia dziennikarz wydobył na światło dzienne skrywane przez mieszkańców tajemnice. Tymczasem pod względem liczby gwałtów Missoula wcale nie odbiega od innych miast uniwersyteckich podobnej wielkości. Szokujące? Tak, i fakt, że w innych ośrodkach akademickich jest podobnie, nie umniejsza skali problemu.

Znając liczby, Krakauer postanowił wyjaśnić, jak to się stało, że coś ewidentnie szwankuje na  poziomie zapobiegania gwałtom i późniejszej pomocy ofiarom. Omawia to na przykładzie historii pięciu kobiet, które zostały zgwałcone przez ludzi ze swojego środowiska. Gdzieś w tle nieustannie pojawiają się zawodnicy lokalnej drużyny, którzy przekonani są, że jako celebryci mogą sobie pozwolić na więcej.

Dużo treści, ale zabrakło kilku kluczowych rozmów

Autor podszedł do postawionego przed nim zadania rzetelnie: przekopał się przez dokumentację policyjną i sądową, zrelacjonował kolejne kroki postępowania. Momentami jest to nudne, bo może jednak zbyt szczegółowe, a w efekcie niewystarczająco dynamiczne dla książki liczącej 432 strony.  Krakauer wraca do tych samych wątków, ale raz opowiada je z perspektywy postępowania dyscyplinarnego prowadzonego na uczelni, innym razem – przedstawiając kulisy postępowania sądowego.

Jon Krakauer (fot. Devon Christopher Adams, CC BY-SA 2.0, wikimedia.org)

Ciekawe są odniesienia do badań nad problematyką gwałtów i przywoływane wnioski naukowców. Najbardziej szokujący jest ten, w którym Krakauer konstatuje, że o trudności na etapie procesu karnego gwałt przesądza to, że jest to bodaj jedyne przestępstwo, w którym od początku zakłada się kłamstwo ze strony ofiary. Może przespała się z tym chłopakiem dobrowolnie, ale później zrobiło jej się głupio i postanowiła go oskarżyć? A może była tak pijana, że nie powiedziała mu, że jednak nie chce i biedak nie mógł się domyślić jej intencji? A może to wszystko w ogóle nie miało miejsca?

Warto tę książkę przeczytać, bo choć w kwestii rozwiązań legislacyjnych Stany  Zjednoczone różnią się od nas znacząco, to gdy chodzi o przestępstwo gwałtu, systemy obu państw zdają się być tak samo bezradne. W obu krajach liczba zgłaszanych przestępstw jest na tym samym, żałośnie niskim poziomie, a sama „struktura” gwałtów, czyli to, kto jest sprawcą, a kto ofiarą, także są niebezpiecznie podobne. Tu mąż i kolega, tam tak samo. Szkoda, że Krakauerowi nie udało się porozmawiać ze sprawcami. Podobno szukał dojścia do nich, ale odmawiali. Brakuje też rozmów z funkcjonariuszami organów ścigania. Wiele wiemy o ich procesach decyzyjnych i motywacji dzięki lekturze omawianych dokumentów z różnych etapów postępowania, ale i tak  wiele by dało, gdyby autor zadał każdemu z nich krótkie pytanie: „dlaczego właśnie tak?”.

W reportażu brakuje próby wyjaśnienia, czy miasta uniwersyteckie różnią się czymś od tych, w których nie ma kampusów, gdy chodzi o liczbę dokonywanych gwałtów. Bo skoro jednym z punktów wyjścia jest założenie, że w ośrodkach akademickich tej wielkości co Missoula, liczba przestępstw seksualnych jest na zbliżonym poziomie, to na usta ciśnie się dwa pytanie, czy istnienie w mieście uniwersytetu wpływa w jakiś sposób na powszechność gwałtów? Autor nie opowiada nam o specyfice amerykańskich kampusów, nie wprowadza w życie studenckie. Może zrozumienie go przybliżyłoby nas do odpowiedzi na pytanie o tak dużą liczbę gwałtów dokonywanych przez młodych ludzi, którzy mają jakieś ambicje, plany i powinni umieć przewidzieć skutki swojego zachowania? Być może nie ma to znaczenia i w umyśle studenta zachodzą dokładnie te same procesy co w mózgu każdego innego człowieka, ale jako czytelnik książki osadzonej w tej a nie innej rzeczywistości – chciałabym o tym przeczytać.

Jon Krakauer, „Missoula. Gwałty w amerykańskim miasteczku uniwersyteckim”. Wydawnictwo Czarne 2018, „Seria Amerykańska”
Martyna Kośka
Martyna Kośka
U progu dorosłości marzyła o uporządkowanym życiu i oglądaniu miasta z wysokiego piętra przeszklonego wieżowca, więc ukończyła prawo. Nie zdążyła jednak zastukać obcasami na korytarzu sądowym, bo przekonała się, że znacznie ciekawszy świat czeka na mnie gdzie indziej.
Jest dziennikarzem gospodarczym, jej analizy można przeczytać w kilku popularnych serwisach finansowych - ale po godzinach pracy praktycznie nie używa słów typu "inflacja", "nowelizacja" i "jurysdykcja krajowa", lecz pisze dużo bardziej reportażowo, życiowo.
Czyta reportaże, ogląda polskie dramaty obyczajowe, wybiera schody zamiast windy.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Missoula nie jest, wbrew pozorom, amerykańską stolicą gwałtów [RECENZJA]”

  1. ‚Autor nie opowiada nam o specyfice amerykańskich kampusów, nie wprowadza w życie studenckie.’

    Rzeczywiście, zabrakło tego, ale pewnie Jan Krakowski będąc amerykańskim dziennikarzem książkę napisał z myślą głównie o rodzimym czytelniku i może sobie nawet nie zdawać sprawy z istnienia systemów szkolnictwa wyższego nie opartych o rozbudowane do wielkości miasteczek kampusy uniwersyteckie (kwartał zajmowany przez Uniwersytet Montany ma 89ha powierzchni), zamieszkałe przez studentów na czas studiów poniekąd ‚wyrwanych’ ze swojego naturalnego środowiska i wrzuconych w układ fraterni, sororitów (wiem, niezgrabnie po polsku wychodzi) i klubów sportowych, co w przypadku mniejszych miejscowości, w których poza uczelnią wyższą niewiele się znajduje bardziej przypomina odgraniczony od zewnętrznego świata klasztor czy wojskowe koszary rządzące się swoimi prawami, niż uczelnię w wielkim mieście z rozsianymi po nim gmachami wydziałów, bibliotekami i akademikami, w większym stopniu wpasowanymi przez to w społeczne otoczenie, niż od niego odizolowaną, gdzie spory odsetek studentów stanowią mieszkańcy tego miasta, po zajęciach wracający do domu do mamy i taty, albo studenci prywatnie wynajmujący chaty na mieście zamiast gnieźdźić się w akademikach.

Dodaj komentarz

Zobacz też

Ja też byłam molestowana seksualnie. Tak jak twoja siostra, żona, przyjaciółka, córka

Od kilku dni na Facebooku pojawiają się posty opatrzone tagami #meetoo lub #jateż. Umieszczają je te osoby – przeważnie kobiety – które doświadczyły molestowania seksualnego. Akcja ta ma na celu pokazanie skali zjawiska molestowania i choć z pewnością nie wszystkie ofiary są psychicznie w stanie wziąć w niej udział, daje szokujące i smutne świadectwo.
Luca Olga Machuta-Rakowska
Luca Olga Machuta-Rakowska
19 października 2017
CZYTAJ WIĘCEJ