Naczelny błazen III RP, Ryszard Petru, uruchamia „Plan Petru”

Trzy razy Petru!
7 minut czytania
505
4
fot. planpetru.pl

Ryszard Petru z pewnością nie jest najmądrzejszym politykiem. Nie jest też najbardziej kompetentny ani prawdomówny. Wydaje się również zagubiony i ślepy na rzeczywistość. Z pewnością jednak jest najbardziej zabawny.

W poniedziałek pan Ryszard Petru przedstawił swój nowy projekt: „Plan Petru”, czyli stowarzyszenie, które „musi pokazać Polakom, że mamy zarówno kompetencje, jak i umiejętność współpracy, by dobrze zarządzać Polską”. Pan Petru zarzuca PiS-owi, że, choć głosowało na niego 19 proc. wyborców, chce zmieniać ustrój państwa. Celem stowarzyszenia ma być „zatrzymanie procesu demontażu polskiej demokracji”.

Zresztą, oddajmy głos samemu Petru: „Dzień przejęcia rządów nie może być dniem rozpoczęcia dyskusji programowych – musimy być gotowi już dzisiaj. Przyszedł czas na stworzenie planu, pod którym będą mogły podpisać się wszystkie środowiska pro-demokratyczne i pro-europejskie. Planu, który wybierze najlepsze rozwiązania z programów ugrupowań opozycyjnych”.

Ryszard Petru (fot. Adrian Grycuk, CC BY-SA 3.0)

Na czym polega „Plan Petru”?

„Pomocny” TVN od razu zaprosił pana Petru na rozmowę do redaktor Moniki Olejnik, która pytała o postulaty „Planu”. Niestety poza przyjęciem euro, co jest nierealne w tej i pewnie następnej kadencji Sejmu, z uwagi na potrzebę zmiany konstytucji, oraz mglistymi zaklęciami na temat wprowadzenia konkurencyjności w systemie zdrowia, pan Petru odmówił mówienia o konkretach. Na jego stronie internetowej zarysowane są „obszary kluczowe dla rozwoju i bezpieczeństwa” przedstawione w podpunktach:

  • dynamiczny i zdrowy rozwój gospodarczy oparty na nowoczesnych inwestycjach, eksporcie i konsumpcji,
  • realny wzrost płac osiągany poprzez odejście od modelu taniej siły roboczej,
  • politykę międzynarodową, gwarantującą trwałe sojusze i uczestnictwo w strefie euro,
  • ochronę zdrowia skupioną na pacjencie, opartą na konkurencji i symbiozie prywatnych i publicznych systemów,
  • niezależną energetykę stopniowo odchodzącą od węgla,
  • edukację opartą na wiedzy praktycznej, otwartości i tolerancji,
  • efektywną politykę rolną wspierającą rodzimą produkcję i eksport,
  • niezależną kulturę szeroko dostępną dla społeczeństwa bez względu na dochody i miejsce zamieszkania,
  • niezależny od politycznych wpływów system sprawiedliwości.

Dodatkowo pan Petru zapowiada „organizowanie paneli dyskusyjnych, grup eksperckich i otwartych spotkań z Polakami oraz przygotowywanie ustaw naprawczych”. Formuła, pomimo posiadanej nazwy, ma być inkluzywna, dlatego Ryszard Petru „zaprasza przedstawicieli opozycyjnych partii politycznych, samorządowców, ekspertów oraz reprezentantów organizacji pozarządowych” oferując w zamian „realny wpływ na kształt polskiej rzeczywistości po zbliżających się wyborach”. Dziwne, że pan Petru nie oferuje również Niderlandów (gdzie ostatnio zdarzyło mu się udzielić wywiadu, w którym gorąco popierał sankcje przeciwko Polsce).

Ostatecznym deklarowanym celem ma być „stworzenie i realizacja programu rozwoju Polski nowoczesnej, tolerancyjnej, bezpiecznej, zamożnej i europejskiej”. Nihil novi sub sole, chciałoby się powiedzieć. Ma być super, kolorowo i europejsko.

Zaraz, zaraz – czy  my już tego gdzieś nie słyszeliśmy? Tak! Słyszymy to od bez mała 10 lat. Właśnie na tym polegał i polega program Platformy Obywatelskiej. Nic zatem dziwnego, że PO ponoć oddelegowała swojego głównego ekonomistę, aby wsparł „Plan Petru”, niejakiego pana Rzońcę. Tak, tak – tego samego, który prognozował upadek państwa po roku rządów PiS, gigantyczne zadłużenie oraz zerowy wzrost gospodarczy. I, kolejny ciekawy przypadek, pan profesor Rzońca również jest uczniem pana profesora Balcerowicza. Liberałowie wszystkich partii łączcie się?

Łubudu!

Pan Petru i jego „Plan Petru” to zdecydowanie najlepszy żart noworoczny, jaki do tej pory padł. Nawet moment jego promocji jest zabawny, bo przecież wszyscy mówią o rekonstrukcji rządu, a nie o wygłupach tego czy innego przegranego polityka. Zwłaszcza że wzorem wszystkich swoich poprzednich działań, pan Petru nie podaje żadnych konkretów. Jacy ludzie będą z nim współpracować? „Rozmawiam z partiami”, jakie konkretne zmiany chce pan wprowadzić „rozmawiamy o postulatach”, jaki horyzont czasowy pan sobie zakłada „rozmawiamy”. Tak wyglądała konferencja prasowa na której pan Petru ogłosił powstanie swojego „planu”. Na pytanie dziennikarza,  dlaczego nazwał rzekomo wspólny plan opozycji swoim nazwiskiem, pan Petru odpowiedział, że to chwyt marketingowy. Potem u Moniki Olejnik, po kilku godzinach, oświadczył, że był proszony o to przez współpracowników i tak naprawdę to pani Katarzyna Lubnauer to wymyśliła, choć ona sama, kilka godzin wcześniej, w otoczeniu posłów Nowoczesnej, mówiła, że nic o tym wszystkim nie wie. Aż trudno się połapać w działaniach pana Petru.

On sam w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” pytany, czy szefowa partii popiera jego działania odparł, że „Nowoczesna nie jest partią dyktatorską”. Innymi słowy: Katarzyna Lubnauer wymyśliła „Plan Petru”, choć go nie popiera, ale nie musi, a poza tym inni proszą pana Petru, żeby robił to, co robi. Nie trzeba geniusza, żeby połapać się, że to wszystko po prostu nie trzyma się kupy.

Zresztą nie musi. Celem „Planu Petru” nie jest wcale stworzenie wspólnego programu gospodarczego opozycji – nawet jeśli jakiś plan gospodarczy powstanie, nie będzie on programem Zjednoczonej Opozycji. Po pierwsze dlatego, że taka formacja nie istnieje i nic nie zapowiada jej powstania (PSL i SLD już zapowiedziały, że nie wezmą w tym udziału i trudno uwierzyć, żeby PO zgodziła się współpracować na innych zasadach niż pożerając Nowoczesną). Po drugie – ponieważ partie opozycyjne mają różne podejścia do gospodarki. PSL musi zapewnić swoim członkom miejsca w państwowych spółkach, więc będzie przeciwny prywatyzacji. Nowoczesna już ma swój program, choć krótki. PO ma taki program, jaki akurat wskazują sondaże. SLD ma ważniejsze sprawy na głowie niż program gospodarczy, choćby uniknięcie rozpadu. Partia obieca wszystkim wszystko, byle tylko wejść do Sejmu w następnej kadencji, a wiązanie się z u upadłą gwiazdą o renomie błazna raczej nie pomoże rozwiązać tych problemów.

Jeden tenor

Mówi się, choć nie są to potwierdzone informacje, że Ryszard Petru chce przejść do Platformy Obywatelskiej. Ta wiadomość musi z jednej strony cieszyć panią Lubnauer, ale z drugiej, taki ruch może skończyć się rozpadem Nowoczesnej. Jeszcze jako przewodniczący .N, pan Petru zawarł bardzo niekorzystny dla partii układ w Warszawie, a pani Lubnauer musiała go renegocjować, choć Grzegorz Schetyna i tak postawił na swoim. Członkowie PO nie zgodzą się zrezygnować z miejsc na listach do Sejmików czy Europarlamentu, o Sejmie nie wspominając. Taki ruch mógłby skończyć się podziałem w partii Schetyny i ostatecznie przeciąć mrzonki o zjednoczonej opozycji.

Czy „Plan Petru” zmienia jakoś tę sytuację? Moim zdaniem nie. Choć sam Petru jeszcze tego nie wie, jego udział w polityce to wydarzenie sezonowe. Jedynym ratunkiem dla politycznej kariery pana Petru jest wejście do Platformy. Taki scenariusz jest realny i wydaje się korzystny dla obu stron. Petru nie będzie zagrożeniem dla Grzegorza Schetyny i w PO może pełnić funkcję nowego Janusza Palikota. Wilk syty i owca cała.

To już nie wróci… (fot. Adrian Grycuk, CC BY-SA 3.0)

Skąd wziął się Petru?

Ryszard Petru to człowiek legenda. Wszedł do polityki z rozmachem, szczycąc się mianem „najzdolniejszego ucznia Balcerowicza” (nie starcza wyobraźni, by pomyśleć zdolnościach drugiego najzdolniejszego ucznia, o kolejnych nie wspominając). Zapowiadał, że zostanie premierem, podczas, gdy jego własna partia uznała, że nie nadaje się na jej przewodniczącego. Miał być nową jakością, choć w rzeczywistości ani on nie jest nowy, ani jego współpracownicy – to zlepek złogów po Unii Wolności i ludzi z otoczenia byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego. Sam Petru w latach rządów pana Donalda Tuska trzykrotnie starał się o objęcie funkcji ministra finansów lub gospodarki (chodziło głównie o bycie ministrem, mniej o konkretny resort), ale pomimo błagań i starań pana Petru, były premier za każdym razem odmawiał.

Ostatnia odmowa była szczególnie bolesna, gdy pan Tusk i pani Kopacz zdecydowali się wybrać na ministra Mateusza Szczurka, a nie jego. Potem była Madera, spadek w sondażach do granicy progu wyborczego i nowy plan marketingowy – powrót do neoliberalnych haseł w rodzaju prywatyzacji wszystkiego, włącznie z LOT-em, KGHM-em oraz ledwo co odkupionymi bankami. Jak można się było spodziewać, Nowoczesna nie zyskała więcej niż 5proc. w sondażach.

Ryszarda Petru to jednak nie zraziło. „Plan Petru” to w zasadzie nic innego, jak kolejny marketingowy chwyt człowieka, który już przegrał, choć jeszcze o tym nie wie. W Nowoczesnej Katarzyny Lubnauer nie ma dla niego miejsca i to nie ze złośliwości przewodniczącej. Petru, jak donoszą głosy z sejmowych kuluarów, nie pogodził się z porażką a w wywiadzie dla TVN24 opowiadał, jak to zajmował się „budowaniem wizji, podczas gdy one [kobiety z kierownictwa Nowoczesnej – przyp. red.] knuciem”. Zresztą on sam, jak wynika z relacji mojego informatora, czuje się oszukany i wykorzystany przez partię, którą założył. Obecna przewodnicząca nie zaofereowała mu nawet funkcji wiceszefa partii i trudno ją za to winić: pan Petru jest obciążeniem dla Nowoczesnej. Mało kto traktuje go poważnie, a liderzy innych partii opozycjnych opowiadają sobie o nim kawały. Jak wtedy, gdy po incydencie na Maderze mówił Grzegorzowi Schetynie „co opozycja ma teraz robić” i w odpowiedzi usłyszał: „Rysiek, ty będziesz mnie uczył polityki? Ty?”.

Nie sposób nie odnieść wrażenia, że pan Petru to jeden wielki niewypał. Nie posiada żadnych kompetencji, bo sprzedaż kredytów we frankach to nie wiedza o gospodarce i nigdy się taką nie stanie. Przypomina trochę Bronisława Komorowskiego po przegranej w wyborach, być może nie kradnie sokowirówek i obrazów, ale wydaje się podobnie obrażony na wszystkich. Nie zwraca uwagi na swoją niedojrzałość, brak wiedzy i arogancję, ignorancję i zachowania w stylu zbuntowanego nastolatka. W porównaniu nawet do takich postaci jak Grzegorz Schetyna lub Włodzimierz Czarzasty jest po prostu karłem – zarówno pod względem inteligencji, jak i obycia. Z lidera sondaży stał się pośmiewiskiem, królem memów a jego gafy są już dziś przysłowiowe.

Akcja Petru, ktokolwiek za nią stał, zakończyła się nie tyle porażką, co katastrofą.

Jakub Napoleon Gajdziński
Jakub Napoleon Gajdziński
Rocznik 87, absolwent politologii, historii i dziennikarstwa. Dużo podróżuje, kocha koty i dobre piwo. Tego ostatniego nigdy nie odmawia.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Va banque Leppera. Rzecz o politycznej grze, sile haków i tajemniczej śmierci

Tajemnicza śmierć Andrzeja Leppera prowokuje do pytań. Choć samobójstwo lidera Samoobrony – zdaniem prokuratury – było tak oczywiste, że ogłoszono je dwa dni przed tym, nim w ogóle zabrano się za śledztwo.
Michał Piasecki
Michał Piasecki
17 listopada 2017
CZYTAJ WIĘCEJ