Pheramor, czyli aplikacja, która łączy pary na podstawie DNA

Nigdy więcej rozczarowań na randce
4 minuty czytania
477
0
Karolina Kowalska
Karolina Kowalska
4 stycznia 2018

Uczuciowe preferencje są zapisane w naszym DNA. Tak przynajmniej twierdzą twórcy najnowszej aplikacji randkowej, i obiecują na tej podstawie znaleźć ci partnera. Swaty w wersji sci-fi, czy zwykła szarlataneria?

Otwórz usta, pobierz wymaz, zakochaj się – tak w skrócie można opisać schemat działania nowej aplikacji mobilnej z Houston. Pheramor, bo o nim mowa, to w założeniu coś więcej niż kolejna randkowa apka, w której o rozpoczęciu flirtu decydujesz przesunięciem kciuka. Tu od pierwszej randki dzieli cię kilka kroków, ale za to na końcu tej drogi ma czekać prawdziwa miłość. Najpierw łączymy platformę z naszymi kontami w mediach społecznościowych. Aplikacja stworzy za nas profil “bez potrzeby wypełniania długich formularzy”, a jedynie w oparciu o nasze aktywności w social media: posty i like’i, udostępniania i hashtagi, czy grupy, do których należymy. System podpowie ci propozycje innych singli z twojej okolicy (na razie, w wersji testowej tylko w amerykańskim Houston), z którymi łączą cię wspólne zainteresowania i poglądy.

Kolejny klon Tindera? Nie, jeśli dopasowanie wspierają – zdaniem twórców – rzeczywiste badania naukowe na twój temat. Na stronie pheramor.com zamawiasz zestaw, dzięki któremu pobierzesz wymaz z policzka, bezpiecznie go spakujesz i odeślesz do siedziby firmy. Jak metoda, stosowana od lat w profilaktyce chorób nowotworowych o podłożu genetycznym i kwalifikacji do programu oddawania szpiku, ma się sprawdzić w szukaniu “drugiej połowy”?

Pheramor – czy tak będziemy wkrótce szukać idealnego partnera?

Od przepoconego t-shirtu do wielkiej miłości

Jak zdradza nazwa, chodzi o ideę działania feromonów – produkowanych przez żywe organizmy substancji chemicznych, którym przypisuje się wpływ, nie tylko seksualny, na otoczenie i inne organizmy. O tym jak silna jest wiara w moc feromonów, można się przekonać na portalach aukcyjnych i w sex shopach, a oparte na nich perfumy i koncentraty, mają być gwarantowanym afrodyzjakiem miłości. “Zwiększą podniecenie, zaufanie, autorytet i szacunek”, “podniecają i rozbudzają zmysły” – obiecują producenci. O “narkotykach miłości” pisał prof. Lew-Starowicz, a na stronie Feromony.pl roi się od pozytywów. “Uderzenie animalistycznej siły jest tu potęgowane przez żarliwą moc mieszanki. Ten zapach podkreśla męski temperament i zaprasza panie do kontaktu”, zachwyca się ekspert zapachu i specjalista od zapachowego wizerunku. Coach i przedsiębiorca przyznaje, że po użyciu perfum kobiety były “jeszcze bardziej zainteresowane” a partnerzy w biznesie – otwarci, “ekspertka modelingu” zapewnia, że dzięki nim zachowuje się bardziej uwodzicielsko.

Temat feromonów niezmiennie fascynuje badaczy, a pierwsze udokumentowane odkrycie datowane jest na początek XVIII w. Wówczas holenderski lekarz Frederick Ruysch miał stwierdzić, że za wyczuwanie tych substancji – wówczas jeszcze nienazwanych – u zwierząt odpowiada narząd lemieszowo-nosowy, z ang. VNO. Nazwa „feromony” po raz pierwszy została użyta w 1959 roku przez Petera Karlsona i Martina Lüschera. Miała ona oznaczać substancję, dzięki której osobniki jednego gatunku mają się ku sobie.

Dopiero kilkadziesiąt kolejnych lat zaowocowało badaniami nad wpływem feromonów na ludzi. Jeden z najsłynniejszych eksperymentów, zwany jako “test przepoconego t-shirtu”, prowadził do dzisiejszego wyobrażenia, że feromony to seks, a seks to feromony. W 1995 roku Claus Wedekind poprosił kobiety, by powąchały i oceniły koszulki, w których mężczyźni spali przez dwie noce z rzędu. Im bardziej odmienny zestaw genów, tym uczestniczki oceniały mężczyzn po zapachu jako atrakcyjniejszych.

Zaufaj nam, jesteśmy naukowcami

Tym tropem poszli twórcy Pheramor, którzy z próbki śliny chcą przeanalizować 11 “genów atrakcyjności” powiązanych właśnie z feromonami. To właśnie one mają pomóc zawęzić krąg poszukiwań do osób, z którymi połączy nas chemia, a nie tylko takich, które odpowiadają naszym jednostronnym wyobrażeniom. Bo przecież, przekonują, do miłości trzeba dwojga. – Naukowcy są w stanie przewidzieć, kto się komu będzie podobałtłumaczy Houston Chronicle współzałożycielka firmy, Brittany Barreto, która ma doktorat z genetyki. Zapewniła, że naukowcy nie będą badać genów związanych z fizycznym wyglądem, czy odpowiadających  za stan zdrowia, a po użyciu próbka zostanie zniszczona.

“Nigdy więcej rozczarowujących randek”, komentuje brytyjski Daily Mail. Independent puentuje, że chemia miłości staje się pojęciem dosłownym.

Pobierz wymaz, zaloguj się i przebieraj w ofertach – tak wygląda recepta na miłość?

Przereklamowane DNA?

Problem, w tym, że część naukowców jest sceptyczna wobec odczytywania miłosnego przeznaczenia w DNA. Niektórzy wprost nazywają to pseudonauką. – Owszem, można wykorzystać fragmenty odkryć naukowych, by takie przedsięwzięcie sprawiało wrażenie rzetelnego. Ale od testów genetycznych do znalezienia bratniej duszy jeszcze daleka drogaostrzega w rozmowie z portalem Gizmodo bioetyk Tim Caufield, dyrektor działu badań na kanadyjskim Uniwersytecie Alberty. – Nie ma żadnych dowodów na to, że jakiekolwiek dopasowanie DNA zapewni nam lepszy, trwalszy związek – dodaje.

Sama idea wykorzystania DNA w dopasowaniu partnerów nie jest zresztą niczym nowym. Podobna firma, Singld Out, powstała kilka lat wcześniej w Kanadzie i nie odniosła sukcesu. O platformie GenePartner.com było głośno w latach 2008-2009, a media podchwyciły wtedy hasło reklamowe firmy “w miłości nie ma przypadku”. Zestaw do badania śliny można tam zamówić za 249 dolarów.

Wspólnicy, Brittany Barreto i Asma Mirza, są jednak pełni wiary w powodzenie swojego biznesu, który oficjalnie ma wystartować 10 lutego 2018 roku Do tego czasu planują pozyskać 3000 użytkowników, na początek na terenie USA. Jak mówią, celują w singli w wieku 18-44, którzy nie chcą marnować czasu na nieudane pierwsze randki, albo dla których poszukiwanie partnera jest jak poruszanie się po polu minowym.

Jestem beznadziejną romantyczkązapewnia Barreto. Mirza tłumaczy, że Pheramor wziął się z przekonania, że szczęściu trzeba dopomóc. – Możesz spotkać kogoś w pociągu i zaiskrzy między wami. Ale co jeśli nigdy nie spotkasz tej osoby? – dodaje. – Większość ludzi doświadcza takiej iskry raz czy dwa razy w życiu. Ale jeśli wiesz, z czego to się bierze, może tych iskier będzie więcej?

Karolina Kowalska
Karolina Kowalska
Śledzi trendy i fenomeny zza zawodowych, marketingowych okularów. Ogląda bloki reklamowe i zdarza jej się przy tym pochlipywać. Lubi czytać historie brandów, które poniosły porażkę, a szczególnie jeśli się po tym podniosły. Inspirują ją ludzie, którzy przy śniadaniu wpadli na pomysł, o którym rok później mówił już cały świat. Obecnie pełnoetatowa Matka-Polka.
AUTOR

Polecamy

Zobacz też

I nie opuszczę cię aż do… jutra. Czy małżeństwo to przeżytek?

Obecnie małżeństwo to nierzadko bardziej kontrakt i układ interesów niż sakrament. Coraz częściej elementem najsilniej scalającym związek jest wspólny kredyt czy prowadzenie firmy. Uczucia pozostają na drugim planie.
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
9 października 2017
CZYTAJ WIĘCEJ