Pingwiny z Madagaskaru – wróć! – z Wrocławia ratują rodzinę z Afryki

Jakieś pomysły, Kowalski?
3 minuty czytania
552
0
Beata Turska
Beata Turska
20 stycznia 2018

Tońce to jedyne pingwiny, które żyją w Afryce. Grozi im wyginięcie. Krewni z Wrocławia pomagają je ratować. Najbardziej stara się Janush.

Jeszcze na początku XX wieku plaże od Namibii do Mozambiku wyglądały tak, jakby trwało tam niekończące się przyjęcie dla elity: zapełniały je wyfraczone postaci tońców czyli pingwinów przylądkowych (Spheniscus demersus).

Dziś już tak nie jest, bo w ciągu stu lat populacja tych ptaków zmniejszyła się o 98 procent.
Pingwiny giną przez nas, ludzi. Wyjedliśmy im ryby (bardziej elegancko mówi się na to „przełowienie”) i zanieczyściliśmy wodę. Najgorsze są katastrofy tankowców: wyciekająca z nich ropa oblepia ptakom pióra i uniemożliwia utrzymanie właściwej temperatury ciała. Wychłodzone giną. Na szczęście pingwiny przylądkowe nie zniknęły bez śladu. Jeszcze da się je uratować.

Pingwin przylądkowy (fot. zoo.wroclaw.pl)

Ekipa z Wrocławia

Co mają do tego pingwiny z Wrocławia? Po pierwsze, mnożą się na potęgę. To ważne, bo wrocławskie zoo prowadzi hodowlę zachowawczą tońców, a więc taką, która pozwala ocalić gatunek. I robi to dobrze, bo przywiezione w 2014 z różnych ogrodów ptaki, zadomowiły się i pozakładały rodziny. Z 55 osobników zrobiło się już 108 i wygląda na to, że nie zamierzają spocząć na laurach. Najwyraźniej warunki w Afrykarium im odpowiadają: Wrocław jest w czołówce, jeśli chodzi o rozmnażanie tych ptaków.

Po drugie, zbierają kasę na ratowanie żyjących na wolności krewnych. Człapiąc po pingwiniemu, pozwalając się podglądać przy karmieniu, na zapleczu i pod wodą (tracą wtedy całą swoją niezdarność) budzą powszechną sympatię, a przez to pomagają zasilać konto południowoafrykańskiej fundacji SANCCOB, uważanej za jedną z najbardziej efektywnych w ratowaniu zagrożonych gatunków zwierząt.

Wspierana przez nie fundacja ma za sobą wiele spektakularnych wyczynów,  w tym największą w historii akcję ratunkową, która objęła prawie 20 tysięcy ptaków. Została przeprowadzona po tym, jak u wybrzeży Kapsztadu zatonął statek Treasure, uwalniając do oceanu 1300 ton paliwa i tym samym zanieczyszczając siedliska prawie połowy światowej populacji tońców.
Dzięki Fundacji populacja pingwinów przylądkowych powoli się odradza: szacuje się, że przybyło ich co najmniej 20 procent. Najważniejsze jest to, że aż 85 procent ratowanych przez nią ptaków wraca do natury. Korzystającymi z basenu rezydentami zostają tylko te, które są zbyt okaleczone lub słabe, by żyć samodzielnie.

Jej wysokość Janush

Wśród wrocławskich pingwinów największe zasługi w budzeniu sympatii (a więc i zachęcaniu do zasilania konta fundacji) ma Janush – dwuletnia gwiazda internetu, która wbrew męskiemu imieniu jest dziewczyną. Jest prawdziwą celebrytką: szczegóły dotyczące jej trudnego dzieciństwa (została odrzucona przez rodziców), diety (śledzie + szprotki) i relacje z jej urodzin można znaleźć we wszystkich lokalnych mediach. A że nie ma oporów, by występować przed kamerami i spacerować po podium podczas prelekcji, pełni rolę ambasadora swoich afrykańskich krewnych, choć sama – jak to bywa u ptaków wychowanych przez ludzi –   wcale się za pingwina nie uważa.

Pingwinom pomagają oczywiście ludzie. Od 2016 roku przy wrocławskim zoo działa fundacja DODO  wspierająca zagrożone zwierzęta w środowiskach naturalnych. Jej podopiecznymi poza tońcami są także lemury katta, fenki, manaty, saola (ekstremalnie rzadkie ssaki kopytne z rodziny krętorogich), fauna Filipin, Indonezji i Laosu.
– W zeszłym roku nasze zoo przeznaczyło ponad 100 tysięcy złotych na ochronę zwierząt w środowisku naturalnym. To 1-2 procent naszych kosztów, ale zarówno kwota jak procent, będą rosły – mówi Radosław Ratajszczak, prezes ZOO Wrocław.

Adoptuj pingwina

Wróćmy do tońców: dzięki spotkaniom edukacyjnym w ogrodzie i różnym akcjom, przekazano środki na działalność SANCCOB i sfinansowano symboliczną adopcję dla 46 pingwinów, które po odchowaniu wróciły do oceanu. Uratowane ptaki nie tylko przeżyły, ale i będą się rozmnażać. Ich dzieci też będą miały dzieci.

Pracownicy zoo wspierają SANCCOB także na miejscu, w Afryce. Ostatnio zrobił to Paweł Borecki, który przez miesiąc opiekował się w RPA osieroconymi, odrzuconymi lub zbyt późno wyklutymi pisklętami tońców. Nadzorował też sztuczną inkubację porzuconych na plaży jaj i robił tysiąc innych rzeczy.
Praca przy zwierzętach to fizyczne, często wyczerpujące zadanie  –  mówi.  –  Jednak nie ma nic bardziej ekscytującego, satysfakcjonującego i dającego większego kopa,  niż wypuszczenie uratowanych zwierząt do ich środowiska naturalnego.

Beata Turska
Beata Turska
Dziennikarka, redaktorka i nie tylko. Matka nastolatka, który wie wszystko najlepiej. Od niedawna tropicielka tanich biletów do Wszędzie, a od zawsze - zbieraczka osobliwości i kuriozalnych coverów. Ozdobą jej kolekcji jest "Paint it black" Rolling Stonesów w wykonaniu Karela Gotta - po niemiecku. Kocha Indie, nie potrafi żyć bez kawy, gadania i psów.
AUTOR

Polecamy

Zobacz też

Zwierzęta w kosmosie. Uroczy kosmonauci czy bezbronne ofiary postępu?

„To jest mały krok człowieka, ale wielki skok dla ludzkości”, brzmiały pierwsze słowa Neila Armstronga na Księżycu. Przełomowa i chwalebna eskapada na podbój srebrnego globu nigdy jednak nie miałaby miejsca, gdyby nie całe mnóstwo zwierzaków, które przez lata brały udział w programach badawczych.
Ania Ciężkowska
Ania Ciężkowska
15 listopada 2017
CZYTAJ WIĘCEJ
[FM_form id="1"]
Skup antyków Warszawa