Pod jednym dachem z teściami: czy to się może udać?

Czemu ludzie to sobie robią?
3 minuty czytania
3038
2
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
20 stycznia 2018

Nie będę was trzymała w napięciu i od razu odpowiem na pytanie w tytule: nie może. Nie ma najmniejszej szansy, żeby wyjść z takiego układu bez szwanku. No bo, że wyjść kiedyś trzeba, to jasne!

Jeśli jesteś synową, która mieszka razem ze swoją lub męża swojego mamą i planujesz mnie zgrillować, bo nowa mamusia jest cudowna i cała zbudowana z brokatu oraz cukru, to wiedz, że zostałaś opętana przez tę uroczą kobietę. A jeśli jesteś teściową i chwalisz sobie mieszkanie z synową lub zięciem, to znaczy, że albo byłaś bardzo samotna zanim się do ciebie wprowadzili, albo masz postępującego Alzheimera i syndrom ofiary.

Jakieś zalety są

Oczywiście w teorii mieszkanie z teściami ma swoje plusy, które dla porządku wymieniam: oszczędzamy hajs (i to jest główny powód, dla którego młodzi mieszkają po ślubie z rodzicami), możemy częściej zostawiać dzieci pod opieką dziadków, skorzystać z mądrości i doświadczenia teściów (hehe), za to starsi czują się docenieni, potrzebni, do tego czasem dzieci im pomogą czy to w podwózce na zakupy, czy do lekarza. Wspólne mieszkanie zacieśnia też więzi, zwiększa poczucie bezpieczeństwa i pewnie robi jeszcze tonę dobrych rzeczy, ale już i tak myślę, że wymieniłam ich nadto.

Skoro więc mieszkanie z teściami to taka idylla, to dlaczego dzieci po ślubie wprowadzają się do rodziców, tylko wtedy, kiedy chcą zaoszczędzić? (Przy czym zwykle wolą jeść gruz i mieszkać w kawalerce, w której ten gruz leży wszędzie, niż radosnym krokiem wbić do domu rodziców swoich albo swojego męża). Ano dlatego, że mieszkanie z rodzicami po ślubie jest dla związku gorszą sprawą niż pojawienie się kochanki, bo ta przynajmniej może jakoś związek pobudzić, a starzy w pokoju obok prędzej go zrujnują.

Kiedy masz syna, a on się żeni i wprowadza do ciebie, to nie ma opcji, żebyś nie oceniała tego, co robi razem ze swoją żoną

Dla dobra dzieci

A to wszystko dlatego, że stając się rodzicem – ja nie wiem dlaczego czy to ewolucja, czy inna cholera – zaczynasz cierpieć na przypadłość, która polega na tym, że TY WIESZ CO JEST NAJLEPSZE DLA TWOJEGO DZIECKA I ROBISZ WSZYSTKO DLA JEGO DOBRA.

Kiedy masz syna, a on się żeni i wprowadza do ciebie, to nie ma opcji, żebyś nie oceniała tego, co robi razem ze swoją żoną. Przy dobrych ścianach nie wszystko jesteś w stanie usłyszeć, ale na pewno zauważysz, że ta leniwa larwa zwaną twoją synową (a mógł mieć każdą!), nie gotuje, tylko zamawia żarcie, nie używa żelazka, a na dodatek nie pastuje podłóg! A przecież nic tak nie uszczęśliwia ludzi jak domowe jedzenie, niewygniecione ubranie i podłoga, która świeci jak choinka, której zresztą twoja synowa w tym roku nie chciała. Ty naprawdę lubiłaś tę dziewczynę, miła taka była i grzeczna i ty byś nic nawet nie mówiła, ale mówisz, bo TY ROBISZ WSZYSTKO DLA DOBRA SWOJEGO DZIECKA!

A potem dla wnuka, któremu ona pozwala bawić się tabletem. Zgroza! Maluje sobie paznokcie, a w tym czasie dziecko jakieś durne bajki ogląda. Czytać mu więcej powinna, chodzić na spacery, mówić go mogłaby nauczyć, bo już dwa lata ma i ani be, ani me!

I czy ona w końcu zrozumie, że ja chcę dla niej dobrze, że ja się nie wtrącam, tylko doradzam?!

Gość kontra gospodarz

Pointa będzie zaskakująca, bo choć nie lubię tej cechy rodziców, że oni chcą dobrze, a definicja „dobrze” jest ich autorstwa, to daję pełne prawo teściom do wtrącania się w życie dzieci, które wprowadziły się im do domu. To rodzice w swoim domu są gospodarzami i to oni ustalają zasady. Jeśli pastują podłogi, to my też musimy, jeśli potrzebują ciszy o dwudziestej drugiej, to ta cisza musi być, jeśli opiekują się naszymi dziećmi regularnie, to i regularnie mogą się wtrącać, a jeśli nie płacimy rachunków, to na oburzenie teściowej, że trochę za dużo używamy wody, nie możemy się irytować.

Choć na takim układzie można zyskać, to mam jednak wrażenie, że więcej się traci. I to tracą dwie strony. Rodzicom zaburza się rytm, a młodzi nie do końca mają sposobność swój własny rytm wypracować. Wprowadzając się do teściów, tracimy niezależność. Wiem, że są różne sytuacje, ale czas po ślubie jest cudownym momentem i nie ma takich pieniędzy, za które ten moment warto oddać. No dobra, są, ale nie jest to 1500 zł, które mniej więcej zapłacimy za wynajęcie kawalerki.

Co polecam szczerze i mocno, bo nic tak dobrze nie robi relacjom z teściami, jak sensowna odległość od nich.

Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
Rocznik '86, absolwentka polonistyki, zawodowo klepie teksty, prywatnie i od czasu do czasu – męża. Social media sierota, która prowadzi bloga www.znetawziete.pl.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Dziecko

Dajesz dziecku klapsy? Nauka twierdzi, że upośledzasz jego rozwój

Zdarza ci się powtarzać wyświechtany tekst, że ciebie też rodzice czasem sprali, a mimo to (lub dzięki temu) jesteś dojrzałym, praworządnym człowiekiem? Cóż, może nie wyrosłeś na psychopatycznego mordercę ani lumpa spod monopolowego. Z dużym prawdopodobieństwem jednak znaczna część twojego potencjału się zmarnowała. Pogódź się z tym. I przestać dawać swojemu dziecku klapsy. Bardzo możliwe, że również i je hamuje to w rozwoju.
Justyna Lesiak
Justyna Lesiak
25 września 2017
CZYTAJ WIĘCEJ