Polski plakat filmowy – sztuka, która schowała się do podziemia

Wciąż potrafi kształtować smak widza, lecz nie robi tego masowo
3 minuty czytania
2600
0
Gabriel Krawczyk
Gabriel Krawczyk
16 stycznia 2018
Joanna Górska i Jerzy Skakun (homework.com.pl)

W miejskiej przestrzeni próżno szukać spadkobierców polskiej szkoły plakatu, form, które oswajały ze sztuką i zmuszały do namysłu. Na szczęście artystyczny plakat wciąż istnieje, choć zszedł do internetowego podziemia. Warto tam za nim podążyć.

Wyobraźmy sobie, że jakiś szalony amator polskiej szkoły plakatu filmowego przenosi się prosto z lat 80. ubiegłego wieku do któregoś ze współczesnych miast lub miasteczek gdzieś między Odrą a Bugiem. Chce sprawdzić, czy rzeczywiście – tak jak to sobie w swojej naiwnej pasji wymarzył – ulice, budynki i witryny zostały opanowane przez uczniów i spadkobierców Świerzych, Starowieyskich, Pągowskich, Młodożeńcow i Tomaszewskich.

Piotr Mierzwiak

Jeśli na czerwono, to komedia romantyczna, jeśli na czarno – horror

Słyszeliście? To jęk bólu po zderzeniu z rzeczywistością. Nasz plakatowy Odyseusz trafia do krainy wanny z kolumnadą, do labiryntu oklejonej reklamowymi tapetami architektury. Ze ścian patrzy na niego wielki Reserved lub świeci klatą jeszcze większy Bieber w bieliźnie. Jak na miłośnika plakatu filmowego przystało, postanawia uciec do któregoś z kin. Już u wejścia straszy go nadmiar wpatrzonych weń aktorskich twarzy. Dostaje zawrotów głowy, oślepiony złotą kolekcją Oscarów na afiszu. Wybiega, mija błyszczące kolorami słupy ogłoszeniowe. Chyba już rozumie współczesny polski plakat: jeśli na czerwono, to komedia romantyczna, jeśli na czarno – horror. Ot i cała filozofia. Wchodzi do kawiarni, sięga po codzienną prasę, zagląda do działu kulturalnego, a tam reklamy udają ulotki, które udają plakaty. Nasz przemęczony nadmiarem bodźców podróżnik spija się w barze naprzeciw hałaśliwej witryny. Witryna jest jak miasto w pigułce: to celebryckie tutti frutti, galeria nagród i statuetek, montaż godnych zapomnienia twarzy na kilku sfotoszopowanych warstwach oraz powtarzalnych postaci opatrzonych co jaskrawszym fontem.

Nie chodzi już nawet o to, że nasz podróżnik – napędzony miłością do legendarnego dorobku grupy polskich artystów – szukał ich naśladowców. Bo wcale nie szukał. Nie chodziło mu o babranie się w nostalgii czy ślepy zachwyt nad (bądź co bądź dyskusyjną) estetyką naszej rodzimej szkoły plakatu. Chciał raczej sprawdzić  – użyjmy wielkich słów – w co to dziedzictwo mogło się przerodzić.

Aleksander Walijewski

Ich prac nie znajdziemy na ulicach czy w codziennej prasie

Czy rzeczywiście wolny rynek postawił artystów pod murem, a komercyjne kina i prywatni dystrybutorzy filmów sprzedali im kulkę w łeb? Nawet jeśli tak miało się stać, niektórzy z nich przetrwali. Owszem, ich prac nie znajdziemy na ulicach czy w codziennej prasie. Do jakiego podziemia się pochowali, jeśli nikt nie chciał ich na powierzchni? Instagram, Facebook, Tumblr, Pinterest, Behance. Oto kuźnie talentów, biblioteki z portfolio, współczesne galerie polskiej sztuki plakatu.

Polscy plakaciści (około)filmowi wciąż przypominają, że sztuki popularnej wcale nie trzeba umieszczać w cudzysłowie. Ulega ona rozproszeniu po różnych mediach, zmienia definicje. Jako fan-art, okładka, animowany gif, pomysłowa kartka, logotyp czy portret stanowi wyraz pasji do kina i plastycznego artyzmu… Działający dziś plakaciści przekraczają informacyjno-reklamowe ramy, lecz nadal działają wśród ludzi. Oto siła plakatu – choć splata najrozmaitsze techniki, w przeciwieństwie do współczesnego malarstwa czy rzeźby, wchodząc w rejony sztuki, zawsze łamie bariery elitarności. Wciąż potrafi kształtować smak widza, lecz nie robi tego masowo. Plakat artystyczny nie jest już plastycznym elementarzem, działającym z ulicy, uczącym czytać i odbierać malarstwo, oswajać z językiem i formami sztuki każdego obywatela. Dziś polski plakat artystyczny wymaga raczej dodatkowego zainteresowania ze strony odbiorcy. Na dobry początek, oto owoce moich poszukiwań.

Mirek Gurzyński
Jacek Rudzki
Mateusz Piskorski

 

Tomasz Opasiński

 

Damian Nowak
Joanna Górska i Jerzy Skakun
Krzysztof Iwański
Plakiat (Maks Bereski)
Justyna Frąckiewicz
Jakub Kamiński
Bartosz Kosowski
GABZ (Grzegorz Domaradzki)
Paweł Durczok

 

 

Gabriel Krawczyk
Gabriel Krawczyk
Jeśli wierzyć opiniodawcom, był już błaznem, kombinatorem, niedoszłym księdzem, przyszłym jazzmanem. Jeśli wierzyć faktom, bywa kurierem rowerowym, okazjonalnym redaktorem w Sejmie, a w internecie - recenzentem filmowym, publicystą kulturalnym i blogerem. Publikuje lub publikował m.in. w Korporacji Ha!art, Magazynie Gazety Wyborczej „Osiem Dziewięć”, Kulturze Liberalnej, Ekranach i na portalu Esensja.pl.
AUTOR

Polecamy

Zobacz też

Etnodizajn, czyli tradycyjne wzory w nowoczesnych projektach

Polskie wzornictwo inspirowane lokalnym folklorem to już od dawna nie tylko łowickie pasiaki z Cepelii. Rodzimi twórcy coraz bardziej świadomie sięgają po etniczne inspiracje, tworząc współczesne dzieła użytkowe nawiązujące do lokalnych tradycji.
Małgorzata Bożek
Małgorzata Bożek
16 września 2017
CZYTAJ WIĘCEJ

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.