Tomasz Mackiewicz. Człowiek, który pokochał Nagą Górę

8 minut czytania
5697
8
Anna-Maria Siwińska
Anna-Maria Siwińska
29 stycznia 2018

Tomek Mackiewicz podpisuje się “Czapkins”. Jeszcze trzy dni temu nie miał nawet strony w Wikipedii. Trudno jest znaleźć wykaz jego przejść, bo ich po prostu nie ma. Trzy dni temu nie było go na liście wypraw, które próbowały zdobyć Nanga Parbat – Nagą Górę, na punkcie której Tomek miał obsesję. Aktualna wyprawa, na której już zostanie, była siódma…

Nanga Parbat to dziewiąty co do wysokości szczyt świata (8126 m n.p.m.). Zdobyty zimą jako przedostatni. Teraz zostało tylko K2. Czapkins ma obsesję zdobycia Nangi zimą. Dzięki wsparciu rodziny i zbiórek w internecie jeździ na kolejne wyprawy. Nigdy nie przyjmuje do wiadomości, że Nanga została zdobyta 26 lutego 2016 roku przez Włocha Simone Moro, Pakistańczyka Muhammada Aliego oraz Baska Alexa Txikona (Włoszka, Tamara Lunger, zawróciła kilka metrów przed szczytem). Szuka dowodów na sfałszowanie zdjęć, podejmuje kolejne próby. Kocha Nangę, to jego góra.

Ale w wywiadzie, którego w zeszłym roku udziela dziennikarzowi Polskiego Radia, Tomaszowi Gorazdowskiemu mówi, że nie liczy się, czy ktoś przed nim Nangę zdobył.

Tomek Mackiewicz.W kraju, w którym (jak pokazują badania), zdecydowana większość ludzi nie ma żadnej pasji, nie ma…

Opublikowany przez Tomasz Gorazdowski na 28 stycznia 2018

Ja wiem, że ta góra jest takim dziwnym bytem – mówił Mackiewicz w wywiadzie. – Zresztą lokalna społeczność jest bardzo silnie przekonana o tym, że tam żyją jakieś mistyczne, niewidoczne istoty, dziwne duchy. (…) Ja nie mam potrzeby połechtania swojego ego. To świetna pożywka dla ego – „jestem pierwszy”, „jestem najlepszy na świecie”. Ja się przed tym bronię. To wymaga czasem więcej energii, niż samo wchodzenie na górę. Żeby nie popaść w samozachwyt. Nawet, jeśli by weszli przede mną na tę górę, to ja i tak tam wrócę. Bo to jest bardziej złożona sprawa.

Niebieski ptak, bankrut, idealista

Były heroinista, po wyjściu z Monaru uzależnił się od gór wysokich. Himalaista-samouk, bez kursu wspinaczkowego, niepoważnie traktowany przez “profesjonalnych” wspinaczy. Święty Franciszek alpinizmu. Permanentnie bez pieniędzy, co roku obiecujący, że więcej na Nangę nie pojedzie i co roku ogłaszający w internecie zbiórki. – Ta góra nie daje mi spokoju, dlatego muszę tam wrócić. Wam po stokroć dziękuję, przede wszystkim, że jesteście i że razem możemy tworzyć ten projekt, ja jestem jedynie malutką drobinką nieznaczącą wiele bez Was. Dziękuję zatem – pisze Czapkins, prosząc o kolejną zrzutkę.

Zbiórkę prowadzi przez swoją szwagierkę, bo sam nie ma konta w banku. Niebieski ptak. Pracował w ośrodku dla trędowatych w Indiach, malował kominy Huty Katowice. Potem założył firmę stawiającą maszty do przyszłych farm wiatrowych – splajtował, bo zmieniły się przepisy. Walczy z kapitalizmem i konsumpcjonizmem. Uważa, że ludzie mu pomagają, bo w jego pasji dostrzegli szansę dla siebie i wyzwolenie się z amoku życiowego, w który nas wpędził raczkujący kapitalizm. Tomek żyje na luzie i cieszy się, że są osoby, które w ten luz chcą zainwestować.

Karierę w świecie wspinaczkowym zaczyna z przytupem: w 2008 roku wraz z Markiem Klonowskim robią trawers Mount Logan, lodowej pustyni w Kanadzie, za co dostają Kolosa. Najważniejszą polską nagrodę podróżniczą, przyznawaną od 1999 roku. W 2009 roku wchodzi samotnie Chan Tengri, siedmiotysięcznik położony na granicy Kirgistanu, Chin i Kazachstanu.

Nanga Parbat – obsesja Czapkinsa

W zimie 2010/2011 raz jedzie z Markiem Klonowskim na Nangę. To jego pierwsza wyprawa na ośmiotysięcznik. Nie wynajmuje tragarzy, bo nie ma na to pieniędzy. Wszystko wnoszą na plecach. Zaprzyjaźnia się z lokalnymi mieszkańcami, schodząc zostawia im cały sprzęt. Po zamachu terrorystycznym pod Nangą mówi: – Ja się nie boję terrorystów w Himalajach. Mam tam przyjaciół. Pod Nangą mieszkają w lepiankach, w biedzie, a nad głowami latają im drony za miliony dolarów. Nie lubią tego.

Udaje im się dotrzeć na wysokość 7400 metrów nad poziomem morza, wyżej niż ktokolwiek od 17 lat. Świetnie wyposażone ekspedycje patrzą na nich, jak na wariatów.  Liny do poręczowania kupują w sklepie rolniczym, nie mają namiotu bazowego, mały namiot przenoszą do kolejnych obozów. Pełnymi garściami korzystają z doświadczeń polskiego himalaizmu z lat 80. – mieszkają w jamach śnieżnych, takich samych w jakich niepogodę trzydzieści lat wcześniej przeczekiwali Wielicki i Kukuczka. Współczesny himalaizm dał ludziom lekkie namioty. Ale nie dał ich Czapkinsowi.

Zimą 2012/2013 ponownie jadą z Klonowskim, który na wysokości 6600 stwierdza, że nie daje rady iść dalej z odmrożeniami. Tomek każe mu schodzić, a sam spędza cztery dni, ponad 100 godzin w jamie śnieżnej. Ma halucynacje, jest niedotleniony, ale jak pogoda się poprawia wchodzi sam na 7400 metrów, spędza noc na 7000, schodzi.

Nangę próbuje zdobywać kilkukrotnie. Z Klonowskim dociera na 7400 metrów. Od 2015 roku wspina się z Francuzką, Elizabeth Revol (również do wczoraj brak strony w Wikipedii), docierają na wysokość 7200 metrów. W 2016 roku już na 7500. Wspina się obok ekipy, która w lutym zdobędzie szczyt. Doskonale wyposażeni Włosi patrzą na nich z niedowierzaniem. Nie rozumieją. W 2018 roku Tomek Mackiewicz podejmuje siódmą próbę pierwszego zimowego zdobycia Nangi Parbat, ponownie z Elizabeth Revol.

Co się wydarzyło na Nanga Parbat?

24 stycznia o 14:43 na profilu facebookowym Tomka pojawia się informacja: „Jesteśmy na 7300 straszna walka, jeśli pogoda dopisze jutro szczyt„.

25 stycznia rano docierają do nas niepokojące informacje, że Tomek i Elisabeth utknęli pod szczytem. Rozpoczynają się przygotowania do akcji ratunkowej. Prognozy są fatalne, temperatura około -40 stopni, odczuwalna przy wietrze 100 km/h to nawet -60.

Informacje, które docierają do Polski są sprzeczne: raz Tomek jest w jamie śnieżnej, a raz w namiocie z Elizabeth. Raz ma kuchenkę i zaopatrzenie, a raz nie ma nic. Jedno jest pewne – jest w ciężkim stanie, nie może chodzić. W końcu Revol informuje, że schodzi, a Tomek ma odmrożenia, ślepotę śnieżną, chorobę wysokościową i prawdopodobnie obrzęk mózgu i płuc. Elizabeth zostawia mu wszystko i na lekko zaczyna schodzić.

Mają szczęście. Niecałe 200 kilometrów od Nangi, pod K2, jest ekipa Wielickiego – członkowie Zimowej Wyprawy Narodowej na K2. To najlepsi na świecie wspinacze. Zaaklimatyzowani do 6500 metrów, doświadczeni, przygotowani kondycyjnie.

26 stycznia o 9.00 na fanpage’u Mackiewicza ukazuje się informacja, że Pakistan zwleka z akcją, czeka na wpłatę pieniędzy. Ponownie uruchamiają zbiórkę. Zbierają 273 770 złotych. Pomoc zapewnia też MSZ.

Potrzebne pieniądze na helikopter ubezpieczenie nie pokryje pod K2 czeka ekipa ratunkowa którą trzeba stamtąd ściągnąć….

Opublikowany przez Tomek Czapkins Mackiewicz na 26 stycznia 2018

Akcja ratunkowa rusza 27 stycznia o 4.00 rano czasu polskiego, o 8.00 lokalnego. Krzysztof Wielicki w pytany w wywiadach o to, kto zgłosił się do akcji odpowiada krótko: wszyscy.

Ostatecznie lecą: Adam Bielecki, Denis Urubko, Piotr Tomala i Jarosław Botor (ratownik medyczny). Ze względów pogodowych helikoptery startują dopiero o 9:30, Elizabeth cały czas wysyła wiadomości, jest z nią kontakt. Z Tomkiem nie ma kontaktu od czwartku.

Adam Bielecki (fot. Ja Fryta, CC BY-SA 2.0, via Wikimedia Commons) i Denis Urubko (fot. Andrei Starkov, CC BY-SA 3.0, via Wikimedia Commons)

O 11:30 Elizabeth wysyła do swojego partnera, Ludovica Giambiasego, informację, że Nangę zdobyli, a ona schodzi i jest na wysokości 6600 metrów. Bielecki na lotnisku w Skardu mówi, że spróbują się desantować ze śmigłowców na wysokości 6000. To się jednak nie udaje. Żaden z pilotów nie chce ryzykować lotu na taką wysokość. Ostatecznie około 13.00 ratowników wysadzają w bazie na wysokości 4600 metrów. Do Tomka mają 3 kilometry w pionie, do Elizabeth 2,5. Szacunkowy czas dojścia do nich to 1,5-2 dni. Rozpoczyna się odliczanie.

Start Lodowych Herosów

Jako pierwszy zespół ruszają Adam Bielecki i Denis Urubko. Tomala i Botor zostają w bazie. Na stronie Adama Bieleckiego można śledzić jego położenie. Dość szybko na stronach Polskiego Związku Alpinizmu i Polskiego Himalaizmu Zimowego i w mediach społecznościowych pojawiają się prośby o nieblokowanie strony, bo ratownicy mają wtedy utrudnione zadanie. Ktoś stawia stronę, która nie przeszkadza w akcji.

Elizabeth Revol, odmrożona i osłabiona, na czworakach schodzi w dół. Tomek, bez kontaktu, jest na 7300 metrach. Alpiniści wchodzą drogą Kinshofera – najszybszą, ale dość trudną.  Działają mimo zmroku. Tempo mają imponujące. Tak bardzo, że przez chwilę zastanawiamy się, czy to nie błędne odczyty GPS, bo w tak trudnym terenie nie da się poruszać tak błyskawicznie. Szanse Revol i Mackiewicza rosną z każdym metrem i każdą minutą.

O 15.00 Rafał Fronia – jeden z uczestników wyprawy – ocenia, że dojście do Revol zajmie około 16 godzin, czyli spotkają się koło 6.00 rano czasu polskiego. Bardzo się myli. Bielecki i Urubko biegną pod górę. Na wysokości 5900 metrów docierają do kluczowych trudności, tzw. ścianki Kinshofera. To stumetrowy pion, o trudnościach wspinaczkowych 5/6. W 2016 roku pierwsi zdobywcy Nangi: Ali Sadpara i Alex Txikon poręczowali ją siedem godzin. Urubko i Bielecki przechodzą ją w dwie. Nie wiemy, jak to jest możliwe.

Zamiast 16 godzin i 6 rano, po “przeskoczeniu” ścianki Kinshofera o godzinie 22.00, po ośmiu godzinach wspinaczki na wysokości 6100 spotykają Revol. To tempo jest nieprawdopodobne. Po internecie zaczynają krążyć dowcipy.

Z takim czasem przejścia, to absolutny rekord, ale i ogromne zagrożenie: standardy bezpieczeństwa Polskiego Związku Alpinizmu, które każdy wspinacz zna na pamięć, zostały u Wielickiego w bazie jako papier toaletowy. Chłopaki wbiegli pod górę.

Udało sie niemożliwe. Razem z Elizabeth Revol i Denisem Urubko u podstawy ściany Diamir. Jestem zmęczony ale bardzo szcz…

Opublikowany przez Adam Bielecki na 28 stycznia 2018

Revol ma odmrożone ręce i nogi, nie może schodzić ani zjeżdżać sama po ścianie Kinshofera. Bielecki i Urubko zaopatrują ją i muszą zwieźć w dół. Cały czas nie wiadomo, co z Tomkiem. Nie ma z nim kontaktu, w ciężkim stanie przebywa ciągle powyżej 7300 metrów. Zapada najtrudniejsza decyzja – ratownicy nie idą po niego. Warunki nie pozwalają na dalszą akcję. Jeśli ratownicy mają przeżyć i uratować Elizabeth – nie mogą już iść do góry. Tomasz Mackiewicz ma odmrożone nogi i nie może chodzić. Na dodatek cierpi na ślepotę śnieżną. Został w namiocie –  informuje Anna Solska, żona Mackiewicza.

O siódmej rano ekipie ratunkowej udaje się zejść z Revol do obozu pierwszego. Z dołu w tym czasie podchodzi pozostałych dwóch ratowników. Akcja skończona. Ratownicy przeżyli, Elizabeth Revol będzie odtransportowana do szpitala w Islamabadzie. Sytuacja pogodowa, zmęczenie ratowników i stan zdrowia Tomka sprawił, że podjęto decyzję o niekontynuowaniu akcji ratowniczej.

Tomek zostaje na Nandze…

#NangaParbatDecision of the rescue team: Urubko and Bielecki will go down with Elisabeth. Tomorrow morning at around…

Opublikowany przez Ludovic Giambiasi na 27 stycznia 2018

***

Jest mnóstwo pytań, które zadajemy sobie dzisiaj i na które będziemy odpowiadali wiele lat.

Czy dało się uratować Tomka Mackiewicza?

Przy takich warunkach pogodowych, w takim stanie zdrowia, w jakim go zostawiła Revol – nie.

Czy Urubko i Bielecki powinni do niego iść?

Nie, bo prawdopodobnie nie udałoby się im wtedy zejść z Revol przed załamaniem pogody. Ofiary byłyby cztery.

Czy było warto ryzykować?

Tak, dopóki jest szansa uratowania czyjegoś życia, warto. Najważniejszą zasadą przy ratowaniu jest niemnożenie ofiar. Dalsza akcja stanowiłaby zagrożenie życia dla Bieleckiego, Urubki i Revol.

Czy Revol powinna schodzić i zostawić Tomka?

Tak, nie było szans uratowania ich obydwojga z wysokości powyżej 7300.

Czy zdobyli Nangę?

Odpowie na to ostatecznie Elizabeth, ale nawet jeśli nie, to Czapkins ją zdobył na pewno.

Czy akcja na Nandze przeszkodzi w zdobyciu K2?

Nie. Akcja została przeprowadzona wzorowo, ratownicy nie ucierpieli. Odpoczną w bazie pod K2 i mogą zdobywać szczyt. Chociaż nagrodę sportowca roku już w zasadzie zdobyli.

Na zakończenie, czy HBO Polska i Netflix nas słyszą?

Narkoman, który wychodzi z nałogu i odnajduje się we wspinaczce. Wspierany przez grupkę fanów outsider, który co roku je…

Opublikowany przez Piotr Czerniawski na 27 stycznia 2018

UWAGA! Wszystkim, którzy chcą pomóc rodzinie Tomka Mackiewicza przypominamy, że w internecie pojawiło się dużo fałszywych zbiórek. Ludzie nie potrafią powstrzymać się od żerowania na tragedii. Uważajcie!

Anna-Maria Siwińska
Anna-Maria Siwińska
Jestem ubogą staruszką zbierającą chrust, laboga. Dla przyjaciół i wrogów: siwa. Obojętnych znam mało.

Mam PESEL zaczynający się od szóstki i od 20 lat mieszkam w internecie. Zawodowo fedruję w internetowych społecznościach.

Prywatnie piszę bo lubię, jeżdżę na długie wyrypy kamperem i wspinam się. W wolnych chwilach głaszczę koty, hoduję kaktusy i pilnuję, żeby się nie pomylić.
AUTOR

Polecamy

Komentarze