Urodziny Wikipedii. 7 faktów, o których mogłeś nie wiedzieć!

Encyklopedia, która nie śniła się naszym dziadkom
5 minut czytania
519
8
Karolina Kowalska
Karolina Kowalska
15 stycznia 2018
IB Photography / Shutterstock.com

15 stycznia obchodzimy Dzień Wikipedii. Tego dnia w 2001 roku narodził się prawdziwy fenomen – bezpłatny serwis, który nieźle namieszał na rynku tradycyjnych encyklopedii, a czytelników nobilitował do roli autorów. Rośnij zdrowo, Wikipedio!

Jedni jej nie ufają lub wręcz postrzegają jako zagrożenie (w kwietniu 2017 r. została zablokowana w Turcji), niektórzy nie wyobrażają sobie bez niej życia. Jeszcze inni trafiają na jej strony przypadkiem, nieświadomi, jak wysoko Google pozycjonuje wyniki z Wikipedia.org.

Narodziny potwora gwiazdy

Kto by pomyślał, że koncepcja otwartej encyklopedii kilkanaście lat temu rodziła się w bólach. Matką Wikipedii była Nupedia, internetowa wszechnicy wiedzy, ale z założenia tworzona tylko przez zawodowych autorów. Serwis rozwijał się jednak w tak ślimaczym tempie (w ciągu roku opublikowano zaledwie 12 artykułów), że nikt nie był zadowolony z efektu. Larry Sanger, z wykształcenia filozof i redaktor naczelny Nupedii i Jimmy Wales, współwłaściciel firmy, zainspirowali się wówczas ideą tzw. wiki. To rodzaj otwartego serwisu internetowego, opartego na wymianie wiedzy, który każdy może edytować. Nazwa wzięła się z hawajskiego “wiki wiki”, czyli “bardzo szybko”.

Jimmy Wales (fot. Niccolò Caranti, CC BY-SA 4.0, wikimedia.org)

Ale żeby powierzyć tworzenie internetowej encyklopedii anonimowym internautom? Profesjonalnym autorom i twórcom Nupedii, nie mieściło się to w głowach. A jednak internet zakochał się w tej wizji i lawina zainteresowania ruszyła. I tak przez kilkanaście lat Wikipedia wskoczyła do internetowej pierwszej ligi. Jak im się to udało? Oto historia Wikipedii, jej codzienność, a może i przyszłość w siedmiu ciekawostkach.

Klauny, Hitler i humanoidy

To największy zarzut wobec encyklopedii. Bo czy można traktować poważnie serwis, w którym, jak kiedyś policzył “Time”, post z listą postaci z sagi „Gwiezdnych wojen” był dłuższy od tego o historii II wojny światowej? Dziś, samą tylko angielską wersję serwisu zasila 600 tekstów dziennie, a niektóre z nich dotyczą tematów tak dziwnych, że raczej nie znalazłyby miejsca w tradycyjnej encyklopedii. Wikipedia przechowuje zresztą niektóre propozycje w specjalnym artykule DAFTs (Deleted Articles with Freaky Titles). Trafiły tam m.in.: rola klaunów we współczesnym społeczeństwie, ekstremalna księgowość, Eskimosi na koniach, latające humanoidy i skała przypominająca Hitlera.

Ale, choć może się to wydać niemożliwe, wiarygodnością Wiki tylko niewiele ustępuje szacownej Encyklopedii Britannica. “Nature” zbadał kiedyś, że średnia liczba błędów w artykule nobliwej encyklopedii to 2,92, a w Wikipedii 3,86.

Nieistniejący bohater

Błędy merytoryczne to jedno, ale otwarty serwis jest idealnym polem dla nadużyć i manipulacji. Czasem również prowokacji. Przez 15 miesięcy uwadze weryfikatorów, tzw. CheckUserów, umykał artykuł o Henryku Batucie – bohaterze wojny domowej w Hiszpanii, działaczu ruchu robotniczego. Tekst mistrzowsko wpisał się w formalne reguły encyklopedii, obfitował w zdjęcia i linki do źródeł. Problem w tym, że Henryk Batuta nigdy nie istniał.

Przez cztery miesiące Wikipedia podawała informację, jakoby John Seigenthaler, dziennikarz i były sekretarz JFK, był zamieszany w zabójstwo Kennedy’ego. Odkrył to dopiero sam zainteresowany. Marta Strzelecka opisywała w Gazecie Wyborczej: “Zadzwonił do Jimmy′ego Walesa: >>Czy macie pojęcie, kto to napisał?<<. >>Nie<< odpowiedział Wales, ale w wyniku zamieszania w mediach wprowadził nowe, bardziej restrykcyjne zasady tworzenia biografii. Seigenthaler nazwał Wikipedię >>nieodpowiedzialną wyszukiwarką<<“.

Co bysmy zrobili bez Wikipedii? (fot. aradaphotography/Shutterstock.com)

Pokusie wykorzystania otwartego serwisu do własnych celów nie oparli się też przedstawiciele Kościoła Scjentologicznego, aż w 2009 r. Wikipedia zablokowała ich adresy IP. Zarzut: artykuły scjentologów naruszały zasady neutralności i obiektywizmu. Na tydzień zostali zbanowani pracownicy amerykańskiego Kongresu, po tym jak zalali serwis falą teorii spiskowych i innych nie całkiem merytorycznych tekstów.

Wikipedia jest mężczyzną

„Witaj w Wikipedii, wolnej encyklopedii, którą każdy może redagować” – zachęca polska wersja strony. Witaj mężczyzno, można by dopowiedzieć, bo to praktycznie oni tworzą stronę – aż 90 proc. Wikipedystów jest płci męskiej. W sumie już 32,5 mln użytkowników  z całego świata zarejestrowało się w encyklopedii i ma prawo do edycji artykułów. Wśród nich są zarówno licealiści jak i profesorowie z dorobkiem naukowym, wszyscy pracują bez wynagrodzenia i anonimowo. Brak kobiet autorów to dla Wikipedii poważny problem – to również mniej czytelniczek, ale i inne tematy, inny styl (chętniej czytano o gwiazdkach porno, niż o przedstawicielkach literatury, donosił The Guardian). Komentatorzy nie mają wątpliwości: jeśli serwis chce być “sumą wiedzy całego świata”, najpierw musi zapełnić “gender gap”.

Trochę kultury, panowie

Zakaz wspinania się w stroju Spidermana po gmachu Reichstagu! Zaplecze Wikipedii aż kipi od emocji, dlatego za pomocą takich reguł serwis stara się utrzymać swoich autorów w ryzach. Jak w każdej społeczności, zdarzają się przecież osoby nieradzące sobie z krytyką (jakiś nieuk ma edytować moje teksty?!). “Przyjmowanie bojowej postawy” jest jednym z grzechów głównych autora, poucza Wikipedia na (a jakże) odpowiedniej stronie o etykiecie.

Czasem autorzy tak się nakręcają, że spędzają miesiące na jałowych metadyskusjach, jak w słynnym wątku o kukurydzy. Wszystko przez to, że angielskie “maize” i “corn” nie do końca pokrywają się znaczeniowo. W ciągu ponad 10 lat w dyskusji padły już chyba wszystkie obelgi, a dyskutanci okopali się w obozach “maize’owców”, “cornowców”.

Na językach całego świata

O różnicach lingwistycznych Wikipedia może coś powiedzieć, bo jest dostępna już w 288 językach i dialektach (plus kilku nieaktywnych, włączając klingoński). Wśród nich te najbardziej egzotyczne – cebuański, warajski (oba z rejonu Filipin), ale też kataloński, baskijski, śląski czy oksytański z Prowansji. W Wikipedii znajdziemy nawet artykuły po czejeńsku, języku rdzennych Amerykanów, którym mówi zaledwie 1700 osób (oczywiście według Wikipedii).

Barometr zmian

Co dziś jest na czołówkach gazet, najdalej jutro odbije się w słupkach Wikipedii. W 2017 r. na fali “The Crown” rekordy biły artykuły o brytyjskiej monarchii. W grudniu w Polsce czytaliśmy przede wszystkim o „Ostatnim Jedi” i „Despacito” ale i porażce Popka. Jak dotąd rekord wejść na jeden artykuł – 7,4 mln – należy do strony poświęconej Steve’owi Jobsowi. Było to 6 października 2011 r., w dniu jego śmierci. Z kolei dzień po wyborach prezydenckich w USA, artykuł o Donaldzie Trumpie był czytany 6,1 mln razy. Zresztą sama Wikipedia nieraz udowadniała, że w szybkości działania może być traktowana na równi z mediami. Na przykład wtedy, gdy w dniu zamachów bombowych w Londynie w lipcu 2005 r. artykuł im poświęcony był aktualizowany nawet 15 razy na minutę.

Czy Wikipedię da się wydrukować?

W ramach artystycznego performance’u podjął się tego Michael Mandiberg w 2015 r. W sumie wydrukowano 7473 tomów Wikipedii, z których każdy liczył 700 stron.

7473 tomy Wikipedii… (fot. HaeB, CC BY-SA 3.0, wikimedia.org)

Polskie wydawnictwo Helion miało znacznie ambitniejszy projekt – wydać Wikipedię zweryfikowaną. Udało się to w 2007 r., po ponad roku syzyfowej pracy, korekty językowej i odsiewania haseł niedopracowanych i o wątpliwej treści. Wydanie, w formie płyty CD, polecano m.in. jako rozwiązanie dla osób, które nie mają internetu. Znak czasów.

Karolina Kowalska
Karolina Kowalska
Śledzi trendy i fenomeny zza zawodowych, marketingowych okularów. Ogląda bloki reklamowe i zdarza jej się przy tym pochlipywać. Lubi czytać historie brandów, które poniosły porażkę, a szczególnie jeśli się po tym podniosły. Inspirują ją ludzie, którzy przy śniadaniu wpadli na pomysł, o którym rok później mówił już cały świat. Obecnie pełnoetatowa Matka-Polka.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

„Na świecie jest rynek na może pięć komputerów”, czyli (nie)trafione przepowiednie technologiczne

Surfując po internecie (wybaczcie, zawsze chciałem użyć tej daremnej frazy), co jakiś czas natykam się na zabawne artykuły o tym, jak to najtęższe umysły świata się straszliwie myliły i zamiast dostrzec geniusz pewnych rozwiązań, dyskredytowały, krytykowały albo wyśmiewały rzeczy, które teraz są w powszechnym użyciu.
Radek Teklak
Radek Teklak
14 czerwca 2017
CZYTAJ WIĘCEJ