Zupa na Plantach – nie karmią i nie stawiają warunków. Ciepły posiłek jest tylko pretekstem

Kto rozgrzewa Kraków?
11 minut czytania
1533
0
Małgorzata Bożek
Małgorzata Bożek
14 stycznia 2018
Rozdawanie Zupy (fot Karloina Gawlik)

Serwowali już meksykańską, kapuśniak, ale też bigos. W ich menu zdarzył się też Mickiewicz i jeszcze więcej mobilnej literatury. Wypuścili również instrukcje szycia czapek i zbierali buty – nie tylko dla krakowskich potrzebujących, ale też dla dzieci z Ukrainy. Co tydzień wspólnie kroją marchewkę i przygotowują ciepłe ubrania, buty czy kosmetyki. Potem jadą na Planty. Nikogo nie karmią. Nie o samo podanie zupy im chodzi, a o człowieka.

Zupa na Plantach to grupa osób o różnych profesjach, poglądach i wyznaniach, która raz w tygodniu idzie zjeść razem kolację z każdym, kto na nią przyjdzie. Spotykają się w niedzielę, a ich wyjątkowe posiłki mają stałych bywalców. Wolontariusze wiedzą, że pojawi się Filip, Szymon i Małgośka. Za każdym razem nie brakuje też nowych osób, bo w Krakowie bezdomnych jest wielu. Miasto ich przyciąga, podobnie jak turystów. Ci ostatni też często się zatrzymują, są zaciekawieni tym, co się dzieje, pytają, co to za akcja. Oni też częstowani są np. ogórkową. Bo zupa jest tylko pretekstem – żeby stanąć z miską czegoś ciepłego i porozmawiać.

Niedziela na Plantach (fot Karolina Gawlik)

To czas otwarty dla każdego: „domnego” czy bezdomnego. Staramy się zacierać te opozycje, żeby każdy, kto przyjdzie, niezależnie od tego, skąd przychodzi i dokąd pójdzie dalej, poczuł, że w tym miejscu może się zatrzymać, i że to jest czas i miejsce dla niego – zaznacza wolontariuszka Zupy na Plantach.

Pierwsza zupa

Wszystko zaczęło się w listopadzie 2016 roku, a tak naprawdę nieco wcześniej, od pewnego wywiadu. Pytania zadawali w nim Piotr Żyłka i Błażej Strzelczyk. Odpowiadała siostra Małgorzata Chmielewska ze Wspólnoty „Chleb Życia”, która prowadzi domy dla osób bezdomnych w całej Polsce. Po tym spotkaniu dziennikarze postanowili, że sami muszą zrobić coś w dziedzinie, w której tak aktywnie działa ich niezwykła rozmówczyni. Stwierdzili, że skoro jest listopad, zimny miesiąc, to ludzie może są głodni, może mają ochotę coś zjeść. Ugotowali więc zupę. Pierwsza powstała w redakcji „Tygodnika Powszechnego”. Podano ją na Plantach i od tego momentu kolejne zupy serwowane są tam co tydzień.

Pozytywne kanapki (fot Zupa na Plantach)

Jaga Sadowska na co dzień zajmuje się rzemiosłem artystycznym i pracuje w ŻyWej Pracowni. To właśnie w pracy dowiedziała się o inicjatywie Żyłki i Strzelczyka a potem pewnego razu po prostu dołączyła do ich wyjazdu na Planty. Zupełnie inaczej było z Kasią Cholewą, która nie znała wcześniej założycieli „Zupy”. Tak, jak większość wolontariuszy, trafiła na ich inicjatywę na Facebooku. Wcześniej przez kilka lat pracowała jako wolontariuszka w przychodni dla osób bezdomnych i ubogich.  Miała jednak poczucie, że to co robi, to za mało. – Chciałam działać bardziej aktywnie. Natknęłam się na informacje o Zupie na Plantach, potem poszłam na Planty, w końcu dotarłam do ŻyWej Pracowni, i tak to się wszystko zaczęło – wspomina.

ŻyWa Pracownia to obecnie gospodarz, a raczej gospodyni Zupy na Plantach. Prowadzona przez Magdalenę Żyłkę (siostrę Piotra) i Adama Wronę, jest miejscem, gdzie organizowane są warsztaty artystyczne, zajęcia edukacyjne i liczne spotkania kulturalne. Jednak przy ul. Celnej 5, gdzie się mieści, co niedzielę w godzinach od 15.00 do 18.00, przygotowywany jest też wyjazd Zupy na Planty. Robi się tu herbatę, kawę czy kanapki. Wolontariusze kompletują też paczki imienne, w których znajduje się to, czego akurat potrzebują bywalcy cotygodniowych spotkań. Zaopatruje je w tzw. Magazynie Ciepła. Są w nim ubrania, środki higieniczne, kurtki czy buty. Zwykle uzupełnia się jego zawartość przez to, co przyniosą wolontariusze, ale również przez ogłoszenia na profilu facebookowym Zupy na Plantach. Zimą ważne są zwłaszcza buty. Jak podkreśla Jaga Sadowska, niejednokrotnie ratują życie. Choć zazwyczaj działacze jasno określają, czego szukają, bo zbierają takie informacje podczas niedzielnych spotkań od konkretnych osób, zdarzyło się też, że dostali np. buty narciarskie czy czerwone szpilki…

Odskocznia

Obok Magazynu Ciepła w ŻyWej Pracowni stacjonuje również Mobilna Biblioteka. Jej początek był właściwie przypadkowy. Zuza, jedna z wolontariuszek podczas niedzielnego spotkania miała ze sobą książkę. Podszedł do niej mężczyzna i spytał o tytuł. Przy okazji rozmowy pojawiło się też pytanie, czy byłaby szansa, żeby pożyczyć coś do poczytania. Szybko przybyło osób zainteresowanych taką możliwością. Powstał więc pomysł mobilnej biblioteki, która szybko się rozrosła i dalej powiększa swój księgozbiór, który zajmuje już całą ścianę w ŻyWej Pracowni. – Prowadzony jest spis, co kto wypożyczył, żeby ewentualnie wiedzieć, jaką kolejną pozycję danej osobie zaproponować, tak by pokrywało się to z jej preferencjami czytelniczymi – mówi Kasia Cholewa. – Książki to dla wielu ludzi rodzaj odskoczni od rzeczywistości, czasem każdemu bardzo potrzebnej – dodaje.

Mobilna Biblioteka (fot Karolina Gawlik)

Społeczność Zupy na Plantach przeniosła też w scenerię swoich cotygodniowych spotkań mickiewiczowskie „Dziady”. Organizowane co roku przez Żywą Pracownię już od jakiegoś czasu pierwszy raz zostały wówczas odczytane w tak wyjątkowym miejscu i gronie. Grupę prawie 100 osób podzielono na chóry, rozdano też solowe role. Ramię w ramię stanęły osoby bezdomne i te, które mają gdzie mieszkać. – To było niesamowite przeżycie. Kilka osób stwierdziło, że wreszcie w tym Mickiewiczu coś zobaczyło, dostrzegło sens jego utworu. Wśród nich była też moja mama, reżyserka teatralna, która powiedziała, że wreszcie odkryła nowe znaczenia i treści w tekście wieszcza. On w końcu wybrzmiał dla wielu osób, również dla mnie – wspomina Jaga Sadowska.

Bez warunków

Kulturalne doświadczenia to nie jedyne potrzeby osób w kryzysie bezdomności, z których ci spokojniejsi o swój los często nie zdają sobie sprawy. Jak zaznaczają wolontariuszki Zupy na Plantach, wielu ludzi sądzi, że bezdomnym potrzebne jest tylko miejsce do spania i jedzenie, a kiedy to dostaną, powinni być dozgonnie wdzięczni. – Owszem, to bardzo istotne rzeczy, natomiast to, że ktoś dostanie miskę zupy, nie znaczy, że ta zupa musi mu smakować. Nie możemy oczekiwać, że jeżeli komuś coś dajemy, to nagle okaże nam niezwykłą wdzięczność. Bo on np. może nie lubić marchewki i już. Musimy pamiętać, że ma do tego prawo – zaznacza Jaga Sadowska.

„Zupa” nie stawia warunków. Jest otwarta na każdego, daje pretekst do spędzenia wspólnie czasu, bez pośpiechu i wzajemnych uprzedzeń. Daje szansę na rozmowę, ale taką, która wcale nie musi czymś zaowocować czy zaprocentować, wystarczy, że będzie zwykłą wymianą poglądów. Zdarza się jednak, że z tych spotkań wynika jeszcze więcej. Najpierw rodzą się relacje, pojawiają nowe znajomości, a potem też chęci do tego, żeby spróbować coś zmienić. Bo zaangażowani w Zupę na Plantach wolontariusze, których jest około 400, w tym 100 działających stale, pomagają też wychodzić z bezdomności. Podkreślają, że często trudno zdać sobie sprawę, jak oczywiste dla wielu osób rzeczy, dla kogoś innego są ogromnym problemem. Dlatego wspierają w szukaniu pracy i wciągają osoby bezdomne w różne własne inicjatywy, które mogą stać się dla nich szansą na wyjście z kryzysu.

„Dziady” na Plantach (fot Zupa na Plantach)

Znaczenie mają wtedy z pozoru błahe sprawy – komórka do kontaktu z pracodawcą, czyste ubranie, miejsce, gdzie można się wykąpać. Jeśli ktoś śpi w wagonie na bocznicy kolejowej, trudno będzie mu dotrzeć codziennie do pracy w schludnym, czystym ubraniu. Również to uświadamiają członkowie Zupy na Plantach, zwracając uwagę, jak trudne jest wyjście z bezdomności. Przyziemne problemy, sprawiają, że podjęcie aktywności zawodowej, która mogłaby być rozwiązaniem wielu problemów, czasem staje się wręcz niewykonalne. A przecież, jak mówią wolontariusze „Zupy”, praca, możliwość pokazania swoich umiejętności i zrobienia czegoś dla innych, to kolejna ważna ludzka potrzeba, bez której zaspokojenia trudno funkcjonować.

Zatrzymać się

Takich potrzeb jest wiele. Dlatego niezbędne jest też ogromne wparcie dla tych, którzy współtworzą tę inicjatywę. Prócz wielu wolontariuszy, którzy poświęcają inicjatywie mnóstwo swojego czasu i energii, Zupę na Plantach wspomagają też darczyńcy, prywatne firmy oraz instytucje. Jest wśród nich Bank Żywności w Krakowie, ale też Zarząd Zieleni Miejskiej, który regularnie rozwiesza dodatkowe worki na śmieci podczas niedzielnych spotkań na Plantach. Pojawiają się na nich również lekarze z Przystani Medycznej, by nieść podstawową pomoc medyczną potrzebującym. Zaangażowane są także przedsiębiorstwa – np. takie, które dostarcza marchewkę do zupy albo inne, zaopatrujące inicjatywę w biodegradowalne miski. Z sukcesem zakończyła się też zbiórka na stacjonarną oraz mobilną kuchnię Zupy na Plantach, zorganizowana w jednym z serwisów crowdfundingowych. Każdy może też przyjść w niedzielę o 15.00 do ŻyWej Pracowni i pomóc w organizacji cotygodniowych spotkań. Prócz Zupy na Plantach w innych miastach działają także Zupa na Monciaku, Zupa w Kato czy poznańska Zupa Wolności. Misek zupy, a tym samym pretekstów do spotkania, przybywa. Potrzebne jest jednak też szczególne, indywidualne wsparcie, którego nie zastąpią żadne pieniądze:

Zacznijmy dostrzegać osoby bezdomne na ulicy. Jeżeli widzimy kogoś, kto leży na ławce, to zatrzymajmy się koło niego, spytajmy, jak się ma, czy może nie trzeba mu kupić herbaty, może jest wyziębiony, może wydarzyło się coś złego, a może to nie jest tylko upojenie alkoholowe, a nawet jeżeli jest, to nie zwalnia nas z obowiązku sprawdzenia, czy wszystko w porządku. Myślę, że zmiana myślenia o takich osobach i wychodzenie ze swoich stereotypów to działania, które też będą wspierać Zupę na Plantach, to co robimy i to, co chcemy zmieniać – podkreśla Jaga Sadowska.

***

Wsparcie pieniężne dla Zupy na Plantach można wysyłać na: WSPÓLNOTA CHLEB ŻYCIA 02-220 Warszawa, Łopuszańska 17. Indywidualny numer konta dla Zupy na plantach: Nr konta 08 8004 0002 2001 0000 1270 0007. W tytule przelewu: „Zupa na Plantach”.

Małgorzata Bożek
Małgorzata Bożek
Wolny strzelec krążący wokół dziedzin takich jak media, sztuka i reklama. Pracuje ze słowami i odpoczywa ze słowami. Kiedy nie pisze, czyta, ogląda, słucha – jest uzależniona od opowieści. Lubi zmiany, podróże i sny.
AUTOR

Polecamy

Zobacz też

Polak pomaga nie tylko od święta. Co sprawia, że otwieramy serca i portfele?

Okres przedświąteczny to gorący sezon dla akcji charytatywnych. Czy Święta faktycznie uruchamiają w nas większe niż zazwyczaj pokłady empatii? Jak na co dzień i komu najchętniej pomagają Polacy?
Karolina Kowalska
Karolina Kowalska
9 grudnia 2017
CZYTAJ WIĘCEJ
[FM_form id="1"]
Skup antyków Warszawa