Bachor: Czy to już czas? Krótki nieporadnik dla nieudolnych rodziców

5 minut czytania
3458
0
Madame de Bachory
Madame de Bachory
22 lutego 2018

Wielu domniemanych przedstawicieli gatunku ludzkiego w wieku rozrodczym, oraz tych już rozmnożonych nieustannie dobija się do wrót internetu z licznymi pytaniami o to, czy to już czas na pierwszy nocnik, pierwszy pas cnoty, pierwszą chwilówkę, albo pierwszego Passata TDI.

Oto więc wchodzę ja, cała w bliznach po wojnie rodzicielskiej i mówię wam jak jest. A jest gorzej, niż wam się wydaje. Czyli jak zwykle.

Czy to już czas na dzidziusia?

Pytanie o to, kiedy najlepiej przerzucić się z trybu “neutral” na “hard core”, czyli kiedy zacząć się starać o własne dziecko, najczęściej nie pojawia się synchronicznie w głowach obydwojga partnerów, dlatego mam tu kilka zasadniczych pytań:

Czy obydwoje potencjalni rodzice mają ukończone 18 lat?

Czy co najmniej jeden domownik planujący rozpłód posiada funkcjonujący mózg?

Czy chęć rozpłodu jest obopólna i podjęta w sposób dobrowolny – tj. pozbawiony szantażu emocjonalnego, fortelu mającego na celu usidlenie drugiej osoby za pomocą ciąży, podstępu matrymonialnego, presji osób trzecich?

Czy mieszkacie poza strefą podwyższonego promieniowania radioaktywnego?

Czy w ciągu ostatnich 3 mld lat przebywaliście w odległości nie mniej niż 50 lat świetlnych od Pasa Oriona?

Czy to już czas?

Jeśli na którekolwiek pytanie odpowiedzieliście przecząco – to jeszcze nie czas. Dlaczego? Sami pomyślcie. Czy chcielibyście wychowywać potomstwo z jakimś niepełnoletnim, bezmózgim obcym rozsiewającym wszędzie promieniowanie alfa i inne takie? Nawet, jeśli lubicie BDSM, to wymuszanie na kimś wspólnego płodzenia bachorów wykracza poza sferę podniecających tortur pozytywnie wpływających na libido i wzrost samooceny.

Czy to już czas na to, by nasza fasolinka wymawiała płynnie słowa takie jak “Szczebrzeszyn”?

Presja wśród młodych reproduktorów jest ogromna. Nie zna rodzicielstwa ten, kto choć raz nie spotkał na duktach miejskich, wśród gąszczu huśtawek, albo gdzieś między sojową latte a zasiłkiem z MOPSu kogoś, kto niosąc w ręku sześdziecięciocentymetrową istotę człekokształtną w obowiązkowej czapeczce i pajacyku nie wypowiedział głośno oświadczenia: “Nasz Ruryk już pięknie wymawia wszystkie słówka ze słownika polsko-mandaryńskiego, szczególnie lubi to robić, gdy sam siada na nocnik po zakończeniu ćwiczeń z matematyki abstrakcyjnej, w trakcie których zajada się szparagami i blanszowaną salsefią”. I wtedy łapie człowieka wnerw. No bo co, kurczę blade. Kiedy jest ten czas?

No to podpowiadam: jeśli wasz pomiot szatański potrafi tylko patrzeć w nicość otaczającą wasze ciało, wkładać swoje miniaturowe paluszki do miniaturowej paszczy, ślinić się, robić kupę w pieluchę i obsikiwać was w czasie jej wymiany, to jeszcze nie czas. To jest jednak bardzo podstępna sprawa, bo z drugiej strony, jeśli wciąż próbuje was obsikać, albo obrzygać, ale zauważyliście, że od dwudziestu lat unika golenia zarostu maszynką (dla rodziców chłopczyka), ewentualnie potrafi zaaplikować sobie farbę tak, by uzyskać idealne ombre, świetnie komponujące się z tą miniówką (dla dziewczynki), a jednak język polski nadal nastręcza mu wiele trudności, to przykro mi, jest już za późno.

Czy to już czas, by zapisać je do szkoły?

Spójrzmy na ogólne wytyczne dotyczące dojrzałości szkolnej. Jest coś o koordynacji psychoruchowej, malowaniu pędzlem i tak dalej, o tym, że taki przyszły uczeń potrafi stosować adekwatne słownictwo, umie zachować się w grupie i opisywać własne emocje, umie się ubrać i załatwić samemu. Gdyby bazować na tych ogólnikach, wychodziłoby na to, że szesnastoletni gówniak po biforku nie ma gotowości szkolnej. No sami powiedzcie. O emocjach powie wam tyle co nic, w grupie rówieśniczej to jakoś tak różnie, jedni się odnajdują, inni wolą się zamknąć w pokoju i powiedzieć, że mają jakieś hikikomory, czy inne japońskie choroby, brudnej szklanki do zlewu wstawić nie potrafią, ciuchów poskładać też jakoś nie bardzo. Tak więc może nie przesadzajmy.

Z drugiej strony nie ma się co oszukiwać, pyskaty pięciolatek potrafi nieźle zdenerwować, więc na siłę odnajdujemy różne ukryte supermoce, by jak najszybciej wypchnąć tego bachora, niech już idzie, niech się szybko nauczy i niech się wreszcie wyprowadzi. Jak znaleźć złoty środek? Najważniejsze, by zdążyć przed kuratorem, który niechybnie będzie was ścigać, gdy przesadzicie z trzymaniem fasolinki pod kloszem i uchylaniem się od obowiązku szkolnego.

bachor
Pora na edukację?

Czy to już czas, by się wyprowadziło?

Umie zamawiać fajne gadżety przez internet i płacić za nie waszą kartą? Umie wyżreć wszystkie zapasy z lodówki, nim pierwsze promienie wschodzącego słońca wedrą się do waszego ponurego zamczyska? Lubi żywić się odgrzewaną pizzą, a w soboty nie wychodzi z łóżka przed 10:00? Brzmi, jakby już było gotowe, ale to jeszcze o niczym nie świadczy. Sowieccy naukowcy, w jednym z odnalezionych po latach badań, udokumentowali istnienie co najmniej pięciorga dzieci w wieku 2-8 lat, które nie budzą się w weekend i inne dni wolne od waszej pracy przed godziną 7:00. W tych samych badaniach widniały też adnotacje o przedszkolakach samodzielnie robiących sobie kanapki bez konieczności odwoływania się do instancji wyższej zwanej dalej rodzicem. Niestety, ślad po nich zaginął. Po notatkach, naukowcach i dzieciach.

Obecnie historie o samodzielności są głównie miejskimi legendami. Co się zaś tyczy wyprowadzki, cóż… posiadanie dowodu osobistego nie jest tu żadnym wyznacznikiem. Niestety, to, że wyrobiliście swemu zaradnemu trzylatkowi taki dokument, nie uprawnia go jeszcze do tego, by w naszej części świata podjął legalnie pracę zarobkową i wynajął suterenę, ech… Kiedyś to były czasy (teraz już nie ma czasów). Z drugiej strony taki bachor może człowiekowi nieźle zamieszać w głowie i latami ukrywać swoją dorosłość. Jeśli więc w czasie rodzinnej rozmowy bachor powie, że pamięta, jak w dzieciństwie pił płyn Lugola, albo, co gorsza, że podbierał wam kartki na wódkę, to znaczy, że definitywnie nadszedł czas, by się wreszcie wyprowadził.

Czy to już czas, by posprzątać mieszkanie?

To najtrudniejsze z pytań. Wielokrotnie testowaliście już różne głupie pomysły, na przykład  sprzątanie mieszkania w niedzielę, by w nowy tydzień wkroczyć z czystą oborą. Wiecie już pewnie, że przy bachorach nie ma to sensu (jeśli nie wiecie, to już teraz wiecie). Nie czas też na sprzątanie mieszkania przed weekendem, nawet, jeśli wyjeżdżacie z domu i nikt nie nakruszy, nie nabłoci, nie rozleje soczku, nie wywali wszystkich zabawek, nie rzuci brudnych majtek, skarpetek i przepoconej koszulki na podłogę w pokoju tak, by potem śmierdziało w całym domu męską szatnią.

Sprzątanie? Głupi pomysł, ale oczywiście można spróbować

To nie ma sensu, powtarzam! Wrócicie z wyjazdu  i pierwsze co się wydarzy to automatyczne nasyfienie wynikające z porzucenia bagaży waszego żywota. Jeśli wasze dzieci jeszcze nie posiadają gotowości przeprowadzkowej (patrz punkt wyżej) – sprzątanie też nie ma sensu. Jeśli natomiast właśnie zadzwonił domofon i to była wasza matka, nawet ta druga, no, wiecie, ttt.t.t… teściowa, no to sorry, ale jest już zdecydowanie za późno. Natychmiast dokonajcie abordażu i salwujcie się ucieczką z wykorzystaniem zdobycznego okrętu.

Madame de Bachory
Madame de Bachory
Detoks lukrowy, odczulanie na fasolinki, pierwsza pomoc w beznadziejnym rodzicielstwie - to moje motto, a referencje? Kobieta stara, przemądrzała i dość intensywnie doświadczana przez bachory (wiek różny). Jeśli nasuwa Wam to skojarzenie z legendarnym magazynem dla beznadziejnych rodziców "BACHOR", to niech nasuwa dalej.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Dziecko

Bachor. Jak przygotować się na najgorsze?

Droga Bachora nie jest dla każdego. Jeśli wasze oczy zarosły lukrem, a detektor czarnego humoru to coś, czego wasza mama używa do sprawdzania czystości kafelków przy toalecie, zawróćcie – tu zaczyna się piekło.
Madame de Bachory
Madame de Bachory
7 czerwca 2017
CZYTAJ WIĘCEJ